Zachcianka…

Ogólnie nie miewam zachcianek; wiadomo to domena kobiet w ciąży, ostatnio jednak nalegano żebym miała jakąś zachciankę od Mikołaja i ja ot tak, na odczepnego powiedziałam, że chcę perfumy, sądząc, że pozbyłam się problemu nalegania, a tu szok, zachcianka spełniona. Przypomniało mi się pewne wydarzenie z zachcianką sprzed czterdziestu laty. ( Tak się babince co rusz coś przypomina ). Byłam u córki w Zagrzebiu. Tam właśnie mieszkała i tam rodziły się moje wnuki. Zięć był dyrektorem kasyna, oryginalnego kasyna z ruletką. Cały szkopuł takiej pracy to godziny nocne, od godziny 20 do 6 rano. Któregoś wieczora pytam córkę – byłaś kiedyś w kasynie? Nie nigdy odpowiada córka. I nie jesteś ciekawa jak tam jest ? Choć zrobimy się na bóstwo i idziemy do kasyna twojego męża. Długo musiałam namawiać i argumentować na zasadzie – kiedy cię twój mąż widział zrobioną na bóstwo, chyba minęło już kilka lat jak widzi tylko mamuśkę i gospodynię. Przypomnij mu się jak potrafisz być piękna. Wreszcie namówiłam i ruszyłyśmy, i tu normalnie powiedziałabym w Polskę, ale to było w Chorwację. Zięcia w tym czasie w kasynie nie było ale personel przyjął nas po królewsku. W kasynie było pusto więc miałam okazję wypróbować wszystkie gry, oczywiście najważniejsza była ruletka. Wiadomo, przegrywałam jak złoto. W między czasie wrócił zięć, trochę mnie podszkolił jak się grywa w takich lokalach i zaproponował żebyśmy zwiedzili wszystkie kasyna w mieście. Jak zwiedzać to zwiedzać; to kasyno jest małe, proponuję coraz większe i coraz bardziej oblegane, żebyś poczuła smak życia nocnego. W każdym kasynie byłyśmy przyjmowane po królewsku i w każdym musiałyśmy coś pić i zjeść. Były już godziny poranne, miałam wszystkiego dosyć, a zięć nalegał – mamo, no powinnaś, zamów cokolwiek, każdy twój kaprys będzie spełniony, jak niczego nie chcesz to gospodarz myśli, że ci się tu nie podoba. Ty mnie chyba chcesz wykończyć i dać nauczkę, że do pracy zięcia nie przychodzi się z jego żoną. Boże, przecież to już 6 rano, litości, o tej porze to już tylko szklankę mleka i spać, spać. Zięć to podchwycił i zamówił mleko. Jaki to był nie zapomniany widok – kelner wyprężony jak struna, przystojny nieprawdopodobnie i elegancki, idący przez wielką salę pełną ludzi i z fasonem niosący w pięknej, smukłej szklance – mleko. I o dziwo ten widok zachwycił tylko mnie, nikt na to nie zwrócił uwagi. Widocznie wychodzili z prostego założenia, że każdy pije to co lubi.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Alarm !

Poprzedni wpis zakończyłam zdaniem, że nie chcę psuć nastroju pisząc o innych sprawach niż Wigilia, a w tym czasie jak siedziałam przy laptopie w naszym całym Domu, przez godzinę wyły syreny przeciwpożarowe. Wyły i tylko niepokoiły mieszkańców, bo był to fałszywy alarm – na szczęście – to była tylko awaria urządzenia, ale Straż Pożarna przyjechała, nie wiem czy za tę wizytę nie trzeba będzie zapłacić. Kto zawinił, oczywiście Dyrekcja – pani dyrektor, której się wydaje, że przez kilkudniowy okres świąteczny na pewno nic złego się nie wydarzy w takim starym kolosie jakim jest nasz dom i żadna osoba techniczna, która zna rozkład wszelkich zabezpieczeń, nie będzie potrzebna. Drugą osobą odpowiedzialną za tego typu wydarzenia jest siostra przełożona, która planując obsadę personelu opiekuńczego na święta obsadza dyżur nie doświadczonymi, nowo zatrudnionymi opiekunami. Nie doświadczony opiekun, w razie jakiejkolwiek awarii, w święta, bez żadnego wsparcia technicznego – brawo! Siostra przełożona pomimo, że ma wieloletni staż na tym stanowisku robi kardynalne błędy np. daje dni wolne od pracy obu paniom pracującym na danym odcinku, czyli opiekunce i pokojowej i na ich zastępstwo przychodzą osoby nie znające chorych z tego odcinka a na dodatek z małym stażem pracy. Z takiego stanu rzeczy na pewno nie jest zadowolony podopieczny ale i opiekun również, przecież nowy opiekun o wszystko musi pytać chorego a niestety nie zawsze te odpowiedzi pokrywają się ze stanem faktycznym. O to przykład – szukam o godzinie 6 rano opiekunki a jej nigdzie nie ma. Wiem, że już jest na odcinku, tylko gdzie. Miałam wyjazd już o godzinie 6,30 i chciałam ją o tym powiadomić. Okazuje się, że poszła do pokoi na samym dole i zginęła, dlaczego zginęła ? Nie wiedziała, że tam na dole o tej porze nikt nie potrzebuje pomocy, i wędrowała od pokoju do pokoju, a jest ich 13, niepokojąc ludzi i siebie. Nie miał kto jej podpowiedzieć od kogo zacząć pomoc żeby wszyscy byli zadowoleni.

Myślałam, że opiszę co działo się u nas na imprezie sylwestrowej, niestety od 28 grudnia jestem chora. Dziwna jest ta moja choroba, jak przyjmę: grypex, rutinoskorbin i flegaminę to po pół godzinie jestem zdrowa, minie 6 godzin i jeśli nie przyjmę tej porcji zaczynam chorować na dobre, dosłownie wystarczy pół godziny po terminie i już jest mi zimno i kaszlę i kicham. Tak więc chcę czy nie choróbsko muszę wyleżeć, w związku z tym nie wiem co się u nas dzieje.

I to już wszystko – NARA !!

Wigilia

Takiej Wigilii jak w tym roku to nie miałam nigdy. Całe szczęście, że dałam się przekonać i pojechałam w świat, ( aż pół godziny jazdy samochodem, taki to świat). Ociągałam się strasznie, ale zapewniano mnie o tak nieprawdopodobnych wygodach, że na prawdę nie wypadało odmówić. Byłam na wsi u teściów mojej wnuczki. W ogromnym salonie, (tylko salon to dwa moje mieszkania dwupokojowe z ulicy Radiowe), kilkumetrowa choinka, pod nią multum paczek. Salon udekorowany różnymi stroikami i światełkami. Gromada dzieci, piesków i wrzeszcząca papuga. Papuga swoim wrzaskiem witała gości, później była już cichutka. Jak wysiadaliśmy z samochodu podbiegło do nas kilka piesków z okolicznych domostw żeby nas przywitać. Dla mnie to już była radocha. Pieski tuliły się do nas, merdały ogonkami, a ja to prawie całowałam się z nimi. I pomyśleć, że te pieszczochy mają być na uwięzi. Niektóre z tych pieszczoch były wielkie a takie milusińskie, że szok. Pieski były wszędzie, na dworze, w salonie pod stołem, biegały za dziećmi, droczyły się z papugą. Po godzinie biesiadowania przy stole przyszedł Mikołaj z ogromnym worem prezentów, dopiero zaczęła się radość. Prezenty dostawali wszyscy po kilka a nawet i kilkanaście. Ja wracałam do domu jak Mikołaj z wielkim worem prezentów; a przecież miałam jeszcze prezenty od kogoś niewiadomego, u którego życzyłam sobie perfumy i prezenty od naszej dyrekcji. W każdym razie przez najbliższy rok, nie będę kupowała ani kosmetyków, ani słodyczy, ani kawy czy herbaty. Nie dość, że dostałam ogromne ilości kawy ziarnistej to jeszcze do tego młynek do kawy, niestety Mikołaj nie wiedział, że młynek mam. Ile osób było na Wieczerzy to każda z tych osób musiała obdarować mnie prezentem. ( ode mnie to tylko gospodarze otrzymali prezent ) Ja tam byłam traktowana jak eksponat muzealny, który aż dziw że jeszcze żyje, a tu na dodatek eksponat śpiewający, każda z osób dorosłych musiała mieć nagraną, śpiewaną przeze mnie kolędę. Śpiewałam razem z moją córką, która jest zawodową wokalistką i jak tylko, podczas śpiewania, spojrzałam na nią to ona w mig wiedziała, że potrzebna będzie pomoc wokalna z jej strony, bo prababcia gdzieś tam nie wyrobi z tonacją. Nigdy wcześniej takiej wygody interpretacyjnej nie miałam. Zachwycałam się serdecznością gospodarzy i życzliwością męża mojej wnuczki. Ja chyba takich pięknych osób nigdy wcześniej nie spotkałam. Dwaj, około czterdziestoletni synowie gospodarzy, przez całą Wigilię zajmowali się dziećmi. Jak mąż mojej wnuczki odwoził mnie do domu to wyjaśnił dlaczego i on i jego brat tak pieczołowicie zajmowali się dziećmi; otóż jak oni byli mali to ich rodziców nigdy w domu nie było, pracowali za granicą, nimi zajmowała się babcia. Dobrze znają ból braku rodziców, tak więc nadrabiają jak tylko mogą błędy swoich rodziców. Wracam wieczorem do domu a tu znów prezent i to od opiekunki z zupełnie innego odcinka, nie z mojego. Zdziwiłam się bardzo; a ona mi mówi, że jestem legendą w tym domu i ona bardzo przeprasza ale musiała. Prezentów nazbierałam za wszystkie czasy. CO ZA WIGILIA ?

Nie chcę psuć nastroju innymi tematami a więc – NARA !!

Zawracanie głowy polityką.

Chociaż ona sama z głowy nie wychodzi. Chciałam skończyć z polityką ale nie pozwalacie mi na to. Ja będąc nic nieznaczącą prababcią mogę sobie politykować jednak w życiu nie podejrzewałabym, że ktoś potwierdzi moje koncepcje polityczne. Według mnie, starej kobiety, należy za wszelką cenę wykryć jakiego bata ma na Trampa Putin. Bo to, że ma, to jest pewne jak dwa razy dwa. W innych czasach, kiedy to prezydenci musieli być czyści moralnie, to to co widziałam w naszej telewizji pozwoliłoby na zmianę prezydentów i w Stanach i u nas. Wówczas nas nikt by nie mamił i wróciłyby autorytety. Nasz Prezydent ma zabłoconą opinię i to w kilku kwestiach, i Prezydent Stanów Zjednoczonych również; dlatego tak się dogadują. Dla mnie to jest nie wyobrażalne żeby w Rosji były w sprzedaży prezerwatywy z wizerunkiem Prezydenta Stanów Zjednoczonych na opakowaniu. Podobno tak przed laty dorabiał się swoich milionów. Nie obchodziło go co ludzie powiedzą, przecież nie brał pod uwagę że kiedyś będzie Prezydentem. Jeśli to nikogo nie przeraża, to należałoby zdradzić wszystkie nieczyste sprawki Prezydenta i nie byłoby czym go szantażować, a wówczas mógłby on sam rozprawić się z Putinem, i wszystko w temacie.

W czwartek miałam spotkanie muzyczne, takie które miewam co miesiąc. Tym razem musiało to być spotkanie poważniejsze niż zwykle, w końcu mamy adwent. Tak więc było więcej muzyki klasycznej, a ściślej były trzy utwory Ludwika van Beethowena: Dla Elizy, Sonata Księżycowa i Temat z symfonii Pastoralnej. Po wysłuchaniu tych utworów pośpiewaliśmy kolędy razem z Kapelą Jakubową. Miałam okazję posłuchać jak śpiewają nasze panie, mieszkanki dps. Szok, śpiewają pięknie. Wystarczy, że ja zacznę nadając tonację i tempo, dalej panie śpiewają samodzielnie i pięknie. Po spotkaniu wracam do swojego pokoju i ze zdziwieniem stwierdzam, że są otwarte drzwi; o, pomyślałam, to tylko zdaje ci się, że zamknęłaś. Wchodzę i widzę na komodzie dużą torbę a w niej prezenty od Mikołaja i to te które zamawiałam i jeszcze trochę. Nie do uwierzenia mam zapach bryzy morskiej.

Następny wpis będzie już w okresie świąt tak więc życzę wszystkim: spokoju, radości, zdrowia i miłości. – NARA !

Apetyt Trampa mnie przeraża!

Za każdym razem jak Rosja zawiera z kimś sojusz, ( oficjalny czy nie ) to szykuje się wielkie niebezpieczeństwo dla Polski. ( bo to ten cholerny środek Europy ).Poznaliśmy już jeden sojusz Hitlera ze Stalinem. Obaj byli siebie warci i bezwzględni. Ten zapowiadający się sojusz będzie bez porównania niebezpieczniejszy. Tramp mydli oczy Polakom, jacy to my jesteśmy ważni dla niego; a chodzi o to żeby nas zbałamucić tak, żebyśmy poszli w ślady Węgier – zaprzyjaźnili się z Rosją a będąc w Unii Europejskiej stali się jej wrogiem. Przecież ogłasza wszem i wobec, że Unia to stwór przeszkadzający mu w rządzeniu światem, a przynajmniej jego połową. Oficjalnie zachęca do rozbicia Unii. Wie dobrze, że każdy kraj, jako jednostka samodzielna, to dla Trampa i Putina tylko kwestia czasu żeby wziąć go pod swoje skrzydła; gorzej sobie radzą z krajami zespolonymi, które pomimo kpin Trampa, stanowią siłę. Ci dwaj panowie, jeszcze nie pokonali Ukrainy a już dyktują jak Ukraińcy mają zorganizować sobie życie. Domagają się wyborów nowego Prezydenta, bo z tym nie mogą sobie poradzić. Po wyborach w ich mniemaniu, musi być zmniejszona ilość wojska. Dyktują czy i kiedy Ukraina będzie mogła wstąpić do Unii czy ONZ. A Ukraina jeszcze żyje i walczy. I daj Boże żeby przy pomocy krajów unijnych zwyciężyła, są na to sposoby, a po zwycięstwie żeby sama mogła decydować o sobie. Różnie było między Polską a Ukrainą, w większości źle i bardzo źle; ale zasypaliśmy topór wojenny i niech tak zostanie. Gorzej sprawa się ma ze Stanami Zjednoczonymi, z nimi zawsze było bardzo dobrze a teraz niestety to dobrze jest udawane. Niczego Trampowi nie możemy sprzedać, jesteśmy dla niego nikim; Ukraina ma zdecydowanie większą wartość handlową, ale o Nią walczy Putin, a Tramp nie chce się narażać Putinowi. Poprawiony przez Załęskiego ” Plan Pokojowy ” przewiduje oddanie trochę terytorium dla Stanów Zjednoczonych czyniąc w ten sposób dla siebie strefę buforową, ale na to powinna naciskać cała Unia, bo w tym względzie Tramp jest uparty – chce żeby Ukraina przyjęła cały ” plan pokojowy ” napisany przez Putina. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo przeżywam wszystko co dzieje się na świecie i przeraża mnie duet Tramp – Putin. Przecież kraje którymi Oni rządzą spinają klamrą świat a ci dwaj panowie płoną rządzą posiadania.

I to byłoby na tyle. NARA !!

Dziwna Śnieżynka

Ta dziwna Śnieżynka przysłała do mnie, i do pozostałych mieszkańców naszego dps swoją wysłanniczkę w osobie naszej pracownicy socjalnej z zapytaniem – co chciałabym otrzymać od Św. Mikołaja. Zgłupiałam i odpowiedziałam, że tak się składa, że ja wszystko, co mi potrzeba, mam. Tak więc bardzo dziękuję za pamięć. Ależ pani Danusiu, proszę poprosić o cokolwiek, nie może tak być, że pani jedna niczego nie chce. No to niech będzie dezodorant Nivea, ale ten najdelikatniejszy, innego nie chcę. Co jeszcze, pyta Agatka. Dziękuję, wystarczy. Ależ pani Danusiu. Długo nalegała, może coś z ubrań ? Broń Boże, mnie jest trudno dogodzić pod tym względem. Koniecznie coś jeszcze. No to poproszę perfumy o zapachu morskiej bryzy. Wyskoczyłam z tymi perfumami jak Filip z konopi, a to dlatego, że to wydawało mi się nie realne. Zawsze uważałam, że perfumy to zbytek za drogi jak dla mnie i nigdy na to sobie nie pozwoliłam, a dzisiaj jak mogę sobie na to pozwolić to nie mogę znaleźć odpowiedniego zapachu, dlatego palnęłam z tą bryzą. Więcej proszę nie nalegać. Jest mi na prawdę głupio prosić o cokolwiek w sytuacji kiedy niczego nie potrzebuję. Czyż nie dziwna sytuacja. Pierwszy raz z czymś podobnym się spotkałam. Powiedziałam o dezodorancie, ponieważ pomyślałam, że to nasi będą kupować i żeby nie wyszło jak co roku, że dostaję Dav, którego nie cierpię. A może to Bank który wziął nas pod opiekę i chce być tym Św. Mikołajem. Na wiosnę pięknie przygotowali nam ogródek, każdy z nas dostał kwiatki na balkon. Jak był tłusty czwartek to bezpośrednio do pokoju wparowały jeszcze ciepłe, ogromnej wielkości pączki. To może i perfumy dostanę. Minął jeden dzień a tu nagle przychodzi do mnie Św. Mikołaj w osobie mojej córki i przynosi mi piękny puchowy, bielutki kocyk, ( kocyk jak dla babuni którą posadzisz, optulisz i ona ani drgnie co najmniej przez godzinę, czyli . że znów nie dla mnie ), perfumy i dwie pary kapci, na lato i zimę, bo Mikołaj słyszał , że nie mogę sobie kupić odpowiednich kapci. Wszystkie są brzydkie i nie wygodne. Ten Mikołaj podciął mi włosy, ponieważ z umówionej wizyty u fryzjera wyszły nici. Zasypało nam drogi śniegiem, po których chodzik ani rusz. Także ten rok okazał się bogaty w Mikołaje, za nim nadeszła Mikołajkowa pora, ale też uświadomił mi, że mam prawnuki dla których muszę być Mikołajem; ot i zagwozdka.

2 grudnia byłam w szpitalu na zastrzyku w oko. Nie byłoby to nic ciekawego gdyby nie fakt poznania nadzwyczajnego pana doktora – okulistę. W szpitalu robiono roszady szukając oszczędności i w ten sposób zmieniono mi lekarza prowadzącego, trafiłam pod skrzydła doktora Wojciecha – jak rodo to rodo. Od dwóch lat przyjmuję zastrzyki i chociaż nie było źle to mimo wszystko było różnie; nie raz cierpiałam podczas, a nie raz dopiero w domu. Zawsze podczas wkłucia moje oko było zalane krwią ( tak wewnętrznie ) a jak krew krzepła to ja przez kilka dni widziałam dziesiątki czarnych much. Szykowanie się do wkłucie, w porównaniu z tym ostatnim, było również bardzo długie. A tym razem wpuszczono do oka znieczulenie, płyn odkażający, pan doktor założył ustroistwo żebym nie mrugała, kazał wzrok skierować na nos, trzy razy powiedział niżej i dziękuję. Zdjął uprząż z oka i po wszystkim. Nie widziałam wewnątrz oka krwi po wkłuciu tylko czyściutką wodę. Wkłucia nie czułam. Różnica między poprzednimi zastrzykami a tym, ogromna. Chociaż bardzo lubiłam doktor Magdalenę to jednak Wojciech przebija wszystkich lekarzy którzy mną się zajmowali przez te prawie dwa lata.

A teraz do Ilovewro – kadzisz kochany, stanowczo za dużo kadzisz. Pozdrawiam – prababcia.

I to byłoby na tyle – NARA !!

” Plan pokojowy”

Który naród zaatakowany w tak barbarzyński sposób i tak z zaskoczenia, jak Ukraina przez Rosję, zgodziłby się z takim planem. Od ponad trzech lat giną ludzie broniąc swojego kraju. Ile krwi przelanej, ile łez wylanych, głodu i zimna, i to wszystko na nic. Jak za barbarzyńskich czasów kiedy to zawsze miał rację silniejszy, który nie uznawał żadnych granic ani umiaru w niczym. Ugoda jakiej domaga się Tramp w swoim planie pokojowym, znaczyłaby, że ci co polegli w obronie swojej ojczyzny, byli nic nie znaczącymi ludźmi; a to byli najwierniejsi synowie Ukrainy. Ten plan ” pokojowy ” jest napisany ruską ręką. Jakiego haka ma Putin na Trampa, że ten je mu z ręki, rozkłada przed nim czerwone dywany, chociaż cały świat wie, że Putin to zbrodniarz. Na oczach całego świata przez ponad trzy lata, Putin podpala, zabija, niszczy, porywa dzieci i idąc po trupach Ukraińców poszerza swoje granice , a w marzeniach ma jeszcze inne kraje do zdobycia, i Tramp te granice uznaje. Obaj są siebie warci – Putin nawet nie ukrywa, że nie liczy się z nikim ani z niczym, a Tramp co kilka dni zmienia decyzję i zawsze na korzyść Putina. Ci dwaj panowie chyba chcą podzielić świat między siebie. Trampowi Putin bardzo imponuje swoją mocarstwowością. Tramp udając jeszcze człowieka cywilizowanego, ma dzikie zapędy i chęć podporządkowania sobie kilku krajów, a Putin bez udawania bierze co chce. Jak kiedyś ci dwaj nadepną sobie na odcisk to świat przestanie istnieć. Kiedyś, za bardzo dawnych czasów, to i Polska była takim pazernym na terytoria krajem. W Pierwszej Rzeczypospolitej każdy z królów polskich ze swoim rycerstwem, napadał na inne kraje i w ten sposób poszerzał terytorium Polski, i tak narobiliśmy sobie wrogów po wieki. Pierwsza Rzeczpospolita trwała 35O lat a w swojej świetności jej terytorium sięgało od Morza Bałtyckiego po Morze Czarne i Azowskie. Jej terytorium to było 990 tysięcy km.2 , czyli że miała powierzchnię trzy razy większą od Polski dzisiejszej. Był czas, że nawet Moskwa została przez nas zdobyta, tyle tylko, że nie zdołaliśmy tej zdobyczy utrzymać, ( a to to już wielka szkoda ). Czy warto było np. przez 13 lat prowadzić wojnę po to żeby w konsekwencji powiększyć nasze terytorium o Prusy i Warmię. Jak byliśmy Królestwem Obojga Narodów, czyli Polski i Litwy to do nas należało 3\4 Ukrainy, cała Łotwa, Estonia , część Mołdawii i Rosji. To ta bezwzględność w podporządkowywaniu sobie innych narodów doprowadziła do rozbiorów Polski. I tak jak teraz Ameryka i Rosja ma zakusy w ustaleniu granic Ukrainy bez jej udziału w tej kwestii ,tak po wojnie w 1945 roku nasza Polska granica została ustalona przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Związek Radziecki. My pogodziliśmy się z tym, a to z tego względu, że poznaliśmy ból życia w niewoli, w okupacji i pod dyktando sowietów. Co wybiorą Ukraińcy? Co z tego wszystkiego wyniknie, czort jedyny wie.

NARRA!!

Dzięki ” Ilovewro „

W komentarzach znalazłam wpis, który mnie wzruszył. Każdy, kto cokolwiek pisze i jest czytany po kilkakroć, czuje się nadzwyczajnie. I ja tak właśnie się poczułam po przeczytaniu wpisu od Ciebie. Napisałeś do mnie po raz drugi i po raz drugi pochlebnie – dziękuję. Każdemu potrzebne jest od czasu do czasu miłe słowo. Takie pochlebstwa słyszałam jak prowadziłam audycje radiowe, czy jakieś programy rozrywkowe. Ale kiedy to było ? Gorzej było jak śpiewałam – mój mąż ciągle szukał adresata moich piosenek. Nigdy takowego nie znalazł więc myślał, że jestem przebiegła. Nigdy nie byłam, ale za tę wyimaginowaną przebiegłość ostro obrywałam. Jednak mimo wszystko wybrałam śpiewanie nie męża. Szkoda, że zbyt długo się zastanawiałam co z tym fantem zrobić, ale zrobiłam co należało. Widzisz ” ilovewro” ile wspomnień przywołałeś. Dziękuję.

Teraz zupełnie z innej beczki ale również wspomnieniowo. Oglądając serial Na ratunek, czy może jakieś Trudne sprawy, nie wiem zbyt dużo seriali oglądam, ale właśnie na tym polega starość – albo różaniec albo seriale. Ale do rzeczy – kobieta skręca się z bólu żołądka a okazuje się, że to zawał serca, stwierdza to ratowniczka medyczna. Jakież to musi być zwodnicze. Jakim mądrym medykiem trzeba być żeby rozróżnić objawy i postawić dobrą diagnozę. I znów, oglądając ten serial, przypomniał mi się tragiczny epizod z mojej młodości. Pracowałam wówczas w RZSI który skupiał inspektorów z różnych dziedzin, ( pisałam o tym ). Ten tragiczny epizod dotyczył koleżanki nadzorującej pracę służby zdrowia. Wyobraźcie sobie, owa koleżanka była organizatorem konferencji naszych lekarzy. Konferencja odbywała się na zamku w Lidzbarku Warmińskim i było na niej ponad setka lekarzy różnej specjalności. W czasie drugiego dnia pobytu organizatorkę zaczyna boleć żołądek. Stwierdzono zatrucie i zlecono płukanie żołądka podczas którego Janeczka zmarła. Okazało się, że to był zawał. Młoda 30 letnia kobieta, matka dwójki małych dzieci umiera po źle postawionej diagnozie otoczona setką lekarzy. Przeżyliśmy to bardzo.

Jakiego tematu nie tknęłabym to natychmiast nasuwają się wspomnienia i jakie by one nie były to kocham je bo zostały mi już tylko one. Młodość ciągle na coś czeka a starość wspomina. Już nawet mój blog staje się wspomnieniem. Opisałam w nim z jaką to satysfakcją gnębiono mnie psychicznie. Na wykończenie mnie działało, w naszym dps dziesiątki ludzi i pracowników i mieszkańców, z tych dziesiątek widuję tylko cztery. Są to osoby zatwardziałe w swojej podłości, ale teraz ja na nie patrzę z góry bo trzymam się psychicznie mocno. Bardzo chciałabym żeby te osoby widząc mnie płonęły ze wstydu. Tego im życzę.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Święto miłości kochanej Ojczyzny…

wiadomo 11 listopada, jak co roku świętujemy i u nas jak co roku, według mnie, za mało się dzieje. W kościele zaśpiewaliśmy hymn ale tak bez szacunku. Nikt nie stał na baczność. Opiekunki wwoziły podopiecznych, Jan rozstawiał wszystkich po swojemu; jednym słowem chaos. Po przyjściu do pokoju zrobiłam drugą kawkę i szykowałam program na ów dzień świąteczny ale dzień po. Po raz pierwszy miałam w głowie za dużo materiału związanego tematycznie. Nie musiałam wyszukiwać tylko skracać raz po raz i zawsze było za dużo. Aż wreszcie wszystkie notatki porwałam i postanowiłam iść na żywioł. Ciekawa jestem jak ten żywioł wypadnie jeśli prababcia pogubi w myślach słowa. Ale co tam, jestem wśród swoich. Udało się. Idąc już na obiad spotkałam jedną z opiekunek, która sprawiła mi wielką przyjemność. Nie sądziłam, że ludzie pamiętają co robiłam w dps 15 lat temu. Pani Danusiu – mówi owa pani – właśnie opowiadałam pracownicom, które nie znają pani z jej działalności artystycznej, jak kiedyś zorganizowała pani, prowadząc Radio Kombatant, dzień 11 listopada. Tak pani zachęciła ludzi do śpiewania patriotycznych piosenek, że pani była ” w studiu ” a ludzie na holu śpiewali razem z panią. W ogóle co za błazen zlikwidował przez panią prowadzone radio. Wszyscy pracownicy słuchali pani audycji, była nadawana w czasie naszej przerwy śniadaniowej. Wiem, że wszyscy słuchali i że się podobało ale wiem też, że jak naszą dyrekcję coś opęta to traci rozum. Bo żeby zniszczyć coś takiego czym zachwycała się i podziwiała cała Polska i nie tylko, to trzeba mieć wyjątkowy niedobór szarych komórek.

13 listopada obchodziliśmy 101 urodziny Henia. Było bardziej kameralnie niż w roku ubiegłym na setce, ale bez porównania ładniej. Wszyscy chórem powiedzieli wierszyk – życzenia. Słyszałam tylko końcówkę ale bardzo mi się podobało. Nieco się spóźniłam ale musiałam być u kardiologa. Później na ekranie pokazał się nam Henio przy swoich zajęciach codziennych – czyli teatr, logopedia i zajmowanie się kwiatkami. Następnym punktem programu miało być odśpiewanie życzeń, owszem było ale nie tak jak planowaliśmy, płyta cd która miała być ” pomocą naukową ” niestety nie odtworzyła się i śpiew był taki jakby nie pełny. Ponieważ była to moja płyta, to usłyszałam od pani socjalnej – to już druga płyta która nie była przydatna. A no i owszem, są to moje płyty i niestety zaorałam je. Do prowadzenia programów nie dostawałam i nie dostaję niczego od dps. Teraz już nawet tekstów nie można drukować, nie można niczego bo wszystko kosztuje. Chcesz coś robić to wszystko własnym sumptem. Jan nosi kościelne słowniki do punktów ksero i robi to za własne pieniądze. Śpiewniki na czwartek robi Natalka u siebie w domu. I to wszystko funkcjonuje a pochwały zbiera szanowna.

I to już wszystko – NARA !!

Jestem w swoim żywiole,

a mój żywioł to organizowanie spotkań muzycznych i śpiewanie. Mój głos jest tak samo silny i dźwięczny jak był 50 lat temu. Dziwne to, jestem prababcią kiwającą się na boki, źle widzącą i tak samo źle słyszącą a głos jakby się miał coraz lepiej. I tu muszę się odwołać do najwyższych świętości – jestem taką wierzącą pół na pół, modlę się codziennie a w Kościół nie wierzę i nie mam zaufania do księży. Uważam, że wszelkie ceremonie kościelne, to zwykły teatr i to odstawiany za całkiem nie małe pieniądze; a Bozia daje mi wyraźne znaki, że jest, że mnie słucha i spełnia wszystkie moje prośby. Naprawdę słucha i spełnia, aż się boję o niektóre rzeczy prosić. NP. jak byłam gnębiona, wiedziałam dobrze, że wystarczyłoby poprosić o zesłanie jakiegoś nieszczęścia moim gnębicielom. Nie zrobiłam tego ze strachu że to się spełni a ja będę miała wyrzuty sumienia. Nie chcę żeby mnie moje sumienie gnębiło. Prosiłam o bardzo wiele rzeczy, wszystkie moje prośby zostały spełnione. Prosiłam i o śmierć dla kogoś i o odkochanie się i o spokój na starość. A przez swoje długie życie, zawsze prosiłam samego Boga żeby nie zabrał mi głosu i nie zabrał a wręcz przeciwnie dołożył mi mocy. Moja rodzina w 3\4 udaje, że jest nie wierząca, ale jak powiedziałam, że codziennie modląc się i prosząc żeby żyli w zdrowiu, miłości, po Bożemu i w dostatku, wymieniam ich imiona, to wnuczka od razu, z takim ogniem w głosie, spytała – babciu a za mojego męża też się modlisz? On ma taką niebezpieczną pracę. Odpowiedziałam jej, że przecież jej mąż już od dawna jest w naszej rodzinie, więc modlę się żebyście razem dożyli w zdrowiu późnej starości. Bardzo chciałabym żeby moi wnukowie wszyscy, w swoich rodzinnych związkach dożyli późnej starości w zdrowiu i miłości, bo te związki na prawdę są udane. I dlatego, że jest tak jak jest to ja mogę się bawić w to co lubię z pasją ( dziękując Bogu, że ją mam, tę pasję ). Ona mnie mobilizuje do życia i odmładza duchowo.

I to byłoby na tyle – AMEN !!