Lady Be Good

Znów obudziłam się słysząc swój śpiew. W młodości nigdy mi się to nie zdarzało. Śpiewałam właśnie Lady Be Good George Gershwina. Śpiewałam ostro swingując, to chyba był jedyny swing śpiewany przeze mnie. Wówczas nie słyszałam jak ten utwór śpiewa Ella Fitzgerald, chociaż wiedziałam, że śpiewa. Dzisiaj korzystając z komputera miałam możliwość posłuchania Elli – szok, ona ten utwór śpiewa lirycznie. Zaraz za nią na youtubie śpiewa Hanna Skarżanka, jeszcze bardziej smętnie. Dlaczego ja śpiewałam energetycznie swingując – nie wiem. Ale wolę tę swoją wersję. Z utworów jazzowych to śpiewałam jeszcze jednego blusa – Alabama, i tak mnie później nazywano; śpiewałam też jednego rock and rolla z repertuaru Elvisa Presleya. I to byłoby na tyle w stylu Jazzu. Był to okres śpiewania w zespole studenckim i to muzycy chcieli ze mnie zrobić dżezmenkę, ale to zdecydowanie nie mój styl. Chociaż dzisiaj wydaje mi się, że mój alt był idealny do takiej muzy, ale charakter nie. Ostatnio plączą mi się sny z rzeczywistością. Pewnie za dużo śpię. Przyjmuję leki na alergię i to podobno one działają usypiająco. Np. we śnie rozmawiałam bardzo długo przez telefon z Elą Bart. Wiem, że ona od roku nie żyje przez ten cholerny covid, a rozmowa z nią była nieprawdopodobnie realistyczna. Te sny to z tęsknoty za nią, ( była moim jedynym przyjacielem tu w DPSie ), a może Ela chce mnie ściągnąć do siebie. Nic bym nie miała przeciwko temu, potrafiłyśmy śmiać się godzinami bez powodu, z byle głupotki.

Czytaj dalej „Lady Be Good”

676 ty – poniedziałek w DPSie

Rok ma 52 tygodnie czyli 52 poniedziałki x 13 lat = 676. Tyle poniedziałków musiałam przeżyć w tym naszym DPSie, żeby wreszcie doczekać takiego który wprawił mnie w zachwyt. W tym 676 poniedziałku wszystko było na tak i to błyskawicznie. A spraw uzbierało się trochę. Jak tylko wróciłam z porannej gimnastyki, już czekał na mnie pan kierownik z informacją że za chwilę będą zrywać w moim pokoju linoleum. I faktycznie tak się stało i to za chwilę. Druga sprawa to mój wiecznie psujący się chodzik. Chodzik kupiłam zaledwie 8 miesięcy temu.

Czytaj dalej „676 ty – poniedziałek w DPSie”

Cud i wspomnienia

No i prawie cud ! W czwartek, pokojowa wpisała w raporcie o moim problemie zagrzybienia pokoju. W piątek problemem zainteresowali się panowie z administracji, potwierdzając go, z informacją, że trzeba będzie zrywać całe linoleum zarówno w przedpokoju jak i w pokoju. W poniedziałek wizytę złożył mi sam pan kierownik i poinformował, że w ciągu kilku dni zajmą się remontem mojego pokoju. Nie wie jeszcze jak długo będzie trwał remont, pewnie dwa albo trzy tygodnie, no góra miesiąc, wiadomym będzie dopiero po zerwaniu linoleum, ale zaczynamy robotę. Proszę się pakować i przeprowadzać do pokoju o bok. Nie do uwierzenia, wreszcie po 12 latach. No czyż nie cud ? We wtorek już było po przeprowadzce. Noc spędziłam w pokoju nr. 90 a mój pokój miał nr. 88. Dzisiaj jest już piątek, czyli że pomalutku mija tydzień, przecież sobota i niedziela nie wchodzi w grę, a remont się nie zaczął. No ale pal licho, pokój w którym obecnie mieszkam jest czysty, remont można przeczekać, tylko oby się zaczął. W pokoju w którym obecnie mieszkam, kiedyś mieszkał Zygmunt, który zniszczył w nim wszystko co mógł. Zygmunta trzeba było przenieść do innego pokoju żeby ten doprowadzić do jako takiego porządku. Zygmunt miał obsesję do wszystkiego co ma klamki, czyli okna i drzwi, z którymi teraz ja mam problem ponieważ nie zostało to zreperowane jak należy.

Jest karnawał, w telewizji pokazują go w różnych postaciach, na ogół na wolnym powietrzu. Dzisiaj pokazano Świeradów Zdrój w całej okazałości. Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo pomimo, że wspomnienia wiążą się z moją wówczas poważną niepełno sprawnością, ( przez dwa lata miałam niedowład nóg ) to jednak miałam trzydzieści lat i mimo wszystko radość życia. Świeradów to wielki kurort z dużą ilością sanatoriów do których i ja się wybrałam. Mimo,że miałam problemy z nogami to przy pomocy kul i przyjaciół nie opuszczałam środowych tańców. Dlaczego środowych a nie na przykład sobotnich ? Otóż jeden z największych lokali gastronomicznych, w którym grała piękna, żywa orkiestra ( nie mechaniczna ) wprowadził u siebie białe środy. Nie było możliwości żeby jakiemuś panu udało się poprosić panią do tańca, mogły to robić wyłącznie panie. A zatem ja mogłam spokojnie siedzieć przy stoliku bez obaw, że będę zmuszona odmawiać jakimś chętnym do tańca ze mną i sprawiać tym samym przykrość. W te dni wszystkie inne lokale w Świeradowie pustoszały a w owym lokalu stoliki zajmowano na dwie godziny przed czasem. Panowie biegli do tego lokalu z ciekawości czy mają jeszcze wzięcie u pań a panie z ulgą, że wreszcie będą mogły się wytańczyć. Panie prosiły do tańca nie tych urodziwych tylko tych co dobrze tańczą. Najpierw przyglądały się wygibasom dopiero jak już kogoś upatrzyły to prosiły do tańca. Nie raz do jednego z panów biegło kilka pań i ten pan wcale nie był jakiś och ach, ale miał eleganckie maniery i dobrze tańczył. Jak tylko któryś z panów ośmielił się poprosić panią do tańca orkiestra przestawała grać a ów pan po reprymendach wodzireja wracał do swojego stolika. Do mnie co rusz kelner przynosił karteczki z prośbą żebym poprosiła jakiegoś pana do tańca; odpisywałam przepraszając. Aż wreszcie uzbierało się tyle przeprosin, że przy pomocy znajomych wchodziłam na scenę i śpiewałam razem z orkiestrą i od tej chwili już nikt nie prosił mnie do tańca, ale dla odmiany dostawałam czekoladki i kwiatki. No i jak czegoś takiego nie wspominać z łezką w oku. Samo przyglądanie się zachowaniom ludzi było dla mnie ekscytujące a jak do tego doszła możliwość wyśpiewania się i to na oficjalną prośbę orkiestrantów, to czego chcieć więcej. To były mimo wszystko – piękne dni.

Troska o podopiecznych

Jeśli sama o siebie nie zadbasz to nie zadba o ciebie nikt. Jesteśmy w Domu Opieki – bzdura. Owszem jeść dadzą i jak trzeba to posprzątają o resztę musisz zadbać sama. Opiekunka nie przyjdzie do ciebie żeby spokojnie dowiedzieć się jak się czujesz i jakie ewentualnie masz problemy – nie ma czasu. O wszystkim musisz pomyśleć sama. Więc puki rozum i pamięć jako taka to coś tam zrobisz, o coś poprosisz, do kogoś się zwrócisz, ale jeśli rozumu i pamięci brak to już klops. Wprowadziłam się do DPSu 12 lat temu i już wówczas miałam zagrzybioną podłogę w przedpokoju. Grzyb powodował, że czasami nie mogłam wyjść z pokoju – linoleum podnosiło się do góry samo, tworząc pagórki przez które nie można było otworzyć drzwi. Problem zgłaszałam, Pan Kaziu przyszedł trochę poskrobał podsuszył i na jakiś czas sprawę wyciszył. Ponieważ sama bardzo uważałam żeby wszędzie było sucho a panie pokojowe zawsze prosiłam żeby przy sprzątaniu używały jak najmniej wody to jakoś to było. Niestety wielokrotnie byłam zalewana ” od górnie ” czyli przez sąsiadów z góry co spowodowało, że grzyb opanował przedpokój ( linoleum jest całe czarne ) i pomału przenosi się do pokoju, zaczęłam więc w tej sprawie ponaglać kierownictwo Domu. Trzy lata temu pan kierownik administracyjny zwany zastępcą dyrektora, obiecał mi, że na sto procent zajmie się kompleksowym remontem mojego pokoju, musi jednak ująć to w planie na rok przyszły. A rok przyszły to pandemia i sprawa się rypła. Jak pandemia to i kwarantanna i izolacja. Przez cały czas przesiadywałam w zagrzybionym pomieszczeniu i mój organizm bardzo to odczuł. Najpierw choroba oczu, później jakiś dziwny katar, kaszel, jak do tego doszło szaleństwo swędzenia skóry to zaczęły się też ciągłe wizyty lekarza. Nikomu nie przyszło do głowy, że to przez grzyb. Nasz lekarz próbował różnych sposobów żeby mi pomóc ale kiepsko mu to szło bo ani jemu ani mnie nie przyszło do głowa, że to sprawa zagrzybienia pomieszczenia w którym przebywam 24 godziny na dobę. A wystarczyłoby żeby personel miał czas zainteresowania się warunkami życia podopiecznej. Zaczęłam korzystać z prywatnych badań w laboratorium mikrobiologii. Najpierw wyszedł gronkowiec, który odpowiednio leczony po wskazaniach fachowców uspokoił na jakiś czas, cały organizm. Kilka miesięcy spokoju i wszystko zaczyna się od początku. Zgłosiłam się na diagnostykę skóry i wyszło szydło z worka – grzyb. Teraz poza leczeniem musi być zmiana pokoju. Są wolne pokoje, ale obawiam się że wszystkie są chociaż częściowo, zawilgocone, jeśli nie zagrzybione. Są pokoje w których wystarczy uchylić drzwi żeby poczuć stęchliznę, i to nie tylko pokoje mieszkalne, pokoje biurowe również, ale jakoś to nikogo nie obchodzi. W każdym razie poprosiłam żeby sprawę wpisać do raportu dziennego jako sprawę do załatwienia. Pożyjemy i zobaczymy czy czeka mnie przeprowadzka i na jak długo – czy na czas remontu czy na stałe. Będzie mi bardzo żal mojego pokoju. Żeby nie grzyb to według mnie byłby najlepszy pokój w Domu.

Trzecia dawka…

…Jak dla mnie to była ona gorsza od przechorowania Korona wirusa i od obu szczepionek. Przeszłam wszystkie cztery fazy tej zarazy. Wprawdzie sama choroba trwała długo i ciężko ale nie tak ciężko jak przechorowanie trzeciej dawki. Ta dla odmiany trwała tylko dwa dni, ale to były dni tragiczne. Jak trzeciego dnia zorientowałam się, że nie mam węchu to trochę mnie zmroziło. Węch jednak wrócił po kilku godzinach. Okazuje się, że jeśli brak węchu pozostałby to znaczyło by to, że przy pobraniu trzeciej dawki byłam już zakażona wirusem ponownie, to nawet by wyjaśniało taki ciężki przebieg odchorowania poszczepiennego. No ale – chwała Bogu, że Bogu dzięki; bo gdyby tak co niej Boże to niech Bóg broni. Chyba jednak w naszym Domu coś się dzieje bo już od dwóch tygodni stołówka jest nieczynna. Posiłki mamy przywożone do pokojów, jeden z oddziałów jest zamknięty. Pozostaje nam tylko modlić się o zdrowie naszego personelu- bo gdyby tak co nie daj Boże, to niech Bóg broni.

Po za tym cóż – zima, która ponownie przyszła w tym roku i to z przytupem; błysnęło, zagrzmiało i sypnął grad a po nim śnieg. Wprawdzie wycofała się tak na trochę, ale znów jest i niech już tak będzie przecież to styczeń. Ze styczniami bywa różnie np. w 2006 r.

Tęgim mrozem styczeń ścisnął, takim groźnym, aż złowieszczym i nie tylko pod nogami ale wszystko w okół trzeszczy. Poodmrażał uszy, nosy, nawet ręce nam skostniały, choć wciśnięte pod kożuchy to od mrozu pobielały. Mówią syberyjska zima przyszła do nas z za Uralu, od tygodni mróz tak trzyma, robi wiele szkód bez żalu.

Natomiast w 2007r. tak było w styczniu:

Taka dziwna zima,raczej dwie jesienie, a może dwie wiosny, połączyły się ramieniem – takim botanicznym mostem. I stały się dziwy w przyrodzie: na Radiowej w ogrodzie żółte marcinki kwitną, w okół trawa zielona i ptaki nie milkną. Tulipany przebijają pierwszym liściem niwę, nie zważają, że to styczeń, chcą nas uszczęśliwić. Dwudziestego stycznia nagle mróz pościnał wszystko: kwiaty, pąki, młode listki, wszystko w okół zniszczył. Nie przysypał nawet śniegiem swojej niszczycielskiej pracy. Kto tu rządzi chciał pokazać, Co natura znaczy.

Ot takie moje rymowanki ( których nie umiem właściwie napisać w komputerze ) przypominają jak na pamiętnik przystało, co i jak kiedyś bywało. To te moje stałe ciągotki do pisania pamiętników prozą a nawet wierszem.


Komentarze bliskie sercu.

Wśród gąszczu komentarzy omal nie pominęłam dwóch dotyczących naszych spraw codziennych. Napisały do mnie dwie byłe pracownice: opiekunka i pokojowa z naszego DPSu. Opisały trudy pracy nie tyle z nami podopiecznymi ( bo takie są na pewno ) ale ze współpracownikami. Tego się nie spodziewałam. W tych komentarzach było dużo żalu. I tak na przykład – żadna ze starszych stażem pracownic, nie bierze pod swoje skrzydła nowej osoby i nie pomaga we wdrożeniu się w obowiązki; przygląda się tylko i wyśmiewa jak owa pracownica nie radzi sobie, w ten sposób akcentuje swoją ważność. Jeśli inna nowa osoba dołączy do chóru prześmiewców, to automatycznie jest zaakceptowana, jeśli pracownica z wieloletnim stażem oburzy się na takie podejście to jest odrzucona przez większość. Pracownice z dużym stażem, takie już dobrze obrośnięte w sadełko, dyrygują wszystkim. Układają grafik według swojego widzi mi się, nie pytając czy może tak być, czy może masz jakieś zobowiązania, jakieś sprawy prywatne. To się nie liczy, liczy się satysfakcja starych wyjadaczek. One same nie wywiązują się ze swoich obowiązków jakoś nadzwyczajnie, one są po prostu uniżone do kierownictwa, z którego, w swoim zaciszu szydzą. Nikt tym się nie interesuje. Nie ma do kogo pójść z prośbą o pomoc. Kierownictwa, takie duperele jak satysfakcja z pracy podwładnych, nie interesuje. Każdy dba wyłącznie o swój interesik. Dlatego w DPSach są ciągłe deficyty w zatrudnieniu, zostają tylko ci którzy naprawdę nie mają wyjścia. A jak już zostają to z dnia na dzień oblekają na siebie coraz grubszy pancerz przez który nic nie widzą i nic nie słyszą. I tylko o to chodzi kierownictwu.

Bardzo smutno mi się zrobiło po przeczytaniu tych komentarzy. Już zapomniałam jaki potrafi być personel. Ponieważ od kilku lat siedzę w swoim pokoiku i niczego od nich nie wymagam, wydaje mi się, że jest dobrze; niestety tylko mi się wydaje. Tyle mojego, że jak coś spostrzegę to opiszę na swoim blogu. Że to co opisuję jest czytane potwierdza później zachowanie się osób o których pisałam. Ostatnio dwie osoby nie mówią mi dzień dobry. Wielkie mi mecyje – nie to nie. Kiedyś Dyrekcja, czytała mojego bloga i oblewała mnie pomyjami. Teraz udaje, że nie czyta. A mnie się marzy żeby po przeczytaniu tego o czym napisałam, a dotyczącego życia w naszym Domu, Dyrekcja zechciała przedyskutować temat w zespole osób zainteresowanych, zapraszając i mnie na taki panel. Kochana Dyrekcjo, doceń fakt, że chociaż jedna osoba powie Wam prawdę w oczy bez żadnych pochlebstw. Mało tego, podpowie jak wybrnąć z problemu.

Życzę życia bez problemów.

Gadu, gadu, baju, baju…

…Czyli ” Ludzkie gadanie ” to tytuł piosenki z repertuaru Maryli Rodowicz, której tekst jest bardzo adekwatny do naszego środowiska. ” Gdzie diabeł dobranoc, mówi do ciotki, Gdzie w cichej niezgodzie przyszło nam żyć. Na piecu gdzieś mieszkają plotki, Wychodzą na świat gdy chce im się pić. Nie wiele im trzeba, żywią się nami, szczęśliwą miłością, płaczem i snem, Zwyczajnie, ot, przychodzą drzwiami, pospieszne jak dym i lotne jak cień „. Och, te plotki – wszystko wiedzą – co jesz, co pijesz, gdzie śpisz. Tu podsłuchają, tam dopowiedzą, coś zmyślą i plotka krąży a na dodatek pęcznieje. …Słuchaj Danusia,” ten Ahmet to chyba jakaś rodzina Natalki, bo to i podobni są do siebie i ona bardzo nad nim skacze. Ej, kochana, nie tylko Natalka nad nim skacze Dorota też, a ja wam mówię, że on chyba obsypuje je prezentami. No albo ten cały Jan, dlaczego on jest taki ważny; ledwie to mówi, nikt go nie rozumie a wszystkim kieruje, zwłaszcza w naszym kółku teatralnym, no i w Kościele. Nas odstawiły po za margines, a my przez wszystkie lata chodziliśmy na każde zajęcie, żeby sprawić im przyjemność. Im, nie sobie, bo to nic ciekawego. A zwróciłaś uwagę, że ten nowy – Tomek, to już sobie poderwał jakąś babkę. Jeszcze nie dawno siedział sam a tu popatrz; wprawdzie babka mogłaby być jego matką, ale widocznie takie lubi. Grzesiu też lubi dużo starsze od siebie. A ty Danka to jakąś świętą udajesz, a Fela opowiadała, że jak ciebie twój stary dorwał z kochankiem to zwiewałaś gdzie pieprz rośnie i dlatego mieszkasz tutaj bo cię już do domu nie wpuścił. Jeszcze lepiej Marianka, jak opowiadała Fela, po pijaku za kochankiem wyleciała przez okno z trzeciego piętra”. Co ja mogłam na to wszystko powiedzieć. słuchałam cierpliwie nawet bzdur o sobie, czasem tylko parskałam śmiechem. A tak zazdrościłam ich spotkań w tym kółku teatralnym; teraz dziękuję Bogu, że w nim nie uczestniczyłam. Co mogłam to naprostowałam np. że ta panna, co ją Tomek poderwał, to nie tylko wygląda na jego matkę ale nią jest; to, że nie mam pojęcia skąd Felka ma takie informacje o mnie, ani ja jej nie znałam, ani nie miałyśmy wspólnych znajomych; ponadto, jeśli już to uciekałabym przed kochankiem nie przed mężem – w tym wieku … a tak w ogóle to jestem już od 50 lat rozwiedziona i nigdy nie miałam drugiego męża. Tak rozpoczął się u nas NOWY 2022r. Stary zakończył się ( w moim mniemaniu ) też nie ciekawie. Spotkanie Sylwestrowe wg. mnie, jak zwykle nie udane. Panie terapeutki uważają, że jak założą jakieś brudne peruki na głowę jakimś mieszkańcom to z automatu będzie wesoło. No jeszcze musi być krzyk, to nieodzowny element radości. Już od lat nie było u nas żadnego spotkania z rozrywką na poziomie. Personel uważa, że nas można zadowolić byle czym. Przepraszam, ale takie jest moje zdanie. Pewnie jestem z innej gliny, ale niestety dla mnie Sylwester to święto muzyki i elegancji. Nie tylko ja jestem takiego zdania. Poprzeczkę zwykle się podnosi nie obniża. Takie byle co to może być w gronie osób na równym sobie poziomie i owszem może być w karnawale ale nigdy nie w Sylwestra.

Jeszcze wrócę do zranionych osób z kółka teatralnego, które poczuły się odstawione na boczny tor. Nie należy nigdy i nigdzie i nikogo faworyzować, wówczas nikt nie poczuje się odstawiony. To samopoczucie odstawienia wcale nie musiało wynikać z faktycznego odstawienia, wystarczy, że co jakiś czas jest zmieniany obiekt zainteresowania szczególnego, ktoś jest bardziej a zatem natychmiast ” ja ” jestem mniej. Kiedyś to ” ja ” byłam bardziej i ktoś inny czuł się odstawiony. A ten który jest aktualnie bardziej faworyzowany od innych, jest przez większość nie lubiany. Najlepiej byłoby żeby dominowała umiarkowana życzliwość i umiarkowany szacunek. Jak w niczym nie ma przesady to wówczas jest grzecznie i po pańsku.

.Mnie, chyba atakuje Rosja. Od kilku dni zasypywana jestem reklamami domów gier i różnych kasyn z Rosji a głównie z Moskwy. Reklamodawcy zachwalają czego to u nich nie ma i że we wszystkie gry można grać przez internet. Mogę też wejść z nimi w spółkę. No złoty interes, być współwłaścicielem kasyna w Moskwie, to dopiero złote jajo. Ja jednak podziękuję. Dostałam też propozycję kupna całego osiedla gotowego do zamieszkania, tylko, że w Nowosybirsku. Dostałam oferty biur transportowych z całej Rosji, z wyliczeniem całego taboru jakim dysponują. Zgłosiły się też zakłady remontowe ale i perfumerie. Z Norwegii otrzymałam propozycję skorzystania ze SPA w zamian za umieszczenie ich reklam. Te wszystkie propozycje reklam stanowią dla mnie obecnie całkiem ciekawą lekturę rozśmieszającą. Z telewizji dowiedziałam się ile osób śledzi strony internetowe poszczególnych partii politycznych; okazuje się, że PIS ma tylko trzy razy tyle czytelników co prababcia 102. Oni mają 300 tysięcy a ja 100 tysięcy . Tyle tylko, że moja krzywa rośnie a ich opada. Także te kilkadziesiąt stron dziennie do przeczytania to dopiero początek. Chyba, że w końcu zobaczą iż nie zamieszczam reklam.

Żegnaj 2021 Roku

Zbliża się koniec roku i jak zwykle ludzie chcą czy nie, zaczynają podsumowywać całoroczne wydarzenia; a starzy ludzie podsumowują nie wydarzenia z jednego roku ale na ogół z mijającego życia. Cóż możemy podsumować z minionych nawet dwóch lat – smutek, samotność, izolację od świata. Coraz gorsze samopoczucie i coraz mniejsze możliwości. Coraz gorszy wzrok, słuch i sprawność fizyczna. Nawet chodzenie stanowi coraz większy problem. Nie mogę się z tym pogodzić. Na przekór swoim możliwościom idę np. do miasta. Owszem, jeśli idę pomalutku do dotrę do celu, i jak kiedyś do tego celu szłam godzinkę to teraz trzy godziny. Po takiej wyprawie prze dwa dni nie wychodzę z pokoju i zaczyna się kuracja przeciwbólowa. Tak określił moje możliwości ortopeda – na operację za wcześnie, leczeniu kolana nie podlegają, pozostają tylko środki przeciwbólowe. Jestem wrogiem leków przeciwbólowych, dlatego to wielkie szczęście, że w naszym Domu mamy te możliwości leczenia bólu różnymi zabiegami. Ostatnio trochę z tego korzystałam. Żeby odsunąć od siebie myśli o starości i coraz większym niedołęstwie, zanurzam się we wspomnienia, o tym co ja takiego pięknego przeżyłam; i kiedy już mi się wydaje, że nie było nic ciekawego to nagle zaskakuje wspomnienie jak byłam w Teatrze Wielkim w Moskwie na balecie ” Jezioro Łabędzie „, jak w naszym Teatrze Narodowym w Warszawie występowałam. Jak latałam samolotem, szybowcem, jak płynęłam statkiem po morzu czy jeziorach, jak latałam nad wodą wodolotem. Latem były jeziora i pływanie żaglówką z całą rodziną. Zimą wycieczki po górach. A moje wyjazdy za granicę, w prawdzie tylko do krajów Demokracji Ludowej ale tego trochę było. Była też wielokrotnie Jugosławia – wówczas to był kraj kapitalistyczny i wyjazdy do niego dość długo były utrudnione. Były też Niemcy i te niby demokratyczne i te kapitalistyczne. Jak do tego wszystkiego dodam młodość, która jest zawsze piękna i zuchwała, to pozostaje mi tylko zaśpiewać – To były piękne dni, po prostu piękne dni, nie zna już dziś kalendarz takich dat. Niby to nic wielkiego, ot takie tam drobne przyjemności, ale są ludzie którzy i tego nie przeżyli. Wiadomo, że są i tacy dla których są to duperele o których nie warto pamiętać, ale dla nas starych, dzisiejsze daty mówią o zupełnie czymś innym. Spotkaliśmy się w moim pokoju, przy lampce szampana, same prababcie i pradziadkowie i każdy tylko wspominał ostatnie spotkanie z rodziną. Każdy z nas dokładnie pamięta jak dostał od rodziny prztyczka w nos po którym odczuł odstawienie na boczny tor. Jak się jest pra… to już tak jakbyś nie istniał. No chyba, że dożyjesz setki, a to wtedy rodzina i dyrekcja Domu wypina piersi do orderów. Wtedy z bocznego toru przechodzisz, na jakiś czas, na honorowe miejsce, A tak swoją drogą, to czy któreś z nas, tych pra.. pamięta coś takiego jak prababcia czy pradziadek. Zanim zdążyliśmy dorosnąć to już ślad po nich zaginął. Po latach szukamy ich śladów, czyli swoich korzeni, twórców jakiejś gałęzi naszego drzewa genealogicznego i wówczas znów stawiamy ich na piedestał. Wspominamy jacy byli wspaniali ale dopiero jak ich już dawno nie ma, na razie to jesteśmy kulami u nogi, przykrym obowiązkiem. A tak swoją drogą, to przyszło mi do głowy, że jest jeszcze coś czego nie robiłam a chciałabym – nigdy nie byłam wożona rikszą, tak więc jak przyjdzie wiosna to zafunduję sobie przejażdżkę po zakamarkach starego miasta. A na razie to ja muszę usuwać reklamy ze swojego bloga, jest ich od groma i cały czas przybywa. Kończę i ŻYCZĘ ZDROWIA W NOWYM ROKU, obyśmy się pozbyli tych choróbsk, które nas ograniczają, osłabiają i eliminują część społeczeństwa. A tak swoją drogą, jak w młodości ktoś życzył nam zdrowia to kpiliśmy z tego kogoś; dzisiaj chyba już rozumiemy co to znaczy zdrowie.

