Różne sprawy.

W ostatnim wpisie poruszyłam temat pracownika pierwszego kontaktu który jest przynależny każdemu podopiecznemu; a piszę dlatego, że ten mój pracownik jakoś nie chce się ujawnić. Mijamy się po kilka razy dziennie na korytarzach a ten mój ani myśli żeby mnie zagadać na temat ewentualnej pomocy z jego strony i w ogóle na czym będzie polegała ta jego pomoc, no tak po prostu zagadać i powiedzieć, że nim jest. Myślę, że to nie ładne podejście, a już na pewno nie profesjonalne. Może nikt jej nie powiedział ( bo to ona )co do niej należy a ona nie wie jak ma się zachować. Może ja przez ostatnie dziesięć lat, miałam właśnie takiego tajemniczego opiekuna . Tak tajemniczego, że nawet nie wiedziałam, że go mam.

Powyższy temat świadczy o niewłaściwym podejściu dyrekcji i przekazie o tym jak powinien zachować się pracownik pierwszego kontaktu. Nasza dyrekcja wiele rzeczy wykonuje nie właściwie np. wysyła nas staruchów do lekarzy specjalistów bez opiekuna. Ten przypadek nie dotyczy mnie, ja już od kilku ostatnich wyjazdów mam zawsze opiekuna. Poskarżyła mi się współtowarzyszka niedoli, 90 letnia pani, którą wysyłają samą. Owszem samochód będzie ale z resztą musi sobie poradzić sama. Nie poradzi ! zapomni o wielu ważnych rzeczach które dotyczą jej choroby. Nie będzie umiała nawet zarejestrować się, bo teraz trzeba to zrobić komputerowo już na korytarzu. A po naszych korytarzach krążą wolontariusze, przyszli opiekunowie których to siostra przełożona już przeszkoliła. Tak ich przeszkoliła, że chodzą bez celu i nie wiedzą co ze sobą zrobić. Czy nie byłoby dobrze, żeby te osoby przeszkolić pod kątem opieki w czasie wyjazdów do lekarzy specjalistów?

A teraz coś miłego, niestety tylko dla mnie. Napisał do mnie pan Lamanzi, któremu dziękuję za miłe słowa; dla kogoś kto lubi pisać taka ocena jak Pana jest bardzo miła. Niestety stwierdzenie przeze mnie, że lubię pisać już jest przesadą, już przestaję lubić i myślę, że ten rok to jest dziesiątym rokiem i już ostatnim mojej pisaniny . Pewnie dlatego, że nie mam o czym ale i dlatego, że bardzo szybko wszystko mnie męczy. Myślę, że dobrnę jakoś do końca roku. Rok 2026 jest przez wnuka wykupionym miejscem w chmurze dla mojej zabawy więc dobrnę, ale w przyszłym roku już pisać nie będę. No chyba, że stanie się cud i będę miała na tyle ciekawe tematy, że wycofam się z postanowienia. Tragicznie ogarnia mnie starość. Nic mi się nie chce, tylko gapiłabym się bezmyślnie w telewizor i co jakiś czas zasypiała. Dzisiaj przedsięwzięłam postanowienie, że wreszcie przejadę się swoim pięknym wózkiem elektrycznym i troszeczkę zwiedzę okolicę. Zanim byłam gotowa do wyjścia to tak się zmęczyłam, że wolałam odpocząć po tym zmęczeniu w łóżeczku. Ot i takie to jest życie staruszki, chociaż ciągle nikt mi nie wierzy że jestem już staruszką, a ja naprawdę nią jestem.

I to już wszystko NARA !!