Haneczka – podlizucha,

tak nazywałam swoją siostrę, a dopiero teraz dotarło do mnie, jak użyłam tego sformułowania w ostatnim wpisie, że ona była zawsze nadzwyczaj miła do mamy ze strachu żeby mama nie oddała jej komuś, jakiejś cioci czy babci. Niestety była oddana do babci Anastazji na długich pięć lat, czyli na okres wojny. Cała rodzina przeżyła to bardzo tylko nie ja. Ja ją poznałam dopiero jak jechaliśmy już do Polski. Opisując dzieje naszej rodziny pisałam, że Tato, jako Piłsudczyk musiał ciągle się ukrywać i ciągle uciekać, z całą swoją rodziną. Ostatnim schronieniem była szkoła powszechna w Wilnie. Jak Go złapali i osadzili w więzieniu moja mama była w pierwszych miesiącach ciąży ze mną. Wyobraźcie sobie trwa wojna, Tato w więzieniu, mama z piątym dzieckiem w ciąży. Kilka ulic dalej mieszka babcia Anastazja – mama taty, i mimo wojny powodzi jej się całkiem znośnie – ma restaurację w centrum Wilna, która pozwala na dostatnie życie. Babcia wpada na niedorzeczny pomysł i żeby ulżyć mojej mamie bierze do siebie jedno dziecko, właśnie Haneczkę. Bierze ją do siebie w czasie kiedy na świat przychodzi rozwrzeszczany dzieciak czyli – ja. Moje starsze rodzeństwo zna Haneczkę i tęskni za nią. Mnie nie znoszą ponieważ wraz z moim przyjściem na świat na rodzinę spadają same nieszczęścia : brak ukochanego tatusia, wojna, tęsknota za siostrą i obowiązek zajmowania się tym kimś wrzeszczącym bo mama ciągle była w poszukiwaniu jedzenia dla dzieci, między Wilnem a Olkienikami czyli rodziną ze strony mamy u której zdobywała to jedzenie i kryjąc się przed bombami przenosiła je dla swoich dzieci. Babci Anastazji nie przyszło do głowy, że lepiej byłoby wyżywić, choć bardzo skromnie, rodzinę syna niż rozbijać rodzinę. Haneczce było bardzo źle u babci. Siedziała sama w domu z chorym dziadkiem bo babcia i ciocia były całymi dniami zajęte w restauracji. I ten strach, żeby zostać w rodzinie do której w końcu wróciła ukierunkował jej zachowanie się jako podlizuchy i pierwszego wroga swojej najmłodszej siostry, czyli mnie.

A co u nas? Uczęszczam, bardzo systematycznie, na zajęcia z logopedii. Ponieważ grupa jest dobrana pod względem intelektualnym to te zajęcia są dla nas zabawą. Jest bardzo dużo śmiechu i zawsze na początku zajęć strach, że tego nie ogarniemy, ale prowadząca – Natalka, tak zgrabnie poupycha wszystko w tych naszych głowach, że sami sobie się dziwimy, że wszystko umiemy na pamięć. Na koniec zajęć potrafimy, na wyrywki powtórzyć słowo w słowo, co powiedziała którakolwiek osoba z naszej dziesiątki. Bardzo się staram żeby nie opuścić ani jednego zajęcia.

Trochę mi smutno, że będę musiała zmienić formę naszego czwartkowego, śpiewającego spotkania. Do prowadzenia takiego spotkania przygotowuję się bardzo starannie razem z Natalką. Ponieważ myślą przewodnią ostatniego spotkania, była miłość, to na dużym ekranie były tulące się konie, słonie, koty, psy i my, i to wszystko w objęciach miłosnych i pięknych kwiatach. Był video clip do pięknej piosenki Kohena Tańcz, i miłosne zaloty z filmu Anna Karenina. Było też zakochane disco polo, a bardzo licznie zebrana widownia zajęta była wyłącznie zjedzeniem jak największej ilości ciastek.

I to już wszystko NARA !!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *