Dużo nas …

Ostatnio było nas nie wiele i coraz mniej, mam na myśli miejsca naszego stałego bywania; aż tu naraz w stołówce jest nas trzykrotnie więcej. W czasie epidemii grypowej dużo naszych zmarło, poumierali ci słabsi, schorowani i przeważnie nie chodzący, a nowo przybyli to ludzie młodsi i chodzący dlatego zrobiło się nas dużo, aż miło patrzeć.

Wreszcie skończyły się poranne mrozy i bez ryzyka przeziębienia się wyszłam o godzinie 6.30 na swoją gimnastykę do atrium. Wreszcie mogę ćwiczyć z rozmachem, bo w pokoju takich możliwości nie ma i to było męczące. Słabizna jestem straszna, mam nadzieję, że będzie lepiej, że to przez to nie wychodzenie na dwór, nie wychodziłam chyba z miesiąc; a może to już moja starość mnie dopadła. W naszej grupie logopedycznej jestem trzecia w starszeństwie. Jest nas 10 osób, czwarta osoba jest ode mnie młodsza o 5 lat a pozostali to około 20 lat młodsi. Ci starsi to zaledwie 4 lata i jeden rok różnicy, ale umysłowo znacznie ode mnie odbiegają, natomiast ci młodsi to tylko tyle, że szybciej uczą się na pamięć, z logicznym myśleniem idziemy łeb w łeb. Przed wychodzeniem z domu zatrzymywał mnie nie tak strach przed przeziębieniem jak brak możliwości swobodnego poruszania się. I nadal to mnie będzie zatrzymywało, bo śnieg i lód będzie się długo utrzymywał. Byle grudka śniegu a już muszę przystopować. Chodzę przecież, przy pomocy chodzika, niestety koła nie chcą się kręcić ani po lodzie ani po śniegu, tak więc prababcia od bezruchu tyje na potęgę. Jak już będę mogła wyjść samodzielnie do miasta to pierwsze moje kroki skieruję do apteki po jakieś medykamenty na odchudzanie. Sama z tym kłopotem nie poradzę, a już patrzeć na siebie nie mogę.

Od lat o świcie modlę się i ćwiczę. W swoich modlitwach proszę Bozię żeby śmierć do mnie przyszła znienacka i żeby było ciach i po wszystkim, no i oczywiście najlepiej we śnie. Pisałam wielokrotnie, że jestem w swoich modlitwach wysłuchiwana i tym razem miałam trzykrotnie próbę umierania we śnie. Jednak jak wiadomo to nie było ciach i po wszystkim – bo jeszcze żyję ale bezsilne budzenie się z prawie śmiertelnym ciśnieniem. Jeśli po jakimś czasie potrafiłam sobie zmierzyć to znaczy, że ciśnienie co nieco się podwyższyło i po zmierzeniu miałam 70| 50 i już do końca dnia było beznadziejnie niskie. Nie pomogły kawki jedna po drugiej. Byłam taka jakaś apatycznie nastawiona do swojego życia; ale jak do mojej rozmowy o ciśnieniu wtrąciła się siostra przełożona, to we mnie wstąpił duch walki z tą odczłowieczoną przełożoną i pomyślałam – o nie moja droga, ciebie to ja na pewno przeżyję. I ciśnienie podskoczyło. Tak więc wniosek z tego jest jeden, ja muszę mieć konkurencję to mnie pobudza do życia. W młodości kochałam uczestnictwo w konkursach i nie chodziło mi o nagrody tylko o satysfakcje – jestem naj… Tak samo było z walką z naszą odczłowieczoną dyrekcją, musiałam udowodnić im, że takie coś jak oni to mnie nie pokonają, choć ja nie mogłam nic ( stary i chory człowiek ) a dyrekcja imała się najróżniejszych świństw, najczęściej tych poniżej pasa, i co ? i nic. Zepsuły sobie opinię a ja noszę głowę wysoko. Wybaczcie mi, ale muszę co jakiś czas przypomnieć światu – dlaczego zaczęłam pisać e. pamiętnik. To moja oręż w walce z gorszym gatunkiem człowieka.

I to byłoby na tyle – NARA !!

I to i sio…

Ach, ten Krzysiek, dziesiątki lat żył jak samotnik i był samodzielny we wszystkim, a teraz kilka razy dziennie telefon żebym albo przyszła albo wysłuchała. Doszło do tego, że tylko zadzwoni telefon to ja już myślę, że to on. No trudno, trzeba się zrewanżować za jego wieloletnie dobro. Problem w tym, że ja mam swoje ” staropanieńskie ” zwyczaje i najpierw muszę przyzwyczaić się do ich zakłóceń. Jednak jego skarga na personel była wręcz niewiarygodna. Wszyscy pracujący w tych dniach odwiedzali go, no bo wszyscy dobrze go znają i lubią a jednak jednego dnia nie dostał obiadu, innego dnia zastrzyku z heparyny i na dodatek musiał się o wszystko wykłócać a i tak nie dostał. Nie ma diety cukrzycowej, w pokoju było zimno jak w psiarni bo nikomu nie przyszło do głowy żeby odkręcić kaloryfer, który w całości jest zastawiony komodą na całą długość i wysokość kaloryfera. Z łazienki to ja w ogóle nie będę mógł korzystać – krzyczy – bo wszystko małe jak w przedszkolu . Wiesz co – wykrzykiwał – żebym mógł chodzić to już poszedłbym do domu. A ja mu na to – na razie to ja sobie pójdę do ” domu ” . Myślę, że masz większe możliwości ode mnie żeby sobie wszystko pozałatwiać. I miałam rację. Krzysiu dostał inny pokój, na dodatek na odcinku z najlepszą opiekunką i już przestał dzwonić a ja przestałam nim się przejmować.

A co tam panie w polityce ?— Spór o pieniądze z SAFE. Prezydent życzy sobie żebyśmy korzystali ze wszystkiego co amerykańskie a Sejm uchwala większością żeby brać to co europejskie. Moim zdaniem brać i to i to; jak jedna strona zmieni zdanie w stosunku do Polski ( a z Trampem nic nie wiadomo, dziesięć pomysłów na godzinę ), to będziemy mieli pomoc z drugiej strony. Bo lepiej być bezpiecznym choć zadłużonym. Ówczesny rząd amerykański nie bardzo chce zrozumieć Europejczyków, a Europa dobrze zna Sowietów. Na Monachijskiej Konferencji Pokoju Prezydent Załenski odebrał, w imieniu swojego narodu, odznaczenie pokojowe. Laudację przed wręczeniem tej nagrody, wygłosił nasz premier, mówił pięknie o tym, że Ukraina nie musi być wdzięczna Europie, za Jej pomoc w uzbrojeniu, to Europa musi być wdzięczna Ukrainie, że nas chroni przed wojną. Mówił też, że Załęski zasługuje na najwyższe nagrody pokojowe, że dla niego to nawet Pokojowa Nagroda Nobla nie byłaby wystarczająca. Ja odebrałam to jako prztyczek w nos Prezydentowi Trampowi. To było takie – zobacz czym narody przyczyniają się do najwyższych wyróżnień – walką w obronie Ojczyzny i ludzkości z poszanowaniem wszelkich wartości moralnych, ceniąc patriotyzm ponad swoje życie, a ty, szanowny prezydencie, po prostu chcesz mieć Nagrodę Nobla i już. Dzisiaj rozpoczyna swoje spotkanie Rada Pokoju powołana przez D. Trampa. Na pewno Tramp nie cieszy się zbytnio, ta Rada miała być przeciw wagą do ONZ, a tu lipa ONZ jednoczy w sobie 193 państwa a do prywatnej Rady Trampa zgłosiło się 20 . Bardzo podobała mi się wypowiedź przedstawiciela WATYKANU – Watykan nie przystąpił do tej Rady bo nie bardzo wie o co w niej chodzi. W sumie nikt nie wie o co w niej chodzi ale wstąpili do Rady ze strachu przed Trampem, bo nigdy nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Ciężkie czasy w tej polityce.

I to byłoby na tyle – NARA !

Pogrypowe żniwa

U nas ludzie pomalutku wracają do zdrowia. Niektóre zajęcia zostały wznowione; to chociaż tyle. Na korytarzach i w stołówce sporo nowych twarzy a to oznacza jedno – ktoś musiał odejść żeby na jego miejsce mógł przyjść ktoś nowy. Na logopedii w zadumie pożegnaliśmy naszego kolegę – Henia – przeżył 101 lat i 3 miesiące, do końca będąc sprawnym fizycznie i umysłowo. Do końca niebywale ugrzeczniony, to dżentelmen starej daty, jeden z ostatnich. Takie jest to nasze życie- jedni odchodzą drudzy przychodzą. Ktoś, swoim odejściem , przygotował miejsce dla mojego kolegi jeszcze z Pobytu Dziennego. Pisałam o nim niejednokrotnie. To po rozmowie z nim podniosłam swoją przyłbicę i ostro się wzięłam do walki z patologią panoszącą się w dyrekcji naszego dps. To on potrafił nawet gotować dla mnie obiadki kiedy to w bloku w którym mieszkałam była wymiana instalacji gazowej. Ponieważ lato spędzał w lesie nad jeziorem, to ja miałam zapewnioną dostawę smażonych, świeżo złowionych rybek, a jesienią kilogram już ususzonych grzybów, które oczywiście sam nazbierał. No i nasz wieloletni brydżyk w pięknym towarzystwie, z papieroskiem i dobrą wódeczką, ostatnio to nawet niejednokrotnie przy wykwintnej kolacji. Skończyło się wszystko i miłe towarzystwo, i papieroski i wódeczka. Krzyśka przywieziono do nas prosto ze szpitala, jest posklejany po złamaniach i jak widać to pomimo że jest ode mnie znacznie młodszy będę musiała troszeczkę nim się zaopiekować. Mam nadzieję, że szybko stanie na nogi. Jak tylko go przywieźli to pierwszą jego czynnością był telefon do mnie a jak spotkaliśmy się to dostałam polecenie organizacji brydża. Trudna to będzie sprawa bo jak zwykle u brydżystów jest brak czwartego; u nas też nie ma miejsca gdzie można by było pograć, nie ma żadnej świetlicy a nasze pokoiki są za małe dla czterech osób. No ale polecenie dostałam wykonać trzeba będzie.

Dziękuję Ani za obszerny list wyjaśniający kwestie o które prosiłam. Jestem przerażona twoim cierpieniem. Współczuję. Jesteś młodziutka i taka piękna, wytrzymaj, wszystko przeminie i będzie jeszcze dobrze.

I to już wszystko – NARA !!

Syberyjska zima…

Przeglądnęłam swoją ” twórczość meteorologiczną ” i zwróciłam uwagę, że w 2006 roku to dopiero była zima. Zaczęła się już w listopadzie 2005r. 20 listopada pisałam tak: — Wczoraj przyszła zima wielkimi płatkami, wybieliła, przymroziła, czy zostanie z nami ? Jest tak pięknie śnieżno biało, całą szarość przysypało. Wszystko błyszczy jak na święta; zostań z nami – jesteś piękna. —

Nie wiem jak było w grudniu 2005r. nie opisałam tego, za to wiem, że styczeń, luty i marzec 2006r. dał się we znaki na zimowo. —- Tęgim mrozem styczeń ścisnął, takim groźnym aż złowieszczym i nie tylko pod nogami ale wszystko wokół trzeszczy. Poodmrażał uszy, nosy, nawet ręce nam zgrabiały, choć wciśnięte pod kożuchy to od mrozu pobielałe. Mówią syberyjska zima przyszła do nas zza Uralu od tygodni mróz tak trzyma, robi wiele szkód bez żalu. —– Luty był tak samo mroźny. Jeszcze w marcu wszystko było zamarznięte, bo pisałam tak:—- To marcowy kulig dzwoneczkami dzwoni, roześmiana dziatwa chce wiosnę dogonić. A wiosna ucieka za lasy i morza; u nas ziemia skuta lodem, do nas wiosna dojść nie może.

Tak więc teraz w 2026 r. jeszcze nie jest tak źle. Zima w tym roku przyszła o właściwym czasie i zachowuje się jak należy. Wiem że łatwo jest mi mówić, że wszystko jest jak należy, bo zimę oglądam przez szybę cieplutkiego pokoju. Za oknem iskrzy się w słońcu i od mrozu wielka góra śniegu a w pokoiku można chodzić na golasa, chociaż kaloryfery odkręcone są w połowie. Mam w związku z tym dobrostanem wyrzuty sumienia przed tymi którym jest zimno.

Wylegując się w tym cieplutkim pokoju, co jakiś czas zerkam w ekran telewizji i dopiero teraz doszłam do wniosku ,że pełnienie funkcji Marszałka Sejmu to jest coś. Jak dotąd to widziałam i słyszałam tylko stukanie laską i uciszanie rozbisurmanionych posłów, – brawo Panie Marszałku. A u nas ludzie chorują, jest nudno, wszystkie zajęcia ciągle są odwołane, a moje oczy nie pozwalają na wiele, tak więc gapię się w telewizor i słysząc o tych wszystkich władcach rządnych sławy i chwały i przede wszystkim pieniędzy, jak największych zysków i zboczonych orgii, bez względu na krzywdę innych, dochodzę do wniosku, że najpiękniejsze jest życie ludzi ciężko pracujących i zatroskanych o losy swoich najbliższych; choć wydaje im się ( i mnie w młodości również tak się wydawało ), że takie życie to kierat nie życie. Wiem, że łatwo jest mi teraz tak mówić bo już nie muszę gonić z pracy do pracy i kalkulować czy wystarczy mi do wypłaty. Wierzcie mi jednak, że jeśli przeżyjesz 85 lat ze świadomością, że nikomu nie zrobiłaś krzywdy, to śmiało stwierdzisz, że pomimo wielkich trudności i doznanych krzywd, możesz swoje życie określić mianem piękna i jest to wyłącznie twoja zasługa. Było różnie, jak to w życiu, ale udało się doprowadzić je do końca po prostu po ludzku.

I to byłoby na tyle – NARA !!