Smutny tydzień…

Zaczął się od pogrzebu rodzinnego. To był pogrzeb syna mojej starszej siostry. Okazało się, że jestem najstarszym członkiem rodziny, ( a byłam najmłodsza w rodzinie ) ; tak więc słyszałam po wielokroć, Jak dobrze, że ty jesteś zawsze – ciociu. To, że jestem stara świadczyła nie tylko moja metryka ale i zwyczaj w zachowaniu się na takiej ceremonii. Otóż, okazuje się , że już nie ma zwyczaju przychodzenia na pogrzeb z kwiatami i zniczami, wystarczy obecność. Bardzo mądry jest ten nowy zwyczaj. Nie pochwalają go najwyżej kwiaciarki ale wszyscy co sprzątają cmentarze to tak. Taki sam zwyczaj trzeba by wprowadzić na Zaduszki – przychodzi tłum ludzi, każdy co najmniej ze zniczem, a sprząta na ogół jedna osoba i to stale ta sama. — Będę musiała dowiedzieć się ile taka ceremonia pogrzebowa kosztowała, bo była bardzo bogata; a i na mnie chyba już pomalutku będzie pora. Wprawdzie aż tak okazałego pogrzebu to nie chciałabym ale scenariusz pogrzebowy już mam gotowy – muzyka i śpiew, to jest konieczne. I wcale nie kościelna pieśń tylko zaśpiewać powinna – tylko refren- Alicja Majewska w moim imieniu i ” moje smutne do widzenia „. Ta obecna ceremonia zaczęła się w pięknym, bogato wyposażonym kościele ( np. wszystkie ławy z obiciem tapicerskim, a kościół duży ) W całym kościele na ścianach freski i piękne obrazy. Mszę prowadziło aż troje księży, ale taca była skromniutka, nie większa niż u nas a ludzi dziesięciokrotnie więcej. Z około setki osób do komunii przystąpiło pięć osób. To jest znak czasu. Mnie zachwyciła dzielnica miasta, na której jest ten kościół – nieprawdopodobna czystość i oznakowania. Nie byłam na tej dzielnicy z 70 lat, jeszcze jak chodziłam do szkoły muzycznej, przejazdem owszem ale spacerkiem niestety. Chodziłam jeszcze do starej szkoły muzycznej, jak dzisiaj mówią chodziłam do pałacyku, który był początkiem pięknego parku na podzamczu, idąc od Starego Miasta. Park jest piękny, w porównaniu z tym co kiedyś. Kiedyś to był dziko zarośnięty park, dzisiaj ozdobiony jest rzeźbami wykonanymi przez Panią Balbinę Śwityć Widacką, artystkę rzeźbiarkę i poetkę, która była naszą sąsiadką w Kortowie i poetką piszącą dla mnie teksty do piosenek, zawsze na wczoraj bo to były czasy kiedy festiwal gonił festiwal a ja musiałam śpiewać na każdym. Rywalizację w śpiewie miałam chyba we krwi i musiałam dawać upust. Idąc spacerkiem po tej pięknej dzielnicy pełnej ogrodów, rozmyślałam o tym, który właśnie odszedł. Jak on się urodził ja miałam 8 lat. Rok później zachorowałam na odrę; moja mama przenosząc zwyczaje jakie panowały w jej rodzinie, rocznego Krzysia kładła przy mnie do łóżka, ( mieszkaliśmy jeszcze wszyscy razem, to był rok 1949 ) żeby jak najszybciej zachorował na tę odrę, bo zachorować musi, a im wcześniej tym lepiej. Na odrę chorowałam w grudniu a już w marcu wysiedlono nas do Jezioran; to wydarzenie opisałam na blogu dokładnie, jak sąsiedzi nas pięknie witali pomimo godziny 3 w nocy, również opisałam i że od pani Andzi dostaliśmy wielki obraz świętej rodziny. Jak mały Krzyś przyjeżdżał do nas zachwycał się tym obrazem w pięknych kolorach i mógł wpatrywać się w niego godzinami, zamęczał nas ciągłymi pytaniami – co to, co to ? bo właśnie uczył się mówić. Jego pierwsze słowa to: Bozia, bazia, titam. Bozia to wiadomo, bazie to owce których na obrazie było dość dużo, a titam to narzędzie stolarskie w rękach św. Józefa. Dlaczego właśnie titam to tylko on wiedział. Jak dorastaliśmy to nasze spotkania były coraz rzadsze, zawsze z okazji jakiś świąt u naszej mamy, czyli babci Krzysia, i rocznic rodzinnych. Później nastąpiła długa przerwa aż wszystkie dzieci w naszej licznej rodzinie dorosły i zaczęły się wesela. Wesel przeżyłam 8 nie na każdym byłam, ale jak już byłam to zawsze byłam wodzirejem, stąd właśnie młodsze pokolenie mnie zapamiętało. I tak się drogi rodzinne zaczęły rozchodzić. Poszczególne rodziny moich sióstr i brata stworzyły odrębności, czyli, że stworzyliśmy pięć odrębnych rodzin, które spotykały się ze sobą coraz rzadziej. Wszyscy zaczęli się oddalać od siebie, aż do 50 rocznicy ślubu mojej najstarszej siostry. Później były jej huczne 90 urodziny i zaczęły się pogrzeby. ——————————————————————To taka zwykła kolej losu, której nie sposób odmienić już. Mijają lata dni uniesień nadchodzi jesień i jest tuż, tuż. Maj nad polami, jaśminami, czerwiec ukoił nocą parną, lipiec i sierpień już za nami i świat ogarnie wrześniowy chłód. Przeminął urok dawnych dni, cóż powiem ci, idź swoją drogą. Zrozumieć chciej, że ani ty, ani twe łzy nic nie pomogą itd. Tak po prostu chce los.

I to tyle na dziś, dziękuję za komentarze, wszystkie dotyczyły zachowania się siostry przełożonej. NARA !!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *