Cz. III str. 40

Już grudzień 2016r.  – 6 grudnia przychodzi do mnie Agnieszka socjalna z rachunkiem za leki. Ja stanowczo twierdzę, że rachunek na pewno nie jest dla mnie, nie znam tych leków.  Agnieszka pokazuje mi, że na fakturze jest moje imię i nazwisko i nawet pesel mój. To się zgadza tylko nie zgadzają się leki, ja takich nie przyjmuję.  Nie przyjmuje pani np  Acartu – nie przyjmuję. Przyjmuję Polocard. No to tylko inna nazwa a działanie przecież to samo. Ale ja nie zamawiałam Polokardu bo go jeszcze mam.  I tak było przez dłuższą chwilę – ja twierdziłam stanowczo, że to nie jest faktura dla mnie a Agnieszka nie mając  już argumentów poszła. Ilekroć dochodzi do podobnych incydentów to  zawsze myślę – ja sobie dam radę a osoby już nie myślące?  Zapłacą i już. Pracownicy  nawet pytać nie będą  tylko potrącą im  z depozytu.

Na dwa dni przed świętami przeżyłam dezaterację u siebie w pokoju. Zalęgły się u mnie jakieś mrówko – muchy. Zarastwo  pełzająco – fruwające. Zaczęło się od wymiany rur kanalizacyjnych i przez to skuwanie glazury a tam była wylęgarnia tego obrzydlistwa. No ale jakoś przeżyłam.

Święta Bożego Narodzenia jak zwykle spędziłam z rodziną i było bardzo miło.  Serce ciągle boli, że jedna córka nie chce się spotykać z resztą rodziny, no ale trudno, może, kiedyś zatęskni.

Sylwester 2016 \ 2017 drugi sylwester za kadencji obecnej dyrektorki, mam wrażenie, że ta kobieta sylwestra spędzała do tej pory w kościele. Ona nie wie, że to jest święto  muzyki i tańca a pracownicy nie mają odwagi powiedzieć jej o tym, no bo chyba wiedzą co to jest Sylwester. Wchodzę na salę i słyszę jak Olek gra na akordeonie kolędy.  No wnętrzności się we mnie przewróciły.    A pani dyrektor podchodzi do mnie i cała szczęśliwa pyta – no i jak ? No ni jak pani dyrektor, kolędy dzisiaj? A co powinno być?    Chciałam zakląć ale ugryzłam się w język – tanga, walce, polki, nawet discopolo ale nie kolędy. Pani dyrektor podeszła do Olka i wydała dyspozycje zmiany repertuaru. Czyli, że nawet Olek – muzyk nie ośmielił się wcześniej zbojkotować kolęd.                         Stół   sylwestrowy był bogatszy o owoce, bo poza tym była oranżada, tort i do wyboru kawa czy herbata. Za kilka dni przeczytałam w internecie jakie to mieliśmy piękne spotkanie sylwestrowe.  Ten wpis podpisała Magda. Spytałam ją – czy oby na pewno aż takie piękne? A Magda na to – Ojej pani Danusiu, a co miałam napisać.

Tyle razy udowodniłam, że znam się na muzyce i wiem kiedy i co powinno być grane. Nie ma poza Olkiem osoby odpowiedzialnej za stronę muzyczną. Wystarczyło by powiedzieć – pani Danusiu za tydzień Sylwester, może pokarze  pani co potrafi? Tylko tyle.       Olkowi trzeba powiedzieć co ma grać, ja nie pytałabym się nikogo, bo wiem co ma być grane i mam tyle lat ile wszyscy dla których są organizowane tego typu imprezy. Zawsze umiałam rozdzielić co ludzkie to ludziom, co boskie to Bogu. Może dożyję trzeciego Sylwestra zorganizowanego tak jak należy.

Cz. III str. 39

Już październik 2016r. Czas leci jak szalony. Mijanie czasu na starość  to jak błyskawica  podczas burzy, zabłyśnie i już jej nie ma. Tak zleciała wiosna i lato. Bardzo lubię jesień, może dlatego, że urodziłam się w październiku.                                                                             Heloo! schudłam 12 kg. Jakaś taka charakterna zrobiłam się na stare lata i palenie rzuciłam po półwiecznym kopceniu i teraz tak ładnie chudnę i to wszystko bez żadnych wspomagaczy.

Patrząc na to życie tu u nas w domu opieki dzisiaj,  to wiem, że jak miałabym teraz podjąć decyzję o zamieszkaniu tu, to na 100% nie chciałabym tu mieszkać. Pomijam fakt co tutaj przeszłam chodzi wyłącznie o warunki jakie tu teraz panują.  Na każdym kroku smród. Wczoraj wybrałam się do świetlicy żeby sobie pośpiewać ze wszystkimi. Ponieważ zaczęłam śpiewać to już chociaż jedną piosenkę trzeba było dośpiewać do końca, więcej nie dałabym rady. Smród paraliżował oddech. To była kumulacja smrodu. U nas śmierdzi wszędzie, na korytarzu, w windzie. Jak otworzysz okno u siebie w pokoju to przez szpary w drzwiach wciągasz smród z korytarza. Ludzie którzy już się przyzwyczaili do smrodu nie otwierają swoich okien żyją przy otwartych drzwiach. Mój sąsiad z naprzeciwka już w przedpokoju rozbiera się i się załatwia i wszystkie drzwi u niego są otwarte łącznie z drzwiami w toalecie.  Opiekunki są tak zapracowane, że nie są w stanie dopilnować wszystkiego. Do godz. 14  wiele czynności opiekunek przejmują pokojowe ale to i tak jest bardzo mało. Na moim korytarzu mieszka 11  osób z tego przy ośmiu osobach trzeba się napracować nawet jeśli są to osoby chodzące. A opiekunka jest jedna. Trzeba te osoby umyć, ubrać, podać jedzenie i niejednokrotnie pomóc jeść. Nieraz i dwa razy dziennie trzeba zmienić pościel i kilka razy dziennie sprzątnąć pokój. Opiekunki i pokojowe pomagają w rozwożeniu posiłków 4 x dziennie, zwiezienie naczyń po posiłku 4x dziennie. Trzeba zawieźć do lekarza do miasta, na zajęcia różnego typu i z zajęć też trzeba przywieźć. Opiekunowie padają na twarz a podopieczni czują się zaniedbani, bo chcieliby i porozmawiać i wyjść na świeże powietrze. To wszystko od poniedziałku do piątku w godzinach przedpołudniowych to jest jako tako, gorzej jest po południu a już tragicznie w soboty i niedziele. Wszystkim jest źle, każdy narzeka tylko nie pani dyrektor, ona chodzi szczęśliwa i się uśmiecha. Życie towarzyskie toczy się na korytarzach, nie ma żadnego pomieszczenia do którego można by podjechać samodzielnie wózkiem i bez nadzoru posiedzieć i porozmawiać. Krysia narzeka, że u Anety wiecznie słychać discopolo, Ela narzeka, że pod jej drzwiami  wieczne ploteczki kilku pań. Janeczka  narzeka, że koło jej pokoju zbierają się ludzie i grają i śpiewają. A ogół narzeka – to miał być dom spokojnej starości a tu spokoju nigdy nie ma bo i w nocy są nieproszone wizyty. Kiedyś była w tym domu piękna duża świetlica zawsze pełna ludzi bo z dojazdem bez przeszkód. Z tamtej świetlicy zrobiono trzy pokoje dla pobytu dziennego. Pomieszczenie nazwane świetlicą jest salą zajęciową, nikt na wózku samodzielnie tam nie dojedzie. Tak więc ludzie siedzą w pokojach albo zatruwają  życie innym pod ich drzwiami.

Część III, strona 38

8 lipca 2016 r. był pogrzeb Janeczki Ciecha… – chórzystki a mimo to porządnego człowieka. Przez to, że była porządnym człowiekiem  bardzo często dostawała po głowie od swoich koleżanek. Miały ją po prostu za nic. A jak była do jakiegoś celu potrzebna to się nią wysługiwano. Czytaj dalej „Część III, strona 38”

Część III, strona 37

Wracam do naszego Domu Opieki. Przez dwa tygodnie wisiała na tablicy ogłoszeń informacja, że jesteśmy zaproszeni do innego Domu na imprezę  z okazji przywitania lata 2016 r. Chętnych nie było. Ja nie zgłaszałam się ponieważ miałam świadomość jak będą na mnie patrzeć zebrani tam dyrektorzy z innych domów. Czytaj dalej „Część III, strona 37”

Część III, strona 33

Tylko patrzeć i już będą Święta Bożego Narodzenia 2015 r. W tym roku dla nas bardzo długie bo aż cztery dni bez jakichkolwiek zajęć. Pomyślałam więc, że trzeba by coś zrobić, podrzuciłam pomysł dyrektorce zobaczymy co z tą podpowiedzią zrobi. Pomyślałam, że zrobię karaoke z kolędami i od razu zaczęłam szykować teksty na duży ekran. Czytaj dalej „Część III, strona 33”

Część III, strona 32

Posypały się propozycje żebym prowadziła czwartkowe programy także zapomniałam o księdzu i jego stosunku do swoich owieczek.  12 listopada przygotowałam patriotyczne karaoke a zanim zaczęliśmy śpiewać opowiadałam o powstaniu piosenek które śpiewamy  już od ponad 100 lat.                                                                              Czytaj dalej „Część III, strona 32”