Dostaję ostatnio mnóstwo komentarzy i propozycji uwidoczniania reklam które dostaję na adres bloga prababcia 102. Takie ilości przeróżnych wpisów to miałam 9 lat temu, jak zaczynałam skarżyć się na cały świat jak jest mi źle, w brew moim oczekiwaniom. Wygląda to tak jakbym wróciła znów do łask czytelników, bo to że firmy reklamujące się włączają swoje reklamy automatycznie jak dany blog przekracza kilkadziesiąt tysięcy odsłon to już wiem. A zatem staję się od nowa popularna. Jakbym uwidoczniała wszystkie reklamy które otrzymuję to byłabym jak POLSAT wśród innych stacji telewizyjnych i moi czytelnicy musieliby przekopywać się przez te reklamy aż znudziłoby się im nawet zaglądanie na bloga. Ja zamiast podpowiedzi jak można wejść w spółkę i z kim to odpowiem Małgosi jak to się dzieje, że zapamiętałam kiedy zachorowałam na odrę będąc dzieckiem. Małgosia twierdzi, że to jest niemożliwe żeby z taką precyzją pamiętać co było w grudniu 1949 r. Kochana Małgosiu, stary człowiek szybko zapomni co było kilka dni temu a pamięta o szczegółach sprzed pół wieku, to jest główna cecha starości. A fakt mojej choroby na odrę w 1949 r. pamiętam bardzo dokładnie. Otóż, mieszkaliśmy w bloku w którym było 10 mieszkań w których mieszkało 16 rodzin, w czterech mieszkaniach mieszkało po dwie rodziny, tylko na pierwszym piętrze w każdym z czterech mieszkań mieszkały pojedyncze rodziny, to rodziny oficerów Ludowego Wojska Polskiego. Były też dwa mieszkania w suterynie . Wszystkie mieszkania były piękne, duże trzy pokoje, duża łazienka, duża kuchnia ze spiżarnią również okazałą. W naszym mieszkaniu nasza rodzina zajmowała 2 pokoje z kuchnią a druga rodzina zajmowała pokój z łazienką. W każdej z tych 16 rodzin były dzieci w wieku szkolnym. W okresie przedświątecznym dzieciaki biegały od jednych do drugich żeby zobaczyć czyja choinka jest najładniejsza. Na choince wieszało się cukierki w kolorowych, błyszczących papierkach, herbatniki, które sami wypiekaliśmy, malutkie, rajskie jabłuszka i duży łańcuch ze sklejonych kolorowych kółek, który oplatał całą choinkę. Czasem znalazły się aniołki swojej roboty z papieru lub ze słomy, no i niestety świece. Ponieważ mamy znały ten nasz zwyczaj biegania po mieszkaniach a blok był podzielony na dwie klatki wejściowe, moja mama żeby mnie ustrzec przed wychodzeniem z domu bo to mroźna zima i nie daj Boże przeziębić odrę, schowała mi buty, żeby mi nie przyszło do głowy przebiegać przez całe podwórko do Krysi Michałowskiej, z którą chodziłam do jednej klasy. Nic nie pomogło schowanie butów. Przez całe podwórko przebiegłam na bosaka kalecząc stopy od lodu. Długo słyszałam lamenty mamy – ty mnie Danuśka do grobu wpędzisz, a Haneczka – siostra, podlizucha, dodawała – mama się nie martwi ona prędzej sama siebie do grobu wpędzi. Jak widać nie wpędziłam i przeżyłam całą swoją najbliższą rodzinę; chociaż bardzo chciałabym żeby żyli.
Drugie pytanie na które chętnie odpowiem dotyczy scenariusza na mój pogrzeb i oburzenie czytelniczki, że drwię z tak poważnej sytuacji. Nie drwię, jestem realistką i wiem, że nic nie trwa wiecznie więc niech się zakończy pięknie. Nikt nie będzie po mnie rozpaczał co najwyżej zamyśli się chwilę. Przecież to nie będzie pogrzeb młodej osoby tylko staruszki; tak więc niech podłożem do zadumy będzie – w drodze – adagio – G mol Tomasa Albinoniego XVII wiecznego kompozytora włoskiego. Ten utwór był grany na pogrzebie mojego Taty przez orkiestrę a u nas będzie odtwarzany z płyty. Jak już cała ceremonia się zakończy to na odchodne niech zaśpiewa Alicja Majewska – Moje do widzenia. Piękne.
I to już wszystko – NARA !!
