Wiek, upał, niby remont w pokoju i łazience a do tego długotrwałe zapalenie nerwu kulszowego, wszystko na raz, myślę, że mam prawo nie chcieć niczego. Ten cholerny wiek powoduje, że byle co cię chwyta, ale leki to niechętnie działają. Zawsze nowy lek, czy nowy zabieg fizjoterapeutyczny, nawet nowe ćwiczenie gimnastyczne działa na mnie natychmiast i wpadam w euforię. Niestety to wszystko działa na mnie tylko raz. Teraz dostałam zastrzyki; pielęgniarka mi mówi – pani Danusiu na pewno od razu to nie przestanie boleć ale już po trzecim zastrzyku poczuje pani wyraźną ulgę. A u mnie jest sytuacja odwrotna, po pierwszym zastrzyku cud, miód i orzeszki, ja w euforii, a na drugi dzień zaczyna boleć jeszcze bardziej. Zawsze byłam taka szywarat na wywarat czyli odwrotna. To z rosyjskiego.
Remont, po prostu wymiana rur grzewczych i kaloryfera w łazience. Fachowcy przyszli jeden z nich wymontował rury i poszli. Po trzech dniach przyszli porobili dziury w ścianach i poszli. Za jakiś czas znów coś tam, coś tam i zginęli. Dziesiątego dnia przyszli i wszystko zrobili w ciągu trzech godzin. A ja przez te 10 dni byłam zawsze w gotowości i wściekła.
Nie chodzę na logopedię, nie ćwiczę, nie chodzę na żadne spacery, nie śpiewam bo nic mi się nie chce. Kochani, tak więc nie będę więcej pisała bo nie chce mi się.
NARA !!
