Rynna…

Obiecywałam, że na każde zadane przez moich czytelników pytanie, szczerze odpowiem. A tu stop, nie na każde. Od tygodnia przymierzam się żeby odpowiedzieć Wam na jedno z nich , i nie wychodzi. Gotowa jestem nawet przestać prowadzić bloga żeby tylko nie musieć opisywać swoich jedenastu lat w małżeństwie. A tego typu pytaniami jestem wręcz zasypywana, więc coś trzeba. Dopiero teraz rozumiem kobiety które pomimo gehenny w domu nikomu o tym nie mówią. To jest tragicznie ciężkie. W człowieku następuje taka blokada, że nie sposób jej zerwać. Zablokowany jest i umysł i serce. Człowiek staje się taki ubezwłasnowolniony i na to nie ma wpływu. Teraz mówi się, że temat nie został przepracowany z psychologiem. Ponieważ niczego nie przepracowywałam z kimś to spróbowałam to zrobić sama z sobą; do pamiętnika rodzinnego pisanego w formie korzeni rodzinnych, dopisałam część zatytułowaną – z deszczu pod rynnę – i w tej części opisałam to swoje życie w małżeństwie, ale pokazać tego komukolwiek, nie potrafię. I tak tkwię w tej rynnie. Zaczęłam przeglądać bloga – prababcia 102 – żeby zorientować się czy coś na ten temat kiedykolwiek pisałam- i owszem, robiłam takie wrzuty słowne, ale to było chyba tylko dla wtajemniczonych a takich brak. Dlaczego tę część rodzinnych korzeni zatytułowałam – z deszczu pod rynnę, otóż od trzeciego roku życia do szesnastego byłam bita przez brata. Dlaczego? opisuję to w rozdziale bloga zatytułowanego – Gala. Jako małe dzieci mieszkaliśmy w szkole rosyjskiej i chodziliśmy do przedszkola rosyjskiego. Mój brat jako przedszkolak wielkim patriotą był i nigdy nie odpowiedział nikomu inaczej jak po polsku; za to właśnie był bity przez rówieśników. Ja natomiast odpowiadałam każdemu w języku w jakim byłam pytana i za to obrywałam od brata w domu. To bicie mnie weszło mu w krew aż ja powiedziałam dość i wyszłam za mąż żeby uwolnić się od brata i tak wpadłam z deszczu pod rynnę mając lat siedemnaście. To moje wyjście za mąż również opisałam na blogu w dniu 12 IX 2018r. zatytułowane – szczyty głupot. Żeby nie sąsiad z ul. Radiowej pewnie w tym związku tkwiłabym latami, ale to on, sąsiad i szef wydziału śledczego Komendy Wojew. postawił mnie do pionu. Od rozwodu nie ośmieliłam się żyć w związku z jakimkolwiek mężczyzną. Wolałam nie ryzykować. Ale za to dziś, jestem cholernie silna pod względem psychicznym. Dlatego właśnie, pomimo wielkich starań kierownictwa naszego DPS żeby mnie wykończyć, nic z tego nie wyszło. Jestem odporna na wszelkie wstrząsy psychiczne.

I to wszystko, więcej nie dam rady – NARA !!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *