Moim pierwszym krokiem do chcenia było pójście na logopedię. Jak zwykle było miło, chociaż zauważyłam, że w głowie mam jakiś zastój. Ale było tak tylko na pierwszych zajęciach. Czyli, że gimnastyka jest niezbędna dla całego organizmu. Niestety na prawdziwą gimnastykę poranną do atrium, jeszcze nie chodzę, ciągle boli kręgosłup. Jak byłam we wtorek u lekarza poprosiłam go żeby wypisał mi nowy, ale normalny materac, na receptę, receptę taką do siostry przełożonej, bo to ona przydziela materace. Spojrzał na mnie zdziwiony, więc mu wyjaśniłam. Wprawdzie całkiem nie dawno dostałam nowy materac ale on nie nadaje się dla mnie, jest jakiś aerodynamiczny czy jakiś tam, w każdym razie jak leżę na boku to za plecami tworzy się taka otulina, której ja teraz będąc chora, nie mogę sforsować, po nocy jestem najbardziej obolała, a do siostry przełożonej nie pójdę bo jej nie cierpię, a jak pan doktor wypisze zlecenie, że ma mi wydać twardy, bez udziwnień, materac, to ona nie będzie miała wyjścia. Pan doktor to zlecenie wypisał i dalej miała działać jego asystentka. Przychodzę na drugi dzień do owej asystentki i pytam jak moja sprawa – jeszcze nie byłam. Przychodzę na dzień następny – byłam, a siostra przełożona kazała pani przekazać, że jeśli pani coś nie odpowiada to niech pani sobie kupi prywatnie to co pani chce. Od razu wybrałam się do siostry przełożonej i od progu informuję, że ja w sprawie materaca. Przełożona udaje, że nic na ten temat nie wie więc wyjaśniam, a ona na to, – za 15 minut materac będzie u pani w pokoju. Szok – co to było, czy moja wizyta zrobiła wrażenie, czy asystentka nie umiejętnie podeszła do sprawy? Pewnie przełożona sądziła, że jak usłyszę, że mam kupić sobie sama to już do niej nie przyjdę, a tu niespodzianka. W każdym razie mam nowy materac i spokojnie przewracam się z boku na bok. Podejrzewam, że tylko ja z nią rozmawiam z pozycji kogoś ważniejszego od niej, nikt ponadto, na pewno dyrektorka nie ośmieli się nigdy tak stanowczo z nią rozmawiać. Ja po prostu uważam, że każdy podopieczny jest w domu opieki ważniejszy od kogokolwiek innego. Jeśli pracownicy chcą żebyśmy ich szanowali to oni muszą szanować nas. Jeszcze parę lat temu jeździli po mnie jak po starej, nikomu nie przydatnej kobyle, teraz sobie na to nie pozwolę. Dotyczy to przede wszystkim kierownictwa dps. Teraz, odpukać, nie mam im nic do zarzucenia, jest dobrze i niech tak zostanie.
Czekam z utęsknieniem kiedy wyzdrowieję, zacznę ćwiczyć, zrobię jakiś program muzyczny, no i pojadę zobaczyć jak wygląda Olsztyn latem, a na razie – do zoba… NARA !!
