Rozmowy sprzed roku i teraz.

Ponieważ nie bardzo mam o czym pisać, zrobiłam przegląd wpisów z lipca ubiegłego roku i spróbowałam porównać te wydarzenia z dzisiejszymi. Pierwsza z nich to była rozmowa ze spotkaną na spacerze sąsiadką z ulicy Oficerskiej, czyli to takie sąsiedztwo ulic. Tej akurat sąsiadki nie spotkałam, już bardzo rzadko wychodzę, spotkałam dwie inne osoby. Rozmowy radykalnie inne. Pierwszą napotkaną osobą była pani, która była żoną poznanego kiedyś pana. Otóż ów pan, około 10 lat temu po prostu mnie zaczepił żeby pogadać. Z wyglądu bardzo nie ciekawy jegomość, taki nieduży pączuszek – wysokość i szerokość jednakowych wymiarów. Od pierwszej z nim rozmowy wpadłam w zachwyt nad tym osobnikiem płci bardzo brzydkiej. Bardzo lubiłam rozmowy z nim. To były takie chwilówki przy spotkaniu na ulicy, zwykle przed jego domem. Z chwilą kiedy poznałam jego żonę za każdym razem przy spotkaniu się z nią prosiłam żeby pozdrowiła ode mnie swojego męża. Jego widywałam coraz rzadziej a i ją nie częściej niż raz na rok. Spotkałam teraz, w lipcu, po krótkiej rozmowie, już na odchodne wrzucam – pozdrowi pani ode mnie swojego męża. Pani Danusia, on już od roku nie żyje. Idę dalej ze spuszczoną głową, wspominając cudne rozmowy z owym panem, aż nagle słyszę – dzień dobry, a co to taka zamyślona. To inny sąsiad z ulicy Oficerskiej. Taki pędziwiatr. Wiecznie gdzieś gonił. Nigdy nie usiedział w domu. Bywał na wszystkich imprezach organizowanych w mieście, zwłaszcza na tych gdzie był poczęstunek. A jego żona dla odmiany, wiecznie pracująca w ogródku. Kiedyś sama ją zaczepiłam pytając – czy pani kiedyś odpoczywa ? Wielki ogród, duży dom i wiecznie latający gdzieś mąż. Pomocy znikąd. To intelektualista, nie brudzi rąk pracą fizyczną – odpowiada owa pani. Boże, ta kobieta nawet śnieg zimą odgarniała sama, jesienią grabiła wiecznie spadające liście, a mąż słuchał w tym czasie jakiegoś koncertu. Dobrana para, nie ma co. Tym razem znów właśnie gdzieś pędził – gdzieś jest jakiś występ który nie odbędzie się bez pana – pytam. Nie, jadę na wieś, jestem zaproszony na obiad – odpowiada. Żona, to z pana nie ma żadnej pociechy; a pan na to – pani Danusiu, żona od roku nie żyje. I takie to teraz rozmowy – śmierć i choroby. Niestety i ja i moi znajomi to już ludzie wiekowi, choć młodsi ode mnie.

Opisywałam też o mojej znajomości z Krzyśkiem, jego podejściu do mnie i mojego do jego osoby. Krzysiek już od kilku miesięcy mieszka w naszym dps. Ponieważ w pierwszych tygodniach bez przerwy coś chciał ode mnie, a z nim rozmowa żadna i na żaden temat, ja szybko odcięłam pępowinę. I o dziwo Krzysiek od razu stał się samodzielny. Zaczął od zamiany pokoi. Pierwszy mu się nie podobał, pomieszkał w nim miesiąc. W drugim mieszkał też mniej więcej tyle. Aż wreszcie trafił do trzeciego, wymarzonego przez siebie pokoju. Poszłam zobaczyć jak mieszka. Byłam zaskoczona pięknym umeblowaniem, pytam – to są twoje meble z domu. Tak – odpowiada. A to nie prawda, to były meble, że tak powiem, służbowe. Przy okazji tej krótkiej wypowiedzi Krzyśka przypomniało mi się, że on nałogowo kłamie, tak więc jaki sens ma rozmowa z kimś takim. Któregoś dnia spotykam Krzyśka na korytarzu – wracam z pralni, mówi a w ręku trzyma jedną parę skarpet. Ty skarpetki nosisz do pralni? Przecież jeżdżę na wózku to i prać nie mogę. Całe życie mieszkałeś sam i sobie musiałeś radzić a teraz raptem stałeś się taką ofiarą losu. Denerwuje mnie takie pieszczenie się z sobą. Nie potrafię być miła w takiej sytuacji.

Trzecim tematem poruszanym na moim blogu w lipcu ubiegłego roku była nasza krajowa polityka. W tym względzie nic się nie zmieniło. Jedni na drugich plują tak jak pluli i nie zanosi się na zmiany.

I to byłoby na tyle NARA !!