SEN.

Mówią – sen mara, Bóg wiara, a ja wierzę w sny, zwłaszcza jak są takie sugestywne, krótko coś symbolizujące. W ubiegłym miesiącu np. przyśnił mi się pies mojej córki, ( który nigdy u mnie nie był ) że wskoczył na mój balkon i drapał w drzwi balkonowe a jak otworzyłam te drzwi to psa już nie było nie było też nikogo pod balkonem. To wskoczenie psa na balkon nie zdziwiło mnie wcale ponieważ cała moja młodsza część rodziny wchodzi do mnie zawsze przez balkon, nie chcąc mnie fatygować do schodzenia na dół żeby otworzyć im drzwi. Zadzwoniłam rano do córki z zapytaniem czy przypadkiem nic się nie stało i okazało się, że się stało – mój najmłodszy prawnuczek oparzył się gorącą herbatą przygotowaną przez swoją mamę i trafił do szpitala. Mamusie przy pierwszym dziecku wszystkiego doświadczają, jeszcze nie wiedzą, że roczne dziecko jeszcze kilka dni temu nie sięgało w to miejsce gdzie stała herbata a po kilku dniach sięgnęło i skutek był tragiczny. Dzisiaj natomiast, po przebudzeniu zaczęłam rozmyślać co stanie się w naszym DPSie bo we śnie przyszła do mnie siostra przełożona ( gestapowiec ze słodkim uśmiechem ) z lekami, konkretnie z jedną tabletką i z lisim uśmieszkiem podawała mi tą tabletkę. Tabletka była mi dobrze znana tak więc wzięłam ją w ręce i odłożyłam patrząc na przełożoną równie z chytrym, lisim uśmieszkiem mówiącym – co z nią zrobię to już moja sprawa. Będę musiała za jakiś czas pójść na zwiady żeby wybadać co oznajmił mi ten sen. Marzę o odpowiedzi, że przełożona przeszła wreszcie na zasłużoną emeryturę.

Nasze śpiewające soboty hulają, dzisiaj było nas 25 osób rozśpiewanych i rozbrykanych aż miło patrzeć. Było kilka osób które przyszły po raz pierwszy, to Andrzej ich do nas zwabia. Andrzej mówi do mnie – dziś śpiewaj najpiękniej jak potrafisz bo jak ludziom mówię, że jak śpiewasz to masz głos młodej dziewczyny i śpiewasz bezkonkurencyjnie, to mi nie wierzą i przychodzą żeby się przekonać. Fakt, mój głos w śpiewie jest młody chociaż ja tracę słuch i wzrok to głosu nie tracę. Kiedyś była łysa śpiewaczka a ja będę głuchą piosenkarką. I wreszcie zrozumiałam te ciągłe komplementy, że wyglądam młodo, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji, bo jeszcze na tyle to ja widzę i wiem co widzę; jeden z nowo przybyłych panów powiedział – pani ma młode serce, to słychać w pani głosie. Z tym zgadzam się całkowicie i to wyjaśniło mi te ciągłe, nie uzasadnione, komplementy. To nie ja wyglądam młodo tylko moje serce odejmuje mi lat. ” Bo moje serce to jest muzyk improwizujący co ma własny styl i rytm „. Ten tekst bardzo pasuje do mojego charakteru. ” Bo moje serce to jest muzyk który zwiał z orkiestry, bo nie z każdym lubi grać, żaden mu maestro nie potrafi rady dać „.

Jestem fanką telewizyjnego programu ” Taniec z gwiazdami ” i jak dzieje się niesprawiedliwość, jak odpadają z programu lepsi a zostają gorsi, to bardzo boli mnie serce. Konkretnie chodzi mi o Dagmarę, która ostatnio jest wszędzie i zdecydowanie jest jej za dużo w programach telewizyjnych. Truchlałam na myśl, że mnogością przysłanych esemesów Dagmara może wygrać program. Dla mnie to byłoby jednoznaczne z zaprzestaniem oglądania tego programu, chociaż czekam na ten program zawsze z utęsknieniem; tak więc jak usłyszałam, że pani Dagmara nie będzie już tańczyć, jeśli to w ogóle można było nazwać tańcem, to kamień z serca. Także jutro cała szczęśliwa będę czekała na swój ukochany program.

I to byłoby na tyle NARA !

Obojętność.

Od kilku dni mam kłopot z internetem dlatego właśnie nie mogłam niczego napisać wcześniej. Teraz też klikam po kilka razy w swoje zakładki aż wreszcie otworzy się karta bloga. Za bardzo też nie miałam o czym pisać do momentu aż wyszłam w sobotę po południu z pokoju. Idąc korytarzem dolnego pawilonu zobaczyłam, że tak jak p. dyrektor mówiła, pracownię ceramiki przystosowuje się na pokój socjalny dla opiekunów. Mówiła o tym na spotkaniu z mieszkańcami; ponieważ jedna z mieszkanek z tego korytarza skarżyła się na hałasy o bladym świcie, podczas wchodzenia pracowników drzwiami przez dolny pawilon, pomyślałam – teraz dopiero będą hałasy jak rozradowane pracownice spotkają się o świcie przed pracą.w tym, że pokoju socjalnym. Szczerze mówiąc zrobiło mi się przykro, że tyle walczyłam o otwarcie tych właśnie drzwi wejściowych, przez które są teraz kłopoty – zakłucanie spokoju jeszcze w czasie trwania ciszy nocnej bo przed 6 rano. Sama nawet zaproponowałam p. dyrektor podczas zebrania, żeby postraszyć owe pracownice, że jak nie będą zachowywać się cicho to będą musiały drałować pod górkę omijając takie dogodne wejście. Z zatroskaną miną wychodzę przed dom i trafiam na mieszkankę która mieszka przy samych drzwiach przez które są te hałasy. Opowiadam w czym rzecz a ona mi na to – jakie hałasy, o czym ty mówisz, dziewczyny wchodzą cichutko, a zresztą ile ich wchodzi o tej porze – trzy osoby. Kto ci mówił o hałasach ? – Irena spod 3 i nie mi a na zebraniu na którym ty też byłaś. Dlaczego nie zabrałaś głosu na forum? A bo wiesz ja się kiepsko czułam i nie chciałam wdawać się w dyskusje. Nie rozumiem takiego podejścia do sprawy – ktoś niesłusznie oczernia kogoś a jej się nie chce wdawać w dyskusje. Nie mogę pojąć takiego podejścia do sprawy. Dla pewności popytałam jeszcze kilka osób z tego korytarza i jak potwierdzili, że żadnych hałasów nigdy nie słyszeli, poszłam do sekretariatu żeby wyjaśnić sprawę. Nie wyobrażam nawet sobie, żeby pracownicy mogli być obsztorcowani bez powodu, bo jednej mieszkańce coś się pomyliło a drugiej nie chciało się tego sprostować. Ja właśnie jestem na etapie – nie chce mi się, jednak w takiej sytuacji nie mogłam nic nie powiedzieć.

A mnie się niczego nie chce bo zupełnie się rozsypuję. W bardzo dziwny sposób tracę wzrok. Jak tylko się zmęczę, a męczę się bardzo szybko, to zaczynam źle widzieć. Któregoś dnia wybrałam się do miasta po większe zakupy. Zanim doszłam do autobusu to już się zmęczyłam, wchodząc do sklepu byłam już bardzo zmęczona i automatycznie nie widziałam towaru na pułkach ani cen. Pochodziłam chwilę po sklepie i wyszłam bez niczego. Spróbuję załatwić sobie samochód który podrzuci mnie do miasta, wówczas jeszcze nie zmęczona załatwię swoje sprawy i spokojnie wrócę sama. Może się uda.

Na blogu znalazł się taki komentarz dotyczący moich wpisów, że wprost nie wierzę, iż dotyczy on przeze mnie prowadzonego bloga. Jeden wielki komplement, że to skarbnica wiedzy i inspiracji. Ten komentarz będę musiała chyba wydrukować i oprawić w ramki. W żadnym razie nie mogę z nim zrobić to co z każdym innym komentarzem, czyli wrzucić do kosza.

NARA !

Kwiecień – plecień…

Dawno, dawno temu przyszła do mnie z wizytą mała dziewczynka, która chciała być w przyszłości poetką. Teraz to ona tylko opowiada bajki – powiedziała mi jej babcia, ponieważ jeszcze nie umie pisać, ale wymyśla je na poczekaniu, o czym tylko chcesz. Wyjaśniła mi, że ona wie iż bajki opowiada się a wiersze niestety trzeba napisać, a ona jeszcze nie umie pisać. Bajkę o Amelce opowiedziała mi szybciutko bez żadnych problemów. To najnowsza zmyślanka- wyjaśniała babcia dziewczynki. Owa dziewczynka miała bardzo dużą fantazję i zmyślanki tworzyła na poczekaniu. Zmyślankami nazywała jej babcia opowiadane przez nią bajki. Owa dziewczynka codziennie miała inne imię co przysparzało o bóle głowy i rodziców i babcię. Nie reagowała na żadne inne imię tylko na to które wymyśliła na dzisiaj. Babcia w nerwach krzyczała – a skąd mam do cholery wiedzieć jak dzisiaj masz na imię; to bardzo proste, ze spokojem odpowiadała, po prostu mnie spytaj. Zamęczała babcię żeby nauczyła ją pisać bo ona musi pisać wiersze. Babcia dziewczynki wpadła na pomysł przyprowadzenia wnuczki do mnie, powiedziała jej – wiesz, ja mam taką koleżankę która zmyśla na poczekaniu tak jak ty, a zmyśla właśnie wiersze, to sobie pozmyślacie razem. Na pewno znajdziecie wspólny język. Dziewczynka już od progu zaczęła piszczeć z niecierpliwości żebyśmy się wzięły natychmiast do pisania wierszy. Ale najpierw spytała czy ja umiem pisać bo ona to niestety nie umie. O zwlekaniu nawet na moment mowy nie było. Jej babcia poszła do kuchni i przez drzwi krzyknęła – Danka bierz się za pisanie wiersza bo nie zaznamy spokoju. A ponieważ to był miesiąc kwiecień rozkapryszony miesiąc który aż się prosił żeby go ująć w słowa wierszem, to zaczęłam pisać:

Coś błysnęło słoneczkiem, zapachniało kwiatkiem, zaćwierkało wróbelkiem, przeleciało wiatrem. Coś deszczem skropiło, kolorami nęciło, co to było, co to było ?

Naraz śniegiem zawiało, zimnem przeniknęło, i zginęło. Nie, nie zginęło, ostro trzyma – to zima? Nie, to plecień, czwarty miesiąc roku, który nie wie kim jest i tak miesza po trochu. Trochę zimą postraszy, trochę wiosną przygrzeje i z nas wszystkich po prostu się śmieje.

Dziewczynka uznała, że pisanie wierszy to jest bardzo prosta sprawa i jak tylko nauczy się pisać to będzie to robiła. Nie mogła w to uwierzyć, że to ciach i jest. A przecież twoje bajki również, ciach i są. – powiedziałam. No tak, ale ja nie jestem jeszcze stara i nie potrafię pisać wierszy, bo wiersze się pisze a bajki tylko opowiada. ani moja mama, ani tata, nie piszą wierszy, to znaczy, że trzeba być starym jak babcie żeby pisać wiersze. Podziękowałam jej za komplement i poprosiłam o możliwość porozmawiania z babcią. To była taka moja kwietniowa przygoda którą bardzo miło wspominam. Owa dziewczynka dzisiaj wiekiem podchodzi już pod trzydziestkę. Spytałam kiedyś jej babcię, czy Małgosia ( bo tak ma na imię owa zmyślaczka ) pisze wiersze albo bajki, okazało się, że nie, teraz fascynuje ją fotografia. Myślę, że dobra fotografia może być jak poezja. Wszystkie artystyczne kierunki tworzą poezję samą w sobie. Mogą też być tylko wierszykiem kwietniowym w zależności od zdolności.

W niedzielę wybory, a ja nie mam pojęcia na kogo głosować. Naszej dyrekcji nie przyszło do głowy żeby zaprosić do nas kogoś z organizatorów wyborów, nie przynależnego do żadnej partii, żeby nam w kilku słowach przedstawił kandydatów na prezydenta i na radnych. Żebyś my mieli jakiekolwiek pojęcie o nich. Przecież my nigdzie nie chodzimy. W naszych odbiornikach telewizyjnych nie ma od dawna programów z Olsztyna. Ludzie będą skreślać byle kogo. Jednak starzy ludzie nie obchodzą nikogo, chociaż głos tych starych jest tak samo ważny jak i młodych.

Idźcie do wyborów świadomi – NARA !

Paracetamol.

Dawno nie miałam takich świąt i okresu przedświątecznego z ciągłym wylegiwaniem się w łóżku. Dobrze, że jestem w Domu Opieki i mogę leżeć i czekać na tę opiekę nie robiąc nic. Chociaż z tym wyczekiwaniem na pomoc bywa bardzo różnie; chyba każdy by się zdenerwował, będąc w Domu Opieki, czekając na lekarza 7 dni. Miałam pecha – lekarz przyjmuje tylko we wtorki a ja zachorowałam w środę; żeby doczekać wizyty lekarza zużyłam cały zapasowy arsenał leków jakie miałam pod ręką, a choroba niestety rozwijała się. Po wizycie lekarza czekałam dwa dni na wypisany przez niego antybiotyk, drobiazg, pielęgniarki przegapiły, że lek jest, dopiero po mojej interwencji lek otrzymałam. Pomimo przyjmowania leku miałam ciągłą gorączkę i tym faktem zainteresowała się pielęgniarka Renia – nie na darmo mówią, że to najlepszy fachowiec z super podejściem do chorych. Przyszła do mnie żeby zmierzyć mi temperaturę. Po zmierzeniu dłuższą chwilę przyglądała mi się ponieważ nie pasował jej mój wygląd do wysokości temperatury – termometr wskazywał stan podgorączkowy a mój wygląd na gorączkę. Zmierzyła mi ciśnienie, było bardzo niskie 98\ 66 za to tętno było wysokie 96 i przypomniało się jej, że ja należę do osób z niską ciepłotą, że termometr wskazuje zawsze niższą temperaturę niż jest faktycznie, a właśnie tętno określa mój stan faktyczny. Mówiłam o tym latami, każdemu kto mierzył mi temperaturę, tylko Renia o tym pamiętała. Podała mi Paracetamol, ja za chwilę, „cała się zagotowałam ” , kilka godzin ” gotowałam się” a potem pomalutku zaczęłam zdrowieć. Szkoda, że na tę cudotwórczynię musiałam czekać prawie dwa tygodnie. Tego samego dnia opiekunka z drugiej zmiany zleciła kuchni żeby mi podawano codziennie jogurt dopóki będę przyjmowała antybiotyk. Moja opiekunka , na następny dzień zamówiła dla mnie na wszelki wypadek, Paracetamol w naszej aptece, niestety do świąt go nie otrzymałam a więc żeby mnie zabezpieczyć na święta załatwiła mi go poza naszą apteką. Jak widać wszystko ruszyło z kopyta ale dopiero po dwóch tygodniach. W sumie, to jest moja wina, bo zamiast jęczeć jaka to ja biedna, ja ciągle powtarzałam – nie jest źle, a było i to bardzo. Kiedyś jak poprosiłam o podawanie posiłków do pokoju, bo bardzo źle się czułam a było bez narzekania, to po kilku dniach od pokojowej usłyszałam – myślałam, że pani chce poleniuchować. Muszę zacząć narzekać.

Po ostatnim wpisie o zaniedbaniach pielęgniarki, pani Doroty, ruszyła lawina w jej obronie. Usłyszałam, że ona jest koleżeńska, pracowita, uczynna, jednak każdy się dziwił skąd w moim pokoju znalazła się pielęgniarka Maria. Kochani, ja nie kwestionuję koleżeńskości pani Doroty. Wierzę, że jako koleżanka jest super ale dla mnie jest żołnierzem siostry przełożonej, a ta z kolei to gestapowiec. Dyrektorki podpierają się nią ponieważ wszędzie ma znajomości. Moje pismo do SANEPIDU, pomimo, że było już w SANEPIDZIE, raptem zginęło. Wiadomo, to był okres pandemii i korespondencję dostarczano bez pokwitowania, ale ja mam również jako takie znajomości i wiedziałam, że pismo dotarło i zaginęło. Za wcześnie dostarczyłam kopię pisma – do wiadomości – do naszej kancelarii . Mam też filmik obrazujący stan rzeczy o którym pisałam do SANEPIDU. Znajomości przełożonej przeciążyły szalę, ale kiedyś ” mleko się rozleje „. Chyba, że pani dyrektor wyśle wreszcie gestapowca na emeryturę, na pewno wielce zasłużoną to ja zacznę zapominać jak mnie zostawiła bez pomocy kiedy miałam ewidentny udar, Jak odwołała mi zabiegi po udarowe dzwoniąc do szpitala i twierdząc, że jestem już osobą leżącą i nasza służba zdrowia zajmie się mną sama. Jak po udarze zaczęłam chodzić za pomocą chodzika a przełożona kazała mi go zabrać i wstawić do pokoju Franka, wiedząc, że tam go nie znajdę; tymczasem Franuś przyszedł z tym chodzikiem do stołówki i usiadł obok mnie. Spytałam więc – skąd ma ten chodzik i pokazałam ukryte oznakowania, że jest mój. Chodzik tego samego dnia trafił do mnie. Nie tylko ja podczas udaru zostałam olana przez gestapowca, to wszystko mam opisane na blogu, który przecież prowadzę od lat i skrupulatnie notuję wszystko, zachowanie się siostry Doroty opisywałam również i to bardzo dokładnie.

Nie będę życzyła wesołych świąt, bo Chwała Bogu już się skończyły. Jutro zacznie padać więc skończy się wiosenna kanikuła i pod parasolem pójdziecie do roboty kochani. Ja wreszcie wyjdę z domu i znów zacznę ćwiczyć – kocham deszcz i byle jaką pogodę, a w atrium mogę spokojnie ćwiczyć nawet jak będzie padać. Buziaki – NARA !

Biurokracji ciąg dalszy…

Pismo , odpowiedź na mają skargę, jakie otrzymałam od P. Dyrektor, zostało napisane tak żeby umniejszyć winę pielęgniarki a podkreślić moje wyolbrzymienie sprawy. W pierwszym zdaniu jest informacja, że w toku ustaleń dotyczących zdarzenia związanego z pozostawieniem w pani pokoju leków innej mieszkanki uznaję skargę za zasadną. ( No wielce to wspaniałomyślne z tym, że ja napisałam o podmianie leków – zabranie moich a podłożenie innych ). Dalej P. Dyrektor napisała – w zdarzeniu powyższym nie uczestniczyła pielęgniarka Dorota . Tym samym zarzut kierowany pod jej adresem jest bezzasadny. Pielęgniarką, która pozostawiła leki innej mieszkanki ( o tym samym nazwisku) w pani pokoju była pielęgniarka p. Maria. Pielęgniarka potwierdziła fakt o którym pani pisze i przeprosiła za zaistniałą sytuację. ( Bardzo ciekawa jestem kogo owa pielęgniarka przeprosiła. Chyba powinna przeprosić mnie za kłopot i podziękować, że zwróciłam te leki. Mogłam je po prostu wyrzucić a osoba której te leki były , w tym dniu obyłaby się bez leków, bo jeśli to były leki pani o takim nazwisku jak moje to osoba ta nie upomniałaby się o nie, Jak kiedyś dostałam jej leki z przydziałem na cały tydzień to ona już ich nie miała po trzech dniach, a miały być na siedem dni. Dla naszej dyrekcji jest wszystko jedno kto czyje leki połknie obym ja o tym nie pisała. ) Dalej pani pisze … Wszystkie pani skargi zostały rozpatrzone w tym skarga dotycząca podręcznego magazynu usytuowanego w pobliżu pani pokoju. ( W tym wypadku również problem umniejszono i to znacznie. Ten magazyn to był magazyn zużytej odzieży ochronnej po covidowej, to kombinezony i maski tlenowe. .Ten magazyn nie był w pobliżu tylko vis a vis mojego pokoju od którego dzieliły go tylko dwa kroki. Po co ten magazyn wietrzono co noc. Żeby to nie była siarczysta zima to pewnie bym się nie zorientowała, magazyn ten nie miał żadnej informacji co w nim jest. Na tym korytarzu mieszkała pani z demencją, która co noc chodziła po tym korytarzu. Druga pani żyła przy otwartych drzwiach, obie zmarły. Pan, który mieszkał obok mnie, a który nie wstawał z łóżka, również zmarł. Ale co to dla naszej dyrekcji, wszystko zwaliło się na covid i na starość, broń Boże nie na błędne decyzje naszych decydentek, a przecież piętro wyżej był.y zupełnie wolne pomieszczenia i to oddalone od pokoi mieszkalnych. Można też było wietrzyć tę zużytą odzież zostawiając ją na noc na balkonie. Niestety decydentkom chodziło zupełnie o coś innego. Pani dyrektor pisze również, że internetowa aktywność naszych mieszkańców jest ich prywatną sprawą. To dotyczy moich odsyłaczy do wpisów. Jak mówiłam to paniom decydentkom wiele lat temu to nie wzięły tego do serca tylko gnębiły mnie za prowadzenie bloga, i po co to było? Dobrze, że wreszcie dotarło, że jesteśmy, MY MIESZKAŃCY, wolnymi ludźmi. Zachęca mnie Pani do bezpośrednich z Panią rozmów. Jeśli dojdę do wniosku, że to może mieć sens to może zaryzykuję. Podlizywać się nie umiem a pani dyrektor tylko to lubi – umizgi, choć nie szczere.

Najpierw myślałam, że pismo od p. dyrektor przeczytam i włożę at\ akta, ale stop, przecież wszystko co jest podane słownie , czy na moim blogu, to dla dyrekcji nie istnieje, tak więc odpiszę, właśnie w takiej formie w jakiej mam na blogu.

A tak w ogóle to jestem chora i to już od środy. Leczę się sama, dobrze, że mam leki takie jakie może mieć zwykły śmiertelnik bez recepty. W śpiewającą sobotę czułam się bardzo źle. Dookoła słyszałam – odwołaj to śpiewanie i idź do łóżka. Nie zrobiłam tego, uważam, że uczestnicy tych spotkań mogą sobie na to pozwolić, ja nie. Poprosiłam, żeby byli dla mnie wyrozumiali i śpiewali jak najwięcej sami. Ja akcentowałam wszelkie śpiewne wejścia, żeby było równo, resztę załatwiała muzyka, a i tak czułam jakby mi gardło puchło. Wszyscy jak zwykle, wyszli szczęśliwi. Za tydzień będzie Wielka Sobota, ciekawa jestem jak będzie przyjęty program który przygotowałam. Niektórzy już chcieli ćwiczyć te utwory z ALLELUJA. Uspakajałam, że to przecież nie będzie występ. Były wśród nas osoby nie znające pieśni kościelnych i właśnie te osoby chciały ćwiczyć. Wytłumaczyłam, że ze wszystkim damy radę.

I to tyle – NARA !

Żal długo skrywany w sercu przemienia się w gniew…

Nie dziwcie mi się, że tak ostro traktuję kierownictwo naszego Domu, zwłaszcza naszą szanowną. Tak bardzo czekałam na jej przyjście, byłam pewna, że wraz z jej przyjściem skończy się gnębienie mnie, że zacznę normalnie oddychać. Przecież ja tej kobiecie nic nie zrobiłam. Jej poprzedniczka wmówiła sobie, że moje mieszkanie będzie jej własnością z chwilą kiedy ja zamieszkam w DPSie. nie rozmawiała ze mną na ten temat, ot po prostu to sobie ubzdurała a jak ta bzdura bzdurą została to ze złości zaczęła mnie gnębić wykorzystując do pomocy swoich podwładnych i podopiecznych. Tak się w tym zacietrzewiła, że gotowa była stracić stanowisko oby tylko mnie zgnębić. Straciła zdrowie, stanowisko i opinię. Jej następczyni, nie wiem dlaczego, przejęła pałeczkę po niej i jeszcze z większą zawziętością usiłuje mnie zdeptać. Zaręczam – nie uda się. Jak znosiłam gnębienie mnie przez poprzedniczkę, czyli przez trzy lata, byłam zdziwiona jej zachowaniem i pełna żalu. Od przyjścia obecnej i niszczenia mnie przez ponad 10 lat jeszcze grubszym kalibrem, tyle, że bez pomocy podwładnych i podopiecznych, ( już nie żyją albo odeszli z pracy ) ja okrzepłam, wiem z kim mam do czynienia, mój żal najpierw zamienił się w gniew a teraz w lekceważenie wroga, chociaż z wielką czujnością. Już nie dam sobie w kaszę dmuchać. Głowy nie spuszczę a zaszkodzić mogę, ponieważ na większość świństw zrobionych nie tylko dla mnie, mam dowody. Teraz każde świństwo dokumentuję.

Prababcia starzeje się na potęgę. Jedna z naszych śpiewających sobót przypada w Wielką Sobotę, chciałam oczywiście zrezygnować ze śpiewania ale osoby śpiewające nie pozwoliły mi na to – pani Danusiu, to może jak nie może być rozrywka to pośpiewajmy pieśni kościelne. Czyli, że lubią śpiewać, a więc nie mogę ich zawieść. Skąd wytrzasnąć repertuar na ALLELUJA ? Zaczęłam najpierw od swojej płytoteki, przecież przez trzy lata prowadziłam radio muzyczne, coś muszę mieć. Coś znalazłam, ale to mało. Przeszukaliśmy z Dorotką płytotekę w naszym Domu – nic. Ruszyłam do muzoteki w mieście – nic. Któregoś dnia, zupełnie bezmyślnie zaczęłam przeglądać wszystkie ikonki w moim komputerze, jakież było moje zdziwienie po odkryciu, że mam piękne utwory na Wielkanoc takie poważniejsze ale i radosne alleluja. Właśnie tych utworów uparcie szukałam. Kto mi je wgrał nie mam pojęcia. Były niemiłosiernie schowane, nawet nie wiedziałabym jak to zrobić. Najpierw kliknęłam w ten komputer, ukazał się folder – dokumenty, pomyślałam, a jakie ja mogę mieć dokumenty w komputerze, kliknęłam, ukazał się folder – korzenie, kliknęłam w nie, ukazał się folder – nieznany, kliknęłam w ten nieznany a tam 15 pięknych utworów idealnie nadających się na Wielką Sobotę. Te utwory wykorzystywałam w swoim Radiu, ale jak prowadziłam Radio to nie miałam pojęcia o komputerze. Ktoś wspaniałomyślny zrobił to dla mnie, znając moją miłość do wszystkiego co piękne, ale dlaczego tak zakamuflował ten skarb ?Tego stara prababcia nie odgadnie.

Muszę częściej wychodzić z naszego Domu, teraz robię to bardzo rzadko, nie mam już siły, a takie wychodzenie dalej od DPSu odmładza. Któregoś dnia przemierzając drogę do miasta i z powrotem często odpoczywałam siadając na swoim chodziku. Siedzę zasapana, zmęczona a jak jestem zmęczona to i coraz gorzej widzę ale dostrzegłam pana około sześćdziesiątki który już mnie minął ale cofnął się i nic nie mówiąc patrzy na mnie. Pomyślałam, że pewnie kogoś mu przypominam. Chwilę patrzymy na siebie a naraz ów pan oznajmia, że idzie na działkę. Omal nie parsknęłam śmiechem, ale wstrzymałam się i odpowiedziałam – a ja do Kombatanta. Pracuje tam pani – spytał. Nie proszę pana, mieszkam. A tam można mieszkać? I tak ciągnął rozmowę podczas której dowiedziałam się, że on pracuje, ile zarabia, że ma siostrę i dwóch braci i że mieszka z mamą a mama ma 84 lata. Więc ja mu na to – jestem prawie rówieśnicą pana mamy mam 82 lata. Pan zgłupiał, zakończył rozmowę i poszedł sobie. Pewnie myślał, że jestem młoda tylko tak staro wyglądam i się rozczarował, bo ja i jestem stara i wyglądam tak jak na ten wiek przystało. Mimo wszystko uśmiecham się wspominając rozmowę z owym panem. Trzeba wychodzić częściej z Domu, tylko skąd brać na to siły.

I to wszystko na dziś – NARA !!

Biurokratyczna korespondencja …

dotyczy mojej skargi na pielęgniarkę która już od wielu lat stara się żebym wreszcie napisała co o niej myślę i poinformowała o tym do Panią Dyrektor. Ponieważ wiem, że Pani dyrektor czyta mojego bloga to przez dwa miesiące cierpliwie czekałam na reakcję na temat moich dwóch wpisów o pracy jednej z pielęgniarek – a tu cisza. Okazało się, że to moje odwoływanie się do wpisów na blogu uraziło Panią Dyrektor. Jak napisałam pismo do Prezydenta Miasta i żeby się nie rozpisywać odwołałam się do wpisów na blogu, to Prezydentowi korona z głowy nie spadła, przeczytał i odpisał. A więc trudno korespondencję biurokratyczną czas zacząć.

Moje pismo do Pani Dyrektor — Dotyczy karygodnego podejścia do swoich obowiązków służbowych przez pielęgniarkę Dorotę ……. Pierwsze skargi na nią zgłaszałam już 2015r. wszystkie przeszły bez echa i to ją rozzuchwaliło . Już drugi raz podmieniła mi leki, choć nie powinna mieć z nimi nic wspólnego. Wszystko co zrobiła mnie i innym opisałam na blogu – prababcia 102 pl we wpisach z dnia 10 grudnia 2023r. zatytułowanym – ciasteczka i we wpisie – Renia i Dorota z dnia 17 lutego 24r. Domagam się zajęcia stanowiska w tej sprawie bo zarówno zachowanie się pielęgniarki jak i bierność Pani jest karygodna.

A to pismo Pani dyrektor do mnie. – W odpowiedzi na Pani skargę z dnia 19. 02. br. dotyczącą cyt. ” karygodnego podejścia do swoich obowiązków służbowych przez pielęgniarkę Dorotę …….uprzejmie wyjaśniam: – wszystkie złożone przez Panią od 2015r. skargi zostały rozpatrzone i udzielono na nie odpowiedzi. – Żadna ze złożonych przez Panią skarg nie dotyczyła niewłaściwego wykonywania obowiązków przez pielęgniarkę Dorotę…… Z treści złożonej przez Panią skargi nie można należycie ustalić zaniedbań pielęgniarki, sam fakt zajmowania się lekami mieszkańców przez pielęgniarkę jest w pełni uzasadniony zakresem obowiązków i odpowiedzialności. Natomiast publikacje internetowe do których Pani odsyła w opisie naruszeń, nie mogą stanowić podstawy do podjęcia nie budzących wątpliwości rozstrzygnięć. Zatem uprzejmie proszę o przedstawienie w formie pisemnej lub złożenie ustnie do protokołu wszystkich istotnych okoliczności sprawy niezbędnych do ustalenia zakresu naruszenia obowiązków a tym samym pełnego wyjaśnienia przedmiotu skargi.

Ja trza, to trza – zatem piszemy w miarę szczegółowe wyjaśnienie, a oto moje pismo nr. 2

Dotyczy informacji o niewłaściwym pełnieniu swoich obowiązków przez pielęgniarkę Dorotę —— a konkretnie o podmienienie mi leków. Pani —— pracuje w Kombatancie już od dziesiątek lat i wie dobrze, że swoimi lekami zajmuję się ja sama. Wszystkie leki mam w swoim pokoju i sama je sobie dawkuję. Tymczasem w dniu 10 grudnia 23. pod moją nieobecność weszła do mojego pokoju i podmieniła mi leki – zabrała mi moje leki a zostawiła czyjeś. Nie rozumiem tej samowolki, tym bardziej, że to nie było po raz pierwszy. Podrzucone leki oddałam opiekunce i poprosiłam o przyniesienie mi moich, które natychmiast wyrzuciłam – kompletny brak zaufania do p. Doroty. Po moim pierwszym piśmie wystarczyłoby żeby Pani Dyrektor doprowadziła do konfrontacji i poprosiła o potwierdzenie innej pielęgniarki, że nigdy nie były rozdzielane mi leki. A ponieważ życzy Pani o podanie wszystkich istotnych okoliczności, to służę: po raz pierwszy przyniosła mi leki, pielęgniarka o której mowa, już jakiś czas temu. Przyszła w środku nocy z czyimiś lekami rozdzielonymi na cały tydzień, to było około 100 tabletek za które ktoś zapłacił i na które czekał. Nie pomogły tłumaczenia, że to nie dla mnie. Odpowiedziała krótko, że to polecenie siostry przełożonej. Zostawiła leki i poszła. Wielokrotnie popisała się podczas pandemii kiedy to ja byłam chora na covit a ona robiła wszystko żeby mi zaszkodzić. Dwukrotnie udawała, że podłącza mi aparaturę tlenową kiedy ta aparatura nie była włączona do gniazdka. Brak włączenia potwierdziła opiekunka która weszła do mnie natychmiast po wyjściu p. Doroty. No i te słynne otwieranie drzwi wejściowych i balkonowych w pokoju który był na przeciw mojego i służył jako magazyn zużytej odzieży ochronnej. Był styczeń i bardzo mroźna zima na dodatek w nocy; a zatem pielęgniarka wychodziła z założenia, że jeśli nie zabije mnie covit to zapalenie płuc na pewno. Zabiło trzy inne osoby a mnie nie. Te wszystkie incydenty szczegółowo opisywałam na swoim blogu i Pani Dyrektor je czytała i zamiast wziąć się za problem Pani wzięła się za mnie, zarzucając mi psucie opinii naszemu Domowi jak też dezorganizację pracy. Z taj okazji wezwała mnie Pani przed swoje oblicze, do swojego gabinetu gdzie była Pani w towarzystwie siostry przełożonej i byłej kierownik socjalnej i starej kobiecie, swojej podopiecznej zakazała w prost prowadzenia bloga. Jak to nie pomogło to straszyła mnie Pani Prezydentem, Sądem i Szpitalem Psychiatrycznym. A przecież opinię temu Domowi psują ci o których piszę, nie ja. W moim blogu jest 100% prawdy i ci co go czytają o tym wiedzą. W pierwszym punkcie pisma skierowanego do mnie napisała Pani, że wszystkie złożone przeze mnie skargi zostały rozpatrzone i udzielono na nie odpowiedzi. Pani dobrze wie, że nie rozpatrywała Pani żadnej sprawy i każda odpowiedź była taka sama – wszelkie zarzuty nie znalazły potwierdzenia. Czy teraz będzie tak samo?

Zwykle jak kończy się pismo urzędowe jest dopisek – z poważaniem i podpis. Ja tylko podpisałam się, nie mogłam napisać z poważaniem, sumienie mi nie pozwoliło. To byłoby kłamstwem. nawet zwrot ” Pani ” pisany dużą literą jest dla mnie bolesny bo muszę wyrazić szacunek którego we mnie nie ma.

Buziaki ! NARA !

Efektywność treści.

