Rzetelność.

Nie wiem co się dzieje ale widzę radykalną zmianę w podejściu do mnie. Jeśli nawet najostrzejsza i najgłośniejsza z opiekunek, ba, nawet okazało się że powiązana rodzinnie z kierownictwem, w ostatnim słowie poddaje się, to jest to nie tak jak zwykle. Otóż na piątek zamówiłam samochód żeby mnie podrzucił do fryzjera. W zakładzie fryzjerskim miałam być o godz. 9, 15 a że to blisko to wystarczyło wyjechać o godzinie 9, oo. Jak zwykle miałam wrócić sama z buta. A że jestem ciągle myślącą osobą i posiadającą cechę główną – rzetelność we wszystkim, pomyślałam, że skoro o godzinie 9, 3o w każdy piątek ludzie jadą na rynek to trzeba to zgrać czasowo żeby kierowca nie jeździł dwa razy, bo to do fryzjera jedzie 5 minut i drugie 5 minut od fryzjera na rynek. Sprawdziłam ile osób jedzie na rynek. Czy w tej grupie są osoby jeżdżące na wózku czy z chodzikiem, ponieważ do samochodu wchodzi tylko jeden wózek więc byłby problem. Okazało się, jadą tylko dwie osoby sprawne fizycznie bez pomocy wózków. Dogadałam się z tymi osobami, żebyśmy wszyscy wyjechali o godz. 9. Osoby te się zgodziły. Ja zgłosiłam ten fakt do Działu Socjalnego i uważałam że wszystko gra, zwłaszcza, że na drugi dzień pracownica socjalna potwierdziła te ustalenia. Aż tu nagle w czwartek po południu przychodzi do mnie szefowa pokojowych i informuje mnie, że wyjeżdżam o godzinie 8, 50. Niby nic, ale jednak osoby które poszły mi na rękę z wcześniejszym o pół godziny wyjazdem znów mają mi ustępować. I zaczęła się przepychanka słowna z najgłośniejszą z opiekunek, ale ta przepychanka nie była złośliwa tylko, że każda chciała postawić na swoim. Wreszcie opiekunka mówi mi, że na rynek w ogóle samochodu nie będzie bo to i tamto. Ja się upieram, że wszystko dokładnie sprawdziłam i powinno być tak jak ustaliłam. Tej rozmowie przysłuchiwała się pokojowa z mojego odcinka i odezwała się – no i trafiła kosa na kamień. Moja oponentka uspokoiła panią Marię – że my się na pewno dogadamy. Fakt, że pomimo ostrej wymiany zdań czuć było obustronny szacunek. Wreszcie usłyszałam od mojej przeciwniczki – no nie sądziłam, że kiedykolwiek, ktokolwiek mnie przegada. I poszła. Ja się upierałam bo na prawdę wszystko dokładnie sprawdziłam a moja oponentka jest przyzwyczajona, że każdy jej ustępuje bo albo są to osoby nisko oceniające swoją wartość, albo na prawdę nie mają wartości; wówczas takie osoby podlizują się do niej, schlebiają we wszystkim. Ja swoją wartość znam. Nie upieram się jeśli czegoś dokładnie nie sprawdzę, ale to w moim wypadku jest nie możliwe. Rzetelność to moja cech główna i pewnie jedyna. W każdym razie pojechaliśmy zgodnie z marszrutą ustaloną przeze mnie.

PS. Bardzo dużo opiekunek podlizuje się do swoich zwierzchników i na tym ciągną ten roboczy kierat. Jak byłyby pracowite i kompetentne nie musiałyby stosować lizusostwa.

I to byłoby na tyle – NARA !!

Głos Seniora.

Tak jest zatytułowane pismo – rocznik, a może półrocznik, wydawane przez nasz dps. Po przejrzeniu owego pisma, bo nie mogę powiedzieć, że po przeczytaniu – 80% druku zajmują zdjęcia i ilustracje, doszłam do wniosku, że nasi seniorzy nie mają głosu, albo nie mają nic do powiedzenia. A jeśli nie mają nic do powiedzenia to po co biorą się za pisanie? Jest to typowa kronika wydarzeń już zapomnianych. Notatki wspominają co wydarzyło się w styczniu i do czerwca. Każdy wpis opisujący jakieś wydarzenie artystyczne lub sportowe, to trzy, cztery zdania a w każdym wpisie są same ochy i achy. Na trzynaście opisów oczywiście w trzech zdaniach, pięciokrotnie powtarza się, że ciasto było pyszne albo, że był najważniejszy punkt spotkania – słodki poczęstunek. Za każdym razem ludzie wpadali w zachwyt bo zabawa była przednia i zawsze było bardzo miło. Dowiedziałam się, że na każdym spotkaniu redakcyjnym jest obecna pani dyrektor, a zatem osoby piszące są ubezwłasnowolnione i należy je pilnować żeby nie dopuściły się jakiejś samowolki. Tak się zachowuje tchórzliwy dyrektor, który wie, że nic dobrego ludzie o niej nie powiedzą a zatem trzeba pilnować żeby lepiej nic nie mówili. Pani dyrektor pierwszy raz na spotkanie redakcyjne przyszła natychmiast po objęciu stanowiska dyrektora u nas i pierwszą jej czynnością było zniszczenie poprzedniego Głosu Seniora, w którym było co czytać, ale po co, co za dużo to nie zdrowo. Później to już pani dyrektor niszczyła wszystko, bo tylko to jej wychodzi najlepiej.

PS. Te dziennikarki Głosu Seniora to w 50% moje koleżanki z logopedii, dostanie mi się po głowie, trudno – podlizuchy !

I to byłoby na tyle NARA !!

Dwie sprawy od i do moich czytelników.

Napisał do mnie pan Rafał, ze zrozumieniem na moją wściekłość i gotowość w czasie dziesięciodniowego oczekiwania na zakończenie remontu, twierdząc, i słusznie, że oczekiwanie jest gorsze niż trwanie. Po wskazówkach jakie mi udzielił można wnioskować, że to fachowiec. Pewnie to ten piękny, polski hydraulik, który zachwycił świat. W każdym razie bardzo dziękuję, że podzielił się pan ze mną swoją fachowością i że w ogóle napisał pan do mnie. Dziękuję bardzo.

Jedna z czytelniczek to nawet mnie odwiedziła. Tak zagadałyśmy się, że zapomniałam nawet jak ma na imię, a w sytuacji kiedy rozmowa zeszła na załatwienie dla pani pewnego ustroistwa to po za imieniem niestety musiałabym znać i pani wymiary i namiary do pani. Ja każdą rozmowę traktuję poważnie i już zaczęłam sprawę załatwiać, kiedy powiedziałam sobie – przystopuj, nic o kobiecie nie wierz, kupisz to ustroistwo i co z nim zrobisz? Tak więc kochana, powiedzmy pani ” Zosiu” bardzo proszę o napisanie do mnie w komentarzach i podanie np. telefonu, wówczas ja do pani zadzwonię i wszystkiego się dowiem. To co pani do mnie napisze nikt inny tylko ja będę mogła to odczytać. Natomiast jak ja podałabym swój numer telefonu to znali by go ludzie od Australii po Syberię i nigdy nie wiadomo na kogo by trafiło. Bardzo proszę o kontakt.

I to byłby na tyle – NARA !!

Pierwszy krok do chcenia

Moim pierwszym krokiem do chcenia było pójście na logopedię. Jak zwykle było miło, chociaż zauważyłam, że w głowie mam jakiś zastój. Ale było tak tylko na pierwszych zajęciach. Czyli, że gimnastyka jest niezbędna dla całego organizmu. Niestety na prawdziwą gimnastykę poranną do atrium, jeszcze nie chodzę, ciągle boli kręgosłup. Jak byłam we wtorek u lekarza poprosiłam go żeby wypisał mi nowy, ale normalny materac, na receptę, receptę taką do siostry przełożonej, bo to ona przydziela materace. Spojrzał na mnie zdziwiony, więc mu wyjaśniłam. Wprawdzie całkiem nie dawno dostałam nowy materac ale on nie nadaje się dla mnie, jest jakiś aerodynamiczny czy jakiś tam, w każdym razie jak leżę na boku to za plecami tworzy się taka otulina, której ja teraz będąc chora, nie mogę sforsować, po nocy jestem najbardziej obolała, a do siostry przełożonej nie pójdę bo jej nie cierpię, a jak pan doktor wypisze zlecenie, że ma mi wydać twardy, bez udziwnień, materac, to ona nie będzie miała wyjścia. Pan doktor to zlecenie wypisał i dalej miała działać jego asystentka. Przychodzę na drugi dzień do owej asystentki i pytam jak moja sprawa – jeszcze nie byłam. Przychodzę na dzień następny – byłam, a siostra przełożona kazała pani przekazać, że jeśli pani coś nie odpowiada to niech pani sobie kupi prywatnie to co pani chce. Od razu wybrałam się do siostry przełożonej i od progu informuję, że ja w sprawie materaca. Przełożona udaje, że nic na ten temat nie wie więc wyjaśniam, a ona na to, – za 15 minut materac będzie u pani w pokoju. Szok – co to było, czy moja wizyta zrobiła wrażenie, czy asystentka nie umiejętnie podeszła do sprawy? Pewnie przełożona sądziła, że jak usłyszę, że mam kupić sobie sama to już do niej nie przyjdę, a tu niespodzianka. W każdym razie mam nowy materac i spokojnie przewracam się z boku na bok. Podejrzewam, że tylko ja z nią rozmawiam z pozycji kogoś ważniejszego od niej, nikt ponadto, na pewno dyrektorka nie ośmieli się nigdy tak stanowczo z nią rozmawiać. Ja po prostu uważam, że każdy podopieczny jest w domu opieki ważniejszy od kogokolwiek innego. Jeśli pracownicy chcą żebyśmy ich szanowali to oni muszą szanować nas. Jeszcze parę lat temu jeździli po mnie jak po starej, nikomu nie przydatnej kobyle, teraz sobie na to nie pozwolę. Dotyczy to przede wszystkim kierownictwa dps. Teraz, odpukać, nie mam im nic do zarzucenia, jest dobrze i niech tak zostanie.

Czekam z utęsknieniem kiedy wyzdrowieję, zacznę ćwiczyć, zrobię jakiś program muzyczny, no i pojadę zobaczyć jak wygląda Olsztyn latem, a na razie – do zoba… NARA !!

Nie chce mi się…

Wiek, upał, niby remont w pokoju i łazience a do tego długotrwałe zapalenie nerwu kulszowego, wszystko na raz, myślę, że mam prawo nie chcieć niczego. Ten cholerny wiek powoduje, że byle co cię chwyta, ale leki to niechętnie działają. Zawsze nowy lek, czy nowy zabieg fizjoterapeutyczny, nawet nowe ćwiczenie gimnastyczne działa na mnie natychmiast i wpadam w euforię. Niestety to wszystko działa na mnie tylko raz. Teraz dostałam zastrzyki; pielęgniarka mi mówi – pani Danusiu na pewno od razu to nie przestanie boleć ale już po trzecim zastrzyku poczuje pani wyraźną ulgę. A u mnie jest sytuacja odwrotna, po pierwszym zastrzyku cud, miód i orzeszki, ja w euforii, a na drugi dzień zaczyna boleć jeszcze bardziej. Zawsze byłam taka szywarat na wywarat czyli odwrotna. To z rosyjskiego.

Remont, po prostu wymiana rur grzewczych i kaloryfera w łazience. Fachowcy przyszli jeden z nich wymontował rury i poszli. Po trzech dniach przyszli porobili dziury w ścianach i poszli. Za jakiś czas znów coś tam, coś tam i zginęli. Dziesiątego dnia przyszli i wszystko zrobili w ciągu trzech godzin. A ja przez te 10 dni byłam zawsze w gotowości i wściekła.

Nie chodzę na logopedię, nie ćwiczę, nie chodzę na żadne spacery, nie śpiewam bo nic mi się nie chce. Kochani, tak więc nie będę więcej pisała bo nie chce mi się.

NARA !!