Wigilia

Takiej Wigilii jak w tym roku to nie miałam nigdy. Całe szczęście, że dałam się przekonać i pojechałam w świat, ( aż pół godziny jazdy samochodem, taki to świat). Ociągałam się strasznie, ale zapewniano mnie o tak nieprawdopodobnych wygodach, że na prawdę nie wypadało odmówić. Byłam na wsi u teściów mojej wnuczki. W ogromnym salonie, (tylko salon to dwa moje mieszkania dwupokojowe z ulicy Radiowe), kilkumetrowa choinka, pod nią multum paczek. Salon udekorowany różnymi stroikami i światełkami. Gromada dzieci, piesków i wrzeszcząca papuga. Papuga swoim wrzaskiem witała gości, później była już cichutka. Jak wysiadaliśmy z samochodu podbiegło do nas kilka piesków z okolicznych domostw żeby nas przywitać. Dla mnie to już była radocha. Pieski tuliły się do nas, merdały ogonkami, a ja to prawie całowałam się z nimi. I pomyśleć, że te pieszczochy mają być na uwięzi. Niektóre z tych pieszczoch były wielkie a takie milusińskie, że szok. Pieski były wszędzie, na dworze, w salonie pod stołem, biegały za dziećmi, droczyły się z papugą. Po godzinie biesiadowania przy stole przyszedł Mikołaj z ogromnym worem prezentów, dopiero zaczęła się radość. Prezenty dostawali wszyscy po kilka a nawet i kilkanaście. Ja wracałam do domu jak Mikołaj z wielkim worem prezentów; a przecież miałam jeszcze prezenty od kogoś niewiadomego, u którego życzyłam sobie perfumy i prezenty od naszej dyrekcji. W każdym razie przez najbliższy rok, nie będę kupowała ani kosmetyków, ani słodyczy, ani kawy czy herbaty. Nie dość, że dostałam ogromne ilości kawy ziarnistej to jeszcze do tego młynek do kawy, niestety Mikołaj nie wiedział, że młynek mam. Ile osób było na Wieczerzy to każda z tych osób musiała obdarować mnie prezentem. ( ode mnie to tylko gospodarze otrzymali prezent ) Ja tam byłam traktowana jak eksponat muzealny, który aż dziw że jeszcze żyje, a tu na dodatek eksponat śpiewający, każda z osób dorosłych musiała mieć nagraną, śpiewaną przeze mnie kolędę. Śpiewałam razem z moją córką, która jest zawodową wokalistką i jak tylko, podczas śpiewania, spojrzałam na nią to ona w mig wiedziała, że potrzebna będzie pomoc wokalna z jej strony, bo prababcia gdzieś tam nie wyrobi z tonacją. Nigdy wcześniej takiej wygody interpretacyjnej nie miałam. Zachwycałam się serdecznością gospodarzy i życzliwością męża mojej wnuczki. Ja chyba takich pięknych osób nigdy wcześniej nie spotkałam. Dwaj, około czterdziestoletni synowie gospodarzy, przez całą Wigilię zajmowali się dziećmi. Jak mąż mojej wnuczki odwoził mnie do domu to wyjaśnił dlaczego i on i jego brat tak pieczołowicie zajmowali się dziećmi; otóż jak oni byli mali to ich rodziców nigdy w domu nie było, pracowali za granicą, nimi zajmowała się babcia. Dobrze znają ból braku rodziców, tak więc nadrabiają jak tylko mogą błędy swoich rodziców. Wracam wieczorem do domu a tu znów prezent i to od opiekunki z zupełnie innego odcinka, nie z mojego. Zdziwiłam się bardzo; a ona mi mówi, że jestem legendą w tym domu i ona bardzo przeprasza ale musiała. Prezentów nazbierałam za wszystkie czasy. CO ZA WIGILIA ?

Nie chcę psuć nastroju innymi tematami a więc – NARA !!

Zawracanie głowy polityką.

Chociaż ona sama z głowy nie wychodzi. Chciałam skończyć z polityką ale nie pozwalacie mi na to. Ja będąc nic nieznaczącą prababcią mogę sobie politykować jednak w życiu nie podejrzewałabym, że ktoś potwierdzi moje koncepcje polityczne. Według mnie, starej kobiety, należy za wszelką cenę wykryć jakiego bata ma na Trampa Putin. Bo to, że ma, to jest pewne jak dwa razy dwa. W innych czasach, kiedy to prezydenci musieli być czyści moralnie, to to co widziałam w naszej telewizji pozwoliłoby na zmianę prezydentów i w Stanach i u nas. Wówczas nas nikt by nie mamił i wróciłyby autorytety. Nasz Prezydent ma zabłoconą opinię i to w kilku kwestiach, i Prezydent Stanów Zjednoczonych również; dlatego tak się dogadują. Dla mnie to jest nie wyobrażalne żeby w Rosji były w sprzedaży prezerwatywy z wizerunkiem Prezydenta Stanów Zjednoczonych na opakowaniu. Podobno tak przed laty dorabiał się swoich milionów. Nie obchodziło go co ludzie powiedzą, przecież nie brał pod uwagę że kiedyś będzie Prezydentem. Jeśli to nikogo nie przeraża, to należałoby zdradzić wszystkie nieczyste sprawki Prezydenta i nie byłoby czym go szantażować, a wówczas mógłby on sam rozprawić się z Putinem, i wszystko w temacie.

W czwartek miałam spotkanie muzyczne, takie które miewam co miesiąc. Tym razem musiało to być spotkanie poważniejsze niż zwykle, w końcu mamy adwent. Tak więc było więcej muzyki klasycznej, a ściślej były trzy utwory Ludwika van Beethowena: Dla Elizy, Sonata Księżycowa i Temat z symfonii Pastoralnej. Po wysłuchaniu tych utworów pośpiewaliśmy kolędy razem z Kapelą Jakubową. Miałam okazję posłuchać jak śpiewają nasze panie, mieszkanki dps. Szok, śpiewają pięknie. Wystarczy, że ja zacznę nadając tonację i tempo, dalej panie śpiewają samodzielnie i pięknie. Po spotkaniu wracam do swojego pokoju i ze zdziwieniem stwierdzam, że są otwarte drzwi; o, pomyślałam, to tylko zdaje ci się, że zamknęłaś. Wchodzę i widzę na komodzie dużą torbę a w niej prezenty od Mikołaja i to te które zamawiałam i jeszcze trochę. Nie do uwierzenia mam zapach bryzy morskiej.

Następny wpis będzie już w okresie świąt tak więc życzę wszystkim: spokoju, radości, zdrowia i miłości. – NARA !

Apetyt Trampa mnie przeraża!

Za każdym razem jak Rosja zawiera z kimś sojusz, ( oficjalny czy nie ) to szykuje się wielkie niebezpieczeństwo dla Polski. ( bo to ten cholerny środek Europy ).Poznaliśmy już jeden sojusz Hitlera ze Stalinem. Obaj byli siebie warci i bezwzględni. Ten zapowiadający się sojusz będzie bez porównania niebezpieczniejszy. Tramp mydli oczy Polakom, jacy to my jesteśmy ważni dla niego; a chodzi o to żeby nas zbałamucić tak, żebyśmy poszli w ślady Węgier – zaprzyjaźnili się z Rosją a będąc w Unii Europejskiej stali się jej wrogiem. Przecież ogłasza wszem i wobec, że Unia to stwór przeszkadzający mu w rządzeniu światem, a przynajmniej jego połową. Oficjalnie zachęca do rozbicia Unii. Wie dobrze, że każdy kraj, jako jednostka samodzielna, to dla Trampa i Putina tylko kwestia czasu żeby wziąć go pod swoje skrzydła; gorzej sobie radzą z krajami zespolonymi, które pomimo kpin Trampa, stanowią siłę. Ci dwaj panowie, jeszcze nie pokonali Ukrainy a już dyktują jak Ukraińcy mają zorganizować sobie życie. Domagają się wyborów nowego Prezydenta, bo z tym nie mogą sobie poradzić. Po wyborach w ich mniemaniu, musi być zmniejszona ilość wojska. Dyktują czy i kiedy Ukraina będzie mogła wstąpić do Unii czy ONZ. A Ukraina jeszcze żyje i walczy. I daj Boże żeby przy pomocy krajów unijnych zwyciężyła, są na to sposoby, a po zwycięstwie żeby sama mogła decydować o sobie. Różnie było między Polską a Ukrainą, w większości źle i bardzo źle; ale zasypaliśmy topór wojenny i niech tak zostanie. Gorzej sprawa się ma ze Stanami Zjednoczonymi, z nimi zawsze było bardzo dobrze a teraz niestety to dobrze jest udawane. Niczego Trampowi nie możemy sprzedać, jesteśmy dla niego nikim; Ukraina ma zdecydowanie większą wartość handlową, ale o Nią walczy Putin, a Tramp nie chce się narażać Putinowi. Poprawiony przez Załęskiego ” Plan Pokojowy ” przewiduje oddanie trochę terytorium dla Stanów Zjednoczonych czyniąc w ten sposób dla siebie strefę buforową, ale na to powinna naciskać cała Unia, bo w tym względzie Tramp jest uparty – chce żeby Ukraina przyjęła cały ” plan pokojowy ” napisany przez Putina. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo przeżywam wszystko co dzieje się na świecie i przeraża mnie duet Tramp – Putin. Przecież kraje którymi Oni rządzą spinają klamrą świat a ci dwaj panowie płoną rządzą posiadania.

I to byłoby na tyle. NARA !!

Dziwna Śnieżynka

Ta dziwna Śnieżynka przysłała do mnie, i do pozostałych mieszkańców naszego dps swoją wysłanniczkę w osobie naszej pracownicy socjalnej z zapytaniem – co chciałabym otrzymać od Św. Mikołaja. Zgłupiałam i odpowiedziałam, że tak się składa, że ja wszystko, co mi potrzeba, mam. Tak więc bardzo dziękuję za pamięć. Ależ pani Danusiu, proszę poprosić o cokolwiek, nie może tak być, że pani jedna niczego nie chce. No to niech będzie dezodorant Nivea, ale ten najdelikatniejszy, innego nie chcę. Co jeszcze, pyta Agatka. Dziękuję, wystarczy. Ależ pani Danusiu. Długo nalegała, może coś z ubrań ? Broń Boże, mnie jest trudno dogodzić pod tym względem. Koniecznie coś jeszcze. No to poproszę perfumy o zapachu morskiej bryzy. Wyskoczyłam z tymi perfumami jak Filip z konopi, a to dlatego, że to wydawało mi się nie realne. Zawsze uważałam, że perfumy to zbytek za drogi jak dla mnie i nigdy na to sobie nie pozwoliłam, a dzisiaj jak mogę sobie na to pozwolić to nie mogę znaleźć odpowiedniego zapachu, dlatego palnęłam z tą bryzą. Więcej proszę nie nalegać. Jest mi na prawdę głupio prosić o cokolwiek w sytuacji kiedy niczego nie potrzebuję. Czyż nie dziwna sytuacja. Pierwszy raz z czymś podobnym się spotkałam. Powiedziałam o dezodorancie, ponieważ pomyślałam, że to nasi będą kupować i żeby nie wyszło jak co roku, że dostaję Dav, którego nie cierpię. A może to Bank który wziął nas pod opiekę i chce być tym Św. Mikołajem. Na wiosnę pięknie przygotowali nam ogródek, każdy z nas dostał kwiatki na balkon. Jak był tłusty czwartek to bezpośrednio do pokoju wparowały jeszcze ciepłe, ogromnej wielkości pączki. To może i perfumy dostanę. Minął jeden dzień a tu nagle przychodzi do mnie Św. Mikołaj w osobie mojej córki i przynosi mi piękny puchowy, bielutki kocyk, ( kocyk jak dla babuni którą posadzisz, optulisz i ona ani drgnie co najmniej przez godzinę, czyli . że znów nie dla mnie ), perfumy i dwie pary kapci, na lato i zimę, bo Mikołaj słyszał , że nie mogę sobie kupić odpowiednich kapci. Wszystkie są brzydkie i nie wygodne. Ten Mikołaj podciął mi włosy, ponieważ z umówionej wizyty u fryzjera wyszły nici. Zasypało nam drogi śniegiem, po których chodzik ani rusz. Także ten rok okazał się bogaty w Mikołaje, za nim nadeszła Mikołajkowa pora, ale też uświadomił mi, że mam prawnuki dla których muszę być Mikołajem; ot i zagwozdka.

2 grudnia byłam w szpitalu na zastrzyku w oko. Nie byłoby to nic ciekawego gdyby nie fakt poznania nadzwyczajnego pana doktora – okulistę. W szpitalu robiono roszady szukając oszczędności i w ten sposób zmieniono mi lekarza prowadzącego, trafiłam pod skrzydła doktora Wojciecha – jak rodo to rodo. Od dwóch lat przyjmuję zastrzyki i chociaż nie było źle to mimo wszystko było różnie; nie raz cierpiałam podczas, a nie raz dopiero w domu. Zawsze podczas wkłucia moje oko było zalane krwią ( tak wewnętrznie ) a jak krew krzepła to ja przez kilka dni widziałam dziesiątki czarnych much. Szykowanie się do wkłucie, w porównaniu z tym ostatnim, było również bardzo długie. A tym razem wpuszczono do oka znieczulenie, płyn odkażający, pan doktor założył ustroistwo żebym nie mrugała, kazał wzrok skierować na nos, trzy razy powiedział niżej i dziękuję. Zdjął uprząż z oka i po wszystkim. Nie widziałam wewnątrz oka krwi po wkłuciu tylko czyściutką wodę. Wkłucia nie czułam. Różnica między poprzednimi zastrzykami a tym, ogromna. Chociaż bardzo lubiłam doktor Magdalenę to jednak Wojciech przebija wszystkich lekarzy którzy mną się zajmowali przez te prawie dwa lata.

A teraz do Ilovewro – kadzisz kochany, stanowczo za dużo kadzisz. Pozdrawiam – prababcia.

I to byłoby na tyle – NARA !!