Wigilia – 24 XII 2021r.

Dzień ten od rana zachwycił pogodą. Było bielutko, wszystko obsypane śniegiem i przytrzymywane lekkim mrozem – 3 stopnie. Był Św. Mikołaj z prezentami i to całkiem, całkiem te prezenty, szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się aż tak. A już zupełnie nie spodziewaliśmy się aż tak bogato zastawionych stołów przy których zasiedli wszyscy ci którzy chcieli spotkać się z innymi. Było naprawdę odświętnie. Stoły pięknie udekorowane, krótkie przesłanie od naszego Księdza i życzenia od Pani Dyrektor, a później śpiewanie kolęd. Śpiewali wszyscy i to gromko. Pierwszy dzień Świąt przywitał nas przepiękną pogodą – od świtu słońce, padający śnieg i 7 stopni mrozu. W naszej stołówce śniadanie nie dość, że na bogato to i bardzo pięknie podane. Wszyscy byli zachwyceni i z życzliwym nastawieniem dnia wczorajszego, bardzo mili w stosunku do siebie.

Ja natomiast, zarówno poranek przed Wigilią jak i przedpołudnie świąteczne, przeznaczyłam na usuwanie reklam z mojego pamiętnika. Aż trudno uwierzyć tych reklam było 198. Jedna apteka podała mi chyba cały skład swoich leków razem z ich opisem. Nie wiem czy to możliwe żeby ktoś na zmianę przez 6 dni i pięć nocy wypisywał informację o lekach. Przy każdej, pojedynczej reklamie była podana godzina i oczywiście data, jej wpisania. Pierwszy wpis był umieszczony 19 grudnia o godzinie 10,48 a ostatni 24 grudnia o godz. 12, 50. W tych 198 reklamach, 8 było od kogoś innego. Każdą reklamę usuwałam pojedynczo, ponieważ nie chciałam przeoczyć jakby wśród tych reklam znalazł się jakiś wpis od osoby prywatnej. Jakbym te wszystkie reklamy, które dostaję od kilku dni, zostawiła na blogu to zajęły by one kilkanaście stron. Czy ci reklamodawcy nie widzą, że ja nie umieszczam reklam? Czy sądzą, że może się skuszę i umieszczę? NIE CHCĘ ZAŚMIECAĆ SWOJEGO PAMIĘTNIKA.

