Jedziemy do Polski

Mama Gali zawiozła mnie do szpitala jako swoją córkę. Nie bała się,  że zdradzę się czymś, że nią nie jestem bo było pewne, że na każde pytanie odpowiem w takim języku w jakim będę pytana. Lekarz mnie zbadał, opatrzył i wyposażył w niezbędne medykamenty na daleką drogę. Okazało się bowiem, że tatuś dostał dwudniową przepustkę z więzienia na prośbę mamy Gali – wdowy po  bohaterze  Związku Radzieckiego, której się nie odmawia. Cała rodzina taty na czele z babcią Anastazją czekała na niego jak na sygnał do wyjazdu. Ja troszeczkę pokrzyżowałam plany ale udało się -jedziemy.                                                                                                          Jedziemy takim brzydkim pociągiem, w wagonie bydlęcym – jak mówi babcia. Jest nas tak dużo, nigdy nie widziałam tyle cioć i wujków, stryjenek i stryjków razem. To wszystko od jednej babci, babci Anastazji. Nikogo z nich nie znałam, nawet babci. No ale ja nawet swojego tatusia poznałam dopiero wczoraj. Ale już kocham go jak nikogo na świecie. Tego kochania tatusia nauczyła mnie Gala. U nas w domu nikt nigdy nie mówił nikomu, że go kocha. Chyba to było wstydliwe słowo, a Gala ciągle mówiła, że tatę kocha i mamę swoją i mnie. Biedna Gala – westchnęłam głośno. Tatuś usłyszał –  wiem, wiem czekała na mój powrót a tu nagle ani mnie ani ciebie już nie zobaczy. Ale Gala ma bardzo mądrą mamę, ona jej wszystko wytłumaczy. Ja musiałam leżeć więc jak ktoś chciał ze mną porozmawiać to musiał przyjść do mnie. Przyszła babcia Anastazja – taka ładna, podobała mi się. Babciu wiesz, że mam już cztery i pół roku a ciebie nie znałam, ani tatusia nie znałam. Wiem dziateńki, wiem.  Twój tatuś to mój syn a ja też jego prawie nie znam. Ledwie odrósł od ziemi już poszedł w świat Polski szukać. Poszedł do legionów. A co to takiego?  To było takie wojsko pełne dzieciaków które chciało naszą Polskę na rękach do Wilna przynieść. Poszli aż do Galicji, te nasze oleandry, do Piłsudskiego, a potem za nim krok w krok. Twój tata to choć buty porządne miał i ubranie sukienne a inne dzieciaki to prawie gołe i bose, ot w łachmanach jakich oby tylko Polskę znaleźć.  Babciu, to ta nasza Polska ucieka i ucieka , teraz też jedziemy jej szukać. Teraz , dziateńki, to my choć wiemy gdzie Ona  jest, a  przedtem to jej w ogóle nie było. Tyle krwi, tyle łez a Ona pobyła trochę z nami i znów ją ruskie zabrały. Ruskie – takie jak Gala? A no takie dziateńki, takie. Wilno to nie ich miejsce.  Na te słowa wtrącił się brat – babciu ty jej nie tłumacz , jej wszystko jedno kim ona jest. Ona chyba nie nasza. Nie głaszcz jej, ją tylko lać trzeba. Widzisz dziateńki, każdy jest taki jakich ma nauczycieli. Ale po Polsku nad podziw ładnie mówi. Ale za to jak śpiewa to tylko po rusku – wściekał się brat.       No to ją nauczymy po polsku. I babcia zaczęła śpiewać  -” Wilija naszych strumieni rodzica, dno ma przejrzyste i niebieskie lica.       U stóp Wilnianki kwiat naszych młodzianów, od róż kraśniejszy i od tulipanów.” itd.  Wszyscy jadący w tym wagonie zaczęli śpiewać razem z babcią. Śpiewali wszyscy dopóki mama nie zaczęła śpiewać ” Po nocnej rosie” i ” Prząśniczkę ” , wówczas wszyscy zamilkli, śpiewała tylko mama. Jak ona pięknie śpiewała, nigdy nie słyszałam mamy śpiewającej. Później podróżni zaczęli śpiewać pieśni kościelne, których też nigdy nie słyszałam aż wreszcie zaczęli się modlić.  Potem co chwilę ktoś zasypiał. Coraz mniej głosów słyszałam. Wreszcie usnęłam i ja. Jak długo spaliśmy to nie wiem. Pociąg stanął. Tatuś  i pozostali panowie wysiedli z pociągu. Ktoś spytał – co to za stacja? Jakiś Olsztyn,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *