Komentarze o organizacji pracy.

Na ostatni wpis dostałam dwa komentarze. Oto cytat jednego z nich podpisany Dps ” Tak sobie organizowała pani pracę, że nic nie osiągnęła „. Oczywiście ten wpis dotyczy mojego chwalenia się, że mam wyjątkowe zdolności w sensownym organizowaniu pracy. Nikt, kto ze mną pracował temu nie zaprzeczy, mam w tym względzie wyjątkowe zdolności, ale mam też wyjątkowe zdolności i odwagę w wyrażaniu swojej opinii o szefach, czyli psuciu sobie drogi do kariery, która mnie nie interesowała nigdy ani w biurze ani na scenie. Powyższy komentarz świadczy o tym, że adresatka ceni sobie swój ” wysoki ” stołek , zapominając o smaku lizusostwa, bo teraz ona jest lizana. Według adresatki nikomu nie jest przydatna staranność w pracy a lepsze od dobrej organizacji pracy jest lizusostwo. Do dziś uważana jestem za osobę zorganizowaną. Jeśli coś jest nie tak jak powinno być ja to widzę natychmiast. I to mi właśnie daje dużo satysfakcji. O tym też pisałam wiele razy. Pamiętam jak po raz pierwszy, tu w dps. przyszła do mnie pokojowa żebym podpisała, że czynność sprzątania w moim pokoju została wykonana. To była jeszcze Grażynka, prawa ręka przełożonej, dawno już na emeryturze, tylko spojrzałam na rubryki w zeszycie w których miałam się podpisać od razu je zakwestionowałam. Tak prowadzony zeszyt starczał na miesiąc, natychmiast zrobiłam rubryki tak, że zamiast 12 zeszytów rocznie dla jednej pokojowej wystarczyłby jeden zeszyt , a ponieważ pokojowych jest powiedzmy 13 to dałoby oszczędność ceny 143 zeszytów stu kartkowych. Ja takie podejście do pracy mam we krwi. Niestety Grażynka nie chciała niczego zmieniać, przecież to wymyśliła przełożona i ja mam to zmienić – mówiła. Po wielu, wielu latach zlikwidowano zeszyty z rubryczkami, ale opinia o twórcy tego fenomenu z zeszytem pozostała. Kiedyś, jak jeszcze śpiewałam, byłam „i artystką” i gospodynią domową. Musiałam mieć czas na naukę tekstu piosenek, melodii i interpretacji, ale też musiałam ugotować, posprzątać i wyglądać pięknie. Nie było myślenia jak zorganizować dzień to wychodziło samo. Nie miałam zmywarki, naczynia zmywałam w zlewie, nad zlewem był kaloryfer do którego przyklejałam teksty piosenek i zanim pozmywałam i posprzątałam w kuchni to teksty były już w głowie. Brałam się za odkurzanie śpiewająco – uczyłam się melodii. Później robiłam sobie kąpiel a w wannie pracowałam nad interpretacją utworu. Jak po południu moi koledzy godzinami ćwiczyli zgranie śpiewu z zespołem muzycznym ja swoje utwory przeleciałam raz, czyli zajmowało mi to, w zależności od ilości utworów kilkanaście minut. Ćwiczyłam więc zawsze pierwsza bo nikt nie czekał długo, musiałam przecież lecieć do domu do dzieci. Jak już przestałam śpiewać a zaczęłam pracować w biurze, to byłam tak zorganizowana, że praca nie męczyła mnie nigdy tylko dawała mi dużo satysfakcji, a koleżanki, którym niejednokrotnie pomagałam w organizacji pracy przychodziły do mnie i pytały – Danka, kiedy zorganizujesz wieczorek zapoznawczy – tak nazwałyśmy nasze spotkania po pracy na które przychodziło nie raz i 30 osób. Jak się rozeszło, że to organizuje sosna to zawsze był ponad komplet bo sosna to znak jakości dobrej roboty. Szanowna komentatorko, byłam i jestem z tego dumna pomimo, że twierdzisz iż jestem nikim ja czuję się KIMŚ i moje samopoczucie jest dla mnie najważniejsze. Nikim są ludzie szkodzący innym; nie zdarzyło mi się nic podobnego jestem zbyt dumna.

Drugi komentarz to prośba o wyjaśnienie jak przełożona mogła zaszkodzić mi telefonicznie i w czym. Droga Kleopatro, albo zapomniałaś już ile to razy pisałam o obrzydliwym zachowaniu się przełożonej, czemu się nie dziwię bo mój blog ma setki stron, albo zaczęłaś czytać od końca. Jakby nie było to cieszę się, że czytasz i że napisałaś do mnie a ja spieszę z wyjaśnieniem. Pisząc, że przełożona jeśli by dzwoniła w czyjejś sprawie to tylko po to żeby zaszkodzić miałam na myśli jedną ( chociaż było ich wiele ) konkretną sprawę. Opisałam tę sprawę we wpisie zatytułowanym – To nie SKS tylko bandytyzm, wpis z dnia 18 01 2020r. oraz Bezczelność i bezmyślność z dnia 24 maja 2020r. Do dziś jak czytam te wpisy to skóra mi cierpnie, że takie kanalia chodzą po tym świecie. Przeczytaj zrozumiesz.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Lekceważony podmiot.

Poskarżyli mi się panowie, że chcieli czy nie, musieli bez uprzedzenia i jakiegokolwiek pytania, poddać się strzyżeniu, za które będą musieli zapłacić tyle samo co w zakładzie fryzjerskim. Owszem, to jest wygoda dla nas ale chyba jakaś rozmowa na ten temat powinna być. A może ja nie życzę sobie usług tego fryzjera którego wybrało szefostwo. A może ostrzyżemy się sami, tak jeden drugiego. Może będzie to byle jak ale to jest nasza sprawa. Zgadzam się z pretensjami panów, też chciałabym wiedzieć kto podejdzie do mnie z nożyczkami i co ten ktoś potrafi. Mnie np. obcina włosy moja córka, która eksperymentuje, uczy się i idzie jej coraz lepiej a ja wiem kiedy będę miała ten zabieg – wtedy kiedy ja będę chciała albo kiedy na ten zabieg się zgodzę. Nas się lekceważy na każdym kroku.

Poskarżyły mi się dwie panie na temat właśnie lekceważenia. W miniony wtorek czekały dwie godziny pod gabinetem lekarskim na przyjęcie. Było tylko kilka osób oczekujących – mówią, ale bez przerwy ktoś wchodził i wychodził a myśmy czekali . Rozumiemy, że lekarz musi załatwić mnóstwo spraw pacjentów którzy oczekują w pokojach, ale tego co się stało nie spodziewałyśmy się: ordynarnie zostałyśmy wyproszone spod drzwi przez siostrę przełożoną, która uważała, że chcąc jakieś leki nie musimy widzieć się z lekarzem. To jest dopiero służba zdrowia. Lekarz jak ma na kartce od pacjentki wypisane leki to w ogóle nie sprawdza czy może już za długo coś przyjmujemy, może by tak przepisać coś słabszego albo wręcz odwrotnie. I co, na to nie ma czasu? Na rozmowę z pacjentem lekarz MUSI MIEĆ CZAS !! Mnie bez mrugnięcia okiem lekarz wypisywał całymi latami potas, bo tak miał napisane na kartce i pacjentka, czyli ja, nie zdając sobie sprawy przedawkowała potas, a lekarz wypisywał bo według naszej służby zdrowia lekarz nie musi widzieć pacjenta.Poczytajcie sobie co znaczy przedawkowanie potasu. Na to uczulił mnie kardiolog, bo nasz lekarz nie ma czasu.

Dalszy ciąg braku czasu w naszej służbie zdrowia. Dostałam taki oto komentarz dotyczący wpisu o moim spotkaniu na oddziale okulistycznym z Felicją, cytuję – ” Przecież te dziewczyny non stop siedziałyby na telefonie. A kiedy mają zamówić dla was leki, sprawdzić faktury za leki, kiedy zamówić pieluchy i środki czystości? Dlaczego pani nie napisze jakie inne obowiązki mają dziewczyny które umawiają Was na badania. HALO ! kto tu jest oderwany od rzeczywistości „. Koniec cytatu. Cieszę się bardzo, że piszecie do mnie na dodatek podpisując się dps. Ktoś tak podpisujący się pyta mnie dlaczego nie napiszę o wielu innych obowiązkach pań o których mowa, że zawaliły sprawę. Odpowiadam – a no z tej prostej przyczyny, że nie znam zakresu obowiązków owych pań; ale jeśli ktoś podejmuje się takich obowiązków to chce czy nie musi sobie tak zorganizować pracę żeby wszystko grało na tip top. Żeby podmiot waszej pracy czyli wasz podopieczny, czuł się naprawdę zaopiekowany. Przełożona owych pań powinna poobserwować ich pracę i podpowiedzieć im co należy zmienić żeby ze wszystkim się wyrobić. Jeśli nie ma takiej możliwości bo po prostu nie wie co z tym fantem zrobić, to taka przełożona powinna szukać przyczyny w zakresie swoich obowiązków – czy to przypadkiem nie ona źle rozdzieliła te obowiązki. A my, wasi podopieczni, powinniśmy być zawsze na pierwszym miejscu. W najgorszym wypadku sprawę rozmów przez telefon można śmiało przekazać przełożonej, niech ona ” siedzi ” na telefonie, najwyżej nie pójdzie na spacer do lasu. A dzwonić lubi, chociaż nie żeby pomóc tylko żeby zaszkodzić, znam to z autopsji.

W mojej karierze zawodowej nie znałam słów – nie wyrabiam się z jakąś robotą. Wszystko grało i wszyscy byli zadowoleni z mojej pracy, Z mojego podejścia do przełożonych to już mniej, ponieważ tyle co od siebie to tyle samo wymagałam od przełożonych. Dlatego pomimo, że piszę o karierze to jej nigdy nie zrobiłam; ale też jeśli stanęłam komuś na odcisk to tylko przełożonym.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Domicella

tak ma na imię moja sąsiadka i osoba, która uczestniczyła w czwartkowym śpiewaniu i śmiało wyraziła swoje zdanie na temat tego spotkania. Przyznacie, że piękne i bardzo rzadko spotykane imię. Nie podobała jej się muzyka, która zagłusza śpiewanie. Czyli, że puszczam muzykę za głośno – pytam. W ogóle ta muzyka jest nie potrzebna -odpowiedziała, Nie zgadzam się z tobą, piosenka bez muzyki rozsypałaby się, Ludzie mają różną wrażliwość muzyczną, w różnym stopniu utratę słuchu i często gubią rytm. Muzyka trzyma ich w karbach. Piosenkę którą śpiewaliśmy przez rok na cotygodniowych spotkaniach, to śpiewają ładnie i równo, ale w innych gubią się. To jest twoje zdanie – odpowiedziała. Chociaż jedna osoba powiedziała mi co myśli o moim wtrącaniu się w śpiewanie. Jak do tej pory były tylko ochy i achy i w ten sposób wypacza się spojrzenie na swoją pracę. Na następnym spotkaniu, spróbujemy śpiewać bez muzyki i zobaczymy jak to wyjdzie. Kto ma rację. To, że gram za głośno, to się zgadzam, ale że w ogóle bez muzyki ?

To byłoby tyle po spotkaniu z Domicellą a teraz słów kilka o spotkaniu z Felicją. Będą to przykre słowa na temat organizacji pracy naszej służby zdrowia pod kierownictwem naszej emerytki, która pracować nie lubi ale i nie chce dać nam spokoju swoim przeszkadzaniem w pracy. Jak zwykle co kilka tygodni przyjmuję zastrzyk w oko i w tym celu udaję się do szpitala. Sama sobie wybrałam ten a nie inny szpital ponieważ to kilka minut jazdy samochodem – bliziutko. Zanim wyjadę do szpitala to wszystko mam bardzo dokładnie poustalane: wyjazd, przyjazd, opieka. Jakież było moje zdziwienie jak czekając na drugie badanie ( jest ich cztery przed zastrzykiem ) zobaczyłam w poczekalni Felicję. Ona również zdziwiła się widząc mnie. Moje pierwsze pytanie to dlaczego nie przyjechałyśmy razem? No bo ja mam dopiero na godzinę 10. Przecież można było do szpitala zadzwonić i dopasować dla nas godziny. Oczywiście powinny były to zrobić nasze asystentki które urzędują przy lekarzu i ustalają dla nas wyjazdy. Każda z nas odpowiednio wcześnie ustalała czas wyjazdu a owe panie asystentki otwierając stronę w zeszycie z rozpiską wyjazdów na dzień 21 marca od razu powinny były zauważyć, że będą niepotrzebne dwa wyjazdy zamiast jednego. A jak masz ustalony powrót – pytam. Wrócę sama pieszo ponieważ samochód będzie mógł po mnie przyjechać dopiero około godz, 15. Niewyobrażalna wtopa pań asystentek. Nie martw się Fela, wszystko załatwię i razem wrócimy samochodem do Domu. Po prostu poprosiłam panią doktor żebyśmy mogły obie zostać zaszczepione w tym samym czasie. I od tej pory na każde badanie wchodziłyśmy jedna po drugiej. Czekamy już przed salą operacyjną a Fela pyta – to gdzie jest ta twoja opiekunka, dlaczego nie jest cały czas przy tobie ? Bo cały czas to ona nie jest potrzebna przecież to kilka godzin, ale zanim wejdziemy do przebieralni przed zastrzykiem to opiekunka będzie na pewno. Za chwilę odwracam się i widzę – jest opiekunka. Do przebieralni wezwano nas razem. Wróciłyśmy obie pod opieką i samochodem. Załatwiłam również, że następny zastrzyk będziemy miały obie w tym samym czasie, tak więc pojedziemy i wrócimy pod opieką i samochodem. Czy myślenie zostawiły panie asystentki staruszkom którymi muszą się opiekować, same już nie potrafią, czy mają zakaz w myśleniu logicznym. Myślenie logiczne to była moja życiowa domena jak też szerokie spojrzenie na całość spraw i to wykorzystywałam w każdej pracy. Niestety nie widzę tego już, wszędzie jest wąska specjalizacja. czyli praca z klapkami na oczach.

I to już wszystko – NARA !!

Leki z naszej apteki.

Wracam do sprawy wyboru dla nas aptek. Okazuje się, że co roku organizowany jest przetarg na najlepszą dla nas aptekę. Dziwne to jest, że każdy przetarg wygrywa coraz gorsza apteka ale ja nie będę w to wnikać. Nie stawię czoła machinie biurokratycznej jako samotna starowinka z domu opieki. Jeśli jest przetarg to też interesują się nim zwierzchnicy naszych decydentek a ci przecież mają prawników z którymi nie wygram. Ustaliłam z córką, że to ona będzie mi wykupywała leki z aptek w mieście, nie chcę już walczyć z wiatrakami. Żeby się znalazła chociaż jedna osoba którą też bolałoby takie stanowisko naszych szefów to może ? U nas ludzie połykają leki garściami i nawet nie wiedzą co. Im się nawet nie chce tym zainteresować. Nie znają nawet nazw swoich leków. Skarżą się tylko, że jak dostałam taką różową tabletkę to bardzo źle się czułam, ale co to była za tabletka to i tak nie wie jedna z drugą. Kiedyś na logopedii Ela z wielkim żalem prosiła Natalkę – terapeutkę, żeby coś zrobiła żeby nie podawano jej jakiejś tabletki po której ona bardzo źle się czuje. Opisałam to bardzo dokładnie we wpisie – Logopedia. Żadna opiekunka ani pielęgniarka nie chciała słuchać żalów Eli, a później okazało się, że to zamiennik leku powodował bardzo złe samopoczucie, ale kogo to obchodzi. Według naszej służby zdrowia każdy zamiennik to prawie to samo co oryginał. Ja na przykład nie toleruję żadnych zamienników ponieważ to prawie to samo ale mają bardzo dużo skutków ubocznych które nas starych wykańczają. Ostatnie dwie zrealizowane recepty to wyrzucone pieniądze w błoto, bo i leki powyrzucałam. Nie stać mnie na tyki zbytek. Tylko, że nam starym już się nie chce walczyć o swoje. Tak więc ustępuję – róbta co chceta a ja będę robiła swoje i tylko w swoim imieniu.

Druga sprawa również medyczna, to echa reprymendy mojej doktor kardiolog. Przekazałam naszemu doktorowi co według pani kardiolog powinien zrobić w stosunku do swojej pacjentki, czyli do mnie. Pan doktor poważnie potraktował te zalecenia i okazało się, że byłam wręcz faszerowana potasem. Przyjmowałam najpierw aż po 1000 jednostek potasu, sama zmniejszyłam do 300, szukając przyczyn złego samopoczucia a po badaniach krwi okazało się, że i te 300 jednostek to dużo za dużo dla mnie. Pytam lekarza – co z potasem? No trochę za dużo ma go pani, po co pani go przyjmuje? Odwrócę pytanie – po co pan mi go wypisuje? W każdym razie mało tego, że nie przyjmuję potasu jako leku to jeszcze nawet wyeliminowałam go z diety. Jak przeczytałam co w organizmie może spowodować nadmiar potasu to szok. No ale niestety żeby nie reprymenda mojej kardiolog to sukcesywnie niszczyłabym siebie. Po miesiącu zrobię znów badanie krwi na zawartość potasu i pomyślę co dalej. Pomyślę sama o sobie bo niestety nikogo starucha już nie obchodzi, ale starucha jeszcze myśli.

W czwartek 20 III będziemy śpiewać o wiośnie; spotkania z piosenką w tle są bardzo wesołe. Już przygotowałam śpiewniki a muzyką tym razem zajmie się Natalka.

I to wszystko – NARA !!

Zwiastuny wiosny

Jeszcze w ubiegłym roku widziałam znacznie więcej zwiastunów wiosennych, w tym roku niestety pozostało mi tylko, a może aż, oglądanie rozkrzyczanych, lecących w kluczu dzikich gęsi. W naszym atrium, w tym roku, nie ma w ogóle żadnych ptaków. Ponieważ nie wychodzę nigdzie to i nie widzę pąków na drzewach, ani jak w poprzednich latach ogromnych dywanów kwiatowych w postaci białych i żółtych zawilców. Nie ma też budzących się owadów ale za to codziennie oglądam klucze dzikich gęsi, jednym ze zwiastunów wiosny , przelatujących nad naszym krajem. Widzę te klucze codziennie o świcie, jak dopiero się formują, jak słabsze osobniki są znacznie w tyle a te ciągnące klucz w ogóle nie zwracają uwagi na słabeuszy. Czoło klucza jest równiutkie, dalsze części ptaków dopiero formują ciągłość klucza , ale czy te co odstają od szeregu dogonią resztę? Polska jest tylko krajem tranzytowym przelatujących ptaków, widać jednak po kluczu, który dopiero się formuje, że właśnie u nas mają swoje noclegowiska w których zbierają się nawet po kilka tysięcy osobników. O świcie rozdzielają się na grupy po kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt osobników i rozlatują się na okoliczne pola i łąki, najchętniej na ścierniska kukurydzy i rzepaku. Wieczorem wracają na swoje noclegowiska. Zawsze ten przelot jest w pięknym kluczu. Żeby zima była u nas taka jak powinna być to ten przelot świadczyłby o zbliżającej się wiośnie. Niestety w tym roku zimy prawdziwej nie było, tak więc trudno stwierdzić, czy ptaki tylko przelatują czy nie polecą już dalej i osiądą u nas aż do zimy. Jeśli gęsi przelatując przez Polskę lecą na wschód to informują nas, że wiosna jest tuż, tuż; jeśli natomiast na zachód to znak, że zima już tylko patrzeć. Gęsi nie zimują daleko od Polski, już dawno wybrały na swoje stałe miejsce pobytu zimą: Danię, Holandię czy Niemcy.

A po za tym co piękne jak te klucze ptasie dające radość, to już było, a jest coś co doprowadza mnie do szału – to ciągła zmiana aptek i ciągłe tłumaczenie, że pacjentowi należy podawać leki te które on zamówił a nie takie które podobają się farmaceutce z tej apteki. Ten temat doprowadza mnie do szału ponieważ to jest temat stały. Zmiana aptek i to wcale nie na lepsze, to zajęcie stałe naszych decydentek. Jeszcze nie tak dawno bo we wpisie z dnia 13 września chwaliłam dyrekcję za wreszcie właściwy wybór apteki; ale umowa się skończyła i dyrekcja musiała pomyśleć o zyskach dla siebie. Dopiero tutaj w dps zmuszona zostałam ze względu na stan zdrowia przyjmować leki na stałe. Ponieważ wszystkie skutki uboczne jakie mają leki ja odczuwam natychmiast to bardzo pieczołowicie te leki dobieram i to dlatego szlak mnie trafia jak ja zamawiam jedno a dostaję drugie. Ponieważ ta ciągła zmiana aptek świadczy o tym, że panie decydentki czerpią z tego korzyści postanowiłam tym tematem zająć się poważnie. Po raz pierwszy temat poruszyłam siedem lat temu, ale widać zajęłam się tym nie udolnie ponieważ odpowiadając mi na piśmie panie decydentki zrobiły tylko ze mnie durnia. Więcej sobie na to nie pozwolę. Strażnikiem grosza publicznego jest N I K , a stojąca na straży praworządności jest prokuratura – do kogo się udać? . A może Prokuratura zajmie się tym procederem; nie wiem czy takie działanie jest przestępstwem ale wykroczeniem jest na pewno. Już w lutym 2018 roku zajmowałam się fundowaniem nam, swoim podopiecznym, najdroższych leków i zachęcanie do ich kupowania przez panią dyrektor na zebraniu mieszkańców. Wówczas 70% mieszkańców kupowała samodzielnie leki w aptekach w mieście, teraz zaledwie 5% podopiecznych wychodzi do miasta, a reszta jest podporządkowana kierownictwu Domu a oni robią z nami co chcą. Przy okazji szukania wpisów o zmianach aptek przejrzałam swoje wpisy na blogu i przypomniałam dzięki tym wpisom jaki prymitywizm cechuje dyrekcję Domu w postępowaniu z nami. Przejrzałam wpisy z lutego, marca, kwietnia i maja 2018 – postępowanie decydentek przeraża. Muszę na ten temat uczulić też naszego Prezydenta. Nie może tak być, że my mówimy, prosimy, żądamy a panie decydentki ( bo to w żadnym razie nie są nasi opiekunowie ) i tak robią swoje. Już dawno chciałam wybrać się do Prezydenta ale pomyślałam niech okrzepnie na nowym stanowisku, widzę jednak, że dłużej czekać nie można. Bo jeśli nie Prezydent to już tylko TVN, – choć nie chcę ale muszę.

Po za tym – u nas w DPSie, już w piątek był obchodzony Dzień Kobiet. Oficjalną uroczystość jak zwykle przespałam. ( Istny dramat u mnie z tym spaniem ). Ale na szczęście nie przespałam jak nasi panowie – pracownicy, z wielką pompą składali życzenia kobietom obdarowując nas słodyczami i buziakami. Podobno tak robią co roku, cała pracująca część panów przychodzi do DPSu na umówioną godzinę, bez względu na to czy mają wolny dzień od pracy czy nie i piękni, młodzi i pachnący tulą do swoich piersi staruszki i młódki.

I to wszystko NARA !!

Rozżalenie pani M.

Poskarżyła mi się jedna z wieloletnich naszych mieszkanek na mściwość naszych pań decydentek. Pani o której mowa mieszka w naszym Domu już około 10 lat i przez wszystkie lata należała do osób wybranych przez kierownictwo DPSu a przez nas mieszkańców uważana była za lizusa dzięki czemu była hołubiona przez wszystkich pracowników od wierchuszki poczynając. Ze wszystkiego co tylko możliwe korzystała, brała udział we wszystkich zajęciach i jak potrzebny był do czegoś reprezentant to musiała to być owa pani. Wszędzie i zawsze miała dla siebie przeznaczone miejsce i czuła się wybranką losu. Aż tu nagle pani M zabrakło miejsca w samochodzie którym jechaliśmy do miasta. Tego się pani M nie spodziewała, zaczęła rozrabiać, wykrzykiwała na korytarzu a nawet podobno i w gabinetach, zarzucając dyrekcji brak pomyślunku w zarządzaniu. Nawet jak o tym opowiadała to była wręcz zacietrzewiona. Ponieważ żeby cokolwiek wytłumaczyć owej pani trzeba by ją przekrzyczeć a to było wręcz nie możliwe, panie decydentki postanowiły utrzeć jej nosa po swojemu . Pani M. mówi mi – Danusiu, do tej pory zbierałam same pochwały za to, że pomagam ludziom a dzisiaj otrzymałam nawet za to reprymendę. Jedna z pań kierowniczek powiedziała mi żebym nie wyręczała opiekunów w ich czynnościach. Uważam, że miała rację – mówię, przecież ty wioząc swojemu sąsiadowi gorącą kawą w kubku to możesz sobie zrobić krzywdę – w jednej ręce trzymasz kubek z kawą a drugą ręką kręcisz kołem wózka którym jedziesz. To jest bardzo niebezpieczne. – Ona – Sąsiad w swoim pokoju nie ma możliwości cokolwiek sobie zrobić, nie ma czajnika. Jest niewidomy. Ja mam wszystko co trzeba więc mu pomagam. Ale to nie wszystko, wyobraź sobie, że na drugi dzień złożyły mi wizytę dwie najważniejsze osoby, w życiu nie spodziewałam się, że to będzie wizyta z ostrą reprymendą w tle. Nagle te panie które były w moim pokoju wiele razy, dostrzegły, że mój pokój jest zagracony, stół zastawiony nie wiadomo czym, po kątach poupychane różne rzeczy – proszę to wszystko powyrzucać, krzyknęły. Mój pokój tak samo wyglądał i rok temu i pięć lat temu, a te panie gościłam u siebie wielokrotnie i nigdy nie musiałam niczego wyrzucać. To jest zemsta za moją ostatnią wizytę u pani dyrektor. Odczekałam aż krzyk pani M. przeszedł w ton łagodniejszy i zabrałam głos – podejrzewam, że ktoś musiał pójść na skargę na ciebie, że na wszystkich wyjazdach i w ogóle wszędzie na pierwszym miejscu zawsze jesteś ty. To, że twój pokój jest niemiłosiernie zagracony to musisz przyznać i to, że przeróżne wiktuały które powinny być w lodówce lub w jakiejś szafce zajmują całą powierzchnię stołu to również musisz przyznać. No i wreszcie to, że ktoś ci to musiał powiedzieć, to również musisz przyznać. Ludzie na ogół krzyczą wówczas jak nie mają argumentów żeby obalić tezę przeciwnika, no a ty wyraźnie nie masz nic na swoje usprawiedliwienie. Wszystkie zarzuty były słuszne, tyle tylko, że lizusce nie chciały niczego mówić a komuś kto ośmielił się podnieść głos na władzę to śmiało można było pokazać gdzie jest jego miejsce, ty dziękuj Bogu, że cię nie zaczęły przenosić z pokoju do pokoju, w ten sposób najbardziej lubią ucierać nosa swoim zbyt śmiałym podopiecznym.

No i mamy końcówkę zimy. W telewizji usłyszałam jak pani redaktor w wiadomościach ostrzegała, że to już ostatnia szansa na zabawy na lodzie. Przypomniały mi się moje dzieciaki z ulicy Radiowej, te dzieciaki dzisiaj mają po 40 lat, a wówczas ja miałam nie wiele więcej. Te dzieciaki znały mnie dobrze, ja ich również. Wiedziały, że mam taki zwyczaj jak widzę grupkę dzieci i te dzieci mówią mi dzień dobry, to ja każdemu z nich to dzień dobry odpowiem. Na naszej ulicy był dość duży staw który oczywiście zimą był zamarznięty. Kiedyś wszystkich chłopców ” zagoniłam ” do odgarnięcia śniegu i przygotowania dla siebie lodowiska. Którejś niedzieli idę z miasta do domu i widzę jak cała zgraja moich dzieciaków pięknym, dużym kołem jeździ po lodowisku, aż przystanęłam w zachwycie, a te urwipołcie kołowały po lodowisku i każdy z nich mówił mi dzień dobry. Odpowiedziałam na to dzień dobry ze sto razy, licząc na to, że przecież skończą tę zabawę dowcipnisie . Na każdego wypadła moja odpowiedź ze trzy razy. Dopiero jak pogroziłam im palcem to wszyscy podjechali do mnie i chórem przeprosili. Mogli się ze mną droczyć i tak ich wszystkich kochałam. Mnóstwo rzeczy robiliśmy razem i pomagaliśmy sobie na wzajem. To był mój najpiękniejszy okres życia. O swoich kochanych dzieciakach napisałam we wpisie – Dzieciaki z ul. Radiowej.

We wtorek byłam u kardiologa. Moja pani kardiolog zawsze bardzo miła tym razem nie była w humorze. Obsztorcowała mnie, lekarza który skierował mnie do niej i dyrekcję naszego DPS za brak opiekunki. Przyjechała pani do mnie sama ? Kierowca mnie przywiózł – odpowiedziałam. A gdzie opiekunka ? Jest pani starą, chorą kobietą. Mieszka pani w Domu Opieki i nikt się panią nie opiekuje? To my mamy pomagać pani w rozebraniu się, ubraniu się, w położeniu na kozetce i wstaniu z niej ? My nie jesteśmy od tego, od tego powinna być opiekunka która wszystko o pani wie, odpowie na każde pytanie i zapamięta moje zalecenia. Na drugi raz jak będzie pani bez opiekunki nie przyjmę. A lekarz pierwszego kontaktu u was jest ? Czy to nowicjusz, on nie wie, że po za skierowaniem i wynikiem EKG muszę mieć wyniki badań krwi w zakresie stężenia potasu, lipidów i cholesterolu. Muszę też mieć informację ile i jakie leki zaordynował lekarz. Przychodzi do mnie samotna staruszka z Domu Opieki z migotaniem przedsionków a w DPSie nikogo to nie obchodzi. Jak tylko chciałam coś powiedzieć to pani doktor natychmiast wychodziła do drugiego pokoju. Ona powiedziała jak ma być i zamknęła temat. Najgorsze jest to, że w stu procentach ma rację. Nasze opiekunki o nas nie wiele wiedzą, za dużo nas mają pod opieką, i są przerzucane co jakiś czas na inne odcinki. Przed wyjazdem moja opiekunka pytała mnie czy potrzebuję opieki na drogę, powiedziałam, że nie. Dobrze wiem, że są zalatane nie chciałam jeszcze i ja dokładać pracy. Po obsztorcowaniu mnie przez panią doktor wiem, że zrobiłam błąd. Już wiem, że opiekun potrzebny jest zawsze. Siostra przełożona uważa, że mądrze zarządza pracą opiekunek, niestety nie. W ogóle nie umie zarządzać pracą innych, umie tylko mądrzyć się bez powodu. Przerzuca opiekunki z odcinka na odcinek a one nie są w stanie poznać wszystkie dolegliwości swoich podopiecznych. Teraz wiem, że powinny. Myślałam, że jestem samodzielna, niestety nie. Kozetka w gabinecie była taka niziutka, że mowy nie było żebym mogła wstać sama. Ja nie mogłam szybko i sprawnie rozebrać się do badań bo właśnie moja przyszyta ręka odmówiła mi posłuszeństwa. I masz babo placek, stajesz się bezużytecznym kołkiem, a wydaje ci się, że jesteś taka hop do przodu. W zasadzie to nie mnie tak się wydaje tylko wszystkim dookoła. Ja zdaję sobie sprawę, że prawie wszystko już mi wysiadło, że muszę się poruszać bardzo wolno żeby się nie przewrócić. Że muszę się kurczowo trzymać chodzika bo nic nie wiadomo kiedy i w którą stronę mnie zarzuci ale chodzę z tym chodzikiem chyba bardzo dziwnie ponieważ słyszę dookoła – on ci w ogóle nie jest potrzebny, ty tak ładnie chodzisz. A innym razem jedna z opiekunek aż krzyknęła – o jej pani Danusiu co się pani stało, pani ledwie idzie. Taka z ciebie opiekunka skoro nie wiesz, że tak właśnie już chodzę jeśli jestem bez chodzika. A z chodzikiem pani pełną gębą.

I to wszystko – NARA !!

.

Miłość, obyczaje i moda.

W niedzielę, w kościele obok mnie siedziała pani która jak wszyscy już wiedzą straciła głowę dla naszego Zygmunta. On dla niej też ale chyba w mniejszym stopniu. Cały czas niecierpliwie rozglądała się szukając swojego ” chlopaka ” tak na Zygmunta mówi owa pani. Już parę lat minęło od rozpaczy Zygmunta po wyjeździe Anetki z naszego DPSu – cóż to była za miłość. Pisałam o niej na blogu i odpisywałam na listy kochanków. To była para która nie mogła się rozstać ani na chwilę, I znów Zygmuntem rządzi miłość. Bardzo się cieszę. Pani X nie mogła opanować swojego szczęścia na widok Zygmunta który właśnie wszedł spóźniony do kościoła. Na jego widok aż krzyknęła, ścisnęła moją rękę a cała aż kipiała nieokiełznaną radością. Nie zważała na nic tylko przeszła paradnie przez cały Kościół żeby usiąść przy ukochanym.Są ludzie którzy w ogóle nie poznali płomiennej miłości w swoim życiu. Zygmunt to jednak ma szczęście. To taka rekompensata za niedogodności fizyczne organizmu Zygmunta. To człowiek który ma tak samo wiele wad takich fizycznych jak i wiele zalet. Jest człowiekiem ułomnym, ma nieskoordynowane ruchy kończyn górnych i dolnych, źle słyszy i bardzo niewyraźnie mówi. Ciągle przypomina wszystkim, że jest kawalerem pomimo swoich już prawie 70 lat. Ma też mnóstwo zalet : jest bardzo troskliwy, opiekuńczy. uczynny dla każdego. On już z daleka widzi, że komuś trzeba pomóc, a to przecież on wymaga pomocy. Jego 70 letnia dziewczyna jest sprawna fizycznie ale bardzo źle słyszy i mówi. Jednak dla zakochanych nie potrzebne są wyrażenia słowne, pięknie dogadują się bez słów. Życzę im z całego serca oby ta miłość trwała wiecznie i dawała im wiele radości i żadnych smutków.

W XIX wieku, to przecież całkiem nie dawno, takie zachowanie się dziewczyny zobowiązywałoby ją do zamążpójścia; jeśli absztyfikant za którym tak ganiała nie chciałby jej to rodzice wydaliby ją za byle kogo aby zamazać wspomnienia o niewłaściwym zachowaniu się. Taka dziewczyna, jeśli zostałaby panną to z ogromnym piętnem do końca życia. Jeśli para – chłopiec i dziewczyna – byliby dłużej sami bez przyzwoitki to to również zobowiązywało do zawarcia związku małżeńskiego bo w przeciwnym wypadku skutki byłyby takie same, czyli mężczyzna okrzyczany byłby człowiekiem bez honoru a kobieta żyłaby z piętnem ladacznicy. Okropne były te zwyczaje ale honor coś znaczył.Było też tak, że para zakochanych wykorzystywała te bezsensowne zwyczaje, zwłaszcza jak rodzice nie wyrażali zgodę na małżeństwo. Np. młodzi ludzie wychodzili na spacer z przyzwoitką i za przyzwoleniem rodziców a nagle przyzwoitka oddaliła się i już do nich nie wróciła i klamka zapadła, wieść się rozniosła, że młodzi byli sami i nie wiadomo co się wówczas działo a zatem ślub był konieczny żeby ludzie nie mówili źle. Może i my namówimy Zygmunta żeby poprosił o rękę panią X, przestałby powtarzać wszem i wobec, z ogromnym smutkiem, że jest kawalerem. Myślę, że nasza dyrekcja nie rozdzielałaby kochanków tylko wyprawiłaby huczne weselisko. Chociaż raz panie decydentki pokazałaby ludzką stronę swojego charakteru.

Takie to były zwyczaje jeszcze w XIX wieku; a teraz o modzie z miłością w tle. Z tym, że sięgamy pamięcią aż do XV wieku. W telewizji pokazano obraz Leonarda da Vinci – Mona Lisy albo jak kto woli Giocondy. Mona lisa to w języku włoskim moja pani. Tak zechciał zatytułować portret swojej damy serca florencki kupiec bławatnik Francesco Gioconda. a zatem to chyba jest portret żony owego bławatnika. Bławatnikami nazywano kupców handlujących materiałami na ubrania. Jeszcze moja mama używała takiej nazwy sklepu z materiałami na odzież. I stała się dziwna rzecz z tym obrazem, Leonardo da Vinci nie oddał tego obrazu ani zamawiającemu ani spadkobiercom, pomimo, że praca została opłacona. Podejrzewa się, że artysta zakochał się w swoim dziele. Przyglądałam się Mona Lisie i nie zauważyłam w niej nic nadzwyczajnego, dziewczyna jak dziewczyna. Wyglądająca jakby dopiero wyszła z kąpieli, bez makijażu. Jak się okazało to wygląd jej świadczył o tym, że miała najmodniejszy ” makijaż ” . W okresie włoskiego renesansu a zwłaszcza w latach 1503 – 1507 modna była depilacja twarzy. Usuwano wszystkie włoski z brwi i rzęs. Ale dotyczyło to tylko kobiet, panowie to nawet pudrowali sobie twarz i noszone peruki. Dziwaczne mody przychodziły i znikały a kobiety zawsze poddawały się modom, jedne całkowicie inne tylko częściowo i po dłuższym okresie czasu nie natychmiast ,ale jednak.

A u nas – w czwartek mieliśmy namiastkę karnawału. O godzinie 10 w stołówce był występ takiego dziwnego tercetu: pan grający na gitarze i śpiewający ballady Bułąta Okudżawy, poetka która wyrecytowała jeden swój wiersz i pani która całość ogarniała. Wybrałam się wcześniej na ten występ ponieważ siedząc w pokoju zechciało mi się spać a na występie było tak ciekawie, że omal nie usnęłam. Pan śpiewający, owszem miał ładny głos ale kiepską dykcję. Śpiewał nieznane ballady po za jedną – Dopóki ziemia kręci się. Ponieważ przyszliśmy żeby posłuchać pięknych i znanych nam ballad a ich nie było to też nie było radości z występu. Odbiliśmy sobie o godzinie 14 na ” czwartkowej herbatce „. Wznowione zostało ogólne śpiewanie, które zostało przerwane chyba na pół roku, ze względu na brakujące we mnie siły. Tym razem sił starczyło. Czułam się otoczona opieką przez Natalkę i Dorotkę. Obie panie pomogły dla mnie i opiekowały się gośćmi. To były tańce, hulanki, swawole, w których prim wiódł Achmet, obtańcowując wszystkie co ładniejsze dziewczyny. Tak powinien wyglądać karnawał a przynajmniej jego ostatki.

I to już wszystko co mam do powiedzenia NARA !!

Czyżby to była zima ?

Po miesiącu znów spadł śnieg, dokładnie 15 lutego o godzinie 8 rano, a więc wróciła zima, przynajmniej tak to wyglądało jak patrzyłam przez okno. Jak wychodziłam do atrium o godzinie 6. 20 śniegu nie było, było nawet w miarę ciepło. Wróciłam do pokoju o godzinie 7. 10 śniegu nie było, nie próbował nawet prószyć a o godzinie 8 zrobiło się biało, niestety już po 40 minutach przestał padać. No ale troszeczkę wybielił krajobraz, taką cieniutką warstewką ale jest.

Chociaż tyle radości, bo tak w ogóle to jestem przerażona tym co dzieje się na świecie i podejściem mocarstw na te wydarzenia. Mam wrażenie, że Tramp i Putin mają w perspektywie plany podziału świata między siebie, na razie zostawią w spokoju kraje azjatyckie ale jeśli po nich do rządów dojdą tacy jak oni sami to nic nie wiadomo. Wiadomo, że tego typu polityka zapowiada nie kończące się walki maluczkich o istnienie. Cóż może Ukraina bez pomocy Stanów Zjednoczonych, nic. może co najwyżej doprowadzić siebie do samozagłady, Jak zginie Ukraina to pierwszymi do rozszarpania przez Sowietów będziemy my – Polska, naród znienawidzony przez ruskich od wieków. A to wszystko przez wysokiej klasy politykę – tego nie wolno, tamtego nie wypada bo nie jesteśmy tacy jak oni. Rusek może przysyłać szpiegów, podpalać zakłady produkcyjne, zabijać ludzi, a nam nie wypada bo jesteśmy ponadto. My jako Unia, umiemy tylko pięknie mówić i to latami na jeden temat. A czas leci. Wydajemy ogromne sumy na zbrojenia, czyli, że tracimy grube pieniądze, Ukraina traci swoją piękną żyzną ziemię karmicielkę a nasi politycy pięknie ubrani, przy pięknie udekorowanych stołach, pięknie przelewają z pustego w próżne.

A u nas — W miniony czwartek obejrzeliśmy spektakl pt. – Kopciuszek inaczej -w reżyserii Natalki i Dorotki a w wykonaniu naszych mieszkańców. Jeśli umiałabym patrzeć wyłącznie jako widz na kompletnych amatorów i na dodatek staruszków, to powiedziałabym : brawo było pięknie. Ale niestety jak ja coś oglądam to widzę braki i one mnie rażą. Chociaż przyznam, że tym razem więcej było podziwu niż uwag. Był nawet zachwyt, nad panią która odegrała rolę macochy. Coś nadzwyczajnego. Dykcja super, siła głosu taka jaką wymagała i rola i miejsce występu, a interpretacja tekstu zachwycająca. Na spektakle do teatru kiedyś chodziło się dla danego aktora i tu u nas Pani Basia będzie taką aktorką na której występy będzie się chodziło. Szkoda, że tylko ona prezentuje taki wysoki poziom. Reszta to klasa średnia nauczona czytać tekst. Jasiu musiałby jeszcze nauczyć się wymowy scenicznej a Wiesia powinna przestać bać się mikrofonu, ma zbyt cichy głos żeby odwracać się od niego. No i te nieszczęsne, szeleszczące przy odwracaniu kartki z tekstem. Moja sugestia – konieczny stół ( dwa wąskie stoły z ogródka ) przykryty papierowym obrusem na którym każdy aktor miałby wypisany swój tekst. Albo tekst zwinięty w rulon leżący na stole, który odpowiednio można by było rozwijać, tak delikatnie żeby nie zwracało to uwagi widza. Ale co bym nie wymyślała czepiając się to warto było pójść na ten spektakl.

I to wszystko — NARA!!

Dzień świstaka

… to wierzenia Amerykanów w przepowiednie. Mają takiego swojego wybranka, nie wiem jak długo wysługują się nim, nadali mu imię Phil, wyciągają biedaka z nory czy mu się to podoba czy nie i obserwują czy świstak zobaczy swój cień. Robią to od dwudziestu lat. Przepowiednia sprawdza się w 35% tylko, a mimo to wierzą w nią. W tym roku biedaka wyciągnęli z nory 2 lutego i komisyjnie stwierdzili, że według przepowiedni Phila zima będzie trwała jeszcze 6 tygodni. Pewnie ta przepowiednia sprawdzi się jak nasze prognozy pogody, zwłaszcza te długoterminowe. Ale to już nie dotyczy nas – inny kontynent. U nich w tym roku zima popisała się na całego a u nas jeszcze nie. Wprawdzie 4 stycznia spadł śnieg i kilka dni poleżał, ale kiedy to było. Dzisiaj wyglądam przez okno a tam tak pięknie słoneczko świeci i zachęca do wyjścia na ” wiosenny ” spacer. To słońce z za szyby wygląda jak majowe nie lutowe. Mam już 84 lata to trochę pamiętam jak powinien wyglądać styczeń i luty. W swoich wierszykach bardzo lubiłam opisywać pogodę, one nie miały tytułów tylko opatrzone były datami. A styczeń z 2006 r. Wyglądał tak:

Tęgim mrozem styczeń ścisnął, takim groźnym aż złowieszczym i nie tylko pod nogami ale wszystko wokół trzeszczy, i t d.

Ten siarczysty mróz miał się dobrze jeszcze i w lutym i marzec był jeszcze skuty lodem. Taka prawdziwa zima i śnieżna i mroźna była w 2022r. i w 2024. Choć nie uwieczniłam jej w wierszyku jednak upamiętniłam już na swoim blogu. Rok 2007 nie miał się czym chwalić w te zimowe miesiące. Styczeń był taki jak i w tym roku – ni to jesień ni to wiosna. W styczniu nawet kwiatki zakwitły a w lutym były tylko zimowe incydenty. Tak pisałam o lutym 2007 r. : Różnie w tym roku w lutym bywało, było szaro i biało, było słońce i deszcz. Wszystko było, co tylko chcesz. Zimowe incydenty nas tylko straszyły – raz były, raz nie były. Niestety z pięknego słońca nie korzystałam ani w styczniu ani w lutym tego roku, a to ze względu na to nieszczęsne kolano. Wprawdzie od tygodnia już mnie nie boli, ale to jest kolano, pochodzę trochę dłużej i znów zacznie boleć. Jak tylko przypomnę jak można być udręczonym przez ból to wolę nigdzie nie chodzić i nie cierpieć. Utrwalam w ten sposób mój stan bezbolesny.

A u nas : słyszę na korytarzu przeraźliwy krzyk kobiety wołającej o pomoc. To woła Zosia, moje sąsiadka. Kto by pomyślał, że ma taką siłę w głosie ? Na korytarzu robi się rwetes. Opiekunka przerażona biegnie do Zosi, a tam jakiś pan bije jakąś panią, w telewizji i Zosia woła o pomoc ale dla tej biednej pani z jakiegoś serialu.

Przed zajęciami z logopedii skarży się do nas Ela – Nikt mi nie wierzy a ja cierpię. Te wstrętne pielęgniarki znów dają mi po 10 tabletek na raz a ja wiem, że tak nie można. Dzisiaj przyszły w nocy. Danusia powiedz czy można podawać leki w nocy – pyta Ela. Nie wiem z jakiego powodu i jakie leki przyjmujesz, także co do nocy to się nie wypowiem, ale jeśli chodzi o ilość tabletek to wierzę ci, przeprowadziłam wywiad i kilka osób ma ten sam problem. Tylko, psia mać, nie ma z tym problemu nasza służba zdrowia. Tym razem jedna z terapeutek obiecała Eli, że w jej sprawie zwróci się do Rzecznika Praw Pacjenta.

