Pracownik pierwszego kontaktu…

Dzisiaj, przez przypadek, dowiedziałam się, że mam pracownika pierwszego kontaktu. Dowiedziałam się nie od tego pracownika tylko od kogoś. Jeszcze z nim nie rozmawiałam. Od kiedy go mam nie wiem. Jeszcze parę lat temu takiego pracownika wybierał sam podopieczny; przecież to musi być osoba do której ma się zaufanie. Muszę się dowiedzieć coś o tym pracowniku, bo taki pracownik powinien ze mną rozmawiać co najmniej 30 min. tygodniowo. Powinien o mnie wiedzieć jak najwięcej żeby móc koordynować wsparcie w planie pomocy. Po za obecnym pracownikiem pierwszego kontaktu miałam ich pięcioro w tym tylko z jednym byłam w stałym kontakcie, z pozostałymi rozmawiałam tylko raz a z trzema rozmowa była nawet nie temat. Pisałam o nich wszystkich. Może miałam ich więcej ale nic mi o nich nie wiadomo. Pierwszego pracownika spotkałam na korytarzu, to pani psycholog która właśnie szła z panią dyrektor do mnie żeby nas sobie przedstawić ,a że spotkałyśmy się na korytarzu to pani dyrektor zaproponowała żebyśmy na nim zostały. Blisko moich drzwi stał rząd połączonych krzeseł więc zaproponowano mi żebym usiadła w środeczku a one wzięły mnie w dwa ognie. Zbliżały się wybory do samorządu mieszkańców a ja prowadziłam wówczas radio Kombatant, więc obie panie zaczęły mi tłumaczyć co mam mówić w radio na ten temat. Ponieważ wywnioskowały, że nie ulegnę ich namowom, prowadziłam przecież audycje muzyczno – poetyckie, tak więc audycja którą miałam prowadzić, była moją ostatnią audycją i swojego pracownika pierwszego kontaktu widziałam również pierwszy i ostatni raz. —- Drugi pracownik, również pani psycholog, która zachowała się beznadziejnie – bez żadnej zapowiedzi przyprowadziła do mnie gościa, mężczyznę, muzyka, który jak mijaliśmy się na ulicy przez ponad 50 lat, nie mówił mi nawet dzień dobry; a pani psycholog była bardzo zdziwiona, że ja się nie ucieszyłam na jego widok, bo ona cieszyła się bardzo. Nie uprzedziła jego przyjścia pytaniem – czy może przyprowadzić, czy będzie to odpowiednia pora ? Cieszyła się że przyprowadziła i już. Z tym moim pracownikiem również widziałam się pierwszy i ostatni raz. —–Trzeci pracownik pierwszego kontaktu, o dziwo również kobieta psycholog, od progu miała bardzo zbolałą minę która miała wyrazić ogromne współczucie dla mnie i zaczęła od pełnych boleści słów: No taka strata, takie nieszczęście panią spotkało, współczuję serdecznie. I patrzy na mnie a ja nic – szukam w pamięci co takiego mnie spotkało – nikt nie umarł, wszyscy zdrowi, no chyba to że 6 lat temu musiałam uśpić psa, był chory na raka żołądka. Mówię do niej – niech mi pani powie coś o tej stracie, bo nic nie przychodzi mi do głowy. A ona na to – no przecież panią Anię Ż. zwolniono z pracy, a pani ją tak lubiła. Szanowna pani, jeśli już to to jest strata dla dps, ktoś bardzo bezmyślnie postąpił zwalniając ją. Przyjęto do pracy zieloniutką, młodziutką dziewczynę, po dwóch latach okrzepła i stała się bystrą chętną do pracy i pomocy każdemu, pracownikiem, kogoś takiego nie zwalnia się. Owszem, szkoda że musiała odejść chociaż mieszkańcy wystosowali prośbę do pani dyrektor żeby ją zostawić. I to wcale nie był mój pomysł z tym pismem, widać że wszyscy ją cenili nie tylko ja. Ale ponieważ w tym czasie była nagonka na mnie więc jestem pewna, że dlatego ją zwolniono żeby właśnie mnie zabolało. —– I czwarty pracownik był psychologiem i o dziwo wyjątkowo zdolnym psychologiem bo podczas pierwszej rozmowy wyciągnął ode mnie wszystko co chciał, powiedziałam mu wszystko co go interesowało, aż sama sobie się zdziwiłam; ale było to jedyne spotkanie z nim. ——- No i wreszcie piąty pracownik i o dziwo nie psycholog tylko nowo zatrudniona pracownica socjalna pani Ania R. Przyszła do mnie, przedstawiła się i powiedziała wprost: nic nie wiem o pani a chciałabym wiedzieć jak najwięcej. Ponieważ nie mam czasu żeby przychodzić do pani to proponuję żeby to pani przychodziła do mnie. Pracuję w pracowni plastycznej, przychodzi tam wiele ludzi. Będziemy pracować i rozmawiać i w ten sposób pomalutku poznamy się bliżej. Nie będę się rozpisywała o zdolnościach pani Ani, bo była wszechstronnie uzdolniona i umiała wiele rzeczy przekazać nam swoim podopiecznym. Na pewno takiej osoby nie spotkam już w swoim życiu, a naszej dyrekcji była nie przydatna. —— Przez ostatnie 10 lat nic nie było mi wiadomo czy miałam pracownika pierwszego kontaktu czy nie, ale jaki będzie ten szósty, jestem bardzo ciekawa.

I to byłoby na tyle NARA !!

Tango La cumparsita..

Niedzielny wieczór, to jest jedyny długi, jak dla mnie, wieczór kiedy nie śpię. Przecież w telewizji leci program ” Taniec z gwiazdami ” . Kocham oglądać tańczące pary. Interesuje mnie każdy ruch taneczny; a tym razem jak usłyszałam pierwsze takty tanga la cumparsita odleciałam i już do końca programu nie widziałam nic . W głowie kłębiły się i myśli i obrazy z mojego życia z lat sześćdziesiątych. To zaczarowane tango powstało jeszcze przed I wojną światową, czyli że liczy sobie ponad sto lat i jak zatytułował je autor pierwszego tekstu do tego tanga, młodziutki bo 22 letni wówczas Urugwajczyk Rodriges to tango, to ” Tęsknota za minionymi chwilami „. Nigdy nie ogarniała mnie aż taka tęsknota, czyli że to tango jest naprawdę zaczarowane. Zdarzył mi się taki okres w życiu, że musiałam śpiewać w lokalu gastronomicznym, czyli, jak mówią muzycy, śpiewałam do kotleta. Chociaż ja zrobiłam wszystko żeby pomimo to śpiewać dla publiczności nie do kotleta; po pierwsze nie siedziałam razem z muzykami przy stole, śpiewałam zawsze pierwszy utwór w trójce, do każdego wyjścia zmieniałam kreacje a po zakończeniu danego utworu kłaniałam się dziękując za wysłuchanie mnie. To był lokal kategorii S, zwłaszcza dla gości hotelowych. Ja miałam pulę finansową na kreacje jakie chciałam, jeździłam więc do Domu Mody do Sopotu i fundowałam sobie później mały pokaz mody w lokalu w którym śpiewałam. Fama rozeszła się po mieście szybko i lokal stawał się z dnia na dzień coraz bardziej oblegany. Tango la cumparsita musiałam śpiewać codziennie tak jak i Oczy Czarne. Nigdy nie widziałam ludzi dla których śpiewałam bo jak tylko na kogoś spojrzałam to myliłam tekst, ja widziałam tylko tłum albo grupkę, pojedynczych osób nie widziałam; aż któregoś razu popatrzyłam i zobaczyłam czule tulące się pary i kilka par stojących przed sceną i połykających mnie wzrokiem. Poczułam się nadzwyczajnie, bo to znaczyło, że przekaz był właściwy. – – – Jak to się stało, że wylądowałam ze śpiewaniem w restauracji i to aż na pół roku. Otóż, byłam już mężatką i miałam dwójkę dzieci, choć ciągle jeszcze byłam młodziutka – wyszłam za mąż mając 17 lat. Mój mąż choć starszy ode mnie o 5 lat zbyt mądry nie był. Zamarzyła mu się wolność. Zakład pracy wysłał go na trzymiesięczne szkolenie do Poznania, a mój mężuś wziął ze sobą ostatnią pensję i wydał zlecenie żeby następne dwie pensje przesłać do niego do Poznania. Niestety nie pomyślał, że zostawia w domu nie pracującą żonę z dwójką dzieci i bez środków do życia. Wyszłam z dziećmi na spacer do parku, w którym zresztą mieszkałam, usiadłam na ławce przygnębiona i rozmyślam co robić. Podchodzi do mnie znajomy muzyk i od słowa do słowa mówi mi : pracę masz od dziś i od dziś całkiem niemałe pieniądze, mamy nie złe ” boki ” a z tobą będą jeszcze lepsze tak więc załatw opiekę do dzieci i o godzinie 19 śpiewasz. ( Boki to pieniądze za granie na specjalne życzenie ). Zapakowałam dzieci do wózka i pojechałam z nimi do pobliskiej szkoły średniej. Spytałam o jakąś dziewczynkę która dojeżdża ze wsi a mogłaby zamieszkać u mnie w zamian za bycie z dziećmi od godziny 18 . Przy dzieciach nic nie trzeba będzie robić, będą po kąpieli i po kolacji a zatem tylko im poczytać aż usną. I w ten oto sposób miałam w jednym dniu załatwioną pracę i opiekę do dzieci. Bardzo szybko zapomniałam gdzie śpiewam bo zarobki moje z bokami to była dobra dyrektorska pensja. Szanowny małżonek po powrocie jeszcze przez kilka dni bał się wrócić do domu, wysyłał kolegów na zwiady i dowiadywał się, że w domu dostatnio i nawet jest opiekunka do dzieci. Jak już okrzepł w swoim zadufaniu, odegrał scenę pana i władcy, porwał wszystkie moje nowo zakupione kreacje, pożegnał opiekunkę do dzieci a mnie zabronił śpiewać w lokalu, bo to wstyd, pieczętując swoje wymagania siniakiem pod okiem swojej szanownej małżonki. Tak więc znów zaczęłam życie w długach i w smutku. To dlaczego wspominam ten okres z takim rozrzewnieniem. ALE BYŁO MINĘŁO.

Buziaki !!

U mnie nic, ale za to za Oceanem…

u mnie poza dolegliwościami wszelakimi nic. Swoje 85 urodziny przechodzę stękająco i tak jak miałam nie obchodzić w ogóle to okazuje się, że obchody zakończę dopiero w poniedziałek. I po co to komu?

Za Oceanem oczywiście jest TRAMP – jak można było kogoś takiego wybrać na prezydenta takiego mocarstwa jak Ameryka. Mam wrażenie, że wybrali go ludzie którzy źle życzą swojemu krajowi. Przecież ten człowiek ośmiesza Amerykę. Niby to nie moja broszka, a jednak; niestety moim sąsiadem jest Putin a ci dwaj panowie dogadują się idealnie, jeśli dochodzi nawet do złamania przepisów odnośnych kar finansowych nakładanych na te kraje które handlują z Rosją a to dotyczy już Ameryki, to znaczy, że z głowami rządzących jest coś nie tak. Brak paliwa na świecie jest przez wojnę wywołaną przez Trampa. Szukając tego paliwa, żeby załagodzić frustrację swoich, Tramp układa się z agresorem z drugiej strony kontynentu i wspomagać będzie Putina w wojnie która toczy się od 5 lat tuż przy naszej polskiej granicy. I ten człowiek ma pretensję, że nie otrzymał Pokojowej Nagrody Nobla. Brak słów. Nie podoba mu się Prezydent Ukrainy i namawia Ukraińców do wybrania innej Głowy Państwa. Chciałby żeby w innych krajach rządzili ludzie którzy są nim zachwyceni. Panie Prezydencie Tramp, są ludzie na świecie którzy kochają swoją Ojczyznę i gotowi są za Nią umrzeć nawet w biedzie; w rękach trzymając karabin i kawałek suchego chleba nie przeliczając miliony dolarów. Mam nadzieję, że Naród Amerykański nie da się ogłupić 5 000 dolarów obiecanymi wszystkim Amerykanom jak on wygra swoją politykę 11 listopada. Przecież to są puste słowa. Cały świat zna wartość słów Trampa.

