Uroczystości wrześniowe

upamiętniające tragiczne wydarzenia 1939r. rozpoczęłam 1 września z rana wysłuchując w tv Polsat przemówienia Prezydenta Rzeczypospolitej z okazji 85 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Wstęp przemówienia mnie przeraził, to była wielominutowa wyliczanka kogo to Prezydent wita i jak to jest szanowna osoba, ale jak Pan Prezydent przeszedł do meritum sprawy, czyli do wspomnień sprzed tych 85 laty, byłam owym wystąpieniem zachwycona. W życiu nie słyszałam takiego pięknego przemówienia żadnej głowy państwa. Nie jestem zwolenniczką naszego Prezydenta ale tym razem zachwycił mnie. Prezydentowi łamał się głos a mnie nie jedna łezka wypłynęła. Po tym przemówieniu byłam jakaś uduchowiona tak więc postanowiłam pójść do kościoła, pomimo,że już chyba od roku nie byłam, no ale przecież u nas ma być uroczysta msza. Nic w niej uroczystego nie widziałam ani nie słyszałam. To, że ksiądz wspomniał w kilku słowach dzień 1 września sprzed 85 lat, to chyba zupełnie nic wielkiego, tak należało. To, że przed ołtarzem stał bukiet biało czerwony z chorągiewką, to też nic wielkiego, no i trzeci i chyba najważniejszy akcent uroczystości to obecność Pani Dyrektor. Żeby Pani Dyrektor zabrała głos podkreślając wagę tego dnia, to mszę uznałabym za uroczystą, ale Ona nic, siedziała jak myszka w kąciku, ludzie Ją nawet nie widzieli. Na występ naszych mieszkańców, który odbył się 2 września w kaplicy, nawet nie poszłam. Słuchać staruszków którzy będą mówili wierszyki jak dzieci z podstawówki, to nic przyjemnego.

Dostało mi się od czytelniczki, która stwierdziła, że za bardzo obrosłam w piórka skoro już zwalniam ludzi z pracy. Z wpisu wynika, że najchętniej wzięłabyś mnie na szafot. Kochana, ja jeszcze nie zwalniam, dopiero sugeruję. Myślę, że jesteś pracownikiem naszego Domu i z tych co to chwalą władzę, ja niestety władzę obserwuję i krytykuję. po to żeby właśnie ona nie obrastała zbytnio w piórka. Tak było zawsze. Na pewno pracując od kilku lat chciałabyś dostać podwyżkę, chciałabyś żeby nie trzeba było nikogo wyręczać w pracy, żeby grafik pracy i urlopów był ułożony przez kogoś z głową. Jeśli tak to powinnaś mnie popierać. Po co płacić nierobom. Terapeutka powinna umieć zachęcić podopiecznych do współpracy a nawet do pracy. Takie zajęcia jak przegląd prasy, na które przychodzą trzy osoby, a które odbywają się codziennie, z powodzeniem mogą być prowadzone przez mieszkańca. Czytanie książek również może prowadzić mieszkaniec z dobrą dykcją i w miarę dobrym wzrokiem. Spotkania literackie bardzo lubi prowadzić Pani Dyrektor – co stoi na przeszkodzie żeby był to stały punkt Jej programu. I już jest etat bez zatrudnienia terapeutki. A takie głupotki jak bingo czy milionerzy spokojnie może poprowadzić mieszkaniec; tylko trzeba takiego mieszkańca znaleźć i zachęcić do pracy a nie jak taki ktoś już sam się znalazł to na szafot z nim.

4 września byłam u ortopedy. Zarejestrowałam się do prywatnej kliniki; owszem lekarz mnie przyjął na Fundusz i zbadał i zdiagnozował zalecając zastrzyki w kolano jako, że na operację to już jestem za stara a kolano cholernie boli. Niestety nie wzięłam pod uwagę, że gabinety prywatne nie wypisują recept a jeden zastrzyk bez recepty to koszt 700 zł. Wpadłam na pomysł, że spróbuję na to samo skierowanie zapisać się do Polikliniki; nie zaszkodzi być zbadaną i zdiagnozowaną przez dwoje lekarzy, właśnie wybieram się do kliniki żeby się zarejestrować. W Klinice jest honorowana legitymacja – Dzieci Wojny, przyspieszająca terminy przyjęć, zobaczę czy uda mi się ta kombinacja. Nie udała się; ponieważ już raz byłam u lekarza na tym skierowaniu to skierowanie zostało wykorzystane. We wtorek pójdę do naszego pana doktora z przeprosinami, że jedno skierowanie do ortopedy zmarnowałam i będę prosić o drugie. W Poliklinice mam obiecane, że jak przyjdę z nowym skierowaniem to wizytę będę miała w ciągu tygodnia. Tak więc zdążę się zorientować czy cena zastrzyku na receptę i bez recepty będzie miało dużą różnicę, jeśli nie będzie różnicy, bo np. zastrzyk nawet na receptę jest pełnopłatny, bo tak może być, to wówczas wykorzystam termin na dzień 16 października ustalony w klinice prywatnej na przyjęcie zastrzyku.

I to już wszystko – NARA !

Wszystkie ręce na pokład…

…tak powinno być w okresie urlopowym. Jeśli każdy chce mieć chociaż część urlopu w tym czasie to jeden drugiego powinien wspierać, nie tylko trzy profesje na okrągło tz. pracownicy kuchni, opiekunki i pokojowe. Te trzy profesje nie dość, że są najbardziej obciążone swoimi obowiązkami to jeszcze dostają polecenia odgórne żeby sobie bezustannie pomagać. Od lat ośmielam się pisać, że kierownictwo naszego Domu bardzo niesprawiedliwie obdziela pracą swoich podwładnych. W ostatnich miesiącach to już bardzo daje się we znaki zły podział pracy (i zepsuta winda.) Jeszcze w tym miesiącu ( 9 sierpnia) pisałam, że w sobotę i w niedzielę na jedną opiekunkę przypada prawie 50 podopiecznych. W dzień powszedni opiekunkom pomagają pokojowe, chcą czy nie, niestety muszą. Muszą zrobić swoje i pomóc muszą. I teraz wyobraźcie sobie, że pokojowe są oddelegowywane do pracy w stołówce, ponieważ stołówka należy do pracowników kuchni, a pracownicy kuchni do których należy gotowanie, zmywanie, sprzątanie i rozdawane posiłków są w bardzo okrojonym składzie. Te czynności wykonywane cztery razy dziennie : śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja robi personel w składzie – TRZY albo i DWU OSOBOWYM. Te osoby szykują śniadanie dla 150 osób po którym muszą pozmywać, muszą posprzątać i stołówkę i kuchnię i wziąć się za następne posiłki. Nikt się dziwi, że co jakiś czas kilkoro pracowników kuchni jest na zwolnieniu lekarskim; te czynności są ponad ludzkie siły. Są u nas pracownice, jest ich pięć, które więcej odpoczywają niż pracują. Jak kiedyś poruszyłam ten temat, bo wyszło mi, że są osoby które nic nie robią przez półtorej godziny to w odpowiedzi zmieniono tablicę z wyliczanką pracy terapeutek zajęciowych, żeby pokazać jak dużo pracy mają owe panie. Nie powiem, tablica robi wrażenie; tak więc prababcia, jako że jest na 102 wzięła się za matematykę. Przepraszam Was miłe Panie a wyszło znacznie gorzej. Po moich obliczeniach , między wami, jeden etat jest zbędny. Otóż – trzy osoby zatrudnione na całym etacie powinny tygodniowo przepracować 120 godzin tj. 8 godzin X 5 dni w tygodniu X 3 osoby. Jak obliczyłam godziny widniejące na tablicy wyszło mi tych godzin 50 i pół, Zostało nie przepracowanych 69 i pół godziny na trzy osoby czyli 69 i pół godziny dzielimy przez trzy to daje nam 23 godziny tygodniowo na osobę, dzielimy to przez tydzień czyli przez 5 dni roboczych i wychodzi, że panie terapeutki więcej odpoczywają niż pracują – pracują dziennie 3 godziny i 15 minut reszta to odpoczynek. I żadna nie wmówi mi, że muszą przygotować się do pracy. Robią od lat to samo. Nawet śmiem twierdzić, że z tego co robiły kiedyś wybrały najmniej wymagające zajęcia. Nie wmówią mi również, że zajęcia muszą być prowadzone przez dwie terapeutki, wystarczy jedna starannie przygotowana i z pasją prowadząca zajęcia. Jako przykład podaję sobotnie śpiewanie na które przychodzi trzy razy tyle osób ( a czasem i dziesięć razy tyle ) co na zajęcia wasze a prowadzi je autentyczna prababcia. Był czas, że te same panie terapeutki od rana pomagały na stołówce albo nawet zajmowały się karmieniem osób leżących w pokojach. Jednak po jakimś czasie doszły do wniosku, że bardziej od pracy opłaca im się „słodzenie ” szefostwu a to zajmuje dużo czasu ale też zwalnia z wielu obowiązków. Do tego toku myślenia zachęciły też fizjoterapeutki i to właśnie w ich kantorku toczą się godzinne dysputy w licznym gronie; jest tam wesoło i gwarnie no i wówczas nie wchodzi w grę praca co najwyżej komplementowanie panią dyrektor, nawet wbrew swojej woli, która z przyjemnością wpada tam na pogaduchy. Kto by się przejmował pracą opiekunek, pokojowych czy pracownikami kuchni, niech harują i padają jak muchy z przemęczenia. Przyjemniejsze od pracy są długie rozmowy o niczym. A cóż by się stało jakby siostra przełożona zamiast codziennych spacerków do lasu, w czasie pracy, wzięła by się za karmienie chorych; a pani dyrektor zamiast rozmów o niczym wyręczyłaby personel w zawiezieniu podopiecznych na stołówkę. Jestem pewna, że stałoby się, pensjonariusze nabraliby chociaż trochę szacunku do obu pań.

A pod tą nową tablicą informującą o pracy terapeutek zajęciowych zbiera się codziennie kilka osób- podopiecznych Domu i dyskutują, a dzisiaj nawet z krzykiem – Danusia zobacz na tej tablicy wszystkie zajęcia są tylko nie ma naszej soboty – dlaczego? Nasze śpiewanie sobotnie, pomimo, że na nie przychodzi więcej osób niż na jakieś inne zajęcia, to mimo wszystko jest to inicjatywa oddolna i prowadzona przez mieszkankę która nie komplementuje pani dyrektor, a wręcz odwrotnie; taką osobę demonstracyjnie się olewa, jak już przestało się ją gnębić. Chociaż moim zdaniem informacja o sobotnim śpiewaniu powinna być nawet wyeksponowana żeby zachęcić innych tak do przychodzenia na to spotkanie jak i do wychodzenia z podobnymi inicjatywami. Co sobotnie spotkanie, na którym nie ma ani jednego pracownika, odbywa się bardzo regularnie od 11 miesięcy, to chyba już zasłużyło na uwagę pani dyrektor.

I to już wszystko. NARA !!

” Smutki i radości objawów starości „

W poniedziałek 12 sierpnia w sali widowiskowej przedstawili się nam aktorzy z naszego kółka teatralnego w inscenizacji scenek – spotkanie po latach. I byłoby na prawdę pięknie gdyby nie mikrofon. Mikrofon który pomaga każdemu artyście, jeśli jest prawidłowo wykorzystany i sprawdzony wcześniej przez wykonawcę, tym razem zepsuł występ. Na każdym spotkaniu kiedy używany jest mikrofon ja zawsze poruszam ten temat, że sitko mikrofonu musi być skierowana prosto na usta mówiącego, że ręka trzymająca mikrofon musi tworzyć jedność z głową, to znaczy, jeśli ruszasz głową to ręka z mikrofonem musi iść równiutko za tym ruchem, że wcześniej musi być dokładnie ustalona odległość mikrofonu od ust mówcy i że jak mówi się głośno to należy zwiększyć odległość od ust a jak mówisz cicho mikrofon należy zbliżyć. Za każdym razem, na prowadzonych przez p. dyrektor zebraniach upominałam Ją, że źle trzyma mikrofon, a w odpowiedzi słyszałam, że źle usiadłam. Czyli, że czort swajo, pop swajo. Mogłam mówić do woli a i tak lekceważono to dobrodziejstwo jakim jest mikrofon. Dopiero teraz, po tych występach, osoby które były na występie premierowym i teraz dostrzegły dużą różnicę. Na premierze była kameralna widownia, dla większości wykonawców mikrofon był nie potrzebny i każde słowo było odbierane prawidłowo, salwami śmiechu,a ( fakt widownia była młodsza, z lepszym słuchem ) a tym razem cisza. Zwrócili na to uwagę sami wykonawcy. Było dużo ludzi na widowni co tłumiło głos wykonawców i z tego względu mikrofon był konieczny. Niestety mikrofon był źle przystawiany do ust i zniekształcał głos, a ponadto my nie mamy mikrofonu wysokiej klasy nasz mikrofon trzeba dobrze poznać żeby z niego umiejętnie korzystać. Wykonawcy przed występem, na dwóch czy trzech ostatnich próbach muszą przećwiczyć próbę mikrofonu no i to oni powinni trzymać mikrofon, właśnie na próbach powinni nauczyć się korzystania z mikrofonu. Niestety wykonawcy z oburzeniem mówili mi, że nigdy takiej próby nie mieli, a zatem oni nie wiedzą kiedy głos słychać lepiej a kiedy gorzej i dlatego mikrofon lekceważą. Pani Dyrektor również musi przejść szkolenie z używalności mikrofonu wówczas będzie wiedziała, że nie ważne gdzie siedzi słuchacz głos powinien wszędzie dotrzeć .Natalka wie do czego służy mikrofon i jak się z nim obchodzić dlatego jej głos wypełniał całą salę; ( nie potrzebne było wybieranie szczególnego miejsca żeby słyszeć co mówi ), dlaczego nie zadbała żeby tak było ze wszystkimi mówiącymi.

Ponieważ to co mówili aktorzy z naszego kółka było śmieszne i zarazem prawdziwe pozwolę sobie przypomnieć te teksty z programu zatytułowanego – SMUTKI I RADOŚCI OBJAWÓW STAROŚCI.

Słowo wstępne – Już przed wiekami rzekł Epikur, mądry Grek, że śmiech to niezawodny lek na nudę, na splin. Na hasło – klinem klin. Więc śmiej się gdy masz okazję, gdy masz fantazję też się śmiej. Kto się nie śmieje ten się nie dowie, że śmiech to zdrowie.

I aktorzy zaczynają snuć wspomnienia:

MARIANKA – Idę ulicą ktoś mi się kłania. Oddaję ukłon, znam przecież drania. Ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku… To miły facet, znam go od roku. Jakże u diabła on się nazywa? Dziura w pamięci, czasem tak bywa. Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi- nic nie poradzisz, starość nadchodzi.

Wiesia – Z trzeciego piętra schodzę radośnie, bo w kalendarzu ma się ku wiośnie, no i spaceru gna mnie potrzeba, zwłaszcza, że słońce i błękit nieba. Gdy już po parku idę alei, nagle pot zimny koszule klei, bowiem pytanie w głowie mi tkwi: czy aby kluczem zamknęłam drzwi? W pospiesznym powrocie znów myśl się rodzi – nic nie poradzisz, starość nadchodzi.

Nasz stulatek – Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa z jakimś pragnieniem z fotela zrywa. Robię trzy kroki, staję przy szafie i jak to cielę na nią się gapię… Pojęcia nie mam po co ja wstałem, czego tak bardzo i nagle chciałem ? Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi, że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Grzegorz – Jadę na urlop, prasuję spodnie, żeby wśród ludzi wyglądać godnie. Biorę walizę pędzę nad morze… Lecz tam miast śledzić dziewczyny hoże, zamiast podziwiać plażowe akty… czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu ? Może dom spłonął, strach we mnie godzi… Tak to już jest gdy starość nadchodzi.

Stanisław – Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy, zaoszczędziłem trochę pieniędzy. W dużej kopercie, zamkniętej klejem, dobrze ukryłem ją przed złodziejem i teraz już od paru miesięcy nie mogę znaleźć swoich pieniędzy. Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi, jak miłe jest życie gdy starość nadchodzi.

Basia 1 – Pomimo moich najlepszych chęci, nie zawsze mogę ufać pamięci, więc by jej pomóc, to przez nią sobie czasem na chustce węzełki robię; a potem jeden Bóg wiedzieć raczy co który węzełek znaczy. Choć mi się nawet nie źle powodzi , wciąż mam kłopoty, starość nadchodzi.

Basia 2 – Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu, a potem w obiad po drugim daniu – zażywam leki, tabletki białe : cztery połówki i cztery całe Często się pieklę , bom nie aniołem gdyż w obiad nie wiem czy rano biorę. Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi , wiedza, że oto starość nadchodzi.

Krysia – Powiadają – starość okresem jest złotym; kiedy spać się kładę zawsze myślę o tym… uszy mam w pudełku, zęby w wodzie studzę, oczy na stoliku, zanim się obudzę. Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje – czy to wszystkie części które się wyjmuje ?

Ania – Za czasów młodości, mówię bez przesady, łatwe były biegi, skłony i przysiady. W średnim wieku jeszcze tyle siły w nas zostało żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą. A teraz, na starość czasy się zmieniły, spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły.

To wszystko to szczera prawda. Każdy z nas w podeszłym wieku przechodzi przez wymienione sytuacje. Ja przeszłam przez nie wszystkie i nadal przechodzę. Najczęściej przerabiam scenki naszego stulatka, z tym, że na razie wiem, że postoję, postoję przy czymś i przypomni mi się po co tam poszłam, ale nic nie wiadomo ile czasu minie i nie przypomnę. W każdym razie daję piątkę za pomysł i realizację i pałę za korzystanie z mikrofonu.

I to wszystko na teraz. NARA !

PS. Czytajcie mojego bloga od początku, dopiero wówczas będziecie czytać ze zrozumieniem. Przeszłam w tym Domu piekło ale zawsze spadałam na cztery łapy i trzymam się spoko.

Jest mi smutno…

Nie spodziewałam się, że kiedyś będzie mi smutno z powodu bliskiego pożegnania się z Andrzejem. Tym Andrzejem który od 10 miesięcy towarzyszy mi i pomaga w prowadzeniu sobotniego śpiewania. Pierwsze miesiące to tylko wściekałam się na niego, nic mi się w nim nie podobało, ani jego granie, ani śpiewanie, ani jego zbereźny dowcip. Ale pomalutku bez pośpiechu i przyzwyczaiłam się do niego. Ostatnio, poprosiłam go o szczególną pomoc ; ponieważ sobota była dniem po zastrzyku w gałkę oczną a wówczas mam problem z widzeniem to chciałam żeby Andrzej po prostu poprowadził całe spotkani i Andrzej wywiązał się znakomicie. Nie wylegiwał się na kanapie, jak miał to w zwyczaju, tylko rozdawał śpiewniki, informował co będziemy śpiewać i włączał odpowiednią muzykę. Byłam zachwycona. Na drugi dzień mówię mu, że teraz spokojnie mogę odejść, następcę ukształtowałam na wzór i podobieństwo swoje. Poczułam się spokojna, że będę mogła pomału odpuszczać a śpiew będzie hulał. Bo bardzo nie chciałabym żeby nasze śpiewanie rozpadło się. wraz z moim takim czy innym odejściem. Ludzie przychodzą z chęcią i z chęcią śpiewają. W odpowiedzi słyszę – Danusiu, ja tu jestem ostatni tydzień. Niestety miałem umowę na czas określony i muszę się wyprowadzić, chociaż nie mam dokąd. Nikt z nas mieszkających w DPSach nie miałby dokąd się wyprowadzić. Już naszych mieszkań nie ma. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać u kogoś z rodziny. Pytam Andrzeja – czy ten nakaz wyprowadzki ma jakieś uzasadnienie. Ma, odpowiada Andrzej, diagnozę naszego lekarza, że jestem już zdrowy. A miałeś możliwość odwołania się od tej decyzji – pytam. Miałem ale niestety bezskutecznie. Andrzej wie, że się od nas wyprowadzi i nie wie dokąd pójdzie. Mówi, że wynajmie jakiś pokój, ale czy da radę z codziennością. Sprzęt muzyczny ( a ma tego od groma ) już wywiózł. Sprzęt muzyczny i sprzęt sportowy to jego cały majątek. Na ten majątek musiałby mieć osobny pokój. Nie wiem czy stać go na wynajęcie całego mieszkania. Mnie nie byłoby stać. Dlatego właśnie jest mi bardzo smutno, że będzie mu ciężko i że jego z nami nie będzie. JUŻ GO Z NAMI NIE MA.

W ubiegłym tygodniu przeczytaliśmy na tablicy ogłoszeń takie sprytne zaproszenie. Zaproszenie chytrze zredagowane – … zapraszamy na spotkanie z naszym pracownikiem , który przygotował dla państwa niespodzianki wizualno muzyczne. Tak więc z ciekawości -któż to taki, zebrał się tłum ludzi. I całe szczęście, że zaproszenie to było tak lakonicznie zredagowane, wydaje mi się , że jakby zostało napisane, że to spotkanie z BHP -owcem to przyszłoby niewiele osób. Okazało się, że nasz BHP -owiec to dość barwna osobowość, to taki człowiek renesansu. Zdołał nas zainteresować swoim życiem. To emerytowany strażak, pełen empatii i ciekawości życia a na dodatek grający na gitarze i śpiewający całkiem ładnym głosem. Z zainteresowaniem wysłuchałam całego spotkania a nawet było ono z pożytkiem dla mnie. Otóż, mimochodem przypomniał mi, że powinniśmy nosić w butach wkładki ortopedyczne. Przypomniało mi się, że mam takie wkładki zrobione przez fachowca na zamówienie kupę lat temu; wkładki z pięknej grubej skóry, nie używałam ich nie wiem dlaczego, a nie pozbyłam się bo były bardzo drogie ( wg mnie ), a teraz jak znalazł. Właśnie tak powinny wyglądać wszelkie spotkania, powinny coś wnosić w nasze życie. Nie omieszkałam żeby nie pochwalić pana prowadzącego ten program, przed panią dyrektor, w końcu to jej pracownik. A propos – każdy człowiek po pięćdziesiątce jeśli chce mieć zdrowy kręgosłup i nie bolące kolana, powinien nosić w butach wkładki ortopedyczne, odpowiednie dla swojej osoby. Natychmiast po włożeniu do butów wkładek odstawiłam leki przeciwbólowe i w nocy tylko raz obudziłam się w związku z bólem kolana. Kolano leczę od ponad dwóch lat i ani lekarz ani nasze fizjoterapeutki nawet nie wspomniały o wkładkach ortopedycznych a strażak pamiętał, że to jest bardzo ważne dla zdrowia. Dla mnie to już trochę za późno, kolano jest zniszczone, ale trochę ulżyło.

15 sierpnia to Dzień – Święto Wojska Polskiego. Dla mnie to bardzo szczególny dzień, ponieważ tworzenie się Wojska Polskiego to kawał życiorysu mojego taty. Zalążki naszego Wojska tworzyli Legioniści, to tacy partyzanci Piłsudskiego, to wojsko bez ojczyzny, a mój tato nim był. Jak już zaczęliśmy odzyskiwać kawałek po kawałku, naszą rozszarpaną ojczyznę to bardzo szybko utworzono Rząd Polski i w tym samym roku powstawało Wojsko Polskie – X 1918r. Powstawało, ponieważ do wojska wstępowali nasi chłopcy walczący tam gdzie byli, a byli rozsiani po całej Europie. Szwadron Polski został utworzony między innymi w Rumunii, dołączył on do formacji rosyjskich białoarmistów , którzy byli kontr rewolucją do czerwonoarmistów . Formacja ta powstała w Kubaniu i w niej walczył mój dwudziestoletni wówczas tato. Szwadron szybko przekształcił się w pułk. Dowódcą pułku był Konstanty Plisowski. Śledząc losy majora poznałam życiorys wojenny mojego taty. Całymi miesiącami trwał nabór do Wojska Polskiego, mój tato oficjalnie został przyjęty do wojska polskiego w styczniu 1919r. był już żołnierzem – legnionistą z pięcioletnim stażem a miał zaledwie 21 lat. i od razu został plutonowym. O szlaku bojowym mojego taty pisałam już na blogu także nie będę dublować tematu. Wpis nosi tytuł – Szlak bojowy taty wg dokumentów, są to wpisy z 6, 7, i 8 grudnia 2017 r.

To byłoby na tyle. NARA !

Niby nic, a jednak…

…to są po prostu nasze sprawy codzienne… Dyrekcja w ramach dbania o swoich podopiecznych wymyśliła, że w kuchence oddziałowej umieści lodówkę. Śmiech na sali, to już było i nie zdało egzaminu. Kto cokolwiek włoży do lodówki ogólnodostępnej. Przecież jeśli ona jest ogólnodostępna to można będzie do niej włożyć ale i z niej wybrać. Szanowna Dyrekcjo, między nami mieszkańcami są ludzie, którzy zbierają resztki z cudzych talerzy a nawet grzebią w śmieciach, to będzie im o wiele prościej sięgnąć po jedzenie z lodówki. Ale co o tym może wiedzieć co dzieje się w dole ten kto siedzi na cokole. I znów mamy dowód, że w takich sprawach decyzyjną rolę powinni mieć mieszkańcy.

A teraz pochwała. Jak wiecie codziennie rano, około godziny 6, 30 wychodzę do atrium żeby poćwiczyć. Kocham poranki. ( Dla mnie dzień teraz trwa do godziny 14, później schodzi ze mnie powietrze ). I ostatnio zawsze byłam zdziwiona, że w atrium jest czysto, aż wreszcie wiem dlaczego – to nasz nowy narybek pracowniczy o dziwo lubi pracować. Szkoda, że jest to pan z programu interwencyjnego, czyli, że popracuje u nas pół roku i pójdzie. Było wiele takich osób, bo są to ludzie którym nasza dyrekcja nie płaci, ludzie ci wiedząc, że przyszli tylko na pół roku wymigiwali się od pracy, albo chowali się gdzieś w zakamarkach żeby nikt ich nie widział, albo też snuli się aż mdliło na nich patrząc. A tu szok Przemek już o godzinie 6, 50 pracuje, coś przykręci, coś postawi na miejsce i oczywiście posprząta. Pytam go – od której godziny pracujesz? Od siódmej, odpowiada. Jest dopiero za dziesięć minut siódma a ty na całego zajęty pracą. Zdążyłeś się przebrać i pracujesz. A u nas są pracownicy, którzy żeby zacząć pracę muszą mieć ponad godzinę na przebranie się i zjedzenie śniadania. A Przemek odpowiada – śniadanie jem w domu.

Dnia 1 sierpnia cała Polska, a więc my również, czciliśmy dzień wybuchu Powstania Warszawskiego. Wszędzie gdzie się dało rozbrzmiewały ” Zakazane Piosenki ” tylko nie u nas. U nas pracownica własnymi słowami próbowała wprowadzić nas w okres powstańczy. Zaczęła od informacji, że jej dziadek brał udział w Powstaniu Warszawskim. No ale zaznaczyłam, że wszystko opowiadała własnymi słowami tak też własnymi słowami przetłumaczyła znak powstańczy w kształcie kotwicy a w niej litery P W – Polska Walcząca według niej to były litery W P – czyli Wojsko Polskie.Po swoich nieudanych wypowiedziach po prostu włączyła piosenki powstańcze. Były to piosenki do słuchanie nie do śpiewania, nikt ich nie znał a śpiewników nie było. Pytam więc – dlaczego nie przygotowałaś śpiewników, ludzie przyszli żeby pośpiewać. A ona na to – nie mam na to czasu. Znalazłam 25 pieśni i piosenek powstańczych, pani wie ile to trzeba czasu żeby to przepisać. Co, może mam w domu to robić? Moja droga pracujesz tu już ponad 15 lat miałaś mnóstwo czasu na przygotowanie śpiewników na każdą okazję. Z tych twoich 25 piosenek ja wybrałabym 5 i do tego dodałabym piosenki typu: siekiera motyka bimber szklanka w nocy nalot w dzień łapanka. Ach jakie oburzenie wywołałam u pani terapeutki – pani Danusiu, dzisiaj nie można śpiewać co się chce, należy śpiewać wyłącznie powstańcze pieśni. 15 sierpnia to będzie można śpiewać co się chce ale nie dzisiaj.

Takich to mamy pracowników; nie muszą niczego umieć wystarczy pełzać przed zwierzchnikami. Robią całymi latami to samo i ciągle ta robota jest byle jaka. Nie szlifują swoich umiejętności i nikt nie sprawdza czy to co robią przedstawia jakąś wartość.

Chwaliłam szarego pracownika ( Przemka ) a teraz zganię pracę wysokiej rangą – siostry przełożonej. Grafik pracy personelu jej podległego jest ułożony beznadziejnie. Wygląda to tak jakby wszyscy musieli mieć urlop w lipcu i w sierpniu. W tych miesiącach a jeszcze w sobotę i niedzielę to możesz ze świecą szukać opiekunek, jedna opiekunka przypada na około 50 osób. Z pielęgniarkami jest jeszcze gorzej. Pamiętacie jak pisałam kiedyś, że chora nie mogła się dodzwonić do pielęgniarek to zadzwoniła po prostu na Pogotowie. Teraz znów podobna sytuacja z tym, że chory nie mogąc się dodzwonić do pielęgniarek zadzwonił w nocy do swojej przyjaciółki i opiekunki. W piątek rano idę do samochodu żeby pojechać do szpitala na zastrzyk, spotykam panią Grażynkę, właśnie opiekunkę Henia naszego stulatka. Co tu robisz o 8 rano – pytam. Heniuś nie mógł doprosić się pomocy zadzwonił do mnie z prośbą żebym przyszła o godz. 23,00. Grażynka wzięła taksówkę, a mieszka daleko za miastem, no i przyjechała. Brawa dla siostry przełożonej. Jej również nikt nie sprawdza, bo któż by śmiał, a zresztą jej już można nagwizdać w butonierkę, jest emerytką, i choć byle jak pracującą to ciągle nie zastąpioną ( znajomości ).

Ponieważ z dnia na dzień przybywa, i to znacznie czytelników mojego bloga to ja za każdym wpisem będę robiła dopisek :

P S. Żeby dobrze zrozumieć sens mojego bloga bardzo proszę zacznij czytać od początku. Znajdź kalendarz i zacznij od marca 2017 r.

To byłoby na tyle – NARA!!

„Sen nocy letniej „.

Sen niestety nie był miły dla osoby śniącej. Śniła go pracownica a dotyczył mnie, tak więc ta śniąca chciała mi go opowiedzieć ale bała się , bo według niej to było coś bardzo tragicznego. Wreszcie po kilku dniach odważyła się żeby mi go opowiedzieć w kilku słowach. Pani Danusiu ja przepraszam – mówi śniąca, ale moim zdaniem ten sen jest przestrogą dla pani dlatego muszę go pani opowiedzieć. Boję się nawet tego co pani usłyszy – mówi. Wal śmiało, strachliwa nie jestem. Śniąca opowiada – był wypadek drogowy któremu pani uległa. Zobaczyłam panią leżącą na ulicy w ogromnej kałuży krwi i nagle usłyszałam czyjś głos – nareszcie zdechła. Mówiąca zamilkła. I to wszystko – pytam. Otóż kochanie ten sen ty przyśniłaś tak więc on dotyczy ciebie nie mnie. Głos który usłyszałaś to są twoje wyrzuty sumienia, bo mam nadzieję, że je masz; – mam odpowiedziała. Jeśli masz wyrzuty sumienia to i jakąś przyzwoitość masz. Według mnie byłaś w 100% oddana tym co życzą mi żebym zdechła, to było widać po twoim zachowaniu chociaż udawałaś bardzo miłą. Dla mnie to żadna nowina, że marzeniem dyrekcji jest właśnie to żebym zdechła. Robią wszystko żeby to się stało ale nie wiedzą, że ja jestem pod szczególną ochroną NAJWYŻSZEGO. Myślę, że przekonały się o tym nie raz choć ciągle nie przyjmują tego do wiadomości np. nic nie wskórały dobijając mnie po moim udarze, czy robiąc wszystko żebym właśnie zdechła podczas covidu, wówczas to te pełzające robaczki byłyby przed sobą usprawiedliwione. Poprzednia dyrektorka całymi latami była pewna siebie, no bo kto by się bał takiej niecnoty jaką jestem ja. A uprzedzałam – idziesz na wojnę z mrówką, to jeśli chcesz wygrać traktuj ją jak lwa. Wiem, że odważni żyją krócej, ale tchórze nie żyją w ogóle, a stworzony żeby pełzać ( to właśnie ich poplecznik ) latać nie będzie nigdy; ale wracając do snu to on oznacza, że spotka cię wielka miłość, bo przecież krew jest czerwona a czerwień to kolor miłości. Ponieważ była to moja krew to znaczyłoby, że pokocha cię jakiś mój krewny. Chyba jakiś dalszy bo jakoś nie przypominam sobie żeby był w mojej rodzinie ktoś wolny do odstrzału. Chociaż z miłością bywa bardzo różnie. Życzę ci ognistej miłości, bo to jest dopiero miłość, wiem co mówię.

Kiedyś, przed laty pisałam teksty do piosenek, pozwolę sobie napisać jeden z tych tekstów który przeznaczony był dla zespołu osiemnastolatków a teraz dedykuję go mojej śniącej bo mimo, że jest starsza to na miłość ciągle czeka.

Czekanie na miłość.

Przyjdź, już czekam, wybiegnę na przeciw, czyś z bliska czy z daleka, czekam, czekam, czekam. Inni cię znają ja jeszcze nie, inni cię mają, ja tylko śnię.

Podobno czułość, podobno tkliwość, i delikatność, wieczna szczęśliwość, podobno spalasz, podobno niszczysz, w popiół zamieniasz, zostawiasz zgliszcza…

A jednak przyjdź już czekam, wybiegnę na przeciw czyś z bliska czy z daleka, czekam, czekam, czekam.

Życzę spełnienia marzeń to może wówczas zaczniesz nie tylko latać ale i fruwać nad ziemią, wszak miłość czyni cuda i w uniesieniu wypowiesz słowa – „Jeśli śnię, nie budźcie mnie. Jeśli nie śpię, nie dajcie mi zasnąć”.

Rozmarzyłam się niemiłosiernie, ale kończyć trzeba – NARA!

PS. Wpis wysyłam już w czwartek ponieważ w piątek od rana będę w szpitalu oczekiwała na zastrzyk w oko. Po zastrzyku będę bardzo cierpiąca a w sobotę będę zamglona, wszystko będzie za mgłą i będę bardzo słabo widziała. Przez kilka dni, po zastrzyku wszystko jest za mgłą.

Problemy wielkiego świata i nasze.

Uśmiech Kamali Harris, Wice Prezydent Stanów Zjednoczonych to największy dziś problem Donalda Trumpa byłego Prezydenta . Niby nic a jednak. Odkąd Donald Trump dowiedział się, że jego konkurentką w wyborach na najwyższy urząd świata, będzie Kamala Harris to zaczął z niej szydzić, konkretnie z Jej uśmiechu, pewnie, nic innego nie miał Jej do zarzucenia; a jak dla mnie to Pani Harris ma piękny, szczery i prowokujący uśmiech. Uśmiech który zaraża innych, okazujący wielką radość z tego co się stało oraz siłę mocnej, mądrej kobiety. Uśmiech pokazujący piękne, zdrowe zęby, którymi na pewno przegryzie Trumpa. Ona, jako prokurator ma wiele do powiedzenia na temat Trumpa i w związku z tym wybrała idealne hasło pod szyldem którego będzie prowadziła kampanię wyborczą – Prokurator i przestępca. Kamala, z uśmiechem zmiażdż Donalda.

A nasze sprawy codzienne z którymi do mnie przyszły pracownice i jedna z mieszkanek to niby zwykłe sprawy – ( jedna to miłość a druga papierosy ) jeśli miłość można umieścić w ramach zwykłości. I właśnie do tej niezwykłości nie wiem jak się wgryźć , ale jak usłyszałam zdanie – jak nie ty to kto – to wyboru nie mam, nie chcę ale muszę. Ta sprawa dotyczy miłosnych igraszek pensjonariuszy. Z góry zaznaczam, że nie widziałam żadnych harców tylko słyszałam o nich. Jestem zwolenniczką pięknych ludzkich uczuć i nie napiszę nigdy nic złego na ten temat, ale znalazłam punkt zaczepienia – ZASADY – których w naszym Domu niestety nie ma. Jakby Dyrekcja Domu ustaliła zasady i przestrzegała je w stosunku do każdego mieszkańca czy pracownika jednakowo, to w ogóle nie byłoby o czym pisać. Ludzie znaliby zasady i przestrzegali je wiedząc o ewentualnych konsekwencjach w razie czego. Nie będę pisała o kim mowa bo to nie istotne , istotne jest to, że te harce są już znane dla wszystkich mieszkańców Domu bo podobno są wręcz na pokaz. Przypomniała mi się piękna miłość Zygmunta i Anety brutalnie zdeptana przez panią Dyrektor, choć ci ludzie na prawdę pięknie podchodzili do swoich uczuć. Mam nadzieję, że jak pracownicy najpierw porozmawiają z parą harcującą, później ,jeśli nie będzie poprawy opiszą w księdze raportów, to pani Dyrektor zastosuje ostre cięcie i będzie po sprawie. Mam nadzieję jednak, że rozmowa w zupełności wystarczy, ale z zainteresowanymi nie ze mną.

Druga sprawa to papierosy. Do tej sprawy podejdę również z wyrozumiałością jako, że znam ból palaczy, paliłam ponad pół wieku. Zaliczam się do ludzi którzy bardzo szybko znajdują wyjście z sytuacji, w przeciwieństwie do innych. Podobno temat był zgłaszany Dyrekcji niestety przeszedł bez echa, choć nawet komisja robiła obchód przed oknami pokoi dolnego pawilonu. nic z tego nie wyszło a rozwiązać go trzeba. bo rzecz dotyczy właśnie dolnego pawilonu, i pięknego lata. W naszych pokojach palić nie należy, dolny pawilon balkonów nie ma a palarni dla mieszkańców nie ma w całym budynku, tak więc korzystając z pięknego lata palacze wychodzą przed dom i delektują się dymkiem i pogodą, a to przeszkadza innym mieszkańcom, którzy również delektują się pogodą wychodząc przed dom albo żyją przy otwartych drzwiach. Palaczy i nie palących na dolnym pawilonie jest pół na pół. Mam pomysł jak przekierować dymek z papierosa żeby nie wpadał do pokoju sąsiada. Kiedyś, dawno, dawno temu, każdy pokój dolnego pawilonu był na zewnątrz oddzielony pięknym, małym parawanem. Mieszkańcy polikwidowali parawany, bo one ich ograniczały widokowo, ale one na pewno są gdzieś w magazynach, tak więc tym razem postawić je przed tymi pokojami, których mieszkańcy tego sobie zażyczą. Parawan na pewno przekieruje dym. Tak więc należałoby poszperać w naszych magazynach i odkurzyć parawany, a właściwie tylko jeden bo tylko jednej osobie przeszkadza dymek z papierosa. A tak w ogóle to komisja ustalająca jakieś normy powinna składać się przede wszystkim z mieszkańców. Można by ich nazwać grupą doradczą – bardzo chciałabym w niej być; decyzje takiej grupy zwalniałyby panią dyrektor od odpowiedzialności za takie czy inne roztrzygnięcie tematu i byłoby to z korzyścią dla obu stron i mieszkańców i dyrekcji.

I to byłoby na tyle – NARA!!!

Anihilacja.

Słowo to usłyszałam po raz pierwszy wczoraj, w telewizji. Użyte ono było przez polityka i w odniesieniu do polityków. A można je odnieść do różnych sytuacji bo to oznacza – unicestwienie. Jest to proces prowadzący do całkowitej destrukcji materii posiadającej masę. To ciche ignorowanie grup podporządkowanych. To taka przemoc symboliczna, która nie daje po sobie poznać, że jest przemocą. Tyle na ten temat internet. Odebrałam to bardzo osobiście, tę anihilację stosowano wobec mnie całymi latami tu w DPSie. Teraz też się ją stosuje ale tak bardzo cicho, a że ja jestem głuchawa to i nie słyszę.

Pamiętacie, że w swoim wpisie z dnia 9 maja br. pisałam o ” przemeblowaniu ” w atrium. Że tylko wyraziłam swoje myśli na głos i one natychmiast zostały ziszczone. Przez 15 lat wszelkie spotkania w atrium koncentrowały się w centrum ogródka, gdzie na maleńkiej powierzchni tłoczyło się kilka osób i każdy chciał być pod parasolem nie narażając się na udar słoneczny. Że też nikomu nie przyszło do głowy żeby przenieść się w inne miejsce, gdzie jest więcej cienia i miejsca. Dopiero ten mój okrzyk zdziwienia, – co za miejsce sobie wybraliście, natychmiast zmieńcie, uświadomił ludziom, że mam rację. Część osób skorzystała z tej mojej podpowiedzi od razu a pozostali dopiero teraz po ponad dwóch miesiącach przenieśli się w miejsce przeze mnie wybrane. Jak dostawili w to miejsce parasol to jest wygodnie i przestrzennie dla wszystkich. No i nikt nie blokuje przejść pomiędzy częściami ogródka. Tak więc znów wykorzystano moją podpowiedź ale tak żebym sobie nie myślała, że to dzięki mojej podpowiedzi, przesunęli realizację w czasie. Jeszcze mam dwie propozycje zmian, o których pisałam nie jednokrotnie a na które szefostwo nie może przystać. Gimnastyka, na którą ja już nie chodzę ale ciągle i uparcie ustalona jest na poniedziałki i czwartki, a ponieważ w czwartki są często jakieś spotkania to automatycznie gimnastyka wypada i jest raz w tygodniu – wstyd, ( to nie jest po myśli nowego Prezydenta, a szanowna lubi się przymilać swojemu szefostwu ), przecież można zmienić dni na gimnastykę, ale nie , nie może być tak jak prababcia podpowiada to byłby policzek dla personelu który tylko patrzy jak tu nic nie robić. Druga rzecz to moim zdaniem źle wykorzystane pomieszczenia. Przed laty, przy tej samej ilości pomieszczeń, był tak zwany Pobyt Dzienny – 30 osób przebywających w naszym DPSie i zajmujących trzy pomieszczenia; oraz ” Leśna Chata ” czyli ośmiogodzinny pobyt w naszym Domu ludzi chorych na demencję, również 30 osób zajmujących trzy pomieszczenia z łazienką i pięknym holem. Czyli, że dodatkowe 60 osób + personel zatrudniony dla ich potrzeb mieściło się bez żadnego problemu w naszym DPSie. Teraz nie ma tych dwóch grup osób a naszym pracownikom jest coraz ciaśniej. Zagracają co się da. Proponuję wrócić z zajęciami, które teraz się odbywają w Leśnej Chacie, do sali widowiskowej, zdecydowanie nie wykorzystywanej, a pomieszczenia Leśnej Chaty przeznaczyć na pokoje dla osób leżących. W ten sposób ożna by było wygospodarować 8 miejsc dla pensjonariuszy Domu. – to jest prawie 60 000 miesięcznie – czysty zysk, pomimo początkowych wydatków na zagospodarowanie pokoi. Może jak jeszcze z dziesięć razy o tym napiszę to ktoś to weźmie do serca, że trzeba umieć zarabiać a nie tylko windować koszta utrzymania.

A teraz z innej beczki chociaż naszej i ” pełnej wody „. W całym naszym budynku nie ma pomieszczenia na suszenie mopów i ścierek. Teraz jest lato to sprawa sama się rozwiązuje, ale lato to jedna czwarta roku. Opiekunki i pokojowe znalazły wyjście z tej sytuacji, niestety to wyjście nie podoba się i to bardzo mieszkańcom. Wiele osób przychodziło do mnie z tym tematem, prosiłam żeby poruszyli temat na zebraniu bo tak być nie może; ludzie jednak nie mają odwagi. Opowiada mi jedna z mieszkanek – przyszły dwie opiekunki, wykąpały mnie, zalewając i łazienkę i przedpokój, zmieniły pościel i tą zdjętą pościelą powycierały podłogę. Tą brudną i mokrą pościel wrzuciły do brudownika i wywiozły pod drzwi pralni. Rzecz miała się w piątek, tak więc pościel kisiła się do poniedziałku aż przyjdą pracownicy pralni. To nie oderwany od rzeczywistości przypadek, to jest rzecz nagminna. Pracownicy nie krępują się faktem, że ktoś na to patrzy, ten stan rzeczy to normalka. Pisałam o tym jak podczas rozdawania posiłków rozlał się na korytarzu kompot, pokojowa nie spojrzała nawet na mnie, chociaż przyglądałam się temu, weszła do pierwszej z brzegu łazienki chwyciła za trzy ręczniki i powycierała korytarz, później te ręczniki wrzuciła na podłogę do łazienki. Dlaczego tak się dzieje – bo nikt nas ani naszych rzeczy nie szanuje, bo kierownictwo nie przejmuje się takimi wydarzeniami, chodzi tylko o to żebym ja tego nie widziała i nie obsmarowała na swoim blogu. Bo przecież to ja psuję opinię temu Domowi. Ponieważ nikt poza mną nie poruszy tego tematu to p. dyrektor wpadła na pomysł, że nie będzie czytała bloga i nie będzie tematu. Jak dzieciak, zamknie oczy i już go nie ma.

I to wszystko – NARA !

Lato seniora.

Żebym raczyła spojrzeć na wizytówkę na drzwiach pana do którego szłam to wiedziałabym, że to nie żaden pan tylko Edek. Znamy się od roku 1971, ale czy się znamy? W latach siedemdziesiątych pracowaliśmy razem w Woj. Domu Kultury, ba nawet urzędowaliśmy w jednym pokoju, jednak każdy robił swoje, ja byłam zabiegana a on myślał tylko o swoich ” arcydziełach filmowych „. Trwało to krótko, zaledwie dwa lata. Naszą współpracę opisałam nawet na blogu a wpis zatytułowałam – Sny i wspomnienia. Edek to filmowiec dokumentalista tak więc jeździł po Polsce szukając tematu do filmu, później dokumentował to co miał, aż wreszcie trafiał do montażowni, w piwnicy w której przesiadywał godzinami. Ja również nie przesiadywałam w pokoju biurowym. Jak sama nazwa wskazuje pracowaliśmy w Wojewódzkim Domu Kultury a zatem trzeba było nie raz przemierzyć to województwo. Tak więc pracując w jednej firmie można się nie znać. Po dwóch latach odeszłam z WDKu do pracy w MPiKu i drogi nasze się rozeszły, chyba go nawet nie spotykałam, tak więc nie ma się czemu dziwić, że go nie rozpoznałam. Widzieć mężczyznę trzydziestoletniego i nagle pana po osiemdziesiątce. Za bardzo to myśmy się sobą nie interesowali, no bo jeśli Edek do dziś sądził, że byłam panną; a ja miałam za sobą jedenastoletni staż małżeński i dwie dorastające córki. To znaczyło, że nie rozmawialiśmy ze sobą o sprawach prywatnych. Za moich czasów w pracy się pracowało i myśmy i pracowali i współpracowali bardzo życzliwie. Jak trzeba było pomóc koledze to się rzucało wszystko i przez kilka dni, za darmo, pracowało się na planie filmowym – zagrałam w jego filmie zakonnicę opiekującą się chorymi ludźmi w DPSie. – wredną zakonnicę. Jednak trzeba stwierdzić, że życie zatoczyło dziwaczne koło, nasza ścisła współpraca rozpoczęła się w DPSie w Barczewie a po 50 latach znów DPS. chociaż w innej wersji. Samo życie.

Pierwsze kroki naszego nowego Prezydenta Miasta są nawet, nawet – oczywiście jak dla mnie emerytki; takiej starawej emerytki ale jednak. Dostałam zaproszenie z Ratusza do wzięcia udziału w aktywnym lecie seniora; jeszcze rok temu pobiegłabym jak w dym a dzisiaj niestety odpadam w przedbiegach. Zajęcia te są pięknie nazwane – Aktywne Lato Seniora 60 +. Ten plus niestety, w moim wypadku nie sięga aż tak daleko. Wielka szkoda bo są to dwumiesięczne, codzienne, bezpłatne tańce i gimnastyka. Uczestnicy tych zajęć spotykają się i od rana tańczą zumbę i salsę, oraz ćwiczą. To na prawdę coś dla mnie byłoby jeszcze do niedawna. Nasz nowy, młody Prezydent postawił na Seniora i Kulturę – tak trzymaj Prezydencie. A co na to nasza Pani Dyrektor, mnie się zdaje, że Ją ćwiczący senior nie interesuje, a już tańczący to w ogóle. Nie interesują Ją nawet rozśpiewany senior.

Nie można nie wspomnieć o dniu 9 lipca 2024 roku, właśnie w tym dniu odszedł od nas na zawsze Jerzy Stuhr. Cudowny aktor teatralny, filmowy, dubbingowy, ponadto reżyser, filolog i pedagog. Był, mogliśmy go podziwiać i już Go nie ma.

Nici z przebaczania…

Z roku na rok, ba nawet z dnia na dzień, pogarsza się mój stan zdrowia. Nigdy nie brałam pod uwagę, że będzie ze mną aż tak źle: ślepnę, głuchnę, przewracam się, chodzę poobijana i obolała. W związku ze znacznym pogorszeniem zdrowia, zwłaszcza wzroku, postanowiłam wystąpić do Komisji Lekarskiej z wnioskiem o przyznanie mi I grupy inwalidzkiej. Myślałam, że jak mam już dodatek opiekuńczy ze względu na wiek to I grupa inwalidzka nie należy mi się, okazuje się jednak, że jeśli ją dostanę to i rekompensata finansowa będzie. W moim wypadku będzie to kwota 360 zł. Kwota ta zależy od wysokości emerytury. Wiadomo 70% tej sumy potrąci sobie DPS ale 30 % będzie dla mnie. Dobre i to. W tym celu zaczęłam zbierać dokumentację medyczną i przy pierwszej okazji przebaczanie szlak trafił. Pierwszy mój dokument stwierdza, że pod opieką zatrudnionych w naszym DPSie specjalistów przeszłam zawał mózgu bez najmniejszej nawet pomocy. Ja nie wiedziałam co się ze mną dzieje i nie mogłam tego w żaden sposób wyrazić. Straciłam mowę i zdolność pisania i czytania, jednak w takim stanie udałam się do siostry przełożonej i ona jako fachowiec dobrze wiedziała co mi jest i co należy zrobić. Nie zrobiła nic. Z satysfakcja kazała pielęgniarce zaprowadzić mnie do łóżka i tylko od czasu do czasu patrzeć czy jeszcze żyję. Opowiedziała mi o tym opiekunka która zaglądała do mnie co jakiś czas. Tak zachowuje się potwór nie człowiek. Ten potwór podlega pod drugiego potwora, który o wszystkim wiedział i nie zrobił nic. Dwa dni leżałam w jakimś letargu. Przez pierwsze dwa tygodnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po jakimś czasie zaczęłam mówić ale nie wiedziałam, że mówiąc przestawiam sylaby a nawet całe słowa które w efekcie tracą sens. Nikogo to nie obchodziło w ” Domu Opieki „. Inni chodzili na logopedię ja nie miałam do tego prawa. Chodziło o to żeby jak najwięcej mi zaszkodzić. Przypomnę, że to za to, ponieważ poprzednia dyrektorka napaliła się na moje mieszkanie którego nie dostała, a mafia o takiej niesubordynacji nie zapomina i przekazuje pałeczkę zemsty swojemu następcy i jeśli następca okazuje się być taką samą szumowiną to dintojra trwa. Obecna dyrektorka w tym szambie utknęła po uszy. Nie przeszkadzał jej smród szamba, ona czuła tylko zapach stanowiska. O tym, ze miałam zawał mózgu dowiedziałam się po 6 latach i nawet wówczas jak na własną rękę załatwiłam sobie zabiegi w szpitalu klinicznym, przełożona zadzwoniła do szpitala twierdząc, że nie będę korzystała z tych zabiegów ponieważ jestem już osobą leżącą. Jak dla mnie to jest swołocz pierwszej wody i takim ludziom jak i ich zwierzchnikom nie można wybaczyć. W naszym DPSie zostały trzy spadkobierczynie tego gnoju a było ich ze dwadzieścia. Dam radę ale nie zapomnę nigdy i będę informowała o tym cały świat.

Mam dzisiaj spotkać się z panem, który we mnie rozpoznał jakąś swoja znajomą sprzed lat. Siedziałam na ławeczce przed domem z Basią i gadu, gadu, aż nagle słyszę – Boże, Danusia to ty? Owszem Danusia ale czy ta o którą panu chodzi to nie wiem. Twojego głosu nikt nie podrobi. A zatem uważa pan, że się znamy- spytałam. Oczywiście, musimy się spotkać, zobaczysz ile mamy wspólnych wspomnień. Umieram z ciekawości. Przykro mi ale nic a nic nie przypominam sobie pana. No i umówiliśmy się na dzisiaj. Jak już pan sobie poszedł, Basia mi mówi – myślałam, że to potworny ponurak a on na twój widok uśmiechnął się od ucha do ucha. Zrobił się od razu dużo młodszy; muszą was łączyć jakieś miłe wspomnienia. Nie mam pojęcia jakie to wspomnienia. A zatem kończę pisać i idę na spotkanie z panem X. Nawet nie raczyłam zerknąć na wizytówkę jak on się nazywa, wiem tylko w którym pokoju mieszka. Czy napiszę coś o tym spotkaniu, nie wiem.

A zatem NARA !