… i po świętach

i chwała Bogu, że już po. Jak mówił mój kolega z młodości —- Chwała Bogu, że Bogu dzięki bo gdyby tak co nie daj Boże to niech Bóg broni—-Już w sobotę przedświąteczną zaczęłam czuć się źle, no ale obiecałam wnukowie, że wpadnę na chwilę w pierwszy dzień, tak więc wpaść musiałam. Zwłaszcza, że zapewniono mi dojazd w tę i na zat z wszelkimi wygodami. Po powrocie jak wpadłam dla odmiany w bety to i tydzień minął. Jednak jak w środku tygodnia poproszono mnie o zorganizowanie śpiewającego spotkania, odmówić nie mogłam. Jak mnie ktoś o coś prosi to czuję się taka dowartościowana dlatego nie odmawiam nigdy a już śpiewania, mowy nie ma. Odchorowałam to śpiewanie, dość ostro, ale kocham tę robotę i było pięknie.

Starość to potrafi płatać figle. Nawet nie sądziłam, że potrafię być taka oderwana od rzeczywistości. Otóż, zajrzałam do komentarzy na blogu i cała przejęta czytam życzenia świąteczne i nagle struchlałam – kochana córeczko – czytam, i dalej miłe życzenia od całej rodziny. Przerażona uwierzyłam, że są to życzenia z zaświatów. Przecież moi rodzice dawno nie żyją, a rodziny również dość dużo już się tam przeniosło. Nieprzytomna z przerażenia czytam te życzenia jeszcze raz, i jeszcze raz, aż wreszcie dostrzegłam, że to życzenia nie dla kochanej córeczki a dla kochanej cioteczki od Moniki. Po chwili doszło do mnie, że muszę bardziej uważać na wszystko bo starość niestety płata figle. Oczywiście Monice bardzo dziękuję i również pozdrawiam jej całą rodzinkę. Kiedyś, rozmawiam z Moniką przez telefon i nagle czuję zdecydowaną zmianę jej głosu – jakby ją ktoś zaczął tulić, czy nawet pieścić. Pytam więc, co się stało, twój głos zrobił się taki jakiś szczęśliwy. A ona mi na to – zobaczyłam przez okno, że mój mąż już wraca do domu. Czyż nie pięknie? Są od 15 lat małżeństwem, mają dwoje dzieci i codziennie się widzą, aż tu nagle mąż po 10 godzinach nieobecności wraca z pracy i tym wprawia w zachwyt żonę. Życzę takich stanów szczęśliwości w każdej rodzinie. Przeżyłam 85 lat a takich stanów zachwytu nie doznawałam. Wzruszyło mnie to bardzo. Po za życzeniami od Moniki dostałam kilka miłych słów od czytelników i one mnie zachwyciły. Cytuję – W pani tekstach jest spokojna stanowczość i prostota która wciąga. Prostota to zawsze była we mnie a spokojna stanowczość przyszła dopiero na starość. Kiedyś ta stanowczość nigdy nie była spokojna i nazywano ją uporem.

I to już wszystko – NARA !!

Niby Wielki a taki nieudany.

Mam na myśli Wielki Tydzień przed wielkanocny, a nieudany bo z kilku powodów szlak mnie trafiał. Pierwszy powód – od samego poniedziałku – odebrałam pranie z naszej pralni jak popatrzyłam na prawie nową kolorową bluzkę do szlak mnie trafił, wygląd pofarbowanej ścierki. Żeby ta bluzka była prana po raz pierwszy, to byłaby to wina nie znajomości materiału, ale ona była prana po raz trzeci i dwa razy było jak należy, czyli, że ten trzeci raz był prany z czymś co farbuje. Pofarbowało nie tylko bluzkę bo i nocną koszulę o pięknym łososiowym kolorze i ręcznik, ale to nie było nowe to nie bolało tak bardzo. Zmarnowana bluzka bolała ponieważ mam duże problemy z kupnem dla siebie czegokolwiek z ubioru ze względu na zbyt okazałe ” przedsięwzięcie ” . Bluzkę zaniosłam do ponownego prania z dopiętą kartką – przywróćcie jej kolor – wróciła w jeszcze gorszym stanie. Chyba na złość.

WE WTOREK był zastrzyk w oko zrobiony przez roztrzepaną panią doktor. Podczas badania wykrzykiwała do kolegi o przygodach jakie jej się przydarzyły w drodze do pracy. Chyba nawet nie wiedziała kogo bada. Przygotowanie do zastrzyku i sam zastrzyk był bolesny. Ciężki był również dzień po zastrzyku. Byłam leżąco cierpiąca z ciągłą wymianą okładów z soli fizjologicznej na oko. Wzrok pogorszył się znacznie. Już nie czytam bez okularów a okulary mogę zrobić dopiero po 6 maja, czyli po dwóch miesiącach od zabiegu. Nie wiem dlaczego usunięcie zaćmy nazywam skromnie zabiegiem; lekarze nazywają to bardzo poważnie – operacją. W końcu mam wszczepione w oko obce ciało.

W czwartek wybrałam się do miasta żeby sprawdzić czy przepisy odnośne rejestracji do lekarzy specjalistów osób posiadających legitymację Stowarzyszenia Polskie Dzieci Wojny są faktycznie respektowane. Bo jeśli o tych przepisach nic nie wiedzą w ZUSie, czy w naszym dziale socjalnym to może mnie się coś pokićkało. Wybrałam prywatną klinikę ortopedyczną i co ? i natychmiast zostałam zarejestrowana za okazaniem tylko owej legitymacji. Moi rówieśnicy z naszego dpsu zazdroszczą mi podejścia do różnych spraw a sami, dla swojego dobra nie kiwną nawet palcem. Słyszę tylko – ty wszystko potrafisz, wiesz co i jak, ja nie wiedziałabym. Tak więc tłumaczę w najprostrzy sposób – nie musisz już niczego szukać wszystko ci wyjaśniłam jak i co krok po kroku. I dalej tylko podziw jak to ja wszystko potrafię. Najlepiej jest im ” uwiesić się ” na możliwościach swoich dzieci albo personelu. Sami nie zrobią nic; a w rozmowach są bardzo elokwentni, po stokroć mądrzejsi ode mnie.

W stołówce podchodzi do mnie jedna z pań – ( prosiła żeby nie wymieniać jej imienia bo nie chce żeby było wiadomo o kogo chodzi ) i zaczynamy rozmowę: pójdziesz do kościoła na występ – pyta. Nie pójdę bo nie lubię płakać, a wiadomo teraz to same gorzkie żale. Mnie to się nie chce ani płakać ani śmiać się – odpowiada. Najchętniej to bym skopała komuś tyłek. Nasze szefostwo wybrało sobie kilka osób po których jeździ jak po starej kobyle. Co jakiś czas wysyłają do nas pokojowe żeby coś powyrzucały bo tego czy tamtego mamy za dużo. Jedna ma za dużo kubków, druga książek a trzecia ubrań. Co to ich obchodzi co kto ma. Czy u ciebie też tak rządzą? U mnie nikt nie ośmielił by się cokolwiek tknąć – odpowiadam. Wy po prostu sobie na to pozwalacie. Wystarczy, że te hieny zobaczą, że się ich boicie i będą się przed wami mądrzyć. Im trzeba ciągle przypominać, że muszą się nami opiekować nie zarządzać.

Widać ten Wielki Tydzień nie tylko dla mnie był nie udany. Bardzo poprawił mi się nastrój po przeczytaniu kilku ciepłych życzeń. Dziękuję za każde miłe słowo i życzę również zdrowych i pełnych życzliwości i miłości dni świątecznych i wszystkich pozostałych.

To już wszystko – NARA !!

Wiosna pod śniegiem

Aż trudno uwierzyć, że tyle śniegu sypnęło na południu Polski, i że właśnie na południu a nie u nas na północnym wschodzie. U nas słoneczko i wiosna; a bywało różnie. U nas śnieg w marcu to nie żadne aj waj, przecież nie raz był nawet w maju, fakt, nie w takich ilościach jak pokazuje to telewizja dzisiaj w górach, ale jak poleży do świąt, które już za tydzień to miłośnicy białego szaleństwa będą mieli frajdę na Wielkanoc.

Nowi mieszkańcy naszego dps i nowe zwyczaje okazywania swojego niezadowolenia. W ubiegłym tygodniu jedna z nowych mieszkanek wywiesiła kartkę na drzwiach swojego pokoju na której opisała swoje niezadowolenie z czegoś tam; to niezadowolenie było skierowane do kogoś tam. Czyli czeski film, tylko niepotrzebnie oklejone drzwi. Nikt nie wiedział o co chodzi a ni o kogo chodzi. Niezadowolenie było opisane w ostrym tonie i świadczyło tylko nie bardzo o autorce. To takie tupnięcie nogą i szybka ucieczka w kąt. Po krótkiej rozmowie Pani zerwała kartkę, widać powiedzieć wprost nie umiała a nawet nie wiedziała komu ma wyłuskać swoje żale a z pisma wynikało, że dobrze wie kto jej zalazł za skórę. Ludzie nie potrafią mówić wprost tylko obgadywać po kątach. Może i mają rację.

W poprzednim wpisie napisałam o nowych przepisach dotyczących pójścia do lekarza specjalisty bez skierowania tylko za okazaniem zaświadczenia o posiadaniu dawnej pierwszej grupy inwalidzkiej albo legitymacji kombatanckiej. Z tego wpisu wynikło, jak zwróciła na to uwagę moja czytelniczka, że nasz lekarz pierwszego kontaktu będzie miał ponad setkę mniej pacjentów w tygodniu. Przepraszam za źle sformułowane zdanie, takich pacjentów legitymujących się grupą inwalidzką czy kombatanctwem, jest u nas mniej więcej około 30 % ale i dla nich warto było pochylić się nad problemem. Ponieważ z tego przepisu skorzystałam to dodam jeszcze, że finansowo z mojej grupy inwalidzkiej bardziej skorzystał dps niż ja. Przecież dps zabiera 70% + 10% muszę dopłacić ja, czyli że ja korzystam z dodatku w 20 %, a pomimo to nikogo to z pracowników nie obchodzi. Ode mnie do kasy dps poszły grosze ale jak te grosze pomnożymy przez kilkadziesiąt osób to i zbierze się miarka. Ja mam legitymację Stowarzyszenia Polskie Dzieci Wojny, która uprawnia tak samo jak legitymacja kombatancka i właśnie z tą legitymacją mam zamiar wybrać się do specjalisty. Mam tylko zamiar bo ciągle nie mam czasu – ironia co ? Ale każdemu kto urodził się do 1945 roku polecam skorzystanie z przynależności do tego stowarzyszenia. Składka roczna za przynależność wynosi 40 zł. a korzyści nie współmierne, zwłaszcza w czasach biedy w Służbie Zdrowia.

I to już wszystko – NARA !!

WIOSNA !!

Ten tydzień minął jak z bicza strzelił – to takie przysłowie mówiące o szybkim upływie czasu. Byłam dwa razy w mieście, sama bez niczyjej pomocy. Wystarczyło, że wytknęłam jakieś nie tak w działaniu i już mam problem i z samochodem i z opiekunem. Niestety trzeba tylko chwalić. I znów wrócę do przysłowia bo bardzo pasuje do sytuacji – każdy pochlebca żyje kosztem tych którzy mu wierzą. I ja byłam takim pochlebcą, ale z ręką na sercu mówiłam mimo wszystko prawdę, ale mówiłam same miłe rzeczy i z tego korzystałam. Będąc w mieście, przy okazji dowiedziałam się o zmianie przepisów dotyczących wszelkich refundacji i dostępności do lekarzy specjalistów przez osoby starsze i posiadające grupy inwalidzkie. Aż wstyd, że to ja informowałam pracowników o tych zmianach nie oni mnie. Wychodzą z założenia, że jeśli zmieniony przepis nie przynosi korzyści firmie to nie ma co nim się interesować. Podopieczny ich nie interesuje. Ich czyli nasze kierownictwo. I tak wiem, że nie muszę już mieć skierowania do lekarza specjalisty i powinnam być przyjęta w ciągu 10 dni. Kochane szefostwo ja widzę w tych przepisach korzyść dla firmy a Wy nie? U nas lekarz przyjmuje raz w tygodniu a w naszym dps jest 146 osób starych i chorych i teraz te osoby nie będą musiały zawracać głowy naszemu lekarzowi tylko bezpośrednio specjaliście . Właśnie dlatego, że wybrałam się do miasta sama bez opiekuna i że jechałam autobusem, to teraz muszę iść do ortopedy żeby mi zrobił USG barku. Moja prawa ręka na wysokości barku była przyszyta laparoskopowo a jadąc autobusem przy nagłym hamowaniu kilka osób na mnie wpadło i ja niefortunnie chroniąc się skręciłam ten przyszyty bark. Boli jak jasna cholera, tak więc przyszły tydzień rozpocznę od poszukiwania odpowiedniego ortopedy, zostawiając w spokoju lekarza w dps. ———– A ten tydzień zakończył się dla mnie bardzo sympatycznie. Otóż wspólnie z Natalką zorganizowałyśmy śpiewające przywitanie wiosny, było pięknie. Mnie zachwycił tłum ludzi obecnych na spotkaniu, już dawno tak tłumnie nie śpiewaliśmy. Ten tłum, to nasi nowi mieszkańcy, których na razie wszystko interesuje. Oby tak dalej. Boję się, że ten tłum to po prostu z ciekawości – co to takiego to śpiewające przywitanie wiosny i dopiero teraz jak już wiedzą o co chodzi, to jeżeli przyjdą tłumnie na następne spotkanie to dopiero będzie znaczyło, że taka forma spotkań nowym mieszkańcom odpowiada i dopiero wówczas będę miała prawo się cieszyć. Następne moje spotkanie z mieszkańcami będzie 9 kwietnia.

Otrzymałam sympatyczny komentarz od osoby która podpisała się Kawa i która mi dziękuje za to o czym piszę. Kawa – to ja Ci dziękuję, że przeczytałaś i do tego dorzuciłaś miłe słowa – dziękuję.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Czy te oczy mogą kłamać?

Nie zdawałam sobie sprawy, że zdjęcie zaćmy aż tak wpłynie na widzenie. Ja czytam bez okularów lepiej niż przed trzydziestu laty. Dla mnie jest to ciągle nie do wiary. Jeszcze muszę się wyzbyć odruchu zakładania i zdejmowania okularów. Ponieważ ostatnio co rusz zmieniałam okulary, a to do chodzenia, a to do czytania, a teraz do niczego mi nie są potrzebne, a ręka chodzi sama w tym odruchu. Jest jedno ale; nie zdawałam sobie sprawy, że moja twarz jest aż tak pomarszczona. Wiem, że jest świeżo po zabiegu i okolice oka mają prawo do takiego wyglądu, ale pomimo wszystko szok. No trudno – 85 lat zobowiązuje. Tak rozochociłam się nad poprawą jakości życia, że już za dwa dni idę do specjalisty od poprawy słuchu, to również zaczyna mnie męczyć. Odkryłam w sobie nową pasję – komponowanie, a do tego wiadomo, słuch jest niezbędny. Ciekawa jestem czy odzyskanie słuchu muzycznego jest możliwe. Skąd ta pasja? Otóż, na logopedii mamy za zadanie uczyć się na pamięć wierszyków. Ponieważ teksty tychże nie zawsze mają sens, to trudne to było zadanie. Przypomniało mi się jak sobie pięknie radziłam z tym problemem jako dziecko w szkole podstawowej – otóż, do każdego wiersza układałam melodię i wchodziło wszystko do głowy śpiewająco. Wprawdzie później był problem z recytacją, bo cisnęła się na usta melodia, ale jakoś to było. Okazało się, że melodyczność tekstu każdemu ułatwia jego nauczenie się i moi logopedyczni towarzysze chętnie owe teksty wyśpiewują; pod warunkiem, że śpiewamy wszyscy razem. A ja, jedno wyśpiewam i już z niecierpliwością czekam na następny tekst do wyśpiewania. Jeden z tekstów to aż się prosi żeby go puścić w eter. Jest o obiecankach cacankach przyszłych posłów; a przecież już te obiecanki się zaczęły. Pozwólcie, że przytoczę tekst z obiecankami polityków, który jest bardzo adekwatny do tego co się dzieje zawsze przed wyborami: ———- Moi mili, nie namawiam ale radzę,- jeśli dziś otrzymam władzę, daję słowo, że zasadzę w ciągu pięciu dni na piasku drzewa mego wynalazku. Już nie szyszki, nie żołędzie ale rosnąć na nich będzie: schab wędzony i pieczony, boczki, szynki, salcesony, mortadela i serdelki; mięs przeróżnych wybór wielki. Nawet prosię w galarecie, jeśli tylko zapragniecie. —-Prawda, że jest to adekwatne niemalże do wszystkich polityków w okresie przedwyborczym; a u nas okres ten trwa na okrągło. Nie znam autora tekstu ale gratuluję pomysłu.

I to wszystko, nie mam nic więcej do powiedzenia – NARA !!

” Strażnik Pokoju ” zaatakował.

28 lutego 2026r. Stany Zjednoczone razem z Izraelem zaatakowały Iran. Pewnie liczyły na to, że Iran spuści pokornie głowę; niestety Iran w odwecie zaatakował inne kraje Emiratów Arabskich, sojuszników Ameryki. Turcja, Hiszpania i Francja oficjalnie wyraziły swoje oburzenie i zamknęły przestrzeń powietrzną. Rosja wespół z Chinami nieoficjalnie wspiera w uzbrojeniu Iran, a oficjalnie wyraża swoje oburzenie. Iran, Chiny i Rosję łączy ropa. Największy strażnik pokoju ma zagwozdkę, nie sądził, że ktokolwiek wystąpi przeciw, aż tu są kraje które domagają się zwołania Rady Nadzwyczajnej ONZ, oskarżając Trampa, że tworzy wrogi porządek międzynarodowy. Amerykanie mają obawy przed niepewnym jutrem, zarówno przed drożyzną jak i bezpieczeństwem. I CO TY NA TO – OBROŃCO ŚWIATA ?

A u nas – spotykam zapłakaną Basię, Basia zawsze była smutna ale nie płakała. Danusiu – przeniesiono mnie z pokoju dwuosobowego do jedynki i dopiero teraz jestem strasznie samotna. W tamtym pokoju moja współlokatorka wprawdzie nie rozmawiała ze mną ale była, a teraz aż strach mnie oblatuje z tej samotności. Przypomniała mi się odwrotna sytuacja z Wandzią. Wandzia zawsze była smutna, aż tu nagle spotykam ją uśmiechniętą, pytam o powód tej radości – przeniesiono mnie do pokoju dwuosobowego od razu weselej. Jaki z tago wniosek ? Przydałoby się więcej zrozumienia w podejściu siostry przełożonej ( to ona odpowiada za zakwaterowanie ) do swoich podopiecznych.

Przez ponad trzy lata nie zwróciłam uwagi, że ciśnieniomierz który kupiła mi siostra przełożona jest dziwnie uszkodzony – w znacznym stopniu zaniża ciśnienie. Za każdym razem ciśnienie mierzone gdziekolwiek indziej było dużo wyższe. Dużo też czasu potrzebowałam żeby na to zwrócić uwagę i uwierzyć , że to już chyba setne świństwo skierowane w moją osobę przez siostrę przełożoną. U każdego specjalisty u którego byłam zawsze wizyta rozpoczynała się od pomiaru ciśnienia i zawsze byłam bardzo zdziwiona tą dużą różnicą. Ale jak przed zabiegiem zdjęcia zaćmy ciśnienie mierzone przez pielęgniarki szpitalne było 156\ 110 to to już mnie zaniepokoiło i to bardzo. Postanowiłam po raz któryś upewnić się w naszym gabinecie pielęgniarskim mierząc ciśnienie i jednym i drugim ciśnieniomierzem, stwierdzając zwykłe , kolejne świństwo ze strony siostry przełożonej. Zawsze myślałam, że mam bardzo niskie ciśnienie z tendencją spadkową, już nawet kupiłam kropelki na podwyższenie ciśnienia – ale by było. Siostrzyczko, pomimo nieustannych świństw ja ciągle żyję. Pamiętasz brak pomocy po udarze, przez co latami traciłam wzrok a teraz, po zabiegu, PIĘKNIE WIDZĘ!! To moje życie jest jakby na złość tobie.

Dużo nas …

Ostatnio było nas nie wiele i coraz mniej, mam na myśli miejsca naszego stałego bywania; aż tu naraz w stołówce jest nas trzykrotnie więcej. W czasie epidemii grypowej dużo naszych zmarło, poumierali ci słabsi, schorowani i przeważnie nie chodzący, a nowo przybyli to ludzie młodsi i chodzący dlatego zrobiło się nas dużo, aż miło patrzeć.

Wreszcie skończyły się poranne mrozy i bez ryzyka przeziębienia się wyszłam o godzinie 6.30 na swoją gimnastykę do atrium. Wreszcie mogę ćwiczyć z rozmachem, bo w pokoju takich możliwości nie ma i to było męczące. Słabizna jestem straszna, mam nadzieję, że będzie lepiej, że to przez to nie wychodzenie na dwór, nie wychodziłam chyba z miesiąc; a może to już moja starość mnie dopadła. W naszej grupie logopedycznej jestem trzecia w starszeństwie. Jest nas 10 osób, czwarta osoba jest ode mnie młodsza o 5 lat a pozostali to około 20 lat młodsi. Ci starsi to zaledwie 4 lata i jeden rok różnicy, ale umysłowo znacznie ode mnie odbiegają, natomiast ci młodsi to tylko tyle, że szybciej uczą się na pamięć, z logicznym myśleniem idziemy łeb w łeb. Przed wychodzeniem z domu zatrzymywał mnie nie tak strach przed przeziębieniem jak brak możliwości swobodnego poruszania się. I nadal to mnie będzie zatrzymywało, bo śnieg i lód będzie się długo utrzymywał. Byle grudka śniegu a już muszę przystopować. Chodzę przecież, przy pomocy chodzika, niestety koła nie chcą się kręcić ani po lodzie ani po śniegu, tak więc prababcia od bezruchu tyje na potęgę. Jak już będę mogła wyjść samodzielnie do miasta to pierwsze moje kroki skieruję do apteki po jakieś medykamenty na odchudzanie. Sama z tym kłopotem nie poradzę, a już patrzeć na siebie nie mogę.

Od lat o świcie modlę się i ćwiczę. W swoich modlitwach proszę Bozię żeby śmierć do mnie przyszła znienacka i żeby było ciach i po wszystkim, no i oczywiście najlepiej we śnie. Pisałam wielokrotnie, że jestem w swoich modlitwach wysłuchiwana i tym razem miałam trzykrotnie próbę umierania we śnie. Jednak jak wiadomo to nie było ciach i po wszystkim – bo jeszcze żyję ale bezsilne budzenie się z prawie śmiertelnym ciśnieniem. Jeśli po jakimś czasie potrafiłam sobie zmierzyć to znaczy, że ciśnienie co nieco się podwyższyło i po zmierzeniu miałam 70| 50 i już do końca dnia było beznadziejnie niskie. Nie pomogły kawki jedna po drugiej. Byłam taka jakaś apatycznie nastawiona do swojego życia; ale jak do mojej rozmowy o ciśnieniu wtrąciła się siostra przełożona, to we mnie wstąpił duch walki z tą odczłowieczoną przełożoną i pomyślałam – o nie moja droga, ciebie to ja na pewno przeżyję. I ciśnienie podskoczyło. Tak więc wniosek z tego jest jeden, ja muszę mieć konkurencję to mnie pobudza do życia. W młodości kochałam uczestnictwo w konkursach i nie chodziło mi o nagrody tylko o satysfakcje – jestem naj… Tak samo było z walką z naszą odczłowieczoną dyrekcją, musiałam udowodnić im, że takie coś jak oni to mnie nie pokonają, choć ja nie mogłam nic ( stary i chory człowiek ) a dyrekcja imała się najróżniejszych świństw, najczęściej tych poniżej pasa, i co ? i nic. Zepsuły sobie opinię a ja noszę głowę wysoko. Wybaczcie mi, ale muszę co jakiś czas przypomnieć światu – dlaczego zaczęłam pisać e. pamiętnik. To moja oręż w walce z gorszym gatunkiem człowieka.

I to byłoby na tyle – NARA !!

I to i sio…

Ach, ten Krzysiek, dziesiątki lat żył jak samotnik i był samodzielny we wszystkim, a teraz kilka razy dziennie telefon żebym albo przyszła albo wysłuchała. Doszło do tego, że tylko zadzwoni telefon to ja już myślę, że to on. No trudno, trzeba się zrewanżować za jego wieloletnie dobro. Problem w tym, że ja mam swoje ” staropanieńskie ” zwyczaje i najpierw muszę przyzwyczaić się do ich zakłóceń. Jednak jego skarga na personel była wręcz niewiarygodna. Wszyscy pracujący w tych dniach odwiedzali go, no bo wszyscy dobrze go znają i lubią a jednak jednego dnia nie dostał obiadu, innego dnia zastrzyku z heparyny i na dodatek musiał się o wszystko wykłócać a i tak nie dostał. Nie ma diety cukrzycowej, w pokoju było zimno jak w psiarni bo nikomu nie przyszło do głowy żeby odkręcić kaloryfer, który w całości jest zastawiony komodą na całą długość i wysokość kaloryfera. Z łazienki to ja w ogóle nie będę mógł korzystać – krzyczy – bo wszystko małe jak w przedszkolu . Wiesz co – wykrzykiwał – żebym mógł chodzić to już poszedłbym do domu. A ja mu na to – na razie to ja sobie pójdę do ” domu ” . Myślę, że masz większe możliwości ode mnie żeby sobie wszystko pozałatwiać. I miałam rację. Krzysiu dostał inny pokój, na dodatek na odcinku z najlepszą opiekunką i już przestał dzwonić a ja przestałam nim się przejmować.

A co tam panie w polityce ?— Spór o pieniądze z SAFE. Prezydent życzy sobie żebyśmy korzystali ze wszystkiego co amerykańskie a Sejm uchwala większością żeby brać to co europejskie. Moim zdaniem brać i to i to; jak jedna strona zmieni zdanie w stosunku do Polski ( a z Trampem nic nie wiadomo, dziesięć pomysłów na godzinę ), to będziemy mieli pomoc z drugiej strony. Bo lepiej być bezpiecznym choć zadłużonym. Ówczesny rząd amerykański nie bardzo chce zrozumieć Europejczyków, a Europa dobrze zna Sowietów. Na Monachijskiej Konferencji Pokoju Prezydent Załenski odebrał, w imieniu swojego narodu, odznaczenie pokojowe. Laudację przed wręczeniem tej nagrody, wygłosił nasz premier, mówił pięknie o tym, że Ukraina nie musi być wdzięczna Europie, za Jej pomoc w uzbrojeniu, to Europa musi być wdzięczna Ukrainie, że nas chroni przed wojną. Mówił też, że Załęski zasługuje na najwyższe nagrody pokojowe, że dla niego to nawet Pokojowa Nagroda Nobla nie byłaby wystarczająca. Ja odebrałam to jako prztyczek w nos Prezydentowi Trampowi. To było takie – zobacz czym narody przyczyniają się do najwyższych wyróżnień – walką w obronie Ojczyzny i ludzkości z poszanowaniem wszelkich wartości moralnych, ceniąc patriotyzm ponad swoje życie, a ty, szanowny prezydencie, po prostu chcesz mieć Nagrodę Nobla i już. Dzisiaj rozpoczyna swoje spotkanie Rada Pokoju powołana przez D. Trampa. Na pewno Tramp nie cieszy się zbytnio, ta Rada miała być przeciw wagą do ONZ, a tu lipa ONZ jednoczy w sobie 193 państwa a do prywatnej Rady Trampa zgłosiło się 20 . Bardzo podobała mi się wypowiedź przedstawiciela WATYKANU – Watykan nie przystąpił do tej Rady bo nie bardzo wie o co w niej chodzi. W sumie nikt nie wie o co w niej chodzi ale wstąpili do Rady ze strachu przed Trampem, bo nigdy nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Ciężkie czasy w tej polityce.

I to byłoby na tyle – NARA !

Pogrypowe żniwa

U nas ludzie pomalutku wracają do zdrowia. Niektóre zajęcia zostały wznowione; to chociaż tyle. Na korytarzach i w stołówce sporo nowych twarzy a to oznacza jedno – ktoś musiał odejść żeby na jego miejsce mógł przyjść ktoś nowy. Na logopedii w zadumie pożegnaliśmy naszego kolegę – Henia – przeżył 101 lat i 3 miesiące, do końca będąc sprawnym fizycznie i umysłowo. Do końca niebywale ugrzeczniony, to dżentelmen starej daty, jeden z ostatnich. Takie jest to nasze życie- jedni odchodzą drudzy przychodzą. Ktoś, swoim odejściem , przygotował miejsce dla mojego kolegi jeszcze z Pobytu Dziennego. Pisałam o nim niejednokrotnie. To po rozmowie z nim podniosłam swoją przyłbicę i ostro się wzięłam do walki z patologią panoszącą się w dyrekcji naszego dps. To on potrafił nawet gotować dla mnie obiadki kiedy to w bloku w którym mieszkałam była wymiana instalacji gazowej. Ponieważ lato spędzał w lesie nad jeziorem, to ja miałam zapewnioną dostawę smażonych, świeżo złowionych rybek, a jesienią kilogram już ususzonych grzybów, które oczywiście sam nazbierał. No i nasz wieloletni brydżyk w pięknym towarzystwie, z papieroskiem i dobrą wódeczką, ostatnio to nawet niejednokrotnie przy wykwintnej kolacji. Skończyło się wszystko i miłe towarzystwo, i papieroski i wódeczka. Krzyśka przywieziono do nas prosto ze szpitala, jest posklejany po złamaniach i jak widać to pomimo że jest ode mnie znacznie młodszy będę musiała troszeczkę nim się zaopiekować. Mam nadzieję, że szybko stanie na nogi. Jak tylko go przywieźli to pierwszą jego czynnością był telefon do mnie a jak spotkaliśmy się to dostałam polecenie organizacji brydża. Trudna to będzie sprawa bo jak zwykle u brydżystów jest brak czwartego; u nas też nie ma miejsca gdzie można by było pograć, nie ma żadnej świetlicy a nasze pokoiki są za małe dla czterech osób. No ale polecenie dostałam wykonać trzeba będzie.

Dziękuję Ani za obszerny list wyjaśniający kwestie o które prosiłam. Jestem przerażona twoim cierpieniem. Współczuję. Jesteś młodziutka i taka piękna, wytrzymaj, wszystko przeminie i będzie jeszcze dobrze.

I to już wszystko – NARA !!

Syberyjska zima…

Przeglądnęłam swoją ” twórczość meteorologiczną ” i zwróciłam uwagę, że w 2006 roku to dopiero była zima. Zaczęła się już w listopadzie 2005r. 20 listopada pisałam tak: — Wczoraj przyszła zima wielkimi płatkami, wybieliła, przymroziła, czy zostanie z nami ? Jest tak pięknie śnieżno biało, całą szarość przysypało. Wszystko błyszczy jak na święta; zostań z nami – jesteś piękna. —

Nie wiem jak było w grudniu 2005r. nie opisałam tego, za to wiem, że styczeń, luty i marzec 2006r. dał się we znaki na zimowo. —- Tęgim mrozem styczeń ścisnął, takim groźnym aż złowieszczym i nie tylko pod nogami ale wszystko wokół trzeszczy. Poodmrażał uszy, nosy, nawet ręce nam zgrabiały, choć wciśnięte pod kożuchy to od mrozu pobielałe. Mówią syberyjska zima przyszła do nas zza Uralu od tygodni mróz tak trzyma, robi wiele szkód bez żalu. —– Luty był tak samo mroźny. Jeszcze w marcu wszystko było zamarznięte, bo pisałam tak:—- To marcowy kulig dzwoneczkami dzwoni, roześmiana dziatwa chce wiosnę dogonić. A wiosna ucieka za lasy i morza; u nas ziemia skuta lodem, do nas wiosna dojść nie może.

Tak więc teraz w 2026 r. jeszcze nie jest tak źle. Zima w tym roku przyszła o właściwym czasie i zachowuje się jak należy. Wiem że łatwo jest mi mówić, że wszystko jest jak należy, bo zimę oglądam przez szybę cieplutkiego pokoju. Za oknem iskrzy się w słońcu i od mrozu wielka góra śniegu a w pokoiku można chodzić na golasa, chociaż kaloryfery odkręcone są w połowie. Mam w związku z tym dobrostanem wyrzuty sumienia przed tymi którym jest zimno.

Wylegując się w tym cieplutkim pokoju, co jakiś czas zerkam w ekran telewizji i dopiero teraz doszłam do wniosku ,że pełnienie funkcji Marszałka Sejmu to jest coś. Jak dotąd to widziałam i słyszałam tylko stukanie laską i uciszanie rozbisurmanionych posłów, – brawo Panie Marszałku. A u nas ludzie chorują, jest nudno, wszystkie zajęcia ciągle są odwołane, a moje oczy nie pozwalają na wiele, tak więc gapię się w telewizor i słysząc o tych wszystkich władcach rządnych sławy i chwały i przede wszystkim pieniędzy, jak największych zysków i zboczonych orgii, bez względu na krzywdę innych, dochodzę do wniosku, że najpiękniejsze jest życie ludzi ciężko pracujących i zatroskanych o losy swoich najbliższych; choć wydaje im się ( i mnie w młodości również tak się wydawało ), że takie życie to kierat nie życie. Wiem, że łatwo jest mi teraz tak mówić bo już nie muszę gonić z pracy do pracy i kalkulować czy wystarczy mi do wypłaty. Wierzcie mi jednak, że jeśli przeżyjesz 85 lat ze świadomością, że nikomu nie zrobiłaś krzywdy, to śmiało stwierdzisz, że pomimo wielkich trudności i doznanych krzywd, możesz swoje życie określić mianem piękna i jest to wyłącznie twoja zasługa. Było różnie, jak to w życiu, ale udało się doprowadzić je do końca po prostu po ludzku.

I to byłoby na tyle – NARA !!