W niedzielę 31 maja br. mój czwarty prawnuk, przystąpił do Pierwszej Komunii Św. a mnie ogarnął smutek nie radość. Po co ta pompa? Tłum gości. Wynajęta sala w restauracji. Za moich czasów to nawet wesele było skromniejsze. Przypomniała mi się moja Pierwsza Komunia. To był rok 1950. Owszem był tłum gości ale bez specjalnych zaproszeń z prośbą o potwierdzenia przyjścia. Na dziedzińcu kościelnym rozstawione stoły przykryte białymi prześcieradłami i udekorowane zielonymi gałązkami a na stole dzbany kakao i drożdżowe ciasto, zapraszały wszystkich. Kto chciał ten przyszedł, znajomi i nie znajomi; bo to było przyjęcie dla wszystkich dzieci które przystąpiły w tym dniu do Komunii św. Każdy, kto chciał to w czymś pomógł a zatem i czuł się jak gospodarz nie gość. Nikt nikomu nie fundował prezentów, największym prezentem było zdjęcie z księdzem i obrazek święty jako pamiątka, którą mam do dziś. Był ogrom radości i to wszystko. Mamy dzieciaków po przyjęciu, musiały stroje komunijne pięknie wyprać i wyprasować i oddać w depozyt do Kościoła, ponieważ za rok musiały z tych ubranek korzystać inne dzieci. Kto dał te stroje w obieg jako pierwszy nikt nie wiedział. Kto miał ten dał. Kogo było stać to uszył i podał dalej i nikt nie pamiętał kto to był. Boże, jakie dawne to czasy a jakie piękne. Nie byłam na przyjęciu komunijnym żadnego z czwórki prawnuków; nie mogłabym patrzeć na ten przepych, a swoich odczuć ukrywać nie umiem więc byłabym nie miłym gościem, na szczęście zawsze mogę się wytłumaczyć swoją starością która pozwala mi na wszelkie słabości. Został jeszcze jeden prawnuk, który prawdopodobnie w ogóle nie przystąpi do Komunii Św. bo jego mamie, czyli mojej wnuczce coś się odwidziało, nastąpiło odstępstwo od wiary. Ona sama przystąpiła do Pierwszej Komunii, a jak wyglądało przyjęcie po komunijne to opisałam je wierszem:
Tego roku maj był Laury, otulił ją bielą, kołysała w sercu Bozię z dumą i nadzieją. Skąd powaga taka w dziecku, skąd tyle godności? W długiej sukni kroczy dumnie i zaprasza gości. Zapraszała nas do stołów umajonych kwieciem; z lewej strony starsi siedli, po prawej zaś dzieci. Kuchnia polska i chorwacka na białym obrusie, ustawiają pełne misy Damirek z tatusiem. Rośnij zdrowo polska wnuczko choć z Chorwackiej ziemi, wojna ciebie tu przygnała z rodzicami twymi. Szłaś przez Sztudgard do Olsztyna Zagrzebianko mała . Rośnij zdrowo, ucz się dobrze, tryskaj szczęściem cała.
Laura to moja najmłodsza wnuczka. Damir jej starszy brat przystąpił do Pierwszej Komunii w Sztudgardzie. Pomimo to, że Niemcy są znacznie bogatsi od nas, to do Komunii Świętej dzieci przystępowały w bardzo skromnych strojach – wszyscy i chłopcy i dziewczynki byli poubierani w skromne alby. Stroje te otrzymali od kościoła i po przyjęciu do kościoła zwrócili. Nikt nie wyróżniał się i to podobało mi się bardzo.
Mój najstarszy wnuk, choć był ubrany wręcz wytwornie w garnitur i pod muchą, oczywiście białą i w białych rękawiczkach, to jego przyjęcie komunijne miało miejsce w domu, akurat dostali swoje, nowe mieszkanie i w gronie wyłącznie rodziny. Nikomu nawet do głowy nie przyszło żeby wydziwiać z przyjęciem i prezentami; dlatego wspominam ten czas bardzo czule.
I to już wszystko – NARA !!
