Zanikanie szarych komórek

Od poniedziałku tak jak obiecałam zajęłam się sprawą Krysi. Okazało się, że Krysia ma pracownika pierwszego kontaktu, jest nim Pani Ela – pracownik socjalny. Ela jest bardzo fajnym człowiekiem, tak więc wystarczyło tylko zachęcić Krysię do częstszych rozmów ze swoim opiekunem. Podobno w sprawie pieniędzy Krysia zwracała się wielokrotnie z mnóstwem pytań ale o szczegółach odpowiedzi zapominała. Według opiekunki, Krysia chowa pieniądze w różnych miejscach a później nie może ich znaleźć i twierdzi stanowczo, że nie dostała. Pytałam ją – a skąd masz kawę, słodycze, za darmo ci ktoś daje, Krysia nie wie co odpowiedzieć. W zawrotnym tempie zanikają u Krysi szare komórki. Ten problem zaniku pamięci to jest przekleństwo naszego Domu, właśnie to tempo zanikania. Ludzie przychodzą w miarę normalni, bardzo szybko błądzą nie wiedząc o co chodzi i raptem słyszysz, że już nie chodzą, są osobami leżącymi. Każdy z nas coś zapomina w danym momencie ale zapomnieć, że w sprawie swoich pieniędzy byłaś już w księgowości dziesięć razy jest przerażające. Na nas starych trzeba uważać tak samo jak na dzieci bo nie wiadomo kiedy możemy sobie naputać biedy. Jestem osobą jeszcze myślącą i to muszę uważać na każdym kroku. Oto przykład : sama wykupuję leki. W aptece farmaceutka się pomyliła i wydała mi lek niby o takiej samej nazwie ( i tu i tu HEXAL tylko, że jeden na arytmię a drugi na cholesterol. Na cholesterol zdwoiłabym dawkę, ponieważ już przyjmuję a na arytmię nie miałabym leku. Zauważyłam to dopiero w domu. Ja to zauważyłam a 80% naszych mieszkańców nie. Niestety u nas często dochodzi do pomyłek, bo w naszym labiryncie można dostać zawrotu głowy.

Staram się jak mogę ćwiczyć swoją pamięć – urządzam sobie zgadywanki Jaka to melodia słuchając radia i widzę, że coraz częściej jest – no mam na końcu języka, wiem na pewno, a powiem dopiero za godzinę. Dlatego chodzę na kurs komputerowy i nie rezygnuję z żadnych ćwiczeń umysłowych. Któregoś dnia oglądałam w telewizji na TVP Kultura film pt . ” Jeszcze nie wieczór” z przecudowną obsadą, film o problemach ludzi w podeszłym wieku; jak oni walczą o to żeby coś robić a ich motto życiowe to nie rezygnować z niczego. Zapamiętałam kwestię Jana Nowickiego która brzmi tak: ” powolna rezygnacja to stara śpiewka co nam do uszu płynie i płynie, godzina po godzinie „. Przeniosłam wartości tego filmu na grunt naszego DPSu i z bólem serca stwierdziłam, że odsuwanie mnie od wszelkiej działalności było działaniem z premedytacją służące zanikaniu komórek tych jeszcze szarych. Nie udało się, mnie to cieszy a dyrekcję boli, tyle trudu poszło na marne. Udar niszczy mózg, i jest nie porównywalnie gorzej ale z tym można żyć.

W poniedziałek znów muszę iść do księgowości w sprawie trzynastej emerytury pani Marianny. Przyszła do mnie z płaczem żebym pomogła wyjaśnić . Przyszła w dość licznym towarzystwie któremu tłumaczyłam – czy nie lepiej byłoby od razu do księgowości a nie do mnie, do nie potrzebnego pośrednika. Towarzystwo się uparło, że ja to zrobię lepiej a więc zrobię tak jak sobie życzą.

Kamień wzgardzony …

…stał się fundamentem. Te słowa to motto dzisiejszej ewangelii pasujące do naszych spraw codziennych.Jak zwykle trochę się zebrało tych naszych spraw codziennych. W sobotę wybrałam się dwa piętra wyżej żeby zobaczyć kto ma dyżur w portierni, a nóż ktoś młody zdolny to poćwiczę na smartfonie pod okiem tychże. Utknęłam na korytarzu jak zobaczyłam zapłakaną Krysię. Już kiedyś pisałam o Krysi jak została pobita przez jedną z Halinek i to w swoim pokoju, a za karę – tak to odebrała Krysia – została przeniesiona do innego pokoju. Na domiar złego do pokoju w którym mieszkała owa Halinka. To był kompletny bezsens, ta zamiana pokoi, ale dyrekcja uważała, że postąpiła nader mądrze, Krysia natomiast poczuła się upokorzona i to upokorzenie czuje do dziś. Nie dość, że ją pobito to jeszcze ją upodlono a agresora wywyższono. Według Krysi pokój w którym mieszkała był bez porównania lepszy, a zatem została ukarana za czyjeś złe zachowanie. Nikt nie pytał ją o zdanie i to właśnie jest wzgarda. Krysi marzeniem jest wyprowadzka z naszego Domu nawet pod most. Moje tłumaczenia, że źle kombinuje długo nie docierały do Krysi. W końcu, po godzinie usłyszałam – jak dobrze, że ciebie spotkałam. Obiecałam Krysi, że załatwimy dla niej pracownika pierwszego kontaktu który będzie się nią interesował i pomagał we wszystkim, że w poniedziałek pójdę z nią do księgowości żeby Kasia wytłumaczyła jej co dzieje się z emeryturą. Krysia twierdzi, że nie dostaje ani grosza. Tak, że sprawą Krysi zajmiemy się w poniedziałek. Przeprowadzka Krysi miała miejsce już dwa lata temu a teraz podczas naszej rozmowy dołączyła do nas Jadzia – co oni z tymi przeprowadzkami – spytała, teraz biorą się za mnie i wyraźnie dają do zrozumienia, że nie podoba im się brak mojej zgody. Ja nie będę taka jak ty Krysiu i nie pozwolę sobie w kaszę dmuchać. Kiedyś tak wzgardzono Panią Tamarą i jej przymusową przeprowadzką, to upokorzenie Tamara odczuwa do dziś. Ja wszelkie upokorzenia odbierałam przez 10 lat, tak więc proszę się nie dziwić, że o nich nie zapominam.

W niedzielę, po mszy zaczepiła mnie Józia i przedstawiła sprawę która ją oburzyła. Józia, od czasu do czasu zagląda do Marii Kar. która jest opuszczona przez wszystkich a kiedyś to był fundament na którym opierały się wszystkie najgorsze świństwa kierowane pod moim i nie tylko adresem. Obie panie przez lata śpiewały razem w chórze i teraz Józia czuje się w obowiązku zaopiekowania się nią. Opowiada mi często o Marii, ja te opowiadania kategorycznie przerywam twierdząc, że Maria ma to na co zasłużyła. Była wieloletnim podnóżkiem pani NIKT ( tak jak teraz jest nim pan NIKT ) niech więc ona zajmuje się nią. Józia opowiada dalej – zaczepiłam księdza i pytam – czy zagląda czasem do Marii Kar.- no nie odpowiada ksiądz. A nie powinien ksiądz czasem do niej zajrzeć, pyta Józia. Chyba powinienem, odparł ksiądz. Sprawa byłaby zakończona gdyby nie aroganckie wtrącenie się pana NIKT, który popierany latami przez dyrekcję ma przewrócone w głowie i lubi wszystkich pouczać. Pan NIKT w ostrym tonie zwrócił się do Józi- proszę nie mówić księdzu co ma robić. A Józia na to – jesteś też doradcą księdza, bo moim zdaniem tylko kościelnym. Wywiązała się nie przyjemna dyskusja. To są skutki wywyższania jednych przed drugimi. Pan NIKT ma kompletnie przewrócone w głowie i nie zważa na to co czyni.

A teraz z innej beczki; w sobotę były rozdawane kwiatki na balkony i do ogródków, skorzystałam z tego i ja. Mam nawet obiecaną ziemię do ogródka, tak więc we wtorek będę pracowała przy sadzeniu kwiatów.

Dowiedziałam się, że znacznie powiększyło się grono czytelników mojego pamiętnika i na dodatek są to nowi pracownicy naszego DPSu – dziękuję, jest mi bardzo miło. Wniosek z tego, że ” starzy ” pracownicy informują tych nowych o tym co warto wiedzieć.

5 maja 2019r. spadł śnieg

Musiałam ten fakt zaznaczyć na swoim blogu – 5 maja i śnieg? 45 lat temu maszerowaliśmy w zaśnieżonym pochodzie 1 majowym, ale żeby aż 5 maja. Ja akurat w tym pochodzie nie maszerowałam ale mój mąż wziął nasze córki i poszedł z nimi na pochód. Ci co teraz wypierają się tych marszów pierwszomajowych dziwią mnie bardzo. Od najmłodszych lat lubiłam pochody pierwszomajowe. Było kolorowo, wesoło; po pochodzie szliśmy na lody, czy oranżadę, z całymi rodzinami. Pamiętam jak dziś swój pochód pierwszomajowy jako siedmiolatka – cała klasa jechała na platformie ciężarówki i było bardzo fajnie

A co u nas: tego jeszcze nie było, urabiana przez dyrekcję Wanda przyszła do mnie ze skargą właśnie na dyrekcję – ” odgadłam konkurs a nagrodę dostał ktoś inny „. Usiłowałam jej wytłumaczyć, że pewnie nie była pierwsza i dlatego tak się stało, że to nie wystarczy odgadnąć ale jeszcze trzeba być pierwszym. Dziwi mnie to bardzo – konkurs prymitywny nagrody byle jakie a ludzie złaknieni nagradzania, wyróżnień. Tak więc droga dyrekcjo oto rada dla was – takich duperelek jakimi obdarowujecie nagrodzonych jest całe mnóstwo w pracowni plastycznej powinniście obdarować nimi każdego kto weźmie udział w konkursie. Wanda stanowi nie zbity przykład, że nie powinniście nikogo wyróżniać w swoim nadskakiwaniu ponieważ później zostaje w głowie – ” jestem najważniejsza”, a tu okazuje się, że nie.

A co na moim kursie – pytacie; nie wiem czy coś zostanie w głowie. Wiem tyle, że komputer ma wiele możliwości, że trzeba uważnie czytać każdą informację, każdą instrukcję a później pomyśleć logicznie, a przede wszystkim mieć odwagę żeby coś zrobić. Ja do tej pory korzystając z zajęć komputerowych ( jeśli one były ) w naszym DPSie prosiłam żeby prowadzący zrobił to co chciałam i już; teraz jeśli uda mi się dogadać z dyrekcją o wznowienie co tygodniowych zajęć komputerowych będę chciała wszystko robić sama tylko pod czujnym okiem prowadzącego. Chciałabym praktycznie powtórzyć cały kurs. Ale na początek to muszę nauczyć się swojego nowego telefonu – smartfona, ( zafundowałam go sobie z otrzymanej trzynastej emerytury ). Na razie nie umiem nawet odebrać skierowanej do mnie rozmowy ani nawet zadzwonić do kogoś bez problemu. Muszę też przyzwyczaić się do nowego dzwonka, jak dotąd w ogóle na niego nie reaguję. Myślę, że się wszystkiego pomalutku nauczę, pod warunkiem, że ta moja starość będzie odpowiednio długa.

Śpiewający kurs

Kiepsko mi idzie to moje szkolenie komputerowe. Na zajęciach wszystko umiem, jeśli na moment się zawieszę, to Anioł który siedzi obok mnie natychmiast mną właściwie kieruje. W konsekwencji wszystkie zadania wykonuję jak należy. Tylko tyle, że to wszystko dzieje się na zajęciach, natomiast w domu niczego nie pamiętam. Niestety mój Anioł idzie do swojego domu. Tym Aniołem jest koleżanka siedząca obok mnie – Halinka. Poznałyśmy się 20 lat temu. Jak przeszłam na wcześniejszą emeryturę króciutko pracowałam w Domu Kultury gdzie pracowała właśnie Halinka, osóbka około 3 lat starsza od mojej córki. Jak spotkałyśmy się na kursie natychmiast skumałyśmy się. Na zajęciach siedzimy obok siebie także Halinka dobrze widzi moje błędy i natychmiast je koryguje. Halinka jest urodzonym pedagogiem i opiekunem niedorajdów takich jak ja. Umie pięknie tłumaczyć. Wszystkie panie z naszej grupy korzystają z jej pomocy. Ja mam to szczęście, że siedzimy obok siebie. Ten mój Anioł ” ma komputer w małym palcu ” , umie wszystko i na dodatek umie wytłumaczyć. Na pytanie – po co Ci ten kurs ? odpowiada – żeby nie płakać w pustym domu. Wczoraj – 30 kwietnia, zakończyliśmy na kursie prace dotyczące WORDA i przeszliśmy do INTERNETU. Zaczęliśmy wyszukiwać w nim to co nas interesuje, okazało się, że wszystkie nas ( w naszej grupie są same panie ) interesują piosenki. Zajęcia zakończyły się pięknym śpiewem, naprawdę pięknym śpiewem na głosy. Aż trudno uwierzyć ale wszystkie Panie będące w tym dniu na zajęciach były albo nawet są związane ze śpiewem. Przez moment pomyślałam nawet, że właśnie śpiew stał się kryterium doboru do naszej grupy. Nasza informatyczka prowadząca zajęcia usiłowała wprowadzać nas w inne sfery INTERNETU ale w końcu przełożyła to na czas po MAJÓWCE. Nasz chór zakończył zajęcia śpiewając pięknie, na głosy piosenkę pt. ” Milion purpurowych róż ” .

Moje gorzkie żale

Najpierw odpowiem Józi odnośnie diety cukrzycowej. Kochanie, powinnaś się cieszyć przecież pan doktor stwierdził, że nie masz cukrzycy. Ale mogę mieć – wykrzykiwała Józia. Józia, jeśli tak bardzo zależy ci na tej kanapce którą dostawałaś o godzinie 16 to idź o tej porze do kuchni i na pewno dostaniesz. Dziwi mnie trochę fakt, że ten drobny posiłek dla cukrzyków został przeniesiony z godziny 16 i dołączony do kolacji. Czyli, że tę dodatkową kanapkę można zjeść w nocy, a pomiędzy obiadem a kolacją jest 5 godzin przerwy. Zdaje mi się , że to coś nie tak, ale nie będę zabierała głosu ponieważ w tym temacie są mądrzejsi ode mnie. Józi wytłumaczyłam na tyle na ile umiałam. Chyba jednak nie usatysfakcjonowałam Jej. Ja natomiast poczułam się usatysfakcjonowana, że sprawę diety cukrzycowej tak starannie usiłowała mi wytłumaczyć nasza dietetyczka i to na prośbę dyrekcji. Droga dyrekcjo, żebyście w taki sposób podchodzili do różnych skarg pisanych do was i o was, czyli tłumaczyli cierpliwie, albo tłumaczyli się, to może ci co piszą przestaliby to robić. Żebyście grzecznie porozmawiali z Witkiem czy Antosiem to może ci panowie zaprzestaliby swojej beletrystyki. Ze mną to jest trochę gorsza sprawa, ja po prostu szukam dla siebie zajęcia. Należę do ludzi czynu. Przypomnę – odsunęliście mnie od jakichkolwiek zajęć – ” a człowiek coś robić musi, bo inaczej się udusi”. Tak więc ja pisać nie przestanę bo coś robić muszę. Do tego co robiłam kiedyś już serca nie mam. Wszystko co robię to muszę robić z pasją. Teraz z pasją uczę się jak otworzyć nowy folder, jak coś wyciąć, wkleić czy przenieść. A wy myślcie jak zabrać mi tę przyjemność bo to jest wasza specjalność. Jak już wymyślicie to zaręczam, że znajdę coś nowego co mnie pochłonie bez reszty. Z satysfakcją przechodzę koło osób które współdziałały z dyrekcją żeby mnie unicestwić. Z tej bandy zostały już tylko dwie osoby w tym tylko jedna jako tako myśląca – to pani NIKT. O świństwach których doznałam w tym domu i które były pod dyrekcją jednej i drugiej pani dyrektor, nie zapomnę nigdy. One już mnie nie bolą; jeśli już to tylko skutki po udarze. A mój udar to wasze szczytowe osiągnięcie. Świństwa wyrządzane przez was już nie bolą, ale nie zapomnę o nich nigdy i będę nieustannie przypominała. Ci ludzie którzy widzą w was jakieś człowieczeństwo muszą zrozumieć, że to pozór.

Za oknem jest tak pięknie a u mnie gorzkie żale…

Jestem prawie studentką

Długo nie pisałam ponieważ najpierw były zajęcia w ogródku poprawiane po mnie przez dziki i przez mróz – ( ja głupia myślałam, że to już wiosna ), później zaczęłam uczęszczać na kurs komputerowy. I znów jak ta głupia zapisałam się na ten kurs – bo to dla emerytów to pewnie dam radę. Dopiero na zajęciach zobaczyłam, że emeryt emerytowi nie równy. Co innego sześćdziesiątka a co innego osiemdziesiątka. Po prostu nie wytrzymuję czasowo. Trzy i pół godziny zajęć z jedną przerwą to dla prababci za długo, zwłaszcza, że w sumie z wyjściem i powrotem do DPS zajmuje mi to 6 godz. Po powrocie padam i odpoczywam dwa dni. O powtórce materiału mowy nie ma bo ciągle jestem zmęczona. Ten kurs – to nie w kij dmuchał – organizatorem jest Uniwersytecki Wydział Informatyki. Ja dziękuję Bogu, że orientuję się o czym się mówi, ale z zapamiętaniem tego o czym jest mowa, to niestety będzie bardzo źle. Już od pierwszego momentu czułam szczególną opiekę nad sobą. Dawno nie odczuwałam aż takiej troski . Na pierwszym spotkaniu stałam się sensacją. Poszukiwano prababci blogerki. Byłam zaskoczona – wszyscy mnie tam znali, jedni jeszcze ze sceny a inni tylko z internetu, ale prawie wszyscy podawali informację o mnie z ust do ust a podczas przerwy co rusz ktoś mnie komuś przedstawiał. Na szczęście tak było tylko w pierwszym dniu. Źle się czułam ze świadomością iż wszyscy wiedzą o czym piszę, a ci co nie wiedzieli to teraz już wiedzą.

Po powrocie do DPSu od razu musiałam wysłuchać skarg. Zygmunt skarżył mi się, że pan NIKT tak go pchnął na drzwi, że ma sine ramię. To już nie pierwszy raz jak pan NIKT zaatakował Zygmunta – co na to Dyrekcja? Chyba nic bo pan NIKT jest ważniejszy od Zygmunta. Rozmawiałam z ludźmi, którzy to widzieli, ale ci wykręcają się żeby nie mieć z tym nic wspólnego. ” To tak zwani dobrzy ludzie „. Większość pytanych twierdzi, że nie rozumie Zygmunta, że on mówi raz tak raz siak. Tak więc poprosiłam go żeby mi pokazał kto go tak urządził, wskazał mi pana NIKT; człowieka z wyższym wykształceniem, podającego się za doradcę pani Dyrektor. WSTYD!!!

Zaczepiła mnie Halinka, która dowiedziała się, że ludzie przychodzą do mnie na skargę i poprosiła żebym znalazła dla niej czas, bo nie ma do kogo pożalić się. Pewnie, że znajdę czas i wysłucham.Przyszła do mnie Józia z informacją, że podwieczorek dla cukrzyków został połączony z kolacją i ona nie może się z tym pogodzić. Zrób coś – wykrzykiwała. Na pewno w poniedziałek ( dziś jest sobota ) zrobię dochodzenie w tej sprawie; bo jeśli to prawda, to znaczy, że nasza dyrekcja nie wie co to cukrzyca.

Był u mnie Stasiu, który mieszka w naszym DPS prawie tyle co ja a nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy – także wysłuchałam go uważnie. Stasiu zapisał się na wyjazd gościnny do innego DPS. Ogłoszenie wisiało około 10 dni z informacją, że ilość miejsc jest ograniczona. Stasiu zapisał się jako pierwszy a mimo to nie pojechał. Dyrekcja wybrała osoby które im odpowiadały a Stasia poinformowano, że wyjazdu nie będzie ponieważ zepsuł się samochód. WSTYD! ( Ten zepsuty samochód przyjechał po nas na rynek ). Droga Dyrekcjo, wróćcie do swoich starych zwyczajów szeptania na ucho wybrańcom, nie udawajcie, że jesteście w porządku, bo wszyscy wiedzą, że nie jesteście.

No i jedna dobra wiadomość od niedobrej recenzentki życia w DPSie. 13 kwietnia, w sobotę, w naszej stołówce odbył się koncert Żeńskiego Chóru Kameralnego ADVENTUS z udziałem aktorki Anny Samusionek jako prowadzącej. Chór, pod dyrekcją Mariusza Gebla śpiewał pieśni religijne. Pieśni śpiewane były w językach: angielskim, francuskim, ukraińskim, rosyjskim i oczywiście polskim. Śpiew był przepiękny. Pieśni angielskie były swingowane a ukraińskie śpiewane były na wzór dumek. Głosy artystów piękne, akordy czyściutkie pięknie brzmiące. Pani Anna Samusionek recytowała po polsku, teksty pieśni śpiewanych później w innym języku. W tym wypadku było coś nie tak z mikrofonem. Tekst był nie zrozumiały a mówiła go w końcu pierwszej klasy artystka. Wchodząc na salę usłyszałam głos pani kierownik socjalnej – ” jak dużo ludzi przyszło”. Szanowna pani kierownik to był nie zbity dowód, że ludzie znają się na pięknie.

Odpowiedź na komentarz Pana Huberta.

Najpierw napisałam Panu, że wiem tylko tyle co napisałam w pamiętniku, ale po namyśle przypomniałam o artykule pana profesora o którym chciałam zapomnieć. Chciałam zapomnieć o autorze ponieważ nie szanuję ludzi, którzy dla kariery depczą swoją narodowość. Autor artykułu zanim został profesorem Litwinem był Polakiem. Nie bardzo wierzę nawet w to co napisał. Otóż, napisał on, że wszystko zaczęło się od tego, że Polak- ojciec poszedł do Niemców na skargę na swojego syna, doszło do strzelaniny, w której zginął jeden Niemiec a w odwecie rozstrzelano 21 Polaków.

Na pierwszej stronie jest lista pomordowanych i tak jak pisałam brat Pana dziadka jest na pozycji 13 – wojskowy rocznik 1910. Na środkowej karcie jest według pana profesora dom Jana Kozłowskiego, a po olkienicku to jest dom Karolów, czyli ojca pana Jana, mojego dziadka.

Dziękuję bardzo, że zechciał Pan do mnie napisać. Życzę nostalgicznych rozmyślań nad dziejami naszych przodków podczas sentymentalnej podróży. Po informacje z kim rozmawiać na miejscu najlepiej pójść do Parafii. Czekam chociaż na okruch informacji o pobycie w Olkienikach.

Codzienność

We wtorek 19 marca br. był pogrzeb Kazia. Kaziu nie był naszym mieszkańcem ale od lat przychodził do nas na Pobyt Dzienny. Człowiek bardzo grzeczny i zawsze uśmiechnięty, mimo przeciwności losu. Nie pisałabym o tym, ponieważ w naszej sytuacji pogrzeb to chleb powszedni, ale chciałam zwrócić uwagę na podejście kierownictwa do takiego wydarzenia. Jak dotyczy to osób z Pobytu Dziennego to i kierownictwo i uczestnicy stawiają się w komplecie i z kwiatami. Z kwiatami i od siebie i od całego zespołu. A jak jest u nas? Jeszcze kilka lat temu to chociaż wysyłano jako delegatkę pracownika socjalnego. Była nim zawsze p. Agnieszka, która na początku miewała jakieś kwiaty czy znicz. Teraz olewają wszystkich jak leci – ( Pamior Maksim, czort z nim ). Na ostatnich kilku pogrzebach mieszkańców byłam tylko ja. WSTYD! To wszystko przez maniakalną oszczędność. Bo jak delegacja to i samochód i jakieś kwiaty. A ja myślę, że na kwiaty pieniążki by się znalazły. Ludzie umierają w różnych dniach miesiąca a opłata za pobyt jest pobrana za cały miesiąc. Zdarza się, że nasze szanowne kierownictwo zaszczyci swoją obecnością na mszy pożegnalnej jeśli jest ona w naszej kaplicy, w innym wypadku to za duży trud. Ten brak szacunku ludzie widzą i odwzajemniają.

Drugi temat to aktywność naszego psychiatry. Przyszedł do mnie zrozpaczony Antoś, że nasz psychiatra usilnie chce złożyć mu wizytę. Przyszedł w towarzystwie pracownicy socjalnej żeby w razie czego miał kto potwierdzić zachowanie pacjenta, oczywiście na korzyść dyrekcji. Dziwne są te wizyty psychiatry – nikt go o nie nie prosi a on taki skory . On przecież nie słucha ewentualnego pacjenta tylko wypowiada się w jego imieniu, mówi to co chce a później wpisuje w kartę te bzdety. Pan doktor jest od zastraszania mieszkańców na życzenie dyrekcji. Ponieważ dyrekcja nie życzy sobie żadnych uwag ani próśb, a Antoś często kieruje je pod ich adresem, to psychiatra ma Antosia od tego odzwyczaić. Że też pan doktor nie wstydzi się być chłopcem na posyłki.

Trzeci temat to wręcz dziwna nadgorliwość nowych mieszkańców odnosząca się do wiary katolickiej, ( w tym wypadku przepraszam, bo może to nie nadgorliwość tylko tak właśnie ma być – nie wiem ). Skrzyknęło się kilka pań żeby zaprotestować przeciwko udzielania Komunii Świętej rozwodnikom. ( Całe szczęście, że ja mimo rozwodu sprzed lat, jestem już wdową kościelną). Nie wiem co z tego wyniknie ale panie ostro wykrzykiwały. W ogóle ci nowi mieszkańcy są jakby odważniejsi, mówią głośno o różnych spostrzeżeniach i przyłączają w ten sposób do siebie innych. A w ilości siła.

Recenzja- czyli jestem nie dobra.

Wpadł mi w ręce  nasz kwartalnik – Głos Seniora.                        Z przykrością stwierdzam, że ani to kwartalnik ani to Głos. Kwartalnik powinien obejmować kwartał czyli trzy miesiące, a ten kwartalnik który mam przed sobą rozpoczyna się spotkaniem które miało miejsce 3 września a kończy się 31 grudnia.  Ten, że kwartalnik został nazwany wiele lat temu, Głosem Seniora, ponieważ pisali na jego łamach seniorzy o swoich problemach i o swoim życiu. To był Nasz Głos.  Owi seniorzy, mieszkający w tym DPSie lub przychodzący do niego, tworzyli zespół redakcyjny i wszystko co dotyczyło tego wydawnictwa  zależało od nich.  Przecież w naszym Domu byli i  są ludzie różnych zawodów i  mieli i mają wiele do powiedzenia. Pisywali  na jego łamach również pracownicy ale o czymś ważnym. Np. pani Nina pisała o zakupie nowego sprzętu rehabilitacyjnego i jego właściwościach, zachęcając do korzystania.  Pani kierownik socjalna odpowiadała na łamach kwartalnika na zarzuty stawiane dyrekcji. Informowała o niektórych przepisach nas dotyczących. Opiekunki pisały o swoich problemach z nami.  To był Głos – nasz i nas dotyczący, a co jest teraz? Tylko kronika ubarwiona zdjęciami. Typowa kronika informująca w trzech zdaniach o tym co było  i kończąca  każdą informację zachwytem nad organizatorami – ” było wspaniale”, tylko po to żeby połechtać kierownictwo.  Na trzydzieści  jeden notatek 21 podpisał Grzegorz, zwracając się sam do siebie per Pan i to jest jedyny mieszkaniec naszego Domu. ( A zatem to jest Głos Grzesia ).  Osiem  notatek sporządziła  Natalia – pracownica, również zwracająca się do siebie per Pani,  tak jak i Kasia – pracownica  która podpisała swoje dwie notatki, jako Pani Kasia.  Po za tym, że Grzegorz jest cały w ochach i achach nad tym co było to jeszcze właśnie on wygrywa  konkursy –  Turniej Bingo –  zwycięzca Grzegorz, pisze o nim Grzegorz. Konkurs na odgadnięcie  jakie miejsce przedstawia zdjęcie – wygrywa Grzegorz.

GRZESIU – jesteś wspaniałym człowiekiem: życzliwym, pracowitym, niebywale zdolnym manualnie, niebywale cierpliwym w wykonywaniu różnych prac, jesteś naszą złotą rączką  i najsympatyczniejszym Panem wśród mieszkańców, po co ci to lizusostwo. Nie podpisywałbyś tych notatek w kwartalniku to i kwartalnika by nie było a więc ulżyłbyś pracownicom. Dla pracownic to jest tylko obowiązek jeden z bardzo wielu. Dla dyrekcji to jest przedłużanie na siłę czegoś co było kiedyś,   żeby nikt nie zarzucił, że coś co było wartościowe, zostało zniszczone. Rozśmieszyła mnie notatka Natalki z dnia 20 IX informująca o spotkaniu na którym Dorotka odczytała najciekawsze artykuły z najnowszego kwartalnika.  Był chociaż jeden artykuł?                                                                                                                             Co mi się podobało w tym ostatnim kwartalniku to humor, tak więc przytoczę:

Psychoterapeuta  radzi pacjentowi :

– -Wieczorem, gdy będzie się pan kładł do łóżka, proszę wszystkie swoje problemy zostawić za drzwiami.                          -I pan myśli, że żona i teściowa zgodzą się spać na klatce schodowe.

Żona, sprawdza dokładnie garnitur męża, po powrocie z pracy. Nie znajduje ani jednego kobiecego włoska i mówi – ty już nawet łysej babie nie przepuścisz.

.P.S. Myślę, że tym razem, wszystko co napisałam, pani NIKT potwierdzi i  zgodzi się ze mną  w 100%.  nawet z tym, że kiedyś Kwartalnik był sprzedawany ( kosztował 2 zł. ) i za każdym razem robiono dodruki.

