Cz. IV str. 26

Jednak nasi pracownicy czytają mojego bloga. Cieszę się bardzo  bo od razu widać, że jeśli przyznają mi rację to zmieniają swoje metody pracy. Chodzi mi o zamykanie drzwi od naszych pokoi. Jak poruszyłam ten temat kilka dni temu to aż przyjemniej chodzi się po korytarzach. Drzwi są pozamykane, a jak drzwi zamknięte to i zapachy inne, a na moim korytarzu to nawet są wtyczki zapachowe. Fakt te wtyczki były już znacznie wcześniej ale ich się nie czuło bo tłumione były zapachami przez  otwarte drzwi.

We wtorek przeżyliśmy wspólnie rozpacz Anety i Zygmunta związaną z ich rozstaniem. Zupełnie nie wiem dlaczego tak się za nich wzięto. Chyba ludzie zazdroszczą osobom zakochanym. Ta para nie miała nic poza swoją miłością. Ta miłość to był dla nich dar od Boga za ich nieszczęsny żywot, za ich kalectwo fizyczne i psychiczne.  Jak pokochali siebie to stali się mili i zachowywali się bardzo grzecznie. Nie można było im niczego zarzucić. Jak dostali polecenie bycia  przy otwartych drzwiach to tego przestrzegali.  Siadali, w pokoju Zygmunta przy komputerze, włączali muzykę discopolo i śpiewali razem z zespołami. Tyle tylko, że byli zawsze objęci i chyba to innych bodło w oczy. To przecież są dorośli ludzie. Zygmuntem teraz terapeutki zajmują się intensywnie, a co robi Anetka w nowym, nie znanym sobie miejscu?                              Zygmunt w dzień funkcjonuje w miarę normalnie, ale jak przychodzi wieczór to chyba z tej tęsknoty wali niemiłosiernie drzwiami, chyba wali pięścią we wszystko co się da, tak go roznosi.

Coś się u nas zmienia na wszystkich frontach. Lucyna, która parę lat temu demonstracyjnie  przeszła na stronę ” wroga ”  po to żeby mi dowalić, która od lat lizała tyłki hołocie i dyrektorce              ( i obecnej i poprzedniej ) teraz chodzi za mną i skarży się na obecne rządy. Ale jak spytałam – czy mogę te jej żale opisać na blogu, to powiedziała, że nie. Mam być tylko jej zbieraczem żalów. Nie nadaję się do tego. Nie mogę tylko słuchać i przytakiwać. Jak komuś jest źle to natychmiast chcę to naprawiać, a jeśli nie mogę tego zrobić to i słuchać nie chcę.                                                                      Jest u nas taka pani Bogusia, która od lat mówi o jednym – okradają mnie. Mieszka z nami od ponad piętnastu lat i jeszcze nie zmieniła płyty. Ci co ją znają to omijają ją. Rozmawiają tylko z grzeczności. Właśnie na tę grzeczność dałam się nabrać to teraz muszę wysłuchiwać. Nie pomagają żadne tłumaczenia. Na jej prośby dał się naciągnąć Kaziu z pobytu dziennego i teraz to ona ma na kogo zwalić winę kradzieży. Mówiłam mu żeby nie zajmował się jej  sprawami, że obciąży go za wszystkie zło tego świata. Nie posłuchał i teraz jest wzywany na dywanik do pani dyrektor. Pani dyrektor dobrze zna Bogusie, po co więc go  wzywa. To jest strata czasu. Lepiej do Bogusi przysłać psychiatrę i to powinny być wizyty systematyczne.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *