Imieniny Antonich

13 czerwca co roku w domu państwa Ż były wielkie bale, przecież to imieniny Antoniego a w tym domu było ich trochę. Ich nowe mieszkanie było ogromne – cztery wielkie salony połączone rozsuwanymi drzwiami mieściły naprawdę dużo gości. Na tych słynnych imieninach poznało się bardzo wiele par. Co najdziwniejsze to mimo iż rodzice to Antonina i Antoni na przyjęciach imieninowych była sama młodzież. To byli rodzice żyjący radością swoich dzieci. 13 czerwca 1958r. bal był dedykowany dla mnie i mojemu przyszłemu mężowi.  Antoś, który już od roku pracował zaprosił na ten bal swoich kolegów z  którymi chodził razem do Technikum Kolejowego a teraz wszyscy razem pracowali w parowozowni. Byli maszynistami parowozów. Byli to bardzo fajni chłopcy, każdy z nich poza pracą miał jakieś hobby np. Antoś  – piłka nożna i brydż a mój przyszły mąż brydż i taniec.  Antoś oczywiście odpowiednio wcześniej pokazał zdjęcia kilku koleżanek swoich sióstr kolegom, żeby wiedzieć kogo zaprosić. Chętnych do poznania mnie było dużo ale Antoś zastrzegł, że ja chcę wyjść za mąż a nie prowadzić się za rączkę. Jeden z nich krzyknął, że bierze mnie za żonę  w ciemno. W dniu imienin mama Ż pyta – czy oby Danuśka na pewno wie, że na tym balu musi być, zaprosiłeś dla niej tylu chłopców a jak ona nie przyjdzie, ty lepiej pojedź po nią. Mieszkaliśmy teraz po przeciwnej stronie miasta, w miasteczku akademickim i wszyscy pracowaliśmy na uczelni. Mama była portierką, brat pracował w drukarni uczelnianej jako zecer a i ja po rzuceniu szkoły  również pracowałam w drukarni. Przecież mój brat musiał mnie ciągle mieć na oku. Ponieważ brat  zaczął się uganiać za swoją przyszłą żoną to w obawie, że mnie nie upilnuje znalazł dla mnie pretendenta na męża.  Janusz był kierownikiem drukarni a więc był i moim i mojego brata szefem, a ponieważ był naprawdę i przystojnym i bardzo wartościowym człowiekiem to został również pupilkiem mojej mamy.  Musiałam jak najszybciej wyjść za mąż za kogokolwiek żeby uwolnić się i od niego i od brata.  Przez Janusza czułam się osaczona i w pracy i w domu i wszędzie poza domem prześladowały mnie jego wielkie czarne, maślane od zakochania oczy. Szykowałam się na imieninowy bal dedykowany dla mnie, bardzo starannie żeby na pewno oczarować na nim swojego przyszłego męża, żeby go mieć jak najszybciej. To miasteczko akademickie  w którym mieszkaliśmy  leżało pod lasem nad jeziorem a za lasem mieszkała moja  krawcowa. Właśnie  wracałam od niej z piękną szafirową,  nowiutką sukieneczką jak usłyszałam w lesie warkot motoru – to Antoś zgodnie z poleceniem swojej mamy jechał po mnie. W domu poczekał aż doprowadzę się do efektu końcowego i pojechaliśmy na bal.. Ledwie zdążyłam wyjść z domu przed przyjściem brata. Nie wiem jak by się to skończyło gdybym nie zdążyła.

Dzisiaj wiem, że lepiej dla mnie byłoby gdybym nie zdążyła, ale trudno sama tak zdecydowałam; zawsze wpadam z deszczu pod rynnę.