W sobotę nie mogłam nic napisać ponieważ mój blog nie otwierał się dla mnie. Już myślałam, że to znów jakiś haker dobrał się do niego a okazało się, że po prostu nie wniosłam corocznej opłaty za prowadzenie bloga. Wprawdzie to nie ja opłacam prowadzenie bloga prababci tylko mój wnuk który funduje swojej babci taką zabawkę; także miałam prawo zapomnieć, że to kosztuje. Zadzwoniłam do niego z pytaniem co mogło się stać, że nie mogę otworzyć strony, nie raz tak robiłam, wnuk mi tłumaczył przez telefon co mam zrobić, ja wykonywałam zalecone przez niego czynności i wszystko wracało do normy, a teraz po prostu przypomniało się wnukowi, że to już marzec i należy wnieść opłatę.

Napisałam, że mój blog to zabawka zafundowana babci przez wnuka. Najpierw to była bardzo bolesna zabawka, później bolało coraz mniej a teraz już nie boli wcale. Czyli, że wylewając swoje żale na stronach bloga za każdym razem czułam się jakbym wyszła z sesji od psychologa. I to jest wstęp do odpowiedzi mojemu internaucie który zadał mi pytania: – czy stosuję jakieś nietypowe narzędzia, czy algorytmy do analizy efektywności treści na moim blogu i dostosowania ich pod kątem preferencji czytelników ? NIE, niczego nie stosuję, nawet nie wiedziałabym jak to zastosować. No bo jak można podłączyć serce i umysł do jakichkolwiek narzędzi i jeszcze przy tym analizować efektywność treści i dostosowywać to wszystko do preferencji czytelników. Można by było podłączyć mnie do elektrokardiogramu ale wówczas to byłaby tylko analiza pracy mojego serca. Żadnych nietypowych narzędzi nie stosuję i w ogóle nie wiem o co chodzi. Jestem prababcią dla której wnuk przygotował zabawkę, pokazał jak w prosty sposób można z niej korzystać i to wszystko. Nawet jak chciałabym odpisać Panu, na Pana adres internetowy, to nie umiem. Przed pisaniem takim wnuk mnie ostrzegł, powiedział żebym nie odpisywała bo mogę kliknąć nie tam gdzie trzeba i tylko narobię sobie kłopotów. Tak więc odpisuję każdemu wyłącznie na stronie swojego bloga. Fakt, korciło mnie żeby do Pana napisać, jeszcze nigdy nikt nie przysłał mi swoje zdjęcia, a nie powiem jest Pan bardzo przystojny i elegancki, ale nie umiem. Pewnie gdybym była o pół wieku młodsza to widząc takiego przystojniaka to nawet nauczyłabym się korespondować, ale w tym wypadku nic z tego. A ta efektywność treści to taka przynęta jak robak na wędce. Fee, nie tknęłabym robala i w życiu do nikogo nie dostosowywałam się.

Pomiędzy mną a Panią dyrektor naszego DPSu trwa ożywiona korespondencja dotycząca moich zarzutów odnośnie pracy jednej z pielęgniarek, której notabene nie znoszę. Z pism Pani dyrektor wyraźnie wynika, że nie wie co ma ze mną zrobić, ze mną nie z ową pielęgniarką i sprawę przeciąga. W sobotę odtworzę treść mojego pisma i pisma Pani dyrektor do mnie. Ciekawa jestem jak to się zakończy, pewnie jak zwykle – ble, ble, ble.

NARA !

Wiosenny luty

8 stopni na plusie i to od kilku dni to naprawdę przypomina wiosnę. Dostajemy lekkiego zawrotu głowy, bo to już cieplejszy wieje wiatr a nam natychmiast ubywa lat – jak w piosence. W naszym atrium czyściutko, wiosennie. Ptaszki zaczynają swoją wiosenną działalność świergotem. Poszłam i ja do swojego ogródka, ciągnie wilka do lasu. Okazało się, że już nie wiele mogę, przy każdym schyleniu się ciemnieje w oczach, ale stare krzewy jeżyn obcięłam i o dziwo mimo zawrotów głowy nie przewróciłam się, jednak o pomoc poprosiłam i ją dostałam. Schylając się zauważyłam, że malutkie pierwiosnki, które ledwie wygrzebały się z ziemi – kwitną. No i jest powód do wiosennej radości. Jednak wiosna w lutym to nie powód do radości. Przypomniał mi się wierszyk który napisałam na cześć lutego. w roku 1999 a w tamtym roku luty był taki jaki powinien być ten najmroźniejszy miesiąc zimy i wtedy to ludzie narzekali na syberyjskie mrozy, ale to był luty. A oto wierszyk:

Kocham cię w tym roku mój ty luty srebrny, jesteś mroźny, śnieżny, wietrzny w swej aurze nie zmienny. .Malkontent narzeka, że w lutym jest zima, że śnieg we dnie pada, a nocą mróz trzyma.

Przez chwilę zawiodłeś odwilżą i pluchą; to czynność przedwiośnia – mówię ci na ucho. Robisz wstyd naturze, człowiek też tak czyni, szybko to naprawiaj zanim miesiąc minie.

Dajesz fory wiośnie żeby przymroziła, żeby swe kałuże śniegiem przypruszyła. Plucha, mżawka, chlapa, to marcowa sprawa, nie słuchaj zmarźlaków w śnieżki nas zabawiaj.

Słuchajcie zmarźlaki co wam teraz powiem: „gdyby luty pofolgował marzec by go reperował” . ” Gdyby luty ciepły był i po wodzie, wiosna późno przyjdzie i o chłodzie” „a gdy luty mrozy daje, wróży wielkie urodzaje”.

Więc kochajcie moi mili śniegi zimą, kwiaty wiosną, słońce latem, a jesienią złote liście, w lutym zaś, niech nas wszystkich mróz przyciśnie.

I tak po przypomnieniu przepowiedni ludowych mina zrzedła, bo taki luty jak jest teraz niczego dobrego nie wróży. Trudno, mimo wszystko cieszmy się z tego co mamy. Jutro sobota będziemy śpiewać. Andrzej przygotował muzycznie kilka piosenek, Krysia będzie musiała zająć się drukiem tekstów, a Basia pilnuje porządku – rozdaje śpiewniki, zbiera je i pilnuje żeby ludzie nie otaczali mnie kręgiem, tłumacząc wszystkim, że mnie wówczas brakuje powietrza. Ale to musi tłumaczyć tylko nowo przybyłym. Zygmunt instaluje moje ustroistwa a na koniec wszystko rozłącza i składa, Ala zajmuje cały środek sali i tańczy dla nas a ja to wszystko ogarniam śpiewająco. Jest fajnie , chociaż skleroza już wyciąga po mnie rękę; na ostatnim śpiewaniu, pierwszy raz w życiu zapomniałam melodię i to melodię która przed chwilą leciała i którą znają wszyscy, to ” Upływa szybko życie”. Nie podobała nam się aranżacja którą mieliśmy na płycie, ja chciałam zaintonować inną formę muzyczną a tu ciach zanik pamięci. Byłam wśród swoich także nic wielkiego ale sam fakt jest przykry. Co jak co ale muzyka, która jest ze mną przez calutkie moje życie robi mi takiego psikusa.

No i już minęło sobotnie spotkanie. Było bardzo wesoło, a spotkanie zakończyliśmy śpiewając – wszystkie rybki śpią w jeziorze. Musieliśmy śpiewać to co wszyscy znają, do czego nie potrzebne są śpiewniki bo niestety ich zabrakło. Jedna pani obraziła się na nas z tego powodu. Obiecałam jej, że dodrukujemy na pewno.

I to byłoby na tyle – NARA !

Renia i Dorota

To dwie pielęgniarki, dwa przeciwieństwa. Do napisania o nich skłoniła mnie wypowiedź jednej z podopiecznych – pani Danusiu, wreszcie zatrudnili porządną, fachową i życzliwą pielęgniarkę – powiedziała sąsiadka z naprzeciwka. Ponieważ widziałam jak pielęgniarka wychodziła z jej pokoju to natychmiast wyjaśniłam, że jest to pielęgniarka z najdłuższym stażem w naszej placówce tylko, że przebywała od kilku miesięcy na zwolnieniu lekarskim, z którego właśnie wróciła. Poparłam wypowiedź sąsiadki, że jest to wysokiej klasy fachowiec i nadzwyczaj życzliwy dla nas człowiek, to Renia, Dorota to gestapowiec to babsko nie interesujące się podopiecznymi tylko ślepo wykonująca polecenia swojej przełożonej. a przełożona została sprowadzona przez poprzednią dyrektorkę do niszczenia ludzi. Nie do pomocy w ich leczeniu tylko w wykańczaniu krnąbrnych, a krnąbrnym jest każdy kto czegokolwiek chce. Każdy z nas ma cicho siedzieć i wszystko chwalić; a ci nowi mieszkańcy, o dziwo potrafią mówić. Ponieważ o Dorocie pisałam dość często i zawsze źle, a ona ciągle pracuje chociaż wiek już emerytalny, postanowiłam wystosować pismo do pani dyrektor, że nie życzę sobie żeby owa pielęgniarka zbliżała się do mojego pokoju. To ona dwukrotnie podmieniła mi leki. Już za to powinna wylecieć z roboty; nie ważna czy to była pomyłka czy celowa szkodliwość, won z roboty i tyle, tym bardziej, że jest już dawno w wieku emerytalnym. To ona kilkukrotnie podczas pandemii odłączała mi aparat tlenowy i otwierała drzwi od pokoju który przełożona przeznaczyła na magazyn zużytej odzieży ochronnej. Ten magazyn zlokalizowano równiutko vis a vis mojego pokoju, a żeby zarazki na pewno powędrowały do mnie to otworzono również drzwi balkonowe ( a była to mroźna zima ) dla zasady, że jeśli nie zabije mnie covid to na pewno dostanę zapalenia płuc i będą mieli mnie z głowy. Nie udało się ani jedno ani drugie w stosunku do mnie ale trzy osoby z mojego korytarza zmarły od tych eksperymentów. Tego wszystkiego w ogóle nie dostrzega pani dyrektor, a ja o wszystkim pisałam na swoim blogu. We wszystkim powoływała się na SANEPID ale nie spytała czy można zlokalizować taki magazyn na wąskim korytarzu na którym po obu stronach są pokoje mieszkalne. Panią dyrektor interesowało czy za to że o tym piszę na forum można by mnie uznać za groźnie niepoczytalną i zamknąć w szpitalu psychiatrycznym na oddziale u swojego psychicznego psychiatry, którym wysługuje się w naszym DPSie. Pielęgniarka ta o której mowa powinna wylecieć z roboty z hukiem a ona pracuje i ma się dobrze, a brała udział w rewizji pokoju u pani Krysi, w wulgarnej przeprowadzce z pokoju do pokoju pani Tamary, w wizycie nocnej u pani Gieni, po której to Gienia straciła mowę i złote pierścionki i to ona odmówiła wezwania karetki dla pani Marii, która miała ciężki udar. Jak ja z udarem zgłosiłam się do pielęgniarek to właśnie ona patrzyła na mnie z głupkowatą miną i udawała, że nie wie o co chodzi. Ta pielęgniarka to żołnierz siostry przełożonej, żołnierz który po prostu wykonuje polecenia i to dlatego nie wolno jej nic zrobić a ona może wszystko. W tej sprawie napiszę do pani dyrektor z prośbą żeby przeczytała ten mój wpis i ustosunkowała się do niego. Wykorzystam fakt, że mój blok przechodzi wielkie odrodzenie i rozgłoszę temat na cały świat. Napisałam, że mój blok przechodzi odrodzenie bo jak kilka lat temu dobrał się do niego haker to musiałam go odtwarzać i niestety setki czytelników utraciłam. Czytelnicy wracali bardzo powoli przez te kilka lat a teraz jest bum…

Po zatem nic ciekawego, a zatem NARA!