Zachcianka…

Ogólnie nie miewam zachcianek; wiadomo to domena kobiet w ciąży, ostatnio jednak nalegano żebym miała jakąś zachciankę od Mikołaja i ja ot tak, na odczepnego powiedziałam, że chcę perfumy, sądząc, że pozbyłam się problemu nalegania, a tu szok, zachcianka spełniona. Przypomniało mi się pewne wydarzenie z zachcianką sprzed czterdziestu laty. ( Tak się babince co rusz coś przypomina ). Byłam u córki w Zagrzebiu. Tam właśnie mieszkała i tam rodziły się moje wnuki. Zięć był dyrektorem kasyna, oryginalnego kasyna z ruletką. Cały szkopuł takiej pracy to godziny nocne, od godziny 20 do 6 rano. Któregoś wieczora pytam córkę – byłaś kiedyś w kasynie? Nie nigdy odpowiada córka. I nie jesteś ciekawa jak tam jest ? Choć zrobimy się na bóstwo i idziemy do kasyna twojego męża. Długo musiałam namawiać i argumentować na zasadzie – kiedy cię twój mąż widział zrobioną na bóstwo, chyba minęło już kilka lat jak widzi tylko mamuśkę i gospodynię. Przypomnij mu się jak potrafisz być piękna. Wreszcie namówiłam i ruszyłyśmy, i tu normalnie powiedziałabym w Polskę, ale to było w Chorwację. Zięcia w tym czasie w kasynie nie było ale personel przyjął nas po królewsku. W kasynie było pusto więc miałam okazję wypróbować wszystkie gry, oczywiście najważniejsza była ruletka. Wiadomo, przegrywałam jak złoto. W między czasie wrócił zięć, trochę mnie podszkolił jak się grywa w takich lokalach i zaproponował żebyśmy zwiedzili wszystkie kasyna w mieście. Jak zwiedzać to zwiedzać; to kasyno jest małe, proponuję coraz większe i coraz bardziej oblegane, żebyś poczuła smak życia nocnego. W każdym kasynie byłyśmy przyjmowane po królewsku i w każdym musiałyśmy coś pić i zjeść. Były już godziny poranne, miałam wszystkiego dosyć, a zięć nalegał – mamo, no powinnaś, zamów cokolwiek, każdy twój kaprys będzie spełniony, jak niczego nie chcesz to gospodarz myśli, że ci się tu nie podoba. Ty mnie chyba chcesz wykończyć i dać nauczkę, że do pracy zięcia nie przychodzi się z jego żoną. Boże, przecież to już 6 rano, litości, o tej porze to już tylko szklankę mleka i spać, spać. Zięć to podchwycił i zamówił mleko. Jaki to był nie zapomniany widok – kelner wyprężony jak struna, przystojny nieprawdopodobnie i elegancki, idący przez wielką salę pełną ludzi i z fasonem niosący w pięknej, smukłej szklance – mleko. I o dziwo ten widok zachwycił tylko mnie, nikt na to nie zwrócił uwagi. Widocznie wychodzili z prostego założenia, że każdy pije to co lubi.

I to byłoby na tyle – NARA !!