Cz. IV str. 27

Mój wrześniowy ogródek jest całkiem ładny, szkoda, że ciągle pada i rzadko w nim bywam. Najbardziej dekorują go kwiaty które dostałam od dyrekcji. Pierwszy raz mogłam sobie wybrać kwiaty jakie chcę i ile chcę. Te otrzymane kwiaty dekorują balkon ale widać je z daleka i  przyciągają wzrok.

7 września, w czwartkową herbatkę, zamiast lekkiej rozrywki ma być czytanie ” WESELA”  Wyspiańskiego, czyli ciężki kaliber.  Natychmiast wzięłam się za lekturę, ponieważ tę pozycję czytałam ponad pół wieku temu i to na pewno  bez zrozumienia.  Czytając byłam bardzo zdziwiona wyborem,  to według mnie porywanie się z motyką na słońce.  Mówię do pani kierownik socjalnej – czy nie jest to przerost ambicji nad możliwościami?  W odpowiedzi usłyszałam – no żeby się pani nie zdziwiła. No i nie zdziwiłam się. Odfajkowana lipa. Z ciekawością posłuchałam jako wstępu, pary prezydenckiej. Popatrzyliśmy na  elegancję  pani prezydentowej i w wyglądzie i w przedstawieniu wartości tego dramatu w literaturze polskiej, co jeszcze bardziej zróżnicowało występ naszych wykonawców.  Zadziwił mnie, pozytywnie,  wybór dialogów. To były dialogi wybiórcze, co łatwiejsze do czytania.  Nie wpadłabym na to i to jest na plus. Ale kochani, nikt nie wiedział o co chodzi. Nie przedstawiono kto z kim rozmawia i że w ogóle ktoś z kimś. A przecież to była kwint esencja dramatu. Mówienie tak bardzo różnymi językami w jednym kraju.  Przedstawienie całego wachlarza  społeczeństwa  polskiego, od chłopstwa, po inteligentów, wręcz światowców po przez mocno powiązaną z Polską warstwą Żydów i wreszcie mieszczaństwem. Od ludzi zaangażowanych w życie społeczno – polityczne i ludzi obojętnych.     Pani Mar… przeczytała poprawnie swój dialog  ale nie przedstawiła swoich rozmówców czytając za dwie osoby.        Z panią Kar… było gorzej, pomijam pomyłki, ale  nikt jej nie słyszał. Siedziała tyłem do widowni.  Nie ma co mówić o dialogu czytanym przez  pana Stasia, on sam nie wiedział co czyta i na dodatek nie umie poprawnie czytać, a na domiar złego miał najtrudniejszy tekst. Tak więc coś po bełkotał.  Ludzie siedzieli jak na tureckim kazaniu, a wykonawcy i organizatorzy bili brawa sobie na wzajem.  Niezbędny był narrator. Ale kto by się przejmował, że nikt nie wie o co chodzi, grunt, że  wykazano taki ambitny punkt w działalności domu.

W piątek idąc  na śniadanie usłyszałam wołanie Zygmunta – Danusia, chodź. Widzę radość w jego oczach.  Dzwoniła Anetka – cieszy się Zygmunt. Dobrze jej tam, tylko tęskni. Chciałbym ją przytulić. Poradziłam mu żeby za jakiś czas poprosił dyrekcję o zawiezienie go do Anetki.  Ale niestety wieczorem zaczęło się  trzaskanie drzwiami. To emocje roznosiły Zygmunta. Mnie od niego oddzielają trzy pokoje, to   nie było to nic strasznego ale Władzia,  sąsiadka przez ścianę,  przyszła do mnie z żalem – pomóż.  Przecież tak nie da się żyć.  Władziu, kochanie, chodzisz, mówisz i sama wiesz z kim rozmawiać. Niestety nie zapomniałam jak w ciężkich dla mnie czasach prosiła mnie żebym do niej nie przychodziła bo hołota nie da jej żyć. To teraz powinna iść do nich z prośbą o pomoc.  Na pewno pomoc nadeszła by natychmiast bo hołota jest u szczytu łask i to jest bardzo widoczne.  No wiadomo lizusi są  zawsze w cenie i to na wagę złota.

 

Cz. IV str. 26

Jednak nasi pracownicy czytają mojego bloga. Cieszę się bardzo  bo od razu widać, że jeśli przyznają mi rację to zmieniają swoje metody pracy. Chodzi mi o zamykanie drzwi od naszych pokoi. Jak poruszyłam ten temat kilka dni temu to aż przyjemniej chodzi się po korytarzach. Drzwi są pozamykane, a jak drzwi zamknięte to i zapachy inne, a na moim korytarzu to nawet są wtyczki zapachowe. Fakt te wtyczki były już znacznie wcześniej ale ich się nie czuło bo tłumione były zapachami przez  otwarte drzwi.

We wtorek przeżyliśmy wspólnie rozpacz Anety i Zygmunta związaną z ich rozstaniem. Zupełnie nie wiem dlaczego tak się za nich wzięto. Chyba ludzie zazdroszczą osobom zakochanym. Ta para nie miała nic poza swoją miłością. Ta miłość to był dla nich dar od Boga za ich nieszczęsny żywot, za ich kalectwo fizyczne i psychiczne.  Jak pokochali siebie to stali się mili i zachowywali się bardzo grzecznie. Nie można było im niczego zarzucić. Jak dostali polecenie bycia  przy otwartych drzwiach to tego przestrzegali.  Siadali, w pokoju Zygmunta przy komputerze, włączali muzykę discopolo i śpiewali razem z zespołami. Tyle tylko, że byli zawsze objęci i chyba to innych bodło w oczy. To przecież są dorośli ludzie. Zygmuntem teraz terapeutki zajmują się intensywnie, a co robi Anetka w nowym, nie znanym sobie miejscu?                              Zygmunt w dzień funkcjonuje w miarę normalnie, ale jak przychodzi wieczór to chyba z tej tęsknoty wali niemiłosiernie drzwiami, chyba wali pięścią we wszystko co się da, tak go roznosi.

Coś się u nas zmienia na wszystkich frontach. Lucyna, która parę lat temu demonstracyjnie  przeszła na stronę ” wroga ”  po to żeby mi dowalić, która od lat lizała tyłki hołocie i dyrektorce              ( i obecnej i poprzedniej ) teraz chodzi za mną i skarży się na obecne rządy. Ale jak spytałam – czy mogę te jej żale opisać na blogu, to powiedziała, że nie. Mam być tylko jej zbieraczem żalów. Nie nadaję się do tego. Nie mogę tylko słuchać i przytakiwać. Jak komuś jest źle to natychmiast chcę to naprawiać, a jeśli nie mogę tego zrobić to i słuchać nie chcę.                                                                      Jest u nas taka pani Bogusia, która od lat mówi o jednym – okradają mnie. Mieszka z nami od ponad piętnastu lat i jeszcze nie zmieniła płyty. Ci co ją znają to omijają ją. Rozmawiają tylko z grzeczności. Właśnie na tę grzeczność dałam się nabrać to teraz muszę wysłuchiwać. Nie pomagają żadne tłumaczenia. Na jej prośby dał się naciągnąć Kaziu z pobytu dziennego i teraz to ona ma na kogo zwalić winę kradzieży. Mówiłam mu żeby nie zajmował się jej  sprawami, że obciąży go za wszystkie zło tego świata. Nie posłuchał i teraz jest wzywany na dywanik do pani dyrektor. Pani dyrektor dobrze zna Bogusie, po co więc go  wzywa. To jest strata czasu. Lepiej do Bogusi przysłać psychiatrę i to powinny być wizyty systematyczne.