Punkt 4 pisma

4) Wydawanie posiłków.

Personel placówki, który zajmuje się wydawaniem posiłków dla mieszkańców jest każdorazowo ubrany we właściwy strój i dba o zachowanie właściwej higieny. Osoba która wydaje posiłki jest zaopatrzona w rękawice i fartuch przeznaczony wyłącznie do wydawania posiłków. Kwestie prawidłowego postępowania z żywnością omawiane są na naradach z pracownikami ( szkolenia wewnętrzne ). W ostatnich latach znacząco zwiększona została ilość środków ochrony dla pracowników  ( w tym jednorazowych rękawiczek czy ubrań roboczych ). Na terenie placówki nie było żadnych zdarzeń dotyczących dystrybucji posiłków, które miałyby negatywne skutki zdrowotne dla mieszkańców.  Personel DPS stara się aby posiłki były dobrze skomponowane  ( co ułatwia analiza jadłospisów przez dietetyka), podane sprawnie i w odpowiedniej temperaturze. Wydawanie posiłków jest na bieżąco omawiane z pracownikami i w ramach kontroli wewnętrznych systematycznie monitorowane.

Moja odpowiedź :                                                                                                   Chodzi wyłącznie o wydawanie posiłków z wózków przez opiekunów i pokojowe. Tu z higieną bywa bardzo różnie. Na swoim blogu opisałam bardzo dokładnie sytuację, która miała miejsce w dniu 14 kwietnia br. Wpis nosi tytuł – polityka personalna i ja.            Opiekun po porannej toalecie, z dwoma workami zużytych pampersów, biegnie na śmietnik, wyrzuca je, zdejmuje rękawice i biegnie prosto do wózka ze śniadaniem nie myjąc nawet rąk.  W następnym dniu, personel wydający posiłki z wózka, był niemal uzbrojony w środki higieny i wyglądał jak oddział specjalny do walki z epidemią. Na mnie patrzyli z wściekłością, bo to moja wina – to uzbrojenie. Ale już w sobotę wszystko wróciło do normy – byle jak, oby szybko.

Pismo urzędowe – 2 i 3

W punkcie 2 zawarte było pytanie odnośnie stanu sanitarnego DPS.  Pani dyrektor odpisała, że Dom jest stale kontrolowany i w ogóle jest super. Do ogólników nie będę się odnosiła ponieważ żeby zabierać głos na taki temat musiałabym zaglądnąć w każdy kąt Domu. Skargę złożył ktoś na coś konkretnego, nie wiem o co chodziło.

Punkt 3 – sklepik funkcjonujący na terenie Domu.                                  Wyjaśnienia pani dyrektor – DPS jest znacznie oddalony od najbliższych placówek handlowych. Mieszczący się na terenie Domu sklepik cieszy się dużym zainteresowaniem mieszkańców, którzy tylko w ten sposób mogą samodzielnie dokonywać zakupów. Asortyment sklepiku dostosowywany jest na bieżąco  do zapotrzebowania mieszkańców i stanowi ważny element oddziaływania terapeutycznego ( utrzymania aktywności, samodzielności, podtrzymywania umiejętności życiowych mieszkańców). Wzbogaca życie społeczne Domu sprzyjając interakcji  i kontaktom społecznym.  Sklepik prowadzony jest przez firmę Kiosk Spożywczo – Przemysłowy  …. podlega właściwym wymaganiom  formalnym dotyczącym placówek handlowych., w tym również sposobu przechowywania żywności. Obiekt ten kontrolowany jest przez odpowiednie służby. Z informacji uzyskanych od właściciela wynika, że ostatnia kontrola SANEPIDU miała miejsce w 2016r. Nieprawidłowości nie stwierdzono. W ciągu ostatnich kilku lat żaden z mieszkańców nie złożył skargi na działalność sklepiku i jego najemcę. Najemca na swój koszt doprowadził wodę do pomieszczenia. W sklepiku znajduje się sprawna lodówka oraz zamrażarka. Personel DPS stara się jak najdłużej utrzymywać umiejętności społeczne mieszkańców uwzględniając w ofercie usług potrzeby i stopień sprawności mieszkańców. Sklepik na terenie Domu jest dla tych mieszkańców, którzy mają różnorodne ograniczenia psychofizyczne, dla bardziej sprawnych organizowane są cotygodniowe ( każdy piątek ) wyjazdy na rynek. Najbardziej sprawni, nie mający trudności w poruszaniu się samodzielnie robią zakupy w placówkach na terenie miasta. Należy do nich również pani Danuta S. ( czyli ja ) która z uwagi na konflikt z najemczynią także nie dokonuje zakupów w sklepiku.                                                                                                                    Odpowiedź do powyższego:                                                                               Nikt nie kwestionował dobrodziejstwa jakim dla mieszkańców jest sklepik, poruszona została sprawa łączenia, w maleńkim pomieszczeniu, sprzedaży artykułów spożywczych i odzieży używanej. Po co dodawać o jakimś konflikcie? Wystarczyłoby napisać, że sprzedawca został poinformowany o nieprawidłowości i zobowiązał się do przestrzegania przepisów.

Nie ważne, że to połączenie ciucholandu z pieczywem drażni wielu mieszkańców, ważne było żeby napisać, że ja jestem konfliktowa. To jest polityka dyrektorów DPS – każda osoba która ma jakieś zastrzeżenia jest konfliktowa, a najlepiej jeszcze żeby była ograniczona umysłowo. Szczytem szczęścia byłaby możliwość skierowania takiej osoby do wariatkowa.

Pismo Urzędowe – zakupy leków dla DPS

W pierwszym punkcie pisma było tylko maleńkie kłamstewko na mój temat. Osoba które to pismo pisała stopniowo rozkręcała się. Pismo które ma odpowiedzieć na pytania o funkcjonowaniu DPS  w 75% szkaluje mnie. Z tego wypływa prosty wniosek – nie ma co pisać skarg do Prezydenta ponieważ na te skargi odpisuje osoba na którą skarżyłeś się i na zasadzie, że najlepszą obroną jest atak folguje sobie a Prezydent całą swoją powagą podpisuje pismo. Tak więc cytuję treść pisma:

Wybór apteki, w której za pośrednictwem  DPS wykupywane są leki dla mieszkańców dokonany został w wyniku przeprowadzenia zapytania ofertowego. Ogłoszenie o zamówieniu zostało zamieszczone na stronie internetowej Domu i przesłane do trzech aptek na terenie miasta. Złożono trzy oferty . Komisja składająca się z pracowników DPS  dokonała wyboru najkorzystniejszej cenowo oferty. Z postępowania sporządzono odpowiednią dokumentację. Wybór apteki  przez DPS ma na celu przede wszystkim, zgodnie z obowiązującymi przepisami i standardami w zakresie obrotu lekami, logistyczne ułatwienie szybkiego dostępu do leków naszym mieszkańcom. Leki refundowane w każdej aptece mają identyczną cenę. Dlatego podczas wyboru dostawcy leków, najistotniejszym kryterium  jest wartość leków pełnopłatnych, najczęściej zamawianych przez podopiecznych DPS. Ponadto istotne jest przyjęcie przez aptekę zobowiązania dotyczącego maksymalnego czasu dostarczenia niektórych leków ( np antybiotyki). Pośrednicząc w zakupie leków dla mieszkańców nie jest możliwe organizacyjnie i nieuzasadnione ekonomicznie, aby DPS każdorazowo przed zakupem konkretnego leku dla określonego mieszkańca sprawdzał, która z aptek dysponuje najniższą jego ceną, a następnie dokonywał w niej zakupu konkretnego leku. Apteki są zlokalizowane w różnych punktach miasta, często odległych znacznie od placówki. Możliwości transportowe Domu są ograniczone i podporządkowane w głównej mierze konieczności realizacji specjalistycznych wizyt lekarskich mieszkańców,                                 Jedyna skarga dotycząca cen leków została zgłoszona w dniu       21. 01. 2o18 r.  przez mieszkankę P. Danutę S. Odpowiedź została udzielona  w dniu 07. 02. 2018 r. Pani została poinformowana o dobrowolności  w zakresie korzystania  z pośrednictwa DPS w zakupie leków z którą współpracuje placówka, możliwym wsparciu w dokonywaniu przez nią zakupów leków, możliwości zmniejszania opłat poprzez zastosowanie zamienników ( ale mieszkanka nie wyraża zgody na stosowanie zamienników).

Ledwie dobrnęłam do końca przeczytania tylko jednego punktu. Ta wielość słów jest domeną naszej pani dyrektor. Na zasadzie – a może znudzi się czytanie i ktoś odstąpi od drążeni tematu. Poza kłamstewkiem na mój temat napisano nie prawdę o odległości tejże apteki i  najniższych cenach. Apteka ta jest na drugim końcu miasta a ceny ma wyższe od innych aptek.

Moje ustosunkowanie się do tematu:                                             Niepotrzebne było aż tak zawiłe tłumaczenie. Wystarczyło napisać, że do końca umowy już tak zostanie a przyszłą umowę uzgodnimy z mieszkańcami. Na koniec tego wątku  autor zafundował kłamstewko, że podobno ja nie wyrażam zgody na stosowanie zamienników. Po co ten dodatek?

Pismo urzędowe I

Na moje pytanie odnośne jednostki chorobowej mojej psychiki, jeszcze ciągle odpowiedzi nie mam. Pani dyrektor pismo wysłała do Szpitala Psychiatrycznego i jest pewna, że ma to z głowy. Jako główny opiekun  mieszkańców  DPS ani przez moment  nie poczuła się do odpowiedzialności żeby tym się zainteresować. Moim zdaniem powinna doprowadzić do spotkania lekarza ze mną w jej obecności i wyjaśnić  sprawę. Ale to tylko moim zdaniem.             Natomiast na pytania Pani Poseł odnośnie tej sprawy, pani dyrektor na pierwsze pytanie odpowiedziała konkretnie, na pozostałe swoim zwyczajem napisała aby dużo. Pierwsze pytanie brzmiało – czy wszczęto procedurę skierowania mnie do szpitala psychiatrycznego? Pani dyrektor po raz pierwszy odpowiedziała krótko i zwięźle – DPS  nie podejmował i nie podejmuje  żadnych działań w kierunku umieszczenia mnie w szpitalu psychiatrycznym.  Tak więc pan doktor chciał mnie tylko nastraszyć. Nie udało się. Prababcia Danusia wcale nie jest strachliwa.  Pan doktor posłuchał swojej chlebodawczyni i dał nie chlubny popis władania orężem psychiatry. Może wobec tego mnie się udało ich choć trochę przestraszyć? Chyba tak, bo pismo jakie kancelaria Prezydenta wysłała do Pani Poseł świadczy niestety o strachu. W piśmie tym urzędnik Kancelarii Prezydenta obrzuca mnie inwektywami. Pismo jest pełne pogardy do mnie. Urzędnik próbując coś wyjaśnić cały czas sprowadza do jednego – przedstawić mnie w jak najgorszym świetle. A Prezydent pod tym się podpisał. Ponieważ to niby pismo liczy aż 8 stron, a ja chciałabym je przedstawić czytelnikom bloga razem z moimi odpowiedziami na zarzuty, to temat ten zajmie kilka wpisów. I w ten sposób będę miała o czym pisać. Dyrekcja naszego Domu cały czas dba o to żebym miała o czym pisać choć udaje, że robi wszystko żebym zaprzestała pisania.

Polityka personalna i ja

Nawet nie wiedziałam, że mam aż taki wpływ na politykę personalną u nas. Jak kogoś pochwalę to ten ktoś może wylecieć z roboty, chyba że schyli kark i obieca, że zrobi mi jakieś świństwo. Szkoda, że przez gardło nigdy nie przeszło mi łgarstwo, bo teraz miałabym okazję zrobić czystkę personalną. Na swoim blogu pochwaliłam kiedyś  dwie młode osoby – jedna już u nas nie pracuje a druga ze strachu przed utratą pracy była do mnie nie grzeczna, czym pewnie zasłużyła na pochwałę u szefów. Chodzi o pana z którym łączyła mnie radosna nić wygłupów. Gdzie go zobaczyłam to zawsze był śmiech. Wszyscy o tym wiedzieli i dziwili się, że starsza pani kumpluje się  z dwudziestolatkiem. Temat ten był nawet poruszany na zebraniu personelu, po to tylko żeby przerwać tę nić radości. Przecież ja mam chodzić i płakać a nie śmiać się. Brak radości miał być jednym z powodów skierowania mnie do szpitala. No i mój kumpel się popisał. A zatem ja, w ramach rewanżu, opiszę sytuację w jakiej do tego doszło.  Był czwartek 12 kwietnia godz. 8 minut 15. Jak zwykle o tej porze wychodzę na śniadanie. Przed drzwiami musiałam na chwilę przystanąć żeby przepuścić mojego kumpla z dwoma worami wypełnionymi zużytymi pampersami, po porannej toalecie.  On pobiegł do windy i pojechał na drugie piętro, ja poszłam schodami na pierwsze piętro i spotkaliśmy się przed stołówką. Już go dziewczyny wołały do wózka żeby wydawać śniadanie. Przy stole zbierało mnie na mdłości – Boże, przecież Da… nawet nie umył rąk. Rzucił wory, zdjął rękawiczki i wziął się za wydawanie śniadania. Po śniadaniu pod drzwiami  mojego pokoju widzę  Da… wydaje śniadanie. Spytałam – czy ty chociaż umyłeś ręce? W odpowiedzi usłyszałam – „nie będę się przed tobą tłumaczył. Nie twoja sprawa. Nic ci się tu nie podoba. Czas najwyższy zmienić dom opieki. Każdemu to wyjdzie na dobre”.  Tak mnie potraktował człowiek który  demonstrował naszą zażyłość, naszą sympatię wzajemną. Któremu mogłam wszystko powiedzieć i to jego wybrałabym na swojego opiekuna pierwszego kontaktu, nie Agnieszkę.                                                                                                                    Na drugi dzień wchodzę do  stołówki i oczom  nie wierzę – personel wydający posiłki z wózków wręcz uzbrojony ochronnie. Wszystko nowiutkie – czepki, fartuchy i rękawiczki. Wyglądali jakby szli na wojnę z epidemią. Widać było, że mijając mnie szlak ich trafiał bo to moja wina to uzbrojenie.No i masz babo placek, chwaliłam się, że 100 % personelu jest do mnie miły to teraz już nie będzie.                                                                                  W  sobotę i w niedzielę wszystko wróciło do normy – ani fartuchów, ani czepków, ani rękawiczek.

10 kwietnia 2O1O roku

Cała Polska płakała. Ludzie nie wstydzili się swoich łez. Idąc ulicą zalewałam się łzami. Pamiętam, że musiałam wejść do kościoła żeby pomodlić się i ochłonąć.                                                                     Mieszkańcy naszego Domu Opieki – 5 osób plus terapeuta Karol, mieli  wspólnie z młodzieżą szkolną przygotować krótki program upamiętniający zbrodnię katyńską. Przygotowaliśmy dwudziestominutowy program przed którego występem dowiedzieliśmy się, że na zbrodnię katyńską nałożyła się jeszcze tragedia smoleńska.  Cały program i nasz i młodzieży szkolnej, wybrzmiał bardzo tragicznie. Ten program stał się mową pogrzebową. Przeżyliśmy to bardzo. Chcieliśmy żeby i nasi mieszkańcy przeżyli ten dzień tak żeby mogli go zapamiętać do końca swoich dni. Właśnie ze względu na ten program powstało u nas w Domu – Radio. Pierwsze audycje były prowadzone przez całą naszą szóstkę. Ostatnie lata radio prowadziłam sama.  Nie żyje już dawno Janeczka K. Natalia K. Justyn L. Eugeniusz Ł.  (Zniszczenie Radia to niechlubna działalność naszej obecnej pani dyrektor ). Karol żyje gdzieś w świecie a odszedł od nas z obolałym sercem, tak go zniszczyły dyrektorki Domów Opieki, które są podobno pełne empatii. Zniszczyły Go dlatego, że bez porównania był mądrzejszy od obu pań dyrektorek pod każdym względem. Udowodnił to tworząc od podstaw Dom Opieki pod Warszawą nie wiedząc, że został cynicznie wykorzystany do pracy której nie potrafili zrobić mądrzy, wieloletni dyrektorzy.       To On był pełen empatii, ale i pełen pomysłów i chęci do pracy z ludźmi. Ludzie do  Niego lgnęli a On dla każdego z nas miał czas.  Już to pisałam na swoim blogu, ale napisze to jeszcze raz – ŻEBY KAROL BYŁ DYREKTOREM NASZEGO DOMU OPIEKI TO BYŁBY TO NAJLEPSZY DOM OPIEKI W POLSCE.

Meteoropatia

To właśnie ona – meteoropatia zepsuła mi całkowicie Święta Wielkanocne. Zawsze byłam meteoropatką ale z taką siłą z jaką mnie to diabelstwo poraziło tym razem,  to jeszcze nie było nigdy.  Po raz pierwszy Święta spędziłam leżąc plackiem. Próbowałam się podnieść, czy wyjść z Domu, daremny trud. Liczę się z tym, że będzie coraz gorzej bo wiek robi swoje. Z wiekiem pogarsza się układ sercowo – naczyniowy, następuje silne niedokrwienie i człowiek pada.  Nie chciałam nikomu psuć Świąt, mimo, że wzięłam urlop świąteczny to całe Święta spędziłam w swoim pokoju.

Tylko pogoda się ustabilizowała, poczułam się w miarę dobrze to wzięłam się za porządki w swoim ogródku. Teraz jestem obolała fizycznie, ale ogródek już czeka na wiosnę. Wszystko w nim się budzi z miesięcznym opóźnienie. 8 kwietnia zakwitł pierwszy tulipan. W ubiegłym roku 8 marca kwitły wszystkie tulipany, żonkile i i wszystkie prymulki a mam ich 50 kępek. Dzisiaj ogródek wygląda biednie. Nawet to co kwitnie to jakoś jakby nie wiosennie. Wiosenne kwiaty są pełne radości a te w tym roku są wymarznięte, skulone, takie jakby w ogóle nie chciały wyjść z ziemi.

Po za tym u mnie nic się nie dzieje, czekam na reakcję odnośne  działań naszego psychiatry.                                                                                      Druga osoba od nas, która również była straszona szpitalem psychiatrycznym  złożyła skargę do Prokuratury, no ale ma dowody;  chociaż próbowano je zniszczyć. Ten ktoś był na tyle mądry, że każde pismo na ten temat natychmiast kserował.

Czekam również  na wybory samorządowe które może coś zmienią i u nas, a na razie myślę o idealnym Domu Opieki, który jak już wymyślę to opiszę.

Mowa nie werbalna

Kiedyś stałam w gronie trzech pań na korytarzu rozmawiając o naszej szanownej. Przechodząca pani  psycholog wtrąciła, domyślając się o kim mowa, – ona jest taka pełna empatii.  Wszystkie parsknęłyśmy śmiechem. Zarówno psycholog jak i socjolog musiały mieć taki przedmiot który tłumaczy gesty i zachowania ludzi – tak zwaną mowę ciała, mowę nie werbalną.         Z tego wniosek, że nasza szanowna skwapliwie nauczyła się gestów pozorowanych i czaruje nimi otoczenie. Ktoś kto ma z nią sporadyczny kontakt daje się złapać na lep. Ci co z nią obcują bardzo szybko orientują się, że cała jej osobowość to fałszywy stwór. Natomiast psycholożka łatwowiernie przyjmuje do wiadomości, że przesyłane gesty i słowa to rzeczywisty obraz duszy.  Wszak empatia to zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób. Szanowna,  przychodząc do nas do pracy założyła blokadę na odczuwania tych stanów. Ona słucha, a kompletnie nie słyszy. Obiecuje, a w jednej sekundzie zapomina o czym była mowa.  Jest cała w takiej otulinie chroniącej ją przed światem zewnętrznym.  Do niej dociera tylko samo piękno : poezja, muzyka, komplementy, spotkania z ciekawymi ludźmi, wrażenia z  wernisaży,  ciepła krzątanina jej rodziny w domu jak ona sobie drzemie  zdjąwszy otulinę. A co robi jak jest coś nie po jej myśli?   Tupie nóżkami ?  Szybciutko wszystkie problemy zrzuca na kogoś innego. Oto przykład.  Na 100% przysłanie do mnie psychiatry to jej sprawka a przynajmniej współsprawstwo. Ale moje pismo z zapytaniem o jednostkę chorobową na podstawie której pan doktor psychiatra chce mnie leczyć szpitalnie  odesłała natychmiast do dyrekcji szpitala w którym pracuje ów doktor.  To jest odsunięcie problemu od siebie. Przecież ona jest moim opiekunem i co nie chce wiedzieć nic na temat mojego stanu zdrowia?  Jak zapytałam, swego czasu, dlaczego kupujemy leki w najdroższej aptece, to  szanowna wysłała moje pismo do tej apteki. Ja przecież nie pytałam dlaczego tam są drogie leki, tylko dlaczego pani dyrektor wybrała tę aptekę. To jest odsuwanie problemów od siebie. Nie da się. Ciekawa jestem co pani dyrektor zrobi z pismem które otrzymała od Pani Poseł. To pismo zawierało pięć pytań na temat wizyty lekarza psychiatry u mnie.  Pewnie skieruje je do pana doktora.  Pan doktor troszeczkę poobrywa za te nie czyste działania, ale jest dorosły, wiedział co robi i wie, że za swoje czyny trzeba odpowiadać. Niestety pani dyrektor o tym nie wie. Cały mój blog to tłumaczenie dla szanownej, że za wszystko co się w naszym Domu dzieje, odpowiada ona. Do niej to nie dociera.Panią dyrektor interesuje tytuł i pensja, resztę załatwi mową nie werbalną.

Pan Nikt

Kiedyś, na korytarzu naszego domu,   podsłuchałam rozmowę dwóch panów i usłyszałam w niej, że mówią o mnie –  no bo bloga piszę tylko ja. Pan Nikt – tak go będę teraz nazywała,  mówi do drugiego pana – musicie na nią uważać, ona ma kamerę w okularach, wszystko nagrywa i potem wszystko dokładnie opisuje.  Owszem dokładnie, wręcz z fotograficzną dokładnością, dlatego właśnie żebym nie wiem jak nazywała owego pana to i tak wszyscy będą wiedzieli o kogo chodzi. Mogę go nazywać Tomcio Paluchem czy Iwanem Groźnym, jak dodam, że dużo mówi to wiadomo będzie, że to pan NIKT. Ów pan Nikt, postanowił już dawno zniszczyć mnie i mojego bloga. Pisałam już kilka miesięcy temu, że wszedł w układ z panią dyrektor żeby mnie umieścić w Szpitalu Psychiatrycznym. Jak widać z łatwością namówił do tego perfidnego planu naszą szanowną, bo psychiatra już wykonuje polecenia swojej przełożonej. Pan Nikt, nie poprzestaje na tym, idzie do Kancelarii Prawnej z prośbą o interwencję w zamknięciu mi ust, czy może obcięcia mi ręki, nie wiem czego, w każdym razie chodzi o wyeliminowanie mnie  z jakiejkolwiek działalności. Chyba najlepiej to mnie uśpić.  Kancelaria w imieniu swojego mocodawcy wzywa mnie  do zaprzestania naruszania dóbr osobistych  i określeń grubiańskich i obraźliwych a także danych osobowych swojego mocodawcy, w tym również pozornie zanonimizowanych. ( Mój komputer podkreślił na czerwono ten stwór słowny ale ja niestety zawsze z dokładnością fotograficzną ). Podobno nawet dopuściłam się informacji na tematy  życia prywatnego i ujmy w czci  pana Nikt.                                W całym swoim blogu nie nazwałam ani razu owego pana pełnym imieniem i nazwiskiem a mimo to on wie, że to o nim. Skąd wie ? No bo piszę prawdę i tylko prawdę. On zmyśla i kombinuje, ja nie. A zatem ujmę mu trochę czci.                                                         Prowadzony przeze mnie blog ma charakter osobistego pamiętnika. Ma na celu danie upustu moim emocjom  i przeżyciom.  Pan Nikt i jeszcze kilka osób, dostarczają mi tych emocji tak więc nie sposób  żebym o nich nie pisała. To oni mogą po prostu nie czytać mojego bloga. Na przykład  ów pan udowodnił mi, że człowiek z wyższym wykształceniem wcale nie znaczy, że jest  wykształcony. Ma kilka takich zachowań, które mnie osłabiają. Jakbym je opisała to dopiero ujęłabym mu czci.                                                                                                              Kochani, to są moje emocje, moje przeżycia w moim Domu Opieki, które opisuję w swoim pamiętniku. Na pewno pan z Australii  ani pani z Syberii, nie wiedzą kto to jest pan Nikt. Wiedzą tylko, że się nie lubimy. Pan Nikt ma sztab ludzi na stanowiskach z którymi mnie niszczy ( ich rękami ), ja jestem zupełnie sama  i bronię się na forum i wówczas wydaje mi się, że moje skargi słyszy cały świat. A świat nie wie nawet kim jestem i skąd.

Samobój psychiatry

Od dłuższego czasu  nie dostawałam już żadnych listów od czytających mojego bloga. Co miesiąc sprawdzałam czy w ogóle ktoś go czyta.  Zawsze w wykazie komputerów wchodzących na mój blog, było ich około 1000 – to stan miesięczny. Po ostatnim wpisie  dostałam bardzo dużo listów w których pisaliście mi co mam z tym fantem zrobić.  DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ,  Oczywiście rzecz dotyczy wizyty pana doktora psychiatry u mnie, w celu rozpoczęcia procedury skierowania mnie do Szpitala  Psychiatrycznego;  na oddział zamknięty, bo inny nie miał by sensu, przecież mogłabym wyjść w chwili przypływu świadomości i pójść np. do Prokuratury. Napisałam o przypływie świadomości bo na ogół byłabym tak nafaszerowana lekami, że nie miałabym jej. ( Do wiadomości pana doktora który tak bardzo interesuje się swoimi pacjentami – nie przyjmuję żadnych leków ani na uspokojenie ani na sen, nie mam ani jednej tabletki tego typu i nie są mi one potrzebne). Tak jak noc po wizycie pana doktora u mnie była cała przepłakana, to następna noc, po wysłuchaniu  Waszych porad i życzliwych słów, była cała przespana w głębokim , smacznym  śnie.  Wiem, że cokolwiek mi się stanie to już  wiadomo  będzie gdzie szukać winnych i współwinnych. Zgłosili się byli pracownicy naszego Domu, oferując pomoc w razie potrzeby, nawet mieszkanka która była cały czas w obozie moich wrogów, stwierdziła, że to już za dużo i jeśli psychiczną chorobą jest nagrywanie rozmów to pan doktor powinien zająć się leczeniem swojej zleceniodawczyni. Dowiedziałam się też , że nie jestem pierwsza którą usiłował zastraszyć  psychiatra. Wynika z tego, że rozsiewanie psychozy strachu to jedna ze specjalności pana doktora.  WSTYD .  Z jednej podpowiedzi skorzystałam natychmiast, a w zasadzie z dwóch – poprosiłam na piśmie, z potwierdzeniem odbioru, o podanie jednostki  chorobowej na podstawie której pan doktor  postawił taką śmiałą diagnozę i o wszystkim powiadomiłam pewne Biuro Poselskie z którym już wcześniej kontaktowałam się i które zna sprawę.

Panie doktorze i szanowna pani dyrektor, nie wzięliście pod uwagę, że mam rodzinę która jest dobrze zorientowana o moim stanie zdrowia. Z którą kontaktuję się codziennie telefonicznie i raz w tygodniu osobiście.

Rada dla każdego kto wyrusza na wojnę – Jeśli chcesz wygrać wojnę z mrówką traktuj ją od początku jak lwa.