Parapetówka !

Ten tydzień rozpoczęłam od parapetówki właśnie. Moja wnuczka chciała pokazać rodzinie i swoim przyjaciołom jak się mieszka w nowo wybudowanym domu i to wybudowanym osobiście przez jej męża i teścia. Jej mama, czyli moja córka, dziwiła się że spotkanie organizuje w poniedziałek, ale wnuczka wyjaśniła, że w sobotę to będzie spotkanie młodych, a więc długo i głośno. Niedziela będzie na odpoczynek i posprzątanie śladów balangi po to żeby w poniedziałek spotkać się ze starszyzną, czyli teściami z obu stron, plus z babcią i prababcią w mojej osobie. Dom budowano dość długo ponieważ mąż wnuczki jeździ tirem po Europie a budową zajmował się w czasie wolnym od pracy. Jak już szkielet domu był gotowy to zagospodarowały go bociany – uwiły sobie na nim gniazda, jako że dom stoi w głębokiej głuszy, na odludziu pod lasem na polanie, na której dotychczas wygrzewały się zwierzęta i ciągle uważają że to jest ich miejscówka. Oczywiście ich gniazda zostały starannie przeniesione na wybudowane maszty blisko domu. Ogrodzenie również musieli zlikwidować ponieważ żadnych ogrodzeń nie życzyły sobie jelenie i sarny. Na polanie, na której stoi dom można śmiało zlokalizować pole golfowe, ten duży teren to ich podwórko obsadzone małymi, srebrnymi świerkami. Ich dom wewnątrz tylko obejrzałam ponieważ pogoda była zbyt piękna żeby w nim siedzieć. Tak więc przy drinku i przeróżnych przekąskach, na hamakach przebujaliśmy poniedziałkowe południe i popołudnie. Dla mnie, niestety takie wypady choć leniwe są już męczące. Nie mogłam sobie pospacerować z prawnukiem ponieważ grunt pod nogami nie był zbyt stabilny a tego wymaga moja starość. Mój chodzić w ogóle nie chciał jeździć a o chodzeniu bez niego mowy nie ma. Do domu jest wiele wejść ale te wejścia nie mają jeszcze porządnych schodów; w ogóle jest jeszcze dużo do zrobienia ale już w nim mieszkają. Są to tereny skupywane przez lata przez rodziców męża wnuczki z planem zamieszkania całej rodziny obok siebie. Brat przyszytego wnuka, moim zdaniem postąpił mądrzej, sprzedał część gruntów i lasu i kupił mieszkanie w mieście a na pozostałych gruntach wybudował dom na wywczasy. Natomiast moja wnuczka zamieszkała tam na odludziu na stałe. Mają swoją wodę głębinową, swoje zasilanie prądotwórcze i ogólnie wszystko co potrzebne jest do życia, jednak ja nigdy w życiu nie odważyłabym się tam mieszkać pomimo to, że jest tam pięknie.

Jak tylko wróciłam do Domu to zanim padłam na swoim łóżku musiałam wysłuchać żalów sąsiadki – i znów pomyliły mi leki, mnie jest tak ciężko chodzić ale muszę iść z reklamacją. Ponieważ od dwóch miesięcy niemalże codziennie korzystałam z usług pielęgniarskich w ich gabinecie to zwróciłam uwagę, że powinno się odizolować pokój na rozdzielanie leków od obsługi mieszkańców Domu, bo jedno z drugim jest bardzo rozpraszające i wówczas nie trudno o pomyłki. Czyżby o tym nie wiedziała siostra przełożona. Ja kilkanaście razy zgłaszałam pomyłki, chociaż one nie powinny w ogóle mnie dotyczyć, ale jak zobaczyłam jak wygląda rozdzielanie leków, i to już od dziesiątek lat tak samo, to za tę bezmyślność wyrzuciłabym z roboty przełożoną. A jak zgłaszałam pani dyrektor o bałaganie z lekami to szanowna zamiast się wykręcać od odpowiedzi powinna zapoznać się z pracą pielęgniarek; ale to byłoby ingerowanie w zakres obowiązków siostry przełożonej, więc gdzieżby śmiała, lepiej zrobić durnia z podopiecznej albo nawet z siebie, żeby tylko nie narazić się przełożonej.

I to już wszystko – NARA !!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *