Tango La cumparsita..

Niedzielny wieczór, to jest jedyny długi, jak dla mnie, wieczór kiedy nie śpię. Przecież w telewizji leci program ” Taniec z gwiazdami ” . Kocham oglądać tańczące pary. Interesuje mnie każdy ruch taneczny; a tym razem jak usłyszałam pierwsze takty tanga la cumparsita odleciałam i już do końca programu nie widziałam nic . W głowie kłębiły się i myśli i obrazy z mojego życia z lat sześćdziesiątych. To zaczarowane tango powstało jeszcze przed I wojną światową, czyli że liczy sobie ponad sto lat i jak zatytułował je autor pierwszego tekstu do tego tanga, młodziutki bo 22 letni wówczas Urugwajczyk Rodriges to tango, to ” Tęsknota za minionymi chwilami „. Nigdy nie ogarniała mnie aż taka tęsknota, czyli że to tango jest naprawdę zaczarowane. Zdarzył mi się taki okres w życiu, że musiałam śpiewać w lokalu gastronomicznym, czyli, jak mówią muzycy, śpiewałam do kotleta. Chociaż ja zrobiłam wszystko żeby pomimo to śpiewać dla publiczności nie do kotleta; po pierwsze nie siedziałam razem z muzykami przy stole, śpiewałam zawsze pierwszy utwór w trójce, do każdego wyjścia zmieniałam kreacje a po zakończeniu danego utworu kłaniałam się dziękując za wysłuchanie mnie. To był lokal kategorii S, zwłaszcza dla gości hotelowych. Ja miałam pulę finansową na kreacje jakie chciałam, jeździłam więc do Domu Mody do Sopotu i fundowałam sobie później mały pokaz mody w lokalu w którym śpiewałam. Fama rozeszła się po mieście szybko i lokal stawał się z dnia na dzień coraz bardziej oblegany. Tango la cumparsita musiałam śpiewać codziennie tak jak i Oczy Czarne. Nigdy nie widziałam ludzi dla których śpiewałam bo jak tylko na kogoś spojrzałam to myliłam tekst, ja widziałam tylko tłum albo grupkę, pojedynczych osób nie widziałam; aż któregoś razu popatrzyłam i zobaczyłam czule tulące się pary i kilka par stojących przed sceną i połykających mnie wzrokiem. Poczułam się nadzwyczajnie, bo to znaczyło, że przekaz był właściwy. – – – Jak to się stało, że wylądowałam ze śpiewaniem w restauracji i to aż na pół roku. Otóż, byłam już mężatką i miałam dwójkę dzieci, choć ciągle jeszcze byłam młodziutka – wyszłam za mąż mając 17 lat. Mój mąż choć starszy ode mnie o 5 lat zbyt mądry nie był. Zamarzyła mu się wolność. Zakład pracy wysłał go na trzymiesięczne szkolenie do Poznania, a mój mężuś wziął ze sobą ostatnią pensję i wydał zlecenie żeby następne dwie pensje przesłać do niego do Poznania. Niestety nie pomyślał, że zostawia w domu nie pracującą żonę z dwójką dzieci i bez środków do życia. Wyszłam z dziećmi na spacer do parku, w którym zresztą mieszkałam, usiadłam na ławce przygnębiona i rozmyślam co robić. Podchodzi do mnie znajomy muzyk i od słowa do słowa mówi mi : pracę masz od dziś i od dziś całkiem niemałe pieniądze, mamy nie złe ” boki ” a z tobą będą jeszcze lepsze tak więc załatw opiekę do dzieci i o godzinie 19 śpiewasz. ( Boki to pieniądze za granie na specjalne życzenie ). Zapakowałam dzieci do wózka i pojechałam z nimi do pobliskiej szkoły średniej. Spytałam o jakąś dziewczynkę która dojeżdża ze wsi a mogłaby zamieszkać u mnie w zamian za bycie z dziećmi od godziny 18 . Przy dzieciach nic nie trzeba będzie robić, będą po kąpieli i po kolacji a zatem tylko im poczytać aż usną. I w ten oto sposób miałam w jednym dniu załatwioną pracę i opiekę do dzieci. Bardzo szybko zapomniałam gdzie śpiewam bo zarobki moje z bokami to była dobra dyrektorska pensja. Szanowny małżonek po powrocie jeszcze przez kilka dni bał się wrócić do domu, wysyłał kolegów na zwiady i dowiadywał się, że w domu dostatnio i nawet jest opiekunka do dzieci. Jak już okrzepł w swoim zadufaniu, odegrał scenę pana i władcy, porwał wszystkie moje nowo zakupione kreacje, pożegnał opiekunkę do dzieci a mnie zabronił śpiewać w lokalu, bo to wstyd, pieczętując swoje wymagania siniakiem pod okiem swojej szanownej małżonki. Tak więc znów zaczęłam życie w długach i w smutku. To dlaczego wspominam ten okres z takim rozrzewnieniem. ALE BYŁO MINĘŁO.

Buziaki !!