Nareszcie…

nasze dwie gwiazdy świństw wszelakich wobec mieszkańców i pracowników naszego Domu staną przed Sądem. Oczywiście chodzi o siostrę przełożoną i dyrektorkę. Któregoś dnia – puk, puk do moich drzwi, wchodzi pan legitymuje się i przedstawia – to policja. Moment zawahania zanim skojarzyłam. Nie pisałam o tym więc nic nie wiecie. Otóż jedna z pracownic po otrzymaniu kilku nagan uzmysłowiła sobie, że za jej idealną wręcz pracę dyrekcja szykuje się do wręczenia jej wypowiedzenia z pracy; nie wytrzymała i oddała sprawę do Sądu oskarżając dyrekcję naszego Domu o nie słuszną podstawę do oskarżeń. Chcąc udowodnić, że nasze ” gwiazdy zła ” postępują bezprawnie niemalże na każdym kroku, że mają za nic ludzi w jakiś sposób podległych sobie, powoływała się na różne fragmenty z mojego bloga. Pani adwokat kierująca sprawą, podpowiedziała, że dobrze by było spytać autorką bloga czy nie zechciałaby być osobiście świadkiem w tej sprawie, I w ten sposób pracownica trafiła do mnie i przedstawiając po krótce sprawę zapytała mnie o to. Takiej euforii z mojej strony nie spodziewała się. Ja aż krzyknęłam z radości – nareszcie, te dwie hieny staną przed Sądem. Oczywiście, że poświadczę. Był czas, że to ja chciałam oddać sprawę do Sądu ale byłam zupełnie osamotniona. Ludzie w naszym Domu byli zastraszeni i jedni chcieli jeszcze trochę pożyć, a drudzy nie chcieli stracić pracy. A ja sama, stara, zmaltretowana psychicznie osoba, nie miałam sił. Teraz jestem okrzepniętą w siłę i zdecydowaną pomóc, bo to będzie tak jakbym oczyszczała siebie. Siostra przełożona w jakiś sposób dowiedziała się o tym, że owa pani była u mnie, zaczęła łapankę wśród pracowników – kto z nich widział ową panią u mnie i ile razy; wyłapane osoby musiały złożyć podpis na piśmie sformułowanym przez przełożoną, stwierdzający fakt. Po co to zrobiła nie wiem – to chyba brzytwa tonącego. Wprawdzie owa pani jest na zwolnieniu lekarskim ale chodzić może. Była to dla niej zbyt ważna sprawa żeby odpuścić. Pan policjant spytał mnie ile razy u mnie owa pani była. Dziwne pytanie. Owa pani jest zatrudnioną w naszym Domu opiekunką. Krótko przed pójściem na zwolnienie lekarskie była opiekunką na moim odcinku. I jako jedyna opiekunka interesowała się wszystkimi podopiecznymi, nie tylko tymi którym trzeba zmienić pampersy, tak więc u mnie była wiele razy. Natomiast w sprawie o której mowa była tylko raz, nie musiała więcej, przecież ja zgodziłam się natychmiast i w stu procentach. A po tej łapance osoby które podpisały się na czarnej liście przełożonej, to nawet nie zaglądają do mnie – wstydzą się, a przecież są to opiekunowie, czy tylko podwładni przełożonej ? Był czas kiedy te hieny straszyły mnie, że podadzą mnie do Sądu za prowadzenie bloga szkalującego nasz Dom. Wyjaśniłam im, odwrócenie tematu – ja nie szkaluję Domu tylko jego kierownictwo, a do Sądu pójdę z ogromną przyjemnością i powiem co o was myślę. No i co ? Wycofały się z tego pomysłu, wiedziały, że ja będę miała o czym mówić one niestety nie. Chciały bez mojej zgody skierować mnie do Szpitala Psychiatrycznego na Oddział Zamknięty, nawet przekabaciły na swoją stronę zatrudnionego u nas psychiatrę, który moją ” chorobę psychiczną ” również zawarł z treści mojego bloga. No inteligencja najwyższego sortu.

Musiałam wejść w mój wpis i poprawić go co nieco, a tu aż dziw pełno wpisów z gratulacjami dla mnie. że mam odwagę pomóc. A może odważylibyście się i też pomogli. Jak byłoby nas więcej to pozbylibyśmy się tych hien, no i miałyby wreszcie nauczkę.

Chyba dosyć na dzisiaj. Trzymajcie za nas kciuki. NARA !!

Stara fotografia.

” Patrzę na starą fotografię którą dziś przysłałeś mi” – tak zaczyna się tekst piosenki śpiewanej przez Sławę Przybylską w latach sześćdziesiątych. Zarówno ten tekst jak i otrzymana przedwczoraj stara fotografia bardzo mnie wzruszała i wzrusza na dal, z tym, że tę fotografię otrzymałam od mieszkanki naszego Domu. Fotografia z lat sześćdziesiątych a zachowana w idealnym stanie. Lata sześćdziesiąte, ja piękna dwudziestokilkuletnia stoję na scenie otoczona przystojnymi mężczyznami – muzykami, a konkretnie dęciakami. Panowie ci mają instrumenty skierowane w moją stronę; a zatem sytuacja jest pozorowana bo jakby dmuchnęli w nie to straciłabym słuch natychmiast i na długo. Panowie niby grają na klarnecie, saksofonie – tenorze, puzonie i trąbce, ja cała w bieli – w białej sukience i w białych rękawiczkach trzymam w ręce marakasy. Niby zdjęcie takie jakich mam całe mnóstwo, a jednak inne, te które mam robione były nie wiadomo przez kogo i w niespodziewanych sytuacjach, do tego zdjęcia trzeba było pozować, a ja nie pamiętam ani tej sytuacji ani panów otaczających mnie, jednak na to zdjęcie zaczęłam patrzeć inaczej. Zwróciłam uwagę, że ci muzycy są niezwykle przystojni a mimo to ja dla nich jestem kimś wyjątkowym. Nigdy przedtem nie widziałam ani przystojności panów ani admirowania mnie. Teraz nie dziwię się, że mojego męża zżerała zazdrość, no bo jeśli na tę moją cząstkę życia patrzył jak ja dzisiaj na tę fotografię… Boże, on jeździł za mną wszędzie, ale tak, że ja nawet nie wiedziałam, że jest gdzieś i obserwuje mnie. Mógł przecież jechać razem ze mną tym samym środkiem lokomocji, ale nie, przecież wówczas nie mógłby mnie przyłapać na zdradzie. I nie przyłapał, a tą swoją obłąkaną zazdrością doprowadził do rozwodu. Szkoda, bo ja dopiero dzisiaj zobaczyłam piękno tych panów, a w ogóle to nawet ich nie kojarzę. Na ogół słyszałam tylko brzmienie instrumentów, fizjonomii nie kojarzyłam nigdy. Szkoda, szkoda wszystkiego co było.

A co jest, a w zasadzie też już było – kontrola z Urzędu Wojewódzkiego. Nawet nie odczułam, że to była kontrola, ot dwie panie przyszły do mnie na pogaduchy. Zrobiłam maleńki zwiad – u kogo owe panie były. Były u bardzo wielu osób i o dziwo niemal, że wszystkie te osoby miały takie samo zdanie o kierujących naszym Domem i postępowaniem z nami, jak i ja. W skali 1 : 3 otrzymały po jednym punkcie a nawet z minusem. Nie wiem do czego te wywiady były potrzebne, ale cieszę się, że ludzie mówią i nie boją się mówić to co myślą.

I to byłoby na tyle NARA !!

I znów pomyłka!

Oczywiście chodzi o leki. W naszym Domu są dwie osoby o tym samym nazwisku. Obie te osoby mieszkają powyżej 10 lat w tym dps tak więc czas najwyższy wiedzieć o nich wszystko, zwłaszcza, że nowych pielęgniarek nie ma a to właśnie pielęgniarki dopuszczają się tych pomyłek. Mylą się nie tylko ze względu na nazwisko, po prostu nie mają warunków do spokojnego rozdzielenia leków. Przychodzę po lek o który poprosiłam wczoraj lekarza, leku nie ma – informuje mnie pielęgniarka. Zaczyna się szukanie, bo lek powinien być. Po dłuższym szukaniu okazało się, że pan doktor wypisał dla mnie inny lek, główny składnik ten sam a nazwa już inna. Zupełnie nie wiem dlaczego na opakowaniu leku zmieniono literkę imienia z D na K, tę zmianę widać wyraźnie, i ja leku nie mam a Krysia miałaby za dużo; ale znając Krysię brałaby go bez problemu. I znów byłaby afera ponieważ faktura za lek przyszłaby na mnie i wmawiano by mi, że na pewno lek wzięłam tylko zapomniałam a opłacić muszę. Ludzie szanujcie nasze zdrowie, w końcu od tego jesteście, jak sama nazwa wskazuje jesteście służbą dla naszego zdrowia, a każda praca wymaga myślenia. Wystarczy, że nasze kierownictwo nie myśli Wy średni personelu jesteście dla nas ważniejsi od waszych nie wiele wartych zwierzchników, mam na myśli pielęgniarkę naczelną która powinna zadbać o warunki pracy dla Was i dyrektorkę która wszystko co złe zwali na nas- podopiecznych tego Domu bo boi się zwrócić uwagę pielęgniarce naczelnej. Przecież te pomyłki lekowe to wyłączna wina pielęgniarki naczelnej, która pracując w naszym Domu od 30 lat nie zadbała o spokojne miejsce do rozdzielania leków. W jednym pomieszczeniu rozdziela się leki dla ponad setki osób, pobiera się krew, zmienia opatrunki, robi zastrzyki i udziela wszelkich informacji i to w pokoiku w którym trzy osoby robią tłok.

W środę były w naszym Domu, na zwiadach, pracownice Urzędu Wojewódzkiego. Trafiły też do mnie. Zaczęły od pytań o personel średni, zwłaszcza o opiekunki, powiedziałam więc, że ze mną to one nie mają wiele wspólnego ponieważ jestem osobą w miarę samodzielną. Napisałam w miarę, ponieważ już ze wszystkim mam problemy ale choć z trudem to jednak wszystko robię sama. Ale obserwując ich pracę to nawet nie ośmieliłabym się prosić o pomoc, są zapracowane, zabiegane, ledwie się wyrabiają. Wy lepiej zainteresujcie się pracą naszego kierownictwa, zwłaszcza pani dyrektor i pielęgniarki naczelnej. Ta ostatnia uczy jak pomiatać podopiecznymi, mieć ich za nic, a ta druga nie śmie zwrócić jej uwagę bo sama nie wiedziałaby co i jak robić. Naszym Domem kieruje pielęgniarka naczelna nie dyrektorka. Tak o jednej jak i o drugiej mam bardzo brzydkie zdanie. I opowiedziałam o wszystkich świństwach jakie mnie spotkały w tym Domu dzięki tym niby ludziom, które udają aniołów. Nie będę pisała co mówiłam ponieważ to wszystko jest przedstawione dokładnie na moim blogu. Czy te panie z Urzędu zrobią z tego jakiś użytek nie wiem, pewnie nie, jak zwykle i jak każdy urzędnik z którym rozmawiałam do którego się zwracałam w różnej formie, ale swoje zdanie o szefowych tego Domu mam wyrobione gruntownie i wypowiadam je zawsze niezmiennie tak samo. Ze strony pań kontrolerek padło pytanie – czy to możliwe żeby opiekunki domagały się jakiś rekompensat w zamian za swoje usługi? Natychmiast zaprzeczyłam, a po kilku dniach i zastanowieniu się pomyślałam, że przecież nie wiem jak zachowują się opiekunki w stosunku do innych osób. Ja z tym się nie spotkałam, ale na przykład znam przypadki, że jedna z pokojowych do mnie jest nadzwyczaj miła a na swoim odcinku ma osobę na której wręcz znęca się psychicznie. Nie znam przecież wszystkich zatrudnionych u nas osób i zupełnie nie wiem jak mogą zachowywać się względem innych. Jest mi głupio, że nie uwierzyłam komuś, ale w ramach przeprosin dodam tylko, że panie kontrolerki już czytają mojego bloga i na pewno przeczytają dzisiejszy wpis.

I to już wszystko – NARA !

Parapetówka !

Ten tydzień rozpoczęłam od parapetówki właśnie. Moja wnuczka chciała pokazać rodzinie i swoim przyjaciołom jak się mieszka w nowo wybudowanym domu i to wybudowanym osobiście przez jej męża i teścia. Jej mama, czyli moja córka, dziwiła się że spotkanie organizuje w poniedziałek, ale wnuczka wyjaśniła, że w sobotę to będzie spotkanie młodych, a więc długo i głośno. Niedziela będzie na odpoczynek i posprzątanie śladów balangi po to żeby w poniedziałek spotkać się ze starszyzną, czyli teściami z obu stron, plus z babcią i prababcią w mojej osobie. Dom budowano dość długo ponieważ mąż wnuczki jeździ tirem po Europie a budową zajmował się w czasie wolnym od pracy. Jak już szkielet domu był gotowy to zagospodarowały go bociany – uwiły sobie na nim gniazda, jako że dom stoi w głębokiej głuszy, na odludziu pod lasem na polanie, na której dotychczas wygrzewały się zwierzęta i ciągle uważają że to jest ich miejscówka. Oczywiście ich gniazda zostały starannie przeniesione na wybudowane maszty blisko domu. Ogrodzenie również musieli zlikwidować ponieważ żadnych ogrodzeń nie życzyły sobie jelenie i sarny. Na polanie, na której stoi dom można śmiało zlokalizować pole golfowe, ten duży teren to ich podwórko obsadzone małymi, srebrnymi świerkami. Ich dom wewnątrz tylko obejrzałam ponieważ pogoda była zbyt piękna żeby w nim siedzieć. Tak więc przy drinku i przeróżnych przekąskach, na hamakach przebujaliśmy poniedziałkowe południe i popołudnie. Dla mnie, niestety takie wypady choć leniwe są już męczące. Nie mogłam sobie pospacerować z prawnukiem ponieważ grunt pod nogami nie był zbyt stabilny a tego wymaga moja starość. Mój chodzić w ogóle nie chciał jeździć a o chodzeniu bez niego mowy nie ma. Do domu jest wiele wejść ale te wejścia nie mają jeszcze porządnych schodów; w ogóle jest jeszcze dużo do zrobienia ale już w nim mieszkają. Są to tereny skupywane przez lata przez rodziców męża wnuczki z planem zamieszkania całej rodziny obok siebie. Brat przyszytego wnuka, moim zdaniem postąpił mądrzej, sprzedał część gruntów i lasu i kupił mieszkanie w mieście a na pozostałych gruntach wybudował dom na wywczasy. Natomiast moja wnuczka zamieszkała tam na odludziu na stałe. Mają swoją wodę głębinową, swoje zasilanie prądotwórcze i ogólnie wszystko co potrzebne jest do życia, jednak ja nigdy w życiu nie odważyłabym się tam mieszkać pomimo to, że jest tam pięknie.

Jak tylko wróciłam do Domu to zanim padłam na swoim łóżku musiałam wysłuchać żalów sąsiadki – i znów pomyliły mi leki, mnie jest tak ciężko chodzić ale muszę iść z reklamacją. Ponieważ od dwóch miesięcy niemalże codziennie korzystałam z usług pielęgniarskich w ich gabinecie to zwróciłam uwagę, że powinno się odizolować pokój na rozdzielanie leków od obsługi mieszkańców Domu, bo jedno z drugim jest bardzo rozpraszające i wówczas nie trudno o pomyłki. Czyżby o tym nie wiedziała siostra przełożona. Ja kilkanaście razy zgłaszałam pomyłki, chociaż one nie powinny w ogóle mnie dotyczyć, ale jak zobaczyłam jak wygląda rozdzielanie leków, i to już od dziesiątek lat tak samo, to za tę bezmyślność wyrzuciłabym z roboty przełożoną. A jak zgłaszałam pani dyrektor o bałaganie z lekami to szanowna zamiast się wykręcać od odpowiedzi powinna zapoznać się z pracą pielęgniarek; ale to byłoby ingerowanie w zakres obowiązków siostry przełożonej, więc gdzieżby śmiała, lepiej zrobić durnia z podopiecznej albo nawet z siebie, żeby tylko nie narazić się przełożonej.

I to już wszystko – NARA !!