No i czy można wymagać moralności i prawości w kierowaniu DPSami kiedy światem rządzi bezprawie.

Idę się położyć, polityka mnie wykańcza – NARA !!

Rozsypuje mi się życie…

jak przejrzałe kłosy; już bardzo dawno napisałam wiersz zaczynający się właśnie takimi słowami, z tym, że wówczas pisząc myślałam o swoich sąsiadach z ul. Radiowej, których życie obserwowałam jako przykład pięknego, długiego, wspólnego życia. Tym razem mam na myśli wyłącznie siebie. Od 15 czerwca nie mogę pozbyć się cholernego bólu kręgosłupa. To jest na prawdę potworny ból. Trzy serie zastrzyków nie pomogły. Blokada przeciwbólowa też nie. 3O zabiegów fizjoterapeutycznych też nic nie dało. Leki przeciwbólowe coraz silniejsze tylko nieco znieczulają ból. Jak byłam młoda leki działały migiem a teraz działają najlepiej skutki uboczne. STAROŚĆ – coś okropnego. Po prześwietleniu kręgosłupa okazało się, że cały nadaje się już tylko do wymiany. Nie mogę nie tylko chodzić ale i ćwiczyć nie mogę a tego jest mi najbardziej żal. Więc co robię? Tyję. Wychodzę tak na troszeczkę na spacer i telepię się pomaleńku bo wszystko boli, patrzę idzie ten nasz wsplny znajomy – szalejący świeżo upieczony wdowiec ( nie wiem nawet jak ma na imię a znamy się kupę lat ), to już nie ten radosny choć jak twierdzi już na nowo zakochany. A co to taki nieciekawy – pytam, nawet nie ogolony, co jest? Łatwo pani mówić, w domu to ja muszę wszystko zrobić sam, a nie umiem. Coś za coś. Przeżywasz drugą młodość. Chodzicie na tańce, na wernisaże a w domu kogoś takiego jak była żona brakuje. Dobrze było być takim Piotrusiem Panem o którego ktoś zadbał. Teraz trzeba zatrudnić pomoc domową, bo jeśli ty tak wyglądasz to wyobrażam sobie jak jest w domu. I pomimo pięknego domu z ogrodem, panny do siebie nie zaprosisz. Tylko patrzeć jak będzie koniec miłości szalonej. Pan, postał ze spuszczoną głową i pożegnał mnie smutnym do widzenia.

Wrócę do naszego dps. Od łapanki do podpisów na czarną listę osób które widziały kto do mnie przychodzi i ile razy, prawie nie widzę pracowników drugiej zmiany. Tylko dwie osoby zaglądają do mnie czasem reszta woli nie ryzykować, bo z naszą siostrą przełożoną nic nie wiadomo. Niczego się nie boi tylko jedna buńczuczna osoba, pokojowa z rannej zmiany. Demonstruje arogancko niechęć do mnie. Ludzie mówią, że sprząta nie tylko w dps ale i w domu, wszyscy wiedzą czyim. A ja się tak dziwiłam, że tak odważnie zajmuje się fryzjerstwem pełno odpłatnym w czasie godzin pracy. Pracowita, nie ma co.

I to byłoby na tyle – NARA !!