Sąsiadka spod 1= powrót do DPS

Sąsiadkę spod 1 mało kto znał, przebywała najczęściej za oceanem razem z trupą teatralną z którą pracowała. Była wprawdzie pracownikiem technicznym teatru ale nie zastąpioną charakteryzatorką. Domem i trójką dzieci zajmował się jej mąż. To jego znali i cenili wszyscy sąsiedzi, był pomocny nie tylko w swoim domu i swoim dzieciom, pomagał też wszystkim sąsiadom;  a przecież pracował. To on wstawiał  zamek do drzwi kiedy  sąsiadka spod 15  uszkodziła mi go. Jak żona zakończyła wojaże to dzieci były już w średniej szkole. Pan Kow.  opadł; z sił  żona niestety  nie umiała zaopiekować się nim.  Ich syn przyjeżdżał z drugiego końca miasta i odwoził ojca na dzienny pobyt dla chorych z demencją, właśnie do naszego DPSu; ja już w nim mieszkałam także zaraz po jego przyjeździe przychodziłam do niego, obwoziłam po budynku i zawoziłam na salę gimnastyczną. Dużo ze sobą rozmawialiśmy i okazało się, że ten pobyt w DPS to ucieczka przed żoną która nie dawała mu wytchnienia i sądziła, że mąż będzie się teraz ją opiekował. Jak pani Kow. zauważyła, że mąż zbyt chętnie daje się zawozić do DPSu to i ona zechciała przyjeżdżać razem z mężem. Po jakimś czasie zrezygnowali oboje , bo przecież to nie o to chodziło. Minęło parę lat i zmarło się mojemu sąsiadowi. Żona, już 95 letnia kobieta nie dawała sobie rady sama w domu, jeździła na wózku inwalidzkim i miała jakieś aparaty na nogach. Postanowiła zamieszkać w naszym DPSie. Ponieważ miała zastrzeżenia co do opieki poprosiła do siebie panią dyrektor Domu żeby je wyłuskać. Moim zdaniem postąpiła słusznie bo po pierwsze nie wiedziała gdzie urzęduje pani dyrektor, po drugie nasz Dom to labirynt korytarzy i pięter; musiałaby do biura jechać dwiema windami, każdą po dwa piętra po to żeby zaskoczył ją fakt, że i ona mieszka na parterze i biura znajdują się na parterze. Taka to plątanina. Nie wiedziała, że w naszym Domu to należy skakać nad dyrekcją  a nie chcieć cokolwiek od nich, dyrekcja ma mieć święty spokój. Jak pani dyrektor usłyszała czego to domaga się pani Kow. to natychmiast  poleciła objąć  ją  specjalnym nadzorem – czyli konieczność pomocy psychiatry w celu wyciszenia podopiecznej. Jak można życzyć sobie codzienną kąpiel, a raz w tygodniu to nie wystarczy? Mało tego, że raz w tygodniu to jeszcze nie wtedy kiedy sobie życzy podopieczny a wtedy kiedy personel znajdzie na to czas. Jak dzisiaj powiem komuś z mieszkańców, że pani Kow. chciała codziennej kąpieli to każdy kto to słyszy wybucha śmiechem. Niestety pan doktor psychiatra bardzo się przejął poleceniem pani dyrektor i pani Kow. wylądowała w psychiatryku w kaftanie bezpieczeństwa.  Podczas rozmowy z jej córką dowiedziałam się, że jej mama musiała być nafaszerowana jakimiś prochami bo nigdy w życiu nie widziała tak szalejącej mamy. Przeraziła się co ludzie mogą zrobić drugiemu człowiekowi udając, że pomagają. Córka zabrała matkę natychmiast  do domu. Każdemu odradza pobyt w naszym Domu ” Opieki „.