Cholera jasna, niech to szlak … Byłam dzisiaj 22 maja 2015 r. u lekarza fizjoterapeuty, który poprosił mnie żebym zrobiła kilka ruchów prawą ręką i od razu stwierdził, że pan doktor podczas operacji nie zrobił wszystkiego. Zostawił naderwane ścięgno pod łopatkowe, albo zapomniał o nim albo nie miał dojścia. Czytaj dalej „Część III, strona 28”
Część III, strona 27
Spotkałam córkę jednej z naszych mieszkanek i jak stałyśmy rozmawiając przeszła koło nas pielęgniarka która najbardziej zalazła mi za skórę – Irenka. Pani z którą rozmawiałam zwróciła uwagę, że nie odpowiedziałam jej dzień dobry. Zaczęła się rozmowa o podejściu pielęgniarek do swoich podopiecznych i o dziwo zawsze w grę wchodzą te same pielęgniarki. Pani ta opowiada jak to wielokrotnie prosiła te pielęgniarki żeby zwróciły uwagę na ułożenie nóg jej mamy, mama siedzi ze spuszczonymi nogami i już po pół godzinie nogi puchną. Prosiłam też żeby smarować mamy nogi specjalnym żelem. Wszystko grochem o ścianę – mówi ta pani. Zajmują się tylko rozdawaniem leków i to robią nie właściwie. Mama mówiła mi, że leki wrzucane są do zupy, nie wierzyłam dopóki nie zobaczyłam. Przyszłam specjalnie rano i schowałam się, niestety stwierdziłam, że to jest prawda. Zaproponowałam pielęgniarce zjedzenie tej zupy mlecznej, wzruszyła tylko ramionami i poszła. Mówiła pani o tym dyrektorce – pytam. Pewnie, że mówiłam i dyrektorce i przełożonej a efektów brak.
Przyszedł MAJ, czekam aż poproszą żebym poprowadziła majową. Nie chcę się wciskać na siłę a pracownicy nie chcą się poniżać prosząc mnie o cokolwiek. Ponieważ ogłoszenie o majowej było to poszłam na nie. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą śpiewniki dla wszystkich chętnych, które schowałam pod szalem. W kaplicy są aż dwie osoby z personelu na dziesięć osób uczestniczących w majowej, to dużo. Przychodzi czas rozpoczęcia, nikt nie zaczyna. Nie mają odwagi poprowadzić nabożeństwa przy mnie. Siedzą zażenowane. Ktoś głośno spytał – na co czekamy, już pora rozpoczęcia minęła. Wówczas Agnieszka – socjalna, podeszła do mnie i mówi – skoro już pani jest pani Danusiu to może poprowadzi pani nabożeństwo ?. Mnie nie trzeba długo prosić, wystarczy jedno słowo, ale poprosić należy. Zaczęłam natychmiast. Śpiewając rozdałam wszystkim śpiewniki i wreszcie ludzie poczuli się normalnie. Bo nie wiem czy pracownicy wiedzą, że mieszkańcy wszystko wiedzą. I po co ten cyrk?
Mój bark zaczyna się ruszać. Przyjmuję drugi cykl zabiegów wzmacniających mięśnie. Na zabiegi przychodzi również była kierownik socjalna. Prawa ręka poprzedniej dyrektorki. Myślałam, że będzie czule witana w końcu przepracowała tu 30 lat, nic z tych rzeczy. Było oziębłe dzień dobry. Tylko terapeutki prowadzące zabiegi były do niej milsze niż inni. Byłam zdziwiona, bo ja należąca do osób powściągliwych w okazywaniu uczuć, jak spotykam się z dawnymi koleżankami z pracy to radości i czułościom nie ma końca. A tu oziębłość. Widocznie na to sobie zasłużyła nie tylko u mnie.
[whohit]Część III, strona 27[/whohit]
Część III, strona 26
No i mamy już kwiecień 2015 r. Jestem już miesiąc po operacji, ręka jest nadal niesprawna ale podobno będzie dobrze. Muszę uzbroić się w cierpliwość. Jestem zawsze na wszystko odporna i cierpliwa jeśli mam co robić. Czytaj dalej „Część III, strona 26”
Część III, strona 25
Grupa VOX i Ryszard Rynkowski śpiewali kiedyś piosenkę której fragmencik zacytuję -” A gdyby tak zacząć człowiekiem w chwilach wolnych być”. Mam wrażenie, że właśnie te chwile wolne miała w tym czasie pani dyrektor. Czytaj dalej „Część III, strona 25”
Część III, strona 24
Na poprzedniej stronie napisałam, że wreszcie dodzwoniłam się do ortopedy, to nie zupełnie jest prawdą, to pani dyrektor dzwoniąc do niego przez dwa dni nieustannie wreszcie się dodzwoniła i ustaliła termin. W ogóle to właśnie ona, od początku, była włączona w tę akcję załatwiania mi zabiegu. Czytaj dalej „Część III, strona 24”
Część III, strona 23
26 stycznia 2015 r. poniedziałek, śniadanie. Siadam do stołu i widzę, że jest cały w plamach – w krążkach od kubków po kompocie. Dyżur miała Danusia z kuchni. Proszę żeby wytarła stół, tylko tyle, okazało się, że to za dużo jak na tę panią. Zrobię to po śniadaniu – mówi, mówi głośno bo już była daleko. Usłyszała tę rozmowę przechodząca kierowniczka kuchni, powiedziałam o co chodzi i przeliczyłam ilość krążków, było ich 8, przy stole siedzę sama. Czytaj dalej „Część III, strona 23”
Część III, strona 22
Już dwa lata minęło od sławetnych życzeń noworocznych jakie otrzymałam w esemesie od hołoty a ja nie mogę zapomnieć. Ale nie tak że jest mi źle, nie, mnie korci żeby im przypomnieć co mi obiecały. Przecież obiecały, że zatańczą na moim grobie a ledwie ciągają nogi. Kiwają się na wszystkie strony. Ja jak je zobaczę to prostuję się jak struna i leciutko przebieram nogami, natychmiast ubywa mi 50 lat. Na krótko ale ubywa. Czytaj dalej „Część III, strona 22”
Część III, strona 21
No i już ostatni dzień 2014 r. Jak zwykle spędzę go na oglądaniu telewizji. Na oglądaniu telewizji i przesypianiu schodzić mi będzie chyba trzydziesty Sylwester. Jeśli wychodziłam w swoim życiu na bale sylwestrowe to na ogół żeby pracować, zarabiać; Sylwester to żniwa dla muzyków i piosenkarzy. Dla piosenkarzy mniej, bo przecież nie śpiewa się cały czas. Czytaj dalej „Część III, strona 21”
Część III, strona 20
23 grudnia 2014 r. na stołówce doszło do bardzo przykrego incydentu. Wśród nas jest taki trochę irytujący pan, pan który jeszcze nie dawno zadziwiał nas swoją wiedzą i kulturą bycia. Przychodził wiele lat na pobyt dzienny a od kilku miesięcy już z nami mieszka. Czytaj dalej „Część III, strona 20”
Część III, strona 19
Żeby impreza była udana musiałam nałykać się środków przeciwbólowych. Całe życie unikałam ich jak ognia a tym razem niestety bez nich ani rusz. Przewróciłam się na posadzce i to z cholernym hukiem. Parę minut leżałam, nie mogłam się podnieść. Czytaj dalej „Część III, strona 19”
