Tak jest zatytułowane pismo – rocznik, a może półrocznik, wydawane przez nasz dps. Po przejrzeniu owego pisma, bo nie mogę powiedzieć, że po przeczytaniu – 80% druku zajmują zdjęcia i ilustracje, doszłam do wniosku, że nasi seniorzy nie mają głosu, albo nie mają nic do powiedzenia. A jeśli nie mają nic do powiedzenia to po co biorą się za pisanie? Jest to typowa kronika wydarzeń już zapomnianych. Notatki wspominają co wydarzyło się w styczniu i do czerwca. Każdy wpis opisujący jakieś wydarzenie artystyczne lub sportowe, to trzy, cztery zdania a w każdym wpisie są same ochy i achy. Na trzynaście opisów oczywiście w trzech zdaniach, pięciokrotnie powtarza się, że ciasto było pyszne albo, że był najważniejszy punkt spotkania – słodki poczęstunek. Za każdym razem ludzie wpadali w zachwyt bo zabawa była przednia i zawsze było bardzo miło. Dowiedziałam się, że na każdym spotkaniu redakcyjnym jest obecna pani dyrektor, a zatem osoby piszące są ubezwłasnowolnione i należy je pilnować żeby nie dopuściły się jakiejś samowolki. Tak się zachowuje tchórzliwy dyrektor, który wie, że nic dobrego ludzie o niej nie powiedzą a zatem trzeba pilnować żeby lepiej nic nie mówili. Pani dyrektor pierwszy raz na spotkanie redakcyjne przyszła natychmiast po objęciu stanowiska dyrektora u nas i pierwszą jej czynnością było zniszczenie poprzedniego Głosu Seniora, w którym było co czytać, ale po co, co za dużo to nie zdrowo. Później to już pani dyrektor niszczyła wszystko, bo tylko to jej wychodzi najlepiej.
PS. Te dziennikarki Głosu Seniora to w 50% moje koleżanki z logopedii, dostanie mi się po głowie, trudno – podlizuchy !
I to byłoby na tyle NARA !!
