Kaszpirowscy niżsi rangą.

Jeszcze słów kilka o personelu który ma ze mną jakikolwiek kontakt i który mógł pomóc ” w stawianiu diagnozy”. Pierwsza i moim zdaniem najważniejsza w tej kwestii osoba to opiekunka. Z nią,  a w zasadzie z nimi, ponieważ zmieniają się czasem, widuję się w przelocie, na korytarzu z rzuconym pytaniem – wszystko dobrze, pani Danusiu ?  Dziękuję, dobrze – brzmi moja odpowiedź. Chyba, że źle się czuję to opiekunka powiadomi pielęgniarkę, czy lekarza no i załatwi przynoszenie posiłków do pokoju. Żadna z opiekunek nie ma czasu na jakiekolwiek rozmowy, są przecież ludzie potrzebujący pomocy bezustannie i dla nich czasu nie starcza. My przesyłamy sobie uśmiechy i to wszystko. Najwięcej rozmawiałam z dwiema paniami: pokojową i z terapeutką od zajęć komputerowych. Z pokojową rozmowa dotyczyła dokąd idę i kiedy wrócę a z terapeutką co zgrać na pendraifa albo z pandraifa na pulpit. Nie wiem czy którakolwiek z pań, w czasie tych króciutkich spotkań, byłaby w stanie zdiagnozować u mnie depresję. A jeśli podjęłaby się tego to przecież pan doktor mógłby śmiało powiedzieć która to z pań i co takiego niepokojącego u mnie zauważyła. To można by przegadać, czyż terapia psychiatryczna nie polega na rozmowach? Chyba u naszego doktora NIE. U naszego doktora oparta jest na plotkach, do których sam nie ma odwagi się przyznać.                                              Tak jak pięć lat temu izolacja od środowiska kierowanego przez panią dyrektor  pomogła mi się wykaraskać psychicznie na Oddziale Dziennym Szpitala Psychiatrycznego, tak teraz wystarczyło mi nie widzieć tych ludzi  przez okres trzech  tygodni. Nie mieć nic wspólnego z decydentkami naszego Domu ” Opieki ” . Chodzę codziennie na Majowe  do mojej byłej parafii, mam okazję pośpiewać przez pół godzinki.  Mam też ogródek w którym codziennie coś trzeba zrobić. Czasem pójdę na spacer z miłymi ludźmi, dwa razy w tygodniu mam gimnastykę grupową z super grupą, która dobrze się zna i lubi. To mi w zupełności wystarcza żeby utrzymać dobre samopoczucie. Nikt nie umawia się ze mną żeby później dać prztyczka w nos, ignorując wszelkie umowy.                                                                     A propos super grupy gimnastycznej; każda nowa osoba zawsze jest bardzo mile widziana, poza jednym panem, który podpadł na wstępie.  To pan NIKT.  Otóż, mamy zwyczaj ustawiania krzeseł i szykowania sprzętu, na kilka minut przed czasem. Każdy z nas wie gdzie kto siedzi i jakiego sprzętu potrzebuje. Zawsze też szykujemy jedno krzesło dodatkowe dla ewentualnie nowej osoby, którą witamy z autentycznym aplauzem. Ale też każda nowa osoba widząc ustawione krzesła, pyta gdzie może usiąść? Poza panem NIKT. Ten przyszedł nie mówiąc nawet dzień dobry, przeszedł przez całą salę, wziął moje krzesło ( ni w pięć ni w dziesięć ) i przeniósł  je na początek sali. Ja widząc to mówię: proszę pana to jest moje krzesło. A on na to – a co, podpisała je pani, bo nie widzę podpisu. Pan NIKT usiadł na moim krześle a ja wzięłam sobie to krzesło które było przygotowane dla nowo przybyłej osoby a stało obok pana NIKT. Od tej pory ów pan był przez wszystkich tak traktowany jak sobie na to zasłużył. Grupa zaczęła go uczyć dobrych manier.  Po kilku spotkaniach przestał przychodzić na gimnastykę.          Teraz doszły mnie słuchy, że pan NIKT będzie pisał artykuły kontrujące mój pamiętnik czyli chwalące życie w naszym Domu. Wszyscy wiedzą, że jemu i jego pannie NIKT jest bardzo dobrze, spełniane są każde kaprysy, tak jakby w tym Domu było tylko ich dwoje. On jest lizusem pierwszego kalibru już go nazywają – lizi d…. a ona coś trzyma w garści. W swoim pamiętniku nazywałam ją kobietą monstrum albo szefową hołoty. To ona przez mój pamiętnik doznała smutku, co mnie bardzo ucieszyło.

 

Odpowiedź na komentarz

To w zasadzie usiłowanie  sprecyzowania o co chodzi. . Najpierw z trudnością odnalazłam ten komentarz mimo, że miałam go przed oczami. Był tak krótki, że go nie widziałam : ” Oj, nie ładnie”. – to cały komentarz.   Nie mogłam tego zdania dopasować do pisaniny na  moim blogu.  Przecież ja nie  tworzę sytuacji tylko je sprawozdaję, relacjonuję. Telepatycznie przesłałabym ten komentarz osobom o których piszę. Jeśli coś było nie ładne to ja tylko o tym napisałam. Zaczęłam analizować zdanie po zdaniu z ostatniego wpisu. Nie było niczego o czy bym już wcześniej nie pisała. Tylko, że wcześniej opisywałam sytuacje szczegółowo, a teraz tylko napomknęłam. Dopiero na drugi dzień przyszło mi do głowy, że to może dotyczyć klubu GOU GOU. Pewnie czytelnik przeraził się, że prababcia rozmawia o czymś takim z kierownikiem socjalnym.           Ależ, kochany Panie Garnuszku, ja tego klubu nie założyłam i nawet go  nie nazwałam, tylko  wypowiedziałam jego nazwę głośno i dobitnie na stołówce, do pani Józi, która źle słyszy. Terapeutka chodziła po stołówce i zapraszała panów na godz 14. Pani Józia spytała  – a co to będzie o tej 14stej. ? Na co terapeutka odpowiedziała, że to coś tylko dla panów.  Więc przybliżyłam Józi temat mówiąc jej o klubie gou gou.  Pewnie Pan czyta wyrywkowo więc przedstawię sprawę od początku.                To chyba było jakieś dwa lata temu jak moja koleżanka Ela, spytała mnie – czy wiem, że u nas jest klub gou gou. Nie bardzo rozumiem, poproszę o wyjaśnienie – powiedziałam. A ona na to : Co piątek, o godzinie 14 w najelegantszej sali zajęciowej, na wygodnych kanapach przy kawce i ciasteczkach,  zasiadają nasi panowie a nasze terapeutki zajęciowe robią wszystko żeby ich zabawić. Żeby panowie poczuli się szczęśliwi.  Jak spytałam – mówi Ela,  czy mogę zobaczyć jak to wygląda to usłyszałam, w żadnym wypadku to jest wyłącznie dla panów. A jak przykleję sobie wąsy, to uda mi się przemycić – w żadnym razie – usłyszała. Ponieważ z Elą rozmawiałyśmy na różne głupie tematy tylko żeby się pośmiać, tak więc i to potraktowałam jak coś wymyślonego przez Elę. Dopiero za jakieś pół roku, przechodziłam koło tej sali  i zgłupiałam – ten klub gou gou to prawda. Zobaczyłam zaślinionych z wrażenia, naszych dziadków, rozłożonych wygodnie na kanapach, a na środku sali robiącą wygibasy, młodziutką terapeutkę. Te wygibasy robione były w rytm muzyki, a terapeutka ubrana była w sweterek, ale była młoda i ruchliwa.  Temu wszystkiemu przyglądała się, szanowna pani dyrektor i była szczęśliwa, że mogła tak dogodzić naszym staruchom. Jak zobaczyła mnie natychmiast wstała i wyszła.                                  Jak nazwałam te cykliczne spotkania klubem gou gou to jedna z terapeutek poczuła się obrażona i poszła na skargę do socjalnej. Ta z kolei przyszła  z reprymendą do mnie. ( I to właśnie była ta rozmowa )  Odpowiedziałam, że to pomysłodawczyni obraża pracownice nie ja. Ja tylko wyraziłam głośno nazwę owego  przybytku. Kochani, działalność klubu gou gou polega właśnie na zabawianiu przez młode dziewczyny, łaknących tego panów. To jest podstawa działalności takiego klubu.  Resztę precyzują przepisy wewnętrzne klubu. W niektórych klubach goście nie mają prawa nawet dotknąć takiej dziewczyny,    ( u nas mogą). Przepraszam, czy te spotkania u nas  miałam nazwać Klubem Starszych Panów,  w takim wypadku nie byłoby tam kobiet.  Tak więc to ” Nie ładnie” kieruję do pomysłodawczyni tego przybytku ” kultury”.

Naśladowcy Kaszpirowskiego

Myślałam, że zasieję wielkie przerażenie jak napiszę o naszym lekarzu który leczy bez diagnozy. Już nikogo to nie dziwi, bo czasem udaje mu się wstrzelić we właściwą chorobę. Jest u nas ciekawsza osoba,  ( a nawet nie jedna ), to doktor, który nie widzi swojego przyszłego pacjenta latami, a stawia diagnozę. To pan doktor psychiatra. Nie widział mnie 5 lat, nawet nie mijaliśmy się na korytarzach, a on trach i wie, że ja mam depresję i to taką, że natychmiast trzeba ze mną do szpitala. Przyznał się mojej córce, że zrobił to na prośbę personelu; tak określił osobę decyzyjną. Osoba decyzyjna jak tylko wyczuła smrodek wokół sprawy, szybko umyła ręce wysyłając moje pismo z zapytaniem o jednostkę chorobową, do szefów pana doktora. Nie wiem jak zachowali się szefowie pana doktora bo ciągle nie mam odpowiedzi na moje pytanie. Pan doktor sądzi, że rozmowa z córką wystarczy? Nie, to ja zadałam pytanie. Skąd do cholery ta depresja? 5 lat temu kierując mnie na oddział dzienny, na wyraźną MOJĄ prośbę, napisał pan długotrwały stres. Dostałam od pana leki, które  zostały odstawione przez samego ordynatora oddziału, ponieważ uważał on, że zmiana środowiska i terapia zajęciowa są dla mnie wystarczające. Mam nadzieję, że było panu wstyd jak koledzy lekarze dowiedzieli się o sprawie. No ale trudno, jak powiedziała jedna z naszych pracownic, jest dorosły i wiedział co robi. Wszedł nie tylko do mętnej wody ale do brudnej. Żeby się jakoś usprawiedliwić to pan doktor dodał, że czytał mojego bloga i że słyszał iż mam zwyczaj namawiania pensjonariuszy żeby nie brali leków bo one bardziej szkodzą niż pomagają.   Szanowny panie doktorze nigdy nie interesowałam się lekami  jeśli już to tylko formą ich podawania.  Ale to osobny temat.                                                                                         Ponieważ pan doktor postraszył mnie szpitalem na prośbę personelu ( czyli osoby bliżej nie sprecyzowanej ) to ja  w skrócie opiszę jak wyglądają moje kontakty z decydentami, na podstawie których stanowczo stwierdzono u mnie depresję.  Kontakty w ciągu ostatniego półrocza, ale wyglądają one mniej więcej tak samo zawsze.                                                                                                                            1| Pani dyrektor – rozmawiałam z nią raz przed Świętami Bożego Narodzenia, na korytarzu sprawa dotyczyła Sylwestra. Druga rozmowa była w gabinecie na temat zakazu pisania bloga. Obie rozmowy trwały po jednej minucie.                                                  2|Siostra przełożona – rozmawiałam z nią zaraz po świętach Wielkanocy na temat zaginięcia mojego chodzika. Rozmowa odbyła się na korytarzu w obecności pokojowej i trwała 2 minuty. 3| Kierownik socjalna – rozmawiałam z nią pół roku temu na temat klubu gou gou i ostatnio na temat nie przyjmowania mojej korespondencji.     Czy po tych rozmowach można wystawić jakąkolwiek diagnozę?

Na zarzut, że nie korzystam z organizowanych wyjść do miasta(, to jeden z zarzutów zdiagnozowania u mnie depresji),  odpowiadam – od roku nigdzie nie chodzę ponieważ na jednej z wycieczek do parku, w ubiegłym roku, bardzo się rozchorowałam i wtedy postanowiłam, że już nigdy więcej. Otóż, mieliśmy być w parku godzinkę, niestety na samochód czekaliśmy jeszcze dwie i pół godziny. Było wietrznie a ja mam bardzo wrażliwą głowę na przeciągi. Po tej wycieczce głowę leczyłam, bardzo intensywnie, przez ponad pół roku i podziękowałam za  tego typu przyjemności.

Dwubiegunowość osób decyzyjnych

Ta dwubiegunowość dotyczy wydania opinii o swojej podopiecznej, czyli o mnie. Osoby decyzyjne nie mogą się zdecydować jaka ja w końcu jestem, a trzeba by było tę decyzję podjąć skoro się jest tym decydentem. Z pisma które wysłano do Pani Poseł na mój temat, wynika, że wszędzie włażę, wszystko mnie obchodzi, jestem takim natrętem od którego wszyscy uciekają. Natomiast mojej córce mówiono coś zupełnie przeciwnego – nigdzie nie chodzi, z niczego nie korzysta, zamyka się w sobie – to typowe objawy depresji wg pań decydentek. To co pisałam o swoim samopoczuciu jako meteoropatki, to kłamstwo, to wykręt żeby nigdzie nie iść. Osoby będące w depresji potrafią oszukać swoje środowisko udając, że jest wszystko w porządku.  To wszystko usłyszała moja córka od pani dyrektor. Córka czuła się bardzo źle podczas tej wizyty, ona była sama a atakowały ją trzy osoby – pani dyrektor, siostra przełożona i kierownik socjalna. One były u siebie a córka była gościem. Atakowały na  ” serdecznym uśmiechu ” i udawanej nadzwyczajnej życzliwości. Córka moja niestety uwierzyła, że są to bardzo miłe osoby. Wyprowadziłam ją z błędu. One na tym uśmiechu nie tylko wmawiały, że mam depresję ale nawet mam jakieś omamy. No bo jak mogłam napisać, że byłam truta jakimś gazem. To czy córka w to wierzy to pytały ją  po kilka razy, upierały się żeby odpowiedziała; no bo przecież nikt w to nie uwierzy. Córka odpowiedziała tak jak wiele osób które wiedzą o tym wypadku – nie wiem czy była truta ale też nie wiem dlaczego nie udzielono jej pomocy kiedy straciła kontakt z rzeczywistością. Miała typowo  udarowe objawy a zamiast pogotowia dostała coś na sen. Wiadomo, że podczas udaru mózgu czas ma ogromne znaczenie  a zupełnie odwrotne znaczenie ma czas przy badaniach obecności trucizny we krwi.  Kochani, ja przez dwa dni spałam. Po takim  czasie żadne badania już nie wykryły by niczego. I o to chodziło.  Ten lek był podany dla mnie na polecenie siostry przełożonej, która nigdy  nie interesowała się  swoimi podopiecznymi, nie pomyślała nawet, że są osoby takie jak ja, które nie mogą przyjmować niczego na sen, ze względu na bardzo niskie ciśnienie. Ja podczas snu mam ciśnienie 70/50 milimetrów. Jak mam takie ciśnienie w dzień   to jeszcze mogę je sama sobie zmierzyć, ale mam też takie ciśnienie, że już normalny ciśnieniomierz nie jest w stanie zmierzyć.  Tak więc podanie leku nasennego było dla mnie jednoznaczne z usiłowaniem zabójstwa. Z takim ciśnieniem w dzień trafiałam na SOR ponad sto razy. Ale co to obchodzi naszą służbę zdrowia. Nieznajomość tematu nie zwalnia z odpowiedzialności, zwłaszcza takiego tematu i takiego decydenta jak siostra przełożona.  Jak już jakoś się z tego wylizałam to jeszcze przez dwa tygodnie mówiąc przestawiałam litery i całe słowa, nawet o tym nie wiedząc. Na to zwróciły uwagę terapeutki zajęciowe. To cud, że wszystko wróciło do normy, ale zawsze byłam pod czujną opieką Niebios.

Moją córkę jeszcze czekała wizyta u psychiatry w mojej sprawie. No bo skoro jestem aż tak chora …..i tu znów dwubiegunowość – pani dyrektor nie jest pewna czy jestem zupełnie zdrowa czy bardzo chora.

Końcówka moich odpowiedzi na tę beletrystykę

Bardzo podstępne zdanie jest na stronie 7 pisma – zaobserwowano, że mam problemy z nawiązywaniem satysfakcjonujących mnie relacji. Przecież do kogo się zbliżę to osoba ta może mieć przykrości ze strony dyrekcji Domu. Rok temu jak pochwaliłam na blogu dwoje pracowników to wówczas jedna z pań była zazdrosna dlaczego jej nie pochwaliłam, a dzisiaj mówi mi  – dobrze, że nie pisałaś o mnie. Napisałam, że 100 % personelu średniego jest dla mnie miła, to dyrekcja zadbała o to żeby tak nie było. Później piszą, że ludzie się ode mnie odsuwają – to ja odsuwam się od ludzi żeby ich nie spotkało co spotyka mnie.    Ponieważ dyrekcja Domu twierdzi, że mieszkańcy się ode mnie odsuwają to w tym roku po raz pierwszy nie poprowadzę w kaplicy  nabożeństwa majowego. Robiłam to przez 8 lat, w ubiegłym roku nawet kwiatki dostałam od pani dyrektor za prowadzenie Majowych. W tym roku boję się, że dyrekcja zechce mnie ośmieszyć zerową frekwencją. ( No bo przecież ludzie uciekają ode mnie). Na piątek 20 kwietnia pani dyrektor poprosiła do siebie moją córkę żeby pomogła im w znalezieniu dla mnie jakiegoś satysfakcjonującego mnie zajęcia. To jest tylko po to żeby odnotować w papierach, że próbują wszystkiego żeby mnie zadowolić i już nie mają pomysłów.                                                                  Ja proponuję tylko żeby szanowna dyrekcja Domu Opieki dała mi spokój. Jestem tak boleśnie wkopana w kąt, że teraz chcę spokojnie wylizać się z ran. Poradzę sobie ze wszystkim sama. Nie straszcie mnie szpitalem psychiatrycznym, tym razem dam sobie radę sama, a to dlatego, że już dobrze się znamy.

Pismo urzędowe punkt 9 i 10

Punkt 9/ Realizacja uprawnień do opieki zdrowotnej.

Dom umożliwia mieszkańcom korzystanie ze świadczeń zdrowotnych lekarza rodzinnego na terenie placówki. Mieszkaniec z chwilą przybycia do DPS o ile ma taką wolę, składa deklarację wyboru lekarza rodzinnego. Wizyty lekarza rodzinnego odbywają się w każdy wtorek, a w przypadku większej liczby zachorowań mieszkańców, także w piątek. Lekarz rodzinny udziela porad w gabinecie, do którego przychodzą mieszkańcy samodzielnie lub przy wsparciu personelu. W dniu przyjęć z porady lekarza korzysta  średnio ok. 24 mieszkańców. Z uwagi na stan zdrowia mieszkańców znaczna część konsultacji lekarza rodzinnego odbywa się w pokojach mieszkańców ( 115 pokoi jednoosobowych), lekarz z pielęgniarką jest wtedy poza gabinetem. W pierwszych miesiącach tego roku lekarz rodzinny udzielił 283 porad. Kilkoro mieszkańców przychodzi po porady w każdym dniu przyjmowania lekarza. W sytuacji gdy schorzenie jest bardziej skomplikowane i wymaga dodatkowych konsultacji – lekarz kieruje do odpowiedniego specjalisty. Od początku roku mieszkańcy DPS skorzystali z 165 konsultacji  specjalistycznych poza placówką.W razie pogorszenia stanu w niedziele i święta oraz w godzinach nocnych w razie potrzeby do mieszkańców wzywane jest pogotowie.  Doktor nasz jest doświadczonym lekarzem, świadczy usługi dla mieszkańców Domu od 18 lat, z zaangażowaniem podchodzi do pacjentów i ich rodzin, zawsze na pierwszym miejscu stawiając ich zdrowie oraz dobre samopoczucie. Wielokrotnie wykracza poza swoje obowiązki udzielając wszelkiego wsparcia  personelowi Domu w doskonaleniu i indywidualizowaniu usług. Jego wiedza, takt, cierpliwość i wieloletnie doświadczenie sprawiają, że potrafi zaradzić nie tylko problemom zdrowotnym, ale i tym związanym z samopoczuciem psychicznym, co w sytuacji nieuchronności choroby, schyłku życiu, wagi decyzji jakie podejmuje w tym okresie pacjent i lekarz jest szczególnie cenne i wyjątkowe.

Punkt 10/ Podawanie leków.                                                                              W Domu wprowadzono do zastosowania procedury : zabezpieczenia zabezpieczenia dostępu do świadczeń zdrowotnych oraz postępowania z lekami. Leki ( o ile mieszkaniec sobie tego życzy  lub jego stan zdrowia tego wymaga), podawane są przez pielęgniarki zatrudnione w Domu. Wszystkie pielęgniarki posiadają odpowiednie kwalifikacje, udokumentowane prawem wykonywania zawodu. Wykonują swoje obowiązki zgodnie z zasadami wykonywania zawodu. Jedyne uwagi ( na przestrzeni ostatniego roku) jakie wpłynęły w związku z podawaniem leków dotyczyły:  – wątpliwości członka rodziny mieszkańca dotyczące celowości rozdrabniania leków. Sprawę wyjaśniono córce mieszkanki.  – Omyłki związane z realizacją recepty ( zbieżność nazwiska nowo przyjętej mieszkanki ). Mieszkankom dostarczono właściwe leki. – Stwierdzenia mieszkanki ze znacznym stopniem otępienia o nie podaniu leku ( mieszkanka nie pamiętała, że otrzymała lek) oraz podawania zbędnych leków ( urojenia ).                  Pani Danuta -( czyli ni z tego ni z owego ja) jest mieszkanką Domu od 2009 roku, samodzielnie załatwia wszystkie swoje osobiste sprawy ( robienie zakupów, dbałość o interesy finansowe, dokonywanie płatności, załatwianie spraw urzędowych), stan zdrowia i poziom sprawności umożliwia jej samodzielne poruszanie sią na terenie placówki i poza nią. Nie korzysta w tej chwili z żadnych usług pielęgnacyjnych. Zakres usług opiekuńczych, z których korzysta  w chwili obecnej to : posiłki, na które przychodzi samodzielnie, sprzątanie pokoju, zajęcia z zakresu fizjoterapii, zajęcia komputerowe. Jest osobą aktywną społecznie i komunikatywną. Korzysta ze wsparcia pielęgniarekjedynie w przypadku pogorszenia stanu zdrowia ( np ostatnio przeziębienie ). Podczas pobytu w placówce zaobserwowano, że ma problemy z nawiązywaniem satysfakcjonujących ją relacji. Postrzeganiem norm społecznych, szczególnie negatywnie ocenia i posądza o nieprawidłowości osoby decyzyjne, o szerokich kompetencjach   ( Ksiądz, lekarz, dyrektor, kierownicy działów). Pragnę podkreślić, że personel Domu dokłada wszelkich starań by potrzeby mieszkanki były zaspokojone w odpowiedni sposób, z poszanowaniem prawa do wolności, intymności, godności. Wszelkie działania jakie są podejmowane względem mieszkanki są wynikiem ustaleń zespołu pracowników w tym specjalistów tj. psycholog, psychiatra, fizjoterapeuta, terapeuta.                                                                                 Do Domu kierowane są osoby, u których w wyniku kumulacji niekorzystnych czynników pogarszających funkcjonowanie organizmu ( przewlekłe choroby, urazy, depresja, zaburzenia funkcji poznawczych) występują istotne deficyty w samoopiece i którzy wymagają całodobowej, profesjonalnej opieki i pielęgnacji. W takiej zbiorowości naturalnym jest, że pojawiają się różne zapotrzebowania i preferencje, dlatego  w porozumieniu i we współpracy z mieszkańcami personel dba o dobrą atmosferę w Domu. Niestety zdarza się, że indywidualne oczekiwania o złożonym podłożu stoją w sprzeczności z wartościami i dobrem ogółu. To na DPS ciąży odpowiedzialność zaspokojenia podstawowych potrzeb wszystkich mieszkańców. Opieka musi być każdorazowo  dostosowywana do indywidualnych potrzeb i stanu mieszkańca. Jej istotą jest przejęcie odpowiedialności za mieszkańca, mając na uwadze zróżnicowany wpływ  zarówno biologicznych jak psychicznych oznak starości.

Mam nadzieję, że przedstawione powyżej wyjaśnienia  są wystarczające i wyczerpują zakres przedstawionych przez Panią Poseł wątpliwości.                                                                                 w podpisie z poważaniem sam Prezydent Miasta.

 

Tak więc kochani dowiedzieliście się jak u nas jest wspaniale ? Myślę, że tak; tak więc koniec narzekania po pokojach i na korytarzach bo pani dyrektor powiedziała, że jest super i ma być super. A z  autorką  bloga i skarg wszelakich na osoby decyzyjne o szerokich kompetencjach poradzimy sobie,  zamkniemy jej usta umieszczając ją w szpitalu psychiatrycznym i wówczas naprawdę będzie super, bo już nikt nawet nie piśnie.

Pismo urzędowe punkt 7 i 8

7| Blog prowadzony przez Panią S.

W dniu 9 lutego 2018r. mieszkaniec Domu zwrócił się do dyrektora Domu ze skargą, że obraźliwe treści zamieszczone na blogu bardzo dotknęły mieszkańców. Personel Domu potwierdził, że zapoznanie się z blogiem przez mieszkańców bardzo negatywnie wpłynęło na ich samopoczucie, stan zdrowia. Wpisy zawarte na blogu po zapoznaniu się członków rodziny z ich treścią doprowadziły mieszkankę ( lat 90) do silnego wzburzenia, obniżenia nastroju, smutku, poczucia zniewagi. Dyrektor Domu w dniu 14 lutego w obecności kierownika Działu Medycznego przeprowadziła rozmowę z Panią S. na temat skargi mieszkańców dotyczących bloga. Poinformowała Panią S. – czyli mnie , że mieszkańcy kontaktują się w tej sprawie z prawnikiem. Dyrektor próbowała przedstawić kwestię naruszenia dóbr osobistych, możliwych konsekwencji z tego wynikających w przypadku publikacji w internecie. Dyrektor nie zakazywała prowadzenia bloga poprosiła jedynie o zaprzestanie opisywania współmieszkańców w sposób negatywny i oceniający.  Pani S. stwierdziła, że taki był jej zamiar, stało się to czego oczekiwała tzn określone osoby poczuły się źle. Zadaniem Domu jest troska o samopoczucie wszystkich mieszkańców, dbanie o dobrą atmosferę i rozwiązywanie problemów we wzajemnych relacjach.  Rozmowa z mieszkanką realizowana była w ramach obowiązków  i poczucia odpowiedzialności  za zaspokojenie potrzeb mieszkańców, którzy z racji wieku, stanu zdrowia, nie są w stanie samodzielnie  o nie dbać ( prawo do godnego traktowania, dobrego imienia), a w przypadku Pani S.  – w zakresie dostarczenia mieszkance pełnej informacji o charakterze dóbr osobistych, ewentualnych skutkach ich naruszenia. Z informacji uzyskanych od mieszkańców wynika, że sprawa jest skierowana na drogę postępowania cywilnego.

Punkt 8 SMS                                                                                               Wiadomość którą w postaci sms – a otrzymała Pani Danuta S. kilka lat temu była dokładnie wyjaśniana. Przeprowadzono rozmowy wyjaśniające z pracownikami Domu. Nie udało się ustalić nadawcy wiadomości. Wskazywany przez mieszkankę nadawca, kierowca Domu, nie pracuje już w placówce.

Moja odpowiedź   – Odnośnie silnego wzburzenia, obniżenia nastroju, smutku, poczucia  zniewagi doznanego przez 90 letnią kobietę panią Jan. Mar.  nie kryję, że się cieszę z tego stanu rzeczy. Ta kobieta mieszka w DPSie od 30 lat i napsuła krwi bardzo wielu ludziom. Tych wszystkich odczuć również doznawałam właśnie przez nią. Cały mój blog to opis świństw wyrządzanych mi przez tą panią albo ludzi przez nią kierowanych.  Była prowodyrem wszystkiego co złe. Obie dyrektorki boją się jej- za dużo o nich wie.  Obecna pani dyrektor je jej z ręki. Słynny SMS wyszedł z jej pokoju podczas mocno zakrapianego Sylwestra. Mimo, że aparat został zniszczony to można bardzo łatwo sprawdzić nawet dzisiaj, do kogo telefon należał. Pani dyrektor napisała, że to sprawka kierowcy. Nie prawda. Kierowca – czyli syn poprzedniej dyrektorki, rzucał we mnie petardą, wysłał  do 8 banków zlecenie na udzielenie mi kredytu, i co? i nic. Pani dyrektor nawet nie pomyślała żeby z tym coś zrobić. Tak jak i z anonimami grożącymi mi oszpeceniem. I ja mam komukolwiek z tej bandy współczuć?

Słyszę ciągle o rzekomych prośbach zaprzestania pisania przeze mnie bloga. Od połowy listopada trzy krotnie informowałam, że zaprzestaję pisania do pierwszego świństwa. Nie pisałam tydzień czy dwa i natychmiast świństwo było.

Dalszy ciąg punktu 6 pisma

Od połowy ubiegłego roku nie uczestniczy w zebraniach z mieszkańcami, na których omawiane są wszelkie zmiany, uwagi dotyczące funkcjonowania Domu.

Moja odpowiedź – te co miesięczne zebrania to odfajkowywanie w papierach, że one były. Nawet na takim zebraniu na którym mnie nie było zgłoszono moją kandydaturę do działalności w Samorządzie Mieszkańców – to o czymś świadczy.  Ostatnio poinformowano nas o zebraniu na 15 min przed jego rozpoczęciem. Z satysfakcją ogłoszono, że przyłapano mnie na wyłudzeniu pieniędzy za dwa dni urlopu podczas którego byłam na miejscu. Wiedziano, że byłam ale nikt się tym nie zainteresował – czy coś się stało? może coś potrzeba? Zero zainteresowania w Domu Opieki. Te dwa dni urlopu opisałam na blogu i zatytułowałam   Meteopatia. Oczywiście żadnych pieniędzy nie wzięłam.

Ciąg dalszy pisma – Ponadto pani Danuta w ostatnim czasie wykazuje szczególne zainteresowanie mieszkańcami z otępieniem ( problemy z pamięcią, zmiany nastrojów, zaburzenia krytycyzmu, zespoły urojeniowe), których sprawność funkcjonalna jest ograniczona wzbudzając w nich niepokój i poczucie zagrożenia, że w placówce dzieje się im krzywda

Moja odpowiedź – Bardzo brzydko autor napisał o moim zainteresowaniu ludźmi z otępieniem.                                          25 lutego podczas mszy, ksiądz poinformował nas, że zmarła Hania P.  Zrobiło mi się bardzo smutno. Później okazało się, że to pomyłka, tak więc odwiedziłam ją dwa razy. Uprzednio spytałam opiekunkę czy mogę, kiedy mogę, co Hania lubi, czego nie lubi i na które ucho lepiej słyszy bo już nie pamiętałam. Miałyśmy wspólnie wydać pamiętnik o jej życiu. Mam 3/4 życia opowiedzianego przez Hanię nagrane na taśmie magnetofonowej. Istotnie podczas tych wizyt popłynęły łezki nam obu.

Dalszy ciąg pisma – Terapeuci proponowali prowadzenie indywidualnych zajęć muzycznych ( w 2017r. przeprowadziła zajęcie muzyczne  na terenie DPS przy ul. Bałtyckiej) lub czytanie dla dzieci w przedszkolu. Mieszkanka w ostatnim okresie odmawia  i twierdzi, że nie jest zainteresowana taką aktywnością. Pani Danuta jest osobą uzdolnioną muzycznie jednak do tej pory, mimo podejmowanych prób włączenia mieszkanki  w przygotowanie występów okolicznościowych  przez mieszkańców nie udało się wypracować nici porozumienia.  Mieszkanka nie włącza się w przygotowywane  przez mieszkańców i terapeutów  występy ( z okazji świąt narodowych, religijnych), uczestniczy w nich na zasadzie obserwatora, a następnie w sposób niekulturalny, obraźliwy, je komentuje. W opinii pracowników Domu, pomimo podejmowanych prób rozwiązania problemów wzajemnych relacji między mieszkańcami , z powodu negatywnego nastawienia  mieszkanki do większości mieszkańców  mających możliwości aktywnego udziału w życiu Domu, mało realne jest nawiązanie konstruktywnej współpracy. Niezadowolenie pani D. ( np chęć organizacji przez nią zabawy sylwestrowej  a nie zabawy w okresie karnawału) wynika z pomijania  prze panią tworzonych  przez terapeutów planów, harmonogramów zajęć  uwzględniających potrzeby  i oczekiwania mieszkańców, ich możliwości psychofizycznych, a także udział osób spoza placówki ( terminy).   Działania dotyczące funkcjonowania pani D.  poprawy jej samopoczucia omawiane były w ramach Zespołu Opiekuńczo – terapeutycznego. Postępowanie na bieżąco konsultowane jest z psychologiem w celu wypracowania najefektywniejszych zasad współpracy.

Na te bzdety nie odpowiedziałam nic, bo i po co.

Komentarz do wpisów Jolki

Dwa twoje wpisy to było  wylewanie na mnie pomyj. Ja  zupełnie inaczej wspominam lata  twojego dorastania. Byłam jedyną osobą w rodzinie do której przychodziłaś z różnymi problemami, szłaś nie do swojej mamy, taty czy babci, tylko zawsze do mnie. Zawsze znajdywałam czas i chęci żeby ci pomóc. Najpierw była to szkoła i wypracowania. Z wypracowaniami z języka polskiego to nie tylko ty przybiegałaś do mnie, twoje córki również. Przeczytałam całe mnóstwo  książek żeby  je napisać.  Później były ciuchy, od kogo jak nie od cioci Danki. Później była praca i różne problemy z nią związane, no i pamiętna pomoc w powrocie twoim z Niemiec.  Dziewczyno, przecież za tę pomoc mogłam trafić do więzienia. To był PRL a ja jechałam po ciebie za granicę  korzystając z nieswoich dokumentów. Twoja mama miała właściwe dokumenty ale nie chciała poświęcać się tobie, wiedziała dobrze, że ciotka pomoże zawsze. Jak ci się urodziła pierwsza córka do kogo zadzwoniłaś żeby wyprostować sprawy – do mnie.    Kto  nauczył cię  kąpać i przewijać dziecko zaraz po powrocie ze szpitala – ja. A kto z rodziny był na ślubie i weselu twojej najstarszej – tylko ja ,a rodzina jest bardzo liczna.  Wreszcie, to już nie wiem czy wiesz, ale w ciężkiej pracy w maglu pomagałam twojej córce. Przychodziłam kilka razy w tygodniu i pomagałam. No i wreszcie załatwienie pracy tu w naszym Domu od której zaczęło się wszystko psuć.  Bardzo szybko twoje dziecko przeszło na stronę moich przeciwników                              a ciucholand w sklepiku przekreślił wszystko co było piękne, co ja wspominam z łezką w oku. Pomyśleć, że to wszystko po to żeby przymilić się dyrektorce DPS .    Gratuluję honoru.

Pismo służbowe punkt 5 i6

Punkt 5 pisma mówi o internecie w naszym Domu. Ostatnie zdanie tego punktu  – Możliwości  udostępnienia internetu dla mieszkańców zostaną zwiększone z chwilą podłączenia Domu do miejskiej sieci światłowodowej, które jest planowane w tym roku.

Nie ma co komentować, będzie to będzie, nie to nie, pożyjemy zobaczymy jeśli dożyjemy.

Za to będzie co komentować w punkcie 6 pisma.                                        Punkt 6 – udział w zajęciach organizowanych w DPS .

Pani Danuta …. w latach poprzednich prowadziła cotygodniową audycję radiową. Mieszkańcy na początku byli bardzo zadowoleni z przygotowywanych przez nią audycji. Jednak wraz z upływem czasu zaczęły pojawiać się skargi ze strony mieszkańców, iż pani Danuta podczas audycji oskarża zarówno współmieszkańców jak i pracowników placówki o różne rzeczy. Na zwróconą uwagę prze personel, że radio nie jest miejscem  jakichkolwiek rozgrywek personalnych i źle wpływa na ogólną atmosferę Domu, mieszkanka reagowała agresją słowną. Po piśmie mieszkańców do dyrektora z dnia 13 maja  pani Danuta .. samodzielnie podjęła decyzję  o zakończeniu prowadzenia audycji przez radiolę.                                   Pani Danuta … zrezygnowała również ze współpracy z kwartalnikiem ” Głos Seniora” wydawanym przez Dom z powodu decyzji zespołu redakcyjnego  ( w skład zespołu wchodzili mieszkańcy), który zdecydował o nie wydrukowaniu artykułu napisanego przez panią … W artykule znajdowały się pomówienia  dotyczące wcześniejszej dyrekcji Domu.                                                 Istotnym problemem w sprostowaniu oczekiwaniom mieszkanki w zakresie prezentacji własnych talentów i możliwości artystycznych  są jej relacje z pozostałymi mieszkańcami. Mieszkanka prowadziła spotkania muzyczne dla mieszkańców Domu, jednak sposobem prezentacji, uwagami, zachowaniem zraziła do siebie znaczną część mieszkańców, która w sposób najbardziej aktywny i świadomy uczestniczy we wspólnych spotkaniach, wydarzeniach na terenie Domu. Terapeutom trudno jest zorganizować spotkanie z jej udziałem, w którym uczestniczyłaby większa część mieszkańców. Nie chcą oni uczestniczyć w imprezach organizowanych przez panią Danutę … Mieszkańcy Domu unikają bliższych relacji z nią, wsparcie ze strony personelu  w ich poprawie jak dotąd nie przyniosły zadawalających skutków.

Moja odpowiedź:                                             W tym punkcie wyżyto się na mnie za wszystkie zniewagi umieszczone na blogu i popisano się nieznajomością tematu. Programy które prowadziłam zawsze łączyły się z mikrofonem, moje życie było z nim silnie związane; ja biorę mikrofon do ręki i lecę do nieba. Ktokolwiek i w jakikolwiek sposób pracował z mikrofonem to wie, że mówiący do niego  uwodzi słuchacza, kokietuje go, usiłuje rozkochać w sobie a nie ubliża. Autor pisma zbeształ mnie najgorzej jak tylko mógł. Wiem, że najlepszą obroną jest atak; odwołam się jednak do laurki jaką wystawiła mi pani dyrektor zanim powstał blog. Treść laurki umieszczona jest w całości  na blogu zatytułowanym : Zakaz prowadzenia bloga i zaczyna się słowami – ” dziękujemy pani, że znajduje pani czas i siły …

Żeby szczegółowo odpowiedzieć na każdy z zarzutów musiałabym przepisać całego swojego bloga bo on jest właśnie o tym. Odpowiada już 8 lat temu na  każdy zarzut postawiony mi dzisiaj.