Jest dobrze, no prawie…

Tym razem będą prawie same pochwały.            Najbardziej pozytywnie zaskoczyła mnie wizyta dietetyczki u mnie. To kuchnia zdziwiona moim podejściem do żywienia poprosiła dietetyczkę o sprawdzenie czy jest jakiś problem. Ja, taka wszystko żerna , raptem zrobiłam sobie dzień ze ścisłą dietą a po tym dniu ze swojej diety wykreśliłam całkowicie wszelkie wędliny w plastrach, pasztety i pasty z wędliną.  Jeśli wędlina to tylko na gorąco. Dietetyczka przyszła z pytaniem  czy może w czymś pomóc?  Wytłumaczyłam, że przeżyłam dzień w którym wyraźnie odczułam, że zaszkodziła mi jakaś wędlina. Czuję teraz wędlino wstręt. A skoro chce mi pani pomóc to poproszę o opracowanie diety takiej, żebym co miesiąc schudła 1 kg.  Cztery  lata temu miałam taką dietę, schudłam w ciągu roku 13 kg. niestety po roku zaczęłam tyć,  przytyło mi się 6 kg. Teraz bardzo proszę o zlecenie kuchni co mają mi serwować nie pytając mnie co bym sobie życzyła. Ja się podporządkuję i będę zdrowa i szczęśliwa.  Dietetyczka wypytała mnie co lubię czego nie i czy mam jakieś dolegliwości związane z dietą. Rozmowa toczyła się gładko, jak równej z równą, przecież jestem technologiem żywienia. Tak więc zgodnie z powiedzeniem – szewc bez butów chodzi. Dobrze wiem co mam jeść i ile, ale jak kuchnia dostanie takie zlecenie po linii służbowej to mnie będzie wstyd cokolwiek zmieniać i może znów się uda.

Druga sprawa która zasługuje na pochwałę a nawet zachwyt, to podejście naszej krawcowej do mojej prośby.  Otóż, kupiłam dla siebie w ciucholandzie spodnie,  niestety wymagające poprawek. Spytałam,  czy mogę liczyć na pomoc z jej strony. Nie wiedziałam czy takie rzeczy robi nasza krawcowa.                   W ciągu trzech dni spodnie były wyprane, przerobione, wyprasowane i oddane mi do noszenia. W konsekwencji mam super spodnie za  złotówkę, bo tyle kosztowały.

Trzecia rzecz, którą jestem zachwycona, to zmiana w zachowaniu opiekunki o której  pisałam dwukrotnie źle. Porozmawiałam na jej temat nie z szefostwem, tylko z jej koleżanką po fachu, która odpowiada za pracę opiekunek. Pomogło i to nadzwyczajnie. Monika, bo o niej mowa, jest bardzo miła i do swoich podopiecznych i o dziwo do mnie. Nie daje mi do zrozumienia – ty kablu – tylko jest po prostu grzeczna. Chyba ją polubię, a może nawet już lubię.        Moimi opiekunkami jestem zachwycona. Są to dziewczyny z najwyższą notą.

Moją dietą niestety zachwiał dzień kobiet. Jak jestem w naszym DPSie 10 lat, to nigdy nie obdarowywano mnie czekoladkami i kwiatkami. Panowie jakby się zmówili. A, że jestem łasuchem to niestety cały tydzień mogę wykreślić z kalendarza diety. Wstyd mi. Te łakocie poważnie zburzyły moje radosne chwile. Tłumaczyłam, że nie mogę przyjmować takich rzeczy, niestety darczyńcy byli bezlitośni.

Druga rzecz która burzy moją radość życia, to sąsiadka z góry – p. Emilia. Jest to mój odwieczny problem – woda która co jakiś czas cieknąc z sufitu zalewa mi jakąś część moich pomieszczeń. W  łazience, po wielu latach znoszenia niedogodności, zrobiono u p. Emilii porządek. Teraz woda leci z sufitu w przedpokoju. Na suficie jest pęknięcie przy samej instalacji elektrycznej. Razem z opiekunką poszłam zobaczyć dlaczego tak się dzieje, jak zobaczyłam to struchlałam : w przedpokoju Emilii ze dwa wiadra wody, Emilia nagusieńka, przy otwartych drzwiach stoi boso w tej zimnej wodzie i z pretensją w głosie wykrzykuje – znowu coś się nie podoba tej z dołu. Opiekunka zgarniała wodę do łazienki a Emilka stała w tej wodzie i nawet nie zamknęła drzwi.