W piątek byłam na kolejnym zastrzyku w oko i w tym miejscu chcę pochwalić podejście pani doktor do nas czekających na zastrzyk. Jak przyszła moja kolej na pierwsze badanie ( są trzy badania przed zastrzykiem ) spytałam czy mogę trochę ponarzekać na ostatni zastrzyk, w odpowiedzi usłyszałam – może pani. Więc mówię, że był wyjątkowo bolesny i każdy kto wychodził po zastrzyku uskarżał się na to. Musiałam zostać ukłuta nie w to miejsce gdzie trzeba bo widziałam jak chlusnęła krew w oku. Później ta krew się skrzepła i ten skrzep męczył mnie przez tydzień. Dobrze, odpowiada pani doktor, podamy pani podwójne znieczulenie. Broń Boże, wówczas będę bardzo cierpiała w domu, jak znieczulenie będzie odchodziło, miałam tak po pierwszym zastrzyku. Co pani proponuje – pyta pani doktor – Więc odpowiadam – parę minut przed zastrzykiem podać znieczulenie i poczekać aż zacznie działać. Moja młodziutka pani doktor nie powiedziała nic tylko zaczęła mnie badać. Siedzimy już wszyscy przed salą operacyjną czekając kiedy zaczną nas kłuć, raptem wychodzi moja pani doktor i wszystkim 20 stu osobom podaje znieczulenie, na korytarzu. To miał być mój już dziesiąty zastrzyk i nigdy w ten sposób nie podawano znieczulenia. Jedna z pacjentek mówi na głos – kiedyś przyjmował nas pan doktor to padał nam znieczulenie w ten sposób. No i proszę, naszej młodziutkiej pani doktor korona z głowy nie spadła po cierpliwym wysłuchaniu pacjentki i zmiany w podejściu do nas.

I to już wszystko – NARA !!

Logopedia

Logopedia, na którą chodzę systematycznie, to moje pierwsze zajęcia stałe poza wszelkimi zajęciami sportowymi sprzed laty. Są to zajęcia na których muszę być skoncentrowana przez cały czas zajęć jeśli chcę osiągnąć oczekiwany efekt, czyli powstrzymanie szarych komórek przed degradacją. Czasem się to komuś udaje, czasem nie ale na pewno w jakimś stopniu proces starzenia się szarych komórek jest opóźniany. Pomimo, że jesteśmy skoncentrowani na sobie to widzimy starania w zapamiętywaniu u innych osób. Na jednych z zajęć wszyscy zwrócili uwagę na zachowanie Eli, uczestniczki zajęć. Ela ma problemy z wymową, i z zapamiętywaniem, ale jest logiczna. Ciężko jej jest tą logikę wykazać ale ona ją ma. Nagle zwróciła się do Natalki – osoby prowadzącej zajęcia – przepytaj mnie szybciej, póki jeszcze te cholerne leki nie działają bo jak zaczną działać to ja mam całkowity odlot, a mnie zaczyna brać ta farmacja. Za chwilę Ela zaczęła odlatywać. To był straszny widok, zrobiła się blada, oczy zaczęły wpadać w oczodoły i zaczęła się przewracać. Natalka szybko przerwała zajęcia i zajęła się Elą. Wcześniej jeszcze Ela powiedziała nam, że ona dostaje za dużo leków na raz, chyba z dziesięć, a szczególnie jeden lek jej wyraźnie szkodzi i poprosiła Natalkę żeby ona coś zrobiła z tymi jej lekami. Pomogłam Natalce wyprowadzić Elę z zajęć. Nawet nie wiedziałam, że Natalka natychmiast zajęła się sprawą Eli. Idę korytarzem zatroskana widokiem Eli i spotykam Kasię inną terapeutkę. Opowiadam jej o przeżyciach Eli a Kasia na to- to są skutki podawania dużej ilości leków na raz. Każdy medyk wie, że tak robić nie można. Między przyjęciem każdego leku musi być odpowiedni odstęp czasowy. Miałam taki przypadek na swoich zajęciach – mówi Kasia. I co zrobiłaś? A co ja mogę, my nie możemy wtrącać się do pracy innych działów. ( pewnie, przełożona nie pozwoliła wtrącać się w jej zakres obowiązków, bo widać jak na dłoni, że jest źle zarządzany jej resort, nie widzi tego tylko p. dyrektor, po za tym każdy). Na drugi dzień, na zajęciach z logopedii Ela jest pełna życia. Tylko weszłam i powiedziałam dzień dobry, ona na cały głos krzyknęła – Danusiu chodź tu do mnie muszę cię uściskać, ( Ela jest osobą bardzo słabo widzącą ). Tak więc uściskałyśmy się i z wielkim zainteresowaniem zaczęłam obserwować Elę. Brała czynny udział w zajęciach, była w miarę skoncentrowana; to była nie ta Ela co wczoraj. Pytam Natalkę, czy coś zrobiła z tą ordynacją leków Eli, bo to jest zupełnie inny człowiek? Natalka odpowiedziała krótko – tak, porozmawiałam z kim trzeba. Czyli, że można wtrącić się w pracę innych działów; a moim zdaniem to nawet trzeba. Na każdych zajęciach trzeba bacznie obserwować zachowania nas wszystkich i pomagać. Żeby Natalka nie zainteresowała się Elą bardzo szybko byłaby z niej roślinka. Mieszkańcy to widzą, że osoby przeniesione na oddział z chorobami starczymi szybko stają się roślinkami. Moim zdaniem to dlatego, że nikt nie interesuje się jak na poszczególny organizm działają leki. Lekarz zaordynował to musisz je brać. Jeśli przesypiasz pół dnia to i dobrze przynajmniej jest święty spokój. Służba zdrowia nie będzie przecież co 15 minut biegała do pacjenta bo on ma dużo leków do przyjęcia, przyjmie na raz wszystkie i jest święty spokój. I tak dla świętego spokoju zatruwa się podopiecznych, niszczy się żołądek, jelita. Jeden lek niweluje działanie drugiego, nasilają się skutki uboczne, następuje zaostrzenie choroby i hamowanie metabolizmu. Umysły tępieją i my najchętniej byśmy spali bo i tak nie wiemy co się dzieje w okół nas. Zamiast ganiać po pokojach nie wiadomo po co, nasza służba zdrowia powinna znaleźć czas na obserwację chorego po zaordynowaniu nowych leków. Zobaczyć jak leki są tolerowane przez organizm. Sprawdzić czy oby na pewno podawane są te leki które lekarz przepisał; a to dlatego, że i apteka stosuje samowolkę w zamiennikach. Jestem tego żywym przykładem. Po stosowaniu zamienników bez uzgodnienia z pacjentem natychmiast poznaję, że została zamieniona apteka. Pilnuję wszystkiego sama, dlatego póki mogę to muszę stać na straży każdej mojej szarej komórki i do tego potrzebna mi jest logopedia. Logopedia to najlepsze zajęcia dla powstrzymania resztek naszego rozumu. Przez całą godzinę jesteśmy wszyscy skoncentrowani, nastawieni na intensywne myślenie z zapamiętywaniem tego co mówią inni, bo wiemy, że za chwilę będziemy musieli powtórzyć to co inni mówili. Tę koncentrację przerywają co jakiś czas salwy śmiechu, wybuchy śmiechu takiego spod serca. Są to najlepsze zajęcia na wszelkie dolegliwości umysłowe i na naszą sfatygowaną logikę i na stany depresyjne.

I to wszystko NARA !!