Zdrowych i pogodnych Świąt życzę wszystkim moim czytelnikom!

Rocznica Stanu Wojennego

Od kilku dni i w radiu i w telewizji mówi się o przeżyciach ludzi na wiadomość o ogłoszeniu Stanu Wojennego. Każdy z wypowiadających się opowiadał o swoim bohaterstwie czy strachu, które przeżył 40 lat temu. Prawie każdy poruszał temat braku teleranka w telewizji a zamiast niego obraz munduru generalskiego. A ja tę datę kojarzę jak coś co mnie wybawiło z opresji. 13 grudnia, to była niedziela, a 12 grudnia zadzwonił do mnie znajomy z prośbą czy nie zagrałabym z nimi w brydżyka, bo jak zwykle brakuje czwartego. Każdy brydżysta zna ten ból i każdy, jeśli może, ratuje sytuację. Tak więc umówiliśmy się, że około godziny 18 przyjadą po mnie a po graniu będę odwieziona do domu. Okazało się, że brydżyk ma być rozgrywany w domu kogoś kogo nazwałam swoim satelitą, to pan o którym pisałam w kilku wpisach – Danuśka, czyli skąd to naręcze kwiatów i Danuśka 1,2,3. Do głowy mi nie przyszło, że ów pan zaplanował zemstę na mnie za upokorzenia których ode mnie doznał. Brydżyk się skończył, nawet nie zauważyłam kiedy dwaj gracze wyszli. Zaczęłam się ubierać a Leszek objął mnie i wytłumaczył, że nie wyjdę od niego wcześniej niż rano i to wtedy kiedy on powie, że możemy już iść. Przestraszyłam się nie na żarty. Jeszcze nigdy niczego nie robiłam wbrew swojej woli. Nagle dzwonek do drzwi, kto tam? Milicja Obywatelska – weszli, pokazali jakąś kartkę i Leszek posłusznie, bez żadnego sprzeciwu, nawet bez jednego słowa, ubrał się i wyszedł. Wychodząc powiedział tylko – Danulka, klucze są w szufladzie. Nie wiedziałam co to było. Poczułam się wolna ale i ogłupiała. Musiałam odtajać i do domu wybrałam się dopiero o świcie. Szłam przez zaśnieżone miasto; śniegu było tak dużo, że nie było widać czy ktoś idzie po drugiej stronie ulicy, czy nie. Szłam rozmyślając co to było. Przez moment pomyślałam nawet, że to koledzy Leszka wywinęli mu takiego psikusa i poczułam do nich wdzięczność. Dopiero przed domem spotkana patrol MO która wyjaśniła mi co to za dzień. Nie bardzo rozumiałam co to znaczy ale cała szczęśliwa byłam w swoim domu; a z Leszkiem, to nawet w brydża przestałam grywać.

Poruszany przeze mnie, w poprzednim wpisie, temat naszych wind i śmieci nimi wywożonych, zainteresował moich czytelników. Kochani, ja pisałam, że jest to sprawa na kilka głów nie na jedną. Nie wiem jak często są wywożone śmieci – bo jeśli codziennie to przy zorganizowaniu drugiego punktu zbiórki śmieci, można by wywozić co drugi dzień. To znaczy jednego dnia z jednego punktu, drugiego dnia z drugiego i wyszłaby ta sama cena. Nie wiem ile kosztuje taka wywózka. Może bardziej opłacałoby się kupić taką małą ciężarówkę ze specjalną siatką osłaniającą platformę, czyli samochód do wywożenia śmieci. Wówczas nie potrzebne byłyby kontenery, bo worki ze śmieciami lądowałyby bezpośrednio na platformie, a po zapełnieniu jej byłyby wywożone przez naszego pracownika na wysypisko. To wszystko jest do przeanalizowania i oszacowania wszystkiego za i przeciw. Do tego jest właśnie potrzebny Samorząd Mieszkańców, który z dyrekcją Domu, jak z partnerem przegada każdy temat. Pracownik tego nie zrobi, bo nie ma odwagi dyskutować i zmusić Dyrekcję do myślenia, a podopieczny może to zrobić bo to on jest pracodawcą, czego nikt z Dyrekcji nie bierze pod uwagę.

Kochani moi, dużymi krokami idą święta – tak więc zdrowych i spokojnych świąt, życzy Wam prababcia.