Dobry zwyczaj…

Wrócił do nas dobry zwyczaj stałych wyjazdów do miasta po zakupy. Kiedyś ten zwyczaj funkcjonował i było bardzo dobrze – w każdy piątek, kto chciał mógł pojechać samochodem służbowym na rynek; przez półtorej godziny mógł pochodzić po sklepach i o stałej godzinie i zawsze w tym samym miejscu był samochód gotowy do drogi powrotnej. Tak więc kto chciał coś kupić to sobie ten wyjazd planował. Jeśli była to osoba wymagająca pomocy innych to tę pomoc miała. Później, w ramach oszczędności, z tej wygody dla podopiecznych, zrezygnowano. Trzeba było kilku lat żeby się przekonać, że właśnie zbiorowe i stałe wyjazdy są oszczędne i nie koniecznie na drugi koniec miasta. Jak takich wyjazdów nie było to ludzie na różne sposoby załatwiali sobie samochód indywidualnie. Nasza dyrekcja bardzo długo uczy się i to na własnych błędach.

W środę były u nas z występem dwie aktorki z naszego teatru; jedna z pań reżyserowała i zajmowała się animacją, druga dała nam spektakl jednego aktora. Spektakl ten był wyreżyserowany na podstawie powieści Joanny Kuciel – Frydryszak zatytułowanej ” Chłopki ” . Oglądając go i wsłuchując się w każde słowo oniemiałam z wrażenia. Po przedstawieniu zachęcano nas do dyskusji. Według mnie była ona nie możliwa; a za ocenę spektaklu chyba wystarczyła wyrwana z moich trzewi odzywka: przewróciła nam pani bebechy do góry nogami i chce pani z nami rozmawiać. Po takim widowisku ja mogłabym tylko zwinąć się w kłębek i przetrawiać każde słowo. Po tej odzywce powinnam była przeprosić a ja po prostu, skulona wewnętrznie, wyszłam. Jak spytano mnie, na drugi dzień, czy mnie się to podobało, nie umiałam odpowiedzieć, nie pasowało mi do tego spektaklu takie lekkie słowo jak – podobało. To widowisko mnie pożarło żywcem i wypluło. To jakby w ciągu godziny przeżyć ciężki żywot kilku pokoleń swojej rodziny. Nie umiem znaleźć odpowiedniego na to słowa. Nic nie wiem o paniach które obdarowały nas tym widowiskiem, ale się dowiem, bo warto o nich wiedzieć jak najwięcej. Ten teatr jednego aktora mną po prostu wstrząsnął, bo to opowieść która pokazuje nam siłę kobiet, ich oddanie rodzinie i skryte marzenia o czymś lepszym. To wszystko do kupy rozrywa nam serce. Czy można powiedzieć, że nam się podobało coś co rozdarło serce na strzępy?

Muszę wyczytać wszystko co napisała owa autorka o kobietach, a czytając będę mocno zwiniętym kłębkiem czegoś.

I to już wszystko